We wtorek zarząd Ringier Axel Springer Polska ogłosił plany redukcji zatrudnienia, które obejmą maksymalnie 12 procent pracowników. "Musimy przyspieszyć naszą transformację. Wzmacniać projekty i inwestycje, które dają nam szansę na wzrost, i jednocześnie ograniczać działania o niższym potencjale" – tłumaczono w liście do zespołu.
Atmosfera w warszawskiej siedzibie redakcji przy ulicy Domaniewskiej jest, według relacji naszych informatorów, najgorsza od miesięcy. Spotkanie, na którym przekazano kluczowe informacje, miało trwać zaledwie dziesięć minut.
– Nastroje na korytarzach są grobowe. We wtorek moja redakcja była w totalnej panice – opowiada w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl jeden z dziennikarzy.
Ludzie są w szoku, szczególnie że w styczniu mówiono o wielkich zmianach w strukturze, które mają ustrzec przed zwolnieniami grupowymi. Tymczasem zmiany nastąpiły głównie w nazwach stanowisk wyższych menedżerów. Mamy poczucie, że od kilku miesięcy dzieją się tylko negatywne rzeczy. Ludzie się boją, to potężna frustracja.

Dziennikarze o zapowiadanych zwolnieniach
Nasz rozmówca zwraca uwagę na istotny szczegół: mimo zapowiedzi zwolnień grupowych, w ostatnich miesiącach z firmą i tak pożegnało się już wielu dziennikarzy w trybie indywidualnym.
– To i tak nie zmniejszyło zakresu obecnych zwolnień. 200 osób, w tym 160 na umowie o pracę, to będzie ogromna liczba – dodaje nasz informator. To są na razie nieoficjalne ustalenia.
Nie wszyscy są jednak zaskoczeni. Część zespołu obserwowała ruchy konkurencji – dla nich wcześniejsze redukcje w Agorze czy Wirtualnej Polsce były sygnałem ostrzegawczym.
Spodziewałam się takiego obrotu spraw, bo widzę, co dzieje się na rynku. Trudno było liczyć, że nas to ominie, skoro uderzyło w inne duże redakcje.

– To zmiana trwała i systemowa. Moim zdaniem takie medialne molochy w dzisiejszych czasach przestają mieć rację bytu. Młode pokolenie konsumuje media zupełnie inaczej, stawia na nisze i social media. Grupa docelowa RASP to osoby 40-50-letnie. To zderzenie dwóch światów, w którym dotychczasowy model biznesowy po prostu pęka – uważa dziennikarka.
Przyznaje jednak, że racjonalne argumenty nie łagodzą stresu. – Też jestem w grupie ryzyka. To przykre, co się dzieje – kwituje.
Związkowcy: "To działanie w złej wierze"
Związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej zarzucają kierownictwu działanie w złej wierze i łamanie przepisów ustawy o związkach zawodowych.
Marcin Terlik, przedstawiciel Komisji Zakładowej OZZ Inicjatywy Pracowniczej w RASP, w rozmowie z nami nie ukrywa rozczarowania postawą firmy. – Uważamy tę decyzję za niesłuszną i niepotrzebną. Zwalnianie pracowników w tak dużej liczbie, to najgorszy sposób radzenia sobie z problemami – mówi Terlik.

Związkowcy mówią, że już kilka tygodni temu próbowali uprzedzić pracowników, ale zostali zignorowani.
Już w marcu próbowaliśmy uzyskać od pracodawcy informacje, bo takie pogłoski o zwolnieniach "chodziły" już wcześniej. Skierowaliśmy pismo z pytaniami do pracodawcy w trybie ustawy o związkach zawodowych. Miał obowiązek w ciągu 30 dni odpowiedzieć, jaką planuje politykę zatrudnienia i czy planuje zwolnienia grupowe. Dokładnie o to pytaliśmy.
Czytaj także: "Puls Biznesu" bez szefa sprzedaży subskrypcji
Terlik dodaje: – Pracodawca nie odpowiedział w terminie, mimo że ten jest on naprawdę długi. Odpowiedział dopiero z opóźnieniem w dniu, w którym ogłosił wszystkim te zwolnienia. Traktujemy to jak złamanie przepisów ustawy, zatajenie tego przed związkiem, który skierował odpowiednie pytania. Niestety wygląda to na działanie w złej wierze.

Co dalej?
W czwartek ruszają oficjalne negocjacje między związkami a zarządem. Strona pracownicza ma już doświadczenie z jesieni 2022 roku, kiedy to również toczyły się trudne rozmowy o "grupówkach".
Dla wielu pracowników nadchodzące tygodnie będą czasem nerwowego wyczekiwania. – Prawie nic nie wiadomo poza ogólnymi informacjami. Dopiero kolejne tygodnie wyjaśnią, kto konkretnie straci pracę. Ten brak konkretów rodzi dodatkowy, ogromny stres – podsumowuje inny z naszych rozmówców
Prezes RASP Aleksander Kutela podkreślił, że "aby firma mogła dalej się rozwijać, musimy podjąć trudne decyzje o ograniczeniu kosztów i zatrudnienia". Dla setek dziennikarzy oznacza to stan niepewności, który potrwa co najmniej przez kilka tygodni.












