Po tym jak poszukiwany listem gończym Zbigniew Ziobro został komentatorem Republiki w Stanach Zjednoczonych, szef stacji Tomasz Sakiewicz został wezwany na przesłuchanie do prokuratury. Republika poinformowała o zwiększeniu środków bezpieczeństwa i wzywa widzów do uczestnictwa w demonstracji w obronie prezesa kanału.
W środę stacja relacjonowała interwencję policji i straży pożarnej przed jej siedzibą. Informowała na pasku o "Akcji służb Tuska". Stołeczna policja określiła te doniesienia fake newsem. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu w związku ze zgłoszeniem o zagrożeniu bezpieczeństwa osób znajdujących się w okolicy.
Jarosław Olechowski, szef wydawców Republiki w stanowisku przesłanym Wirtualnemedia.pl twierdzi, że policja kłamie i manipuluje. Tylko do piątkowego południa fałszywych alarmów miało być 13. Do stacji przyjechało m.in. pogotowie ratunkowe.

Jedno ze zgłoszeń miało dotyczyć 13. piętra budynku przy placu Bankowym w Warszawie, gdzie nagrywane są m.in. podcasty stacji, inne prywatnych mieszkań.
– Mówili, że mają zgłoszenie, że na przykład w toalecie jest zamachowiec z pasem szahida albo ktoś chce popełnić samobójstwo. Chcieli wejść i sprawdzić, czy takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce – mówi Olechowski. Dodał, że w piątek przy siedzibie stacji pojawił się radiowóz, a funkcjonariusze legitymowali wchodzące do środka osoby.
"Za akcją stoi Tusk i Kierwiński"
W piątek po południu funkcjonariusze pojawili się w mieszkaniu Sakiewicza. – Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę. Twierdzili, że znajduje się tam jakieś dziecko w zagrożeniu. Powiedzieli, żeby się wylegitymowała, ale to nie było możliwe, bo była skuta. Próbowali ją wyprowadzić, ja zszedłem za nimi. Mamy zdjęcie samochodu. Policja do końca nie wylegitymowała się, do końca odmówiła przedstawienia się, kim są. Byli umundurowani. Macie ten filmik z momentu, kiedy ją skuto – mówił na antenie szef Republiki.

Chodzi o lokal wykorzystywany w celach redakcyjnych. – Zachowywali się jak bandyci. Przeszukali mi mieszkanie nie mając żadnego nakazu. Przypominam, że moje mieszkanie jest jednym z lokali redakcyjnych, bo ja tu prowadzę działalność gospodarczą. Naruszono więc tajemnicę dziennikarską przez przebranych w mundury bandytów, którzy podają się za policjantów – dodał Sakiewicz. Funkcjonariusze mieli szukać porwanego dziecka, które jest w niebezpieczeństwie.
Później tłumaczył, dlaczego miało dojść do zatrzymania. – Jak twierdzili, odmawia wylegitymowania się, a nie mogła wylegitymować się, ponieważ była skuta. Twierdzili, że przeszkadza w interwencji i najściu na moje mieszkanie. Co ciekawe, mnie nie skuli. Ja ich w tym czasie filmowałem. W ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. Ja domagałem się, żeby ze mną rozmawiali. Uprzedzałem, że to najście bez żadnego nakazu. Weszli do moich pokoi, nie mając żadnego dokumentu, nie przedstawiając się. Bandycki napad – ocenił prezes Republiki.

Zdaniem Sakiewicza ekipa rządząca chce utrudnić pracę jego mediom i je zastraszyć. Republika stoi na stanowisku, że w przypadku serii fałszywych alarmów służby nie powinny tak poważnie podchodzić do zgłoszeń dotyczących związanych ze stacją miejsc. Takie zalecenia miało przyjąć Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Tymczasem każdy sygnał dotyczący Republiki jest sprawdzany przez służby wyjątkowo dokładnie.
– To ewidentny pretekst. Domagamy się od władz, żeby było jedno centrum, które zbiera te informacje. Specjalnie te informacje są rozproszone, żeby twierdzili, że nie wiedzą, że taka akcja się odbywa. Policjanci powinni zdawać sobie z tego sprawę. Ta akcja trwa już ponad 48 godzin. Właśnie dlatego nie powołano jednego miejsca w sprawie tych maili po to, żeby dalej interweniować. Za akcją, przynajmniej na tym etapie, stoi Donald Tusk i minister Kierwiński – przekonywał Sakiewicz.

Później w mieszkaniu pojawił się dyrektor programowy Republiki Michał Rachoń. – To już co najmniej trzecia nietypowa interwencja w moim mieszkaniu. To samo się odbywa w domach innych naszych dziennikarzy. Mamy do czynienia inną akcją straszenia, zniszczenia Republiki. Nie dali rady tego zrobić materialnie, prawnie, to bandycko napadają na nasze mieszkania – mówił Sakiewicz. Potem zaprosił widzów do "obejrzenia luksusów" w jego starym mieszkaniu. Miał w nim mieszkać przed wojną Krzysztof Kamil Baczyński.
Policja dementuje informacje Republiki
Komenda Rejonowa Policji Warszawa II na platformie X stanowczo zdementowała informacje przekazywane na antenie Republiki dotyczące interwencji przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie. – Policja została powiadomiona, że w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu. Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol Policji – podano w stanowisku.

Dalej funkcjonariusze odnieśli się do rzekomego zatrzymania kobiety. – Informacja dotycząca realnego zagrożenie czyjegoś życia stanowiła również powód, dla którego policjanci podjęli decyzję o wejściu do lokalu. Funkcjonariusze zastali w nim kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki – zauważono w komunikacie.
Zgłoszenie okazało się fałszywym alarmem. – Zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych. Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikt nie został zatrzymany – dodała policja.












