W głosowaniu ustawę poparło 359 posłów, przeciw było 23, wstrzymało się 59. Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej odbyło się we wtorek, a w piątek ustawa została uchwalona.
Ustawa nie wzbudzała dużych kontrowersji. Również podczas środowego posiedzenia komisji, która wprowadziła głównie redakcyjne i legislacyjne poprawki, dokument uzyskał niemal jednogłośne poparcie, tylko dwóch posłów wstrzymało się od głosu.
Pośpiech w uchwalaniu ustawy wynika z tego, że jest ona implementacją dyrektywy unijnej, która nakłada obowiązek wprowadzenia mechanizmów pozwalających na szybsze eliminowanie bezzasadnych powództw określanych jako SLAPP (z ang. Strategic Lawsuit Against Public Participation – strategiczne powództwa zmierzające do stłumienia debaty publicznej). Chodzi o sprawy inicjowane najczęściej przez wpływowe podmioty, m.in. korporacje, polityków czy instytucje publiczne, przeciwko dziennikarzom, aktywistom i organizacjom społecznym. Projekt przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości.

Podczas czwartkowej debaty w ramach drugiego czytania sprawozdawczyni Aleksandra Kot przypomniała, że SLAPP-y to strategiczne powództwa przeciwko uczestnikom debaty publicznej, polegające na instrumentalnym nadużywaniu drogi sądowej w celu uciszenia niewygodnych tematów. Takie działania mają zniechęcać dziennikarzy, organizacje pozarządowe, wspólnoty lokalne czy nawet polityków do nagłaśniania spraw uderzających w interesy potężnych grup, które stać na kosztowne procesy wymierzone w osoby o znacznie mniejszych możliwościach finansowych.
- Celem takich pozwów jest wywołanie efektu mrożącego, zniechęcenie do dalszej krytyki - mówiła Kot. Dodatkowo czynnikiem oddziaływania, dodała, może być wysokość żądanego zadośćuczynienia. - Ustawa ma chronić słabszą stronę, nie narzuca żadnego rozstrzygnięcia, ale daje narzędzia sądom - zaznaczyła sprawozdawczyni.

Ustawa anty-SLAPP ma na celu ochronę debaty publicznej, dlatego obejmuje ona kwestie kluczowe dla wolności wypowiedzi. Dotyczy to m.in. praw podstawowych, zdrowia, bezpieczeństwa, klimatu, działań osób publicznych, postępowań przed organami stanowiącymi prawo oraz ochrony wartości konstytucyjnych.
Ma dawać realne narzędzia sądom, które będą mogły zareagować, jeśli pozew ma charakter SLAPP. Sąd będzie mógł też nałożyć na autora pozwu kaucję na poczet przyszłych kosztów sądowych w wysokości odpowiadającej zwrotowi spodziewanych kosztów procesu. W ustawie zapisano możliwość oddalenia powództwa bezzasadnego (sąd będzie miał na to trzy miesiące). Zostanie uznane za bezzasadne, jeśli sąd oceni, że zmierza do stłumienia, ograniczenia lub zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej. Rozstrzygając te kwestie, sąd będzie mógł wziąć pod uwagę takie okoliczności, jak: nieproporcjonalność żądania, nadmierny lub nieuzasadniony charakter roszczenia, wszczynanie przez powoda wielu podobnych postępowań dotyczących tego samego przedmiotu debaty publicznej, zachowanie autora pozwu mające cechy gróźb lub zastraszania, działanie w złej wierze, czyli np. na zwłokę, lub składanie pozwu w miejscu niekorzystnym lub uciążliwym dla pozwanego.

Sąd będzie mógł też oddalić pozew, gdy zauważy wykorzystywanie przez powoda przewagi finansowej lub wpływów politycznych albo gdy stwierdzi, że pozew jest skierowany przeciw osobie fizycznej, a nie instytucji, w której imieniu pozwany działa. A także jeśli uzna, że autor pozwu uporczywie unika pozasądowego sposobu rozwiązania sporu.
Powody oddalenia powództwa, czyli np. to, że jego celem jest stłumienie lub ograniczenie debaty publicznej, sąd będzie podawał w sentencji wyroku. Jeśli uzna, że ograniczenie debaty publicznej jest wyłącznym powodem wniesienia pozwu, będzie mógł uznać go za przykład nadużycia procesowego w rozumieniu kodeksu postępowania cywilnego.
W przypadku oddalenia powództwa i stwierdzenia, że miało ono na celu ograniczenie debaty publicznej, sąd będzie miał prawo nałożyć na autora takiego pozwu grzywnę w wysokości 20-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. A w skrajnych przypadkach, gdy autor pozwu będzie wykorzystywać np. swoją przewagę ekonomiczną i sprawa będzie wiązała się dla pozwanego z dotkliwymi skutkami - nawet 100-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę.

W ramach drugiego czytania zgłoszono kilka poprawek, głównie o charakterze legislacyjnym i redakcyjnym, które finalnie zostały przez posłów przyjęte. Zmieniono m.in. tytuł na: ustawa o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej.
W piątkowym głosowaniu nie poparto kilku poprawek Lewicy i PiS, m.in. poprawki Lewicy zakładającej, że podmiotowi wykonującemu władze publiczną, czyli np. organowi administracji, nie będzie przysługiwać roszczenie o ochronę dobrego imienia w związku z udziałem pozwanego w debacie publicznej.
Podczas czwartkowej debaty spośród klubów tylko Konfederacja opowiedziała się przeciw ustawie. W piątek klub Konfederacji głosował przeciw, podobnie jak przedstawiciele kół Konfederacja Korony Polskiej i Demokracja Bezpośrednia.

- Ustawa wykracza poza wymogi wynikające z dyrektywy unijnej, po pracach komisji to się nie zmieniło, wprowadza szerokie i nieostre pojęcia, zostawiając sądom szerokie pole do uznaniowości. Może też ograniczać prawo obywateli do sądu pod hasłem chronienia debaty publicznej. Konfederacja podtrzymuje swoje krytyczne stanowisko - mówił w czwartek poseł Witold Tumanowicz (Konfederacja).
Ustawa została z kolei poparta nie tylko przez kluby koalicyjne, ale i przez większość opozycyjnego PiS (59 posłów PiS wstrzymało się od głosu).
- Pozwy SLAPP nie służą wygraniu w sądzie, ale zmęczeniu i zastraszeniu. Nie chodzi o wyrok, chodzi o efekt mrożący, o to, żeby inni bali się odezwać - uzasadniała w debacie poparcie dla ustawy posłanka Iwona Karolewska (KO). - Takie pozwy mają zastraszyć ludzi, którzy mają odwagę upominać się o prawdę, sprawiedliwość, o zasady i standardy - dodawała Anita Kucharska-Dziedzic (Lewica).

Sławomir Ćwik (Centrum), który po raz kolejny przywołał ubiegłoroczny pozew Sławomira Mentzena przeciw niemu, mający zdaniem Ćwika charakter pozwu SLAPP, ocenił, że wiele będzie zależeć od tego, jak nowe prawo będzie wykonywane przez sądy. - Sądzę, że będzie potrzebna odwaga sądów, żeby to prawo stosować - mówił Ćwik. Zwracał uwagę, że uczestnikami postępowań będą często podmioty mające pieniądze na najlepszych pełnomocników. - Trzeba będzie odwagi sędziego, który nie będzie obawiał się drogi odwoławczej - dodał.
- Mam do tej ustawy stosunek krytyczny z powodów legislacyjnych. Uważam, że nie w ten sposób powinno się to zrobić. Odpowiednią drogą powinna być nowelizacja przepisów kpc - mówił natomiast w czwartek Paweł Szrot (PiS). Dodał zarazem, że w ciągu prac nad ustawą został przekonany, że jednak warto ją uchwalić w tym kształcie.

- Okazuje się, że nawet zatrute drzewo resortu sprawiedliwości ministra Waldemara Żurka może wydać owoce, jeśli nie całkiem niezłe, to warte spożycia - powiedział Szrot. - Nawet jeśli to naiwna wizja, wyobrażenie o pośle Romanie Giertychu, na którego sąd nakłada karę wysokości 100-krotności wynagrodzenia za to, że pozwał dziennikarza w celu jego nękania, jest wartością samą w sobie - dodał.
Z danych przywołanych w uzasadnieniu wynika, że w Polsce liczba spraw związanych z ochroną dóbr osobistych i zniesławieniami pozostaje wysoka. W latach 2021-2025 do sądów wpływało średnio kilkaset spraw rocznie dotyczących roszczeń majątkowych z tego tytułu, kilka tysięcy w zakresie niemajątkowej ochrony dóbr osobistych. Jednocześnie istotna część tych spraw była oddalana lub odrzucana.
źródło: PAP












