To (prawdopodobnie) najbardziej konkretny wywiad o YouTube. Stawki, mity, zakazane słowa, lifehacki, reklamy i wiele innych

Postanowiłem spróbować zrobić tak konkretną i mięsistą rozmowę o YouTube, jak tylko się da. Jest o stawkach, zakazanych słowach, mitach, lifehackach, miniaturkach, reklamach, shortach. W świat YouTube zabiera mnie Łukasz Skalik, managing director firmy Video Brothers, który zaakceptował pomysł, że ten wywiad ma być do bólu konkretny. Zobaczmy, czy się udało.

Michał Mańkowski
Michał Mańkowski
Udostępnij artykuł:
To (prawdopodobnie) najbardziej konkretny wywiad o YouTube. Stawki, mity, zakazane słowa, lifehacki, reklamy i wiele innych
Łukasz Skalik z Video Brothers.

Jesteś dżentelmenem?

Nie do końca.

To dobrze.

Dlaczego?

Bo chcę porozmawiać o pieniądzach.

Moich czy youtube’owych?

Tych drugich, ale jedna zasada: nie możesz odpowiedzieć "to zależy".

Postaram się.

Jak popularny musi być kanał, żeby zarabiać 30 tysięcy złotych miesięcznie z samych reklam na YouTube?

To zależy (śmiech).

Uśredniając, taki kanał musi mieć miesięcznie milion zamierzonych wyświetleń opartych na kalorycznej widowni w dobrej kohorcie demograficznej z przyzwoitą saturacją. Najlepiej, żeby ten milion zrobić na dłuższych treściach np. wywiadach, które bardziej angażują. To jest spokojnie wykonalne. I w Polsce jest już dość powtarzalne.

Saturacja?

Wypełnienie danej kategorii reklamami. Chodzi o optymalny układ, w którym film może jeszcze dobrze zarabiać, a jeszcze nie ma nadpodaży treści, która powoduje, że tort reklamowy się kurczy, bo budżet dzieli się na więcej twórców.

Ile można maksymalnie wycisnąć z miliona odsłon?

Rozsądne widełki dla ogółu to 20-35 tysięcy złotych. Górny limit może sięgać nawet 50 tysięcy złotych. Możliwy do osiągnięcia szczególnie w czwartym kwartale, gdy jest największe wypełnienie reklamami. Szanse na taki wynik mają kanały polityczne, edukacyjne, historyczne – wszystkie z wyspecjalizowanym contentem, długimi rozmowami lub materiałami. Kanały ze śmieciowymi, krótkimi treściami, muzyką czy nijacy influencerzy się do tej grupy nie łapią.

I to wszystko wpada do kieszeni twórcy, czy musi oddawać jakąś prowizję?

To kwoty w oparciu o wskaźnik RPM, czyli pieniądze wygenerowane przez twórców uwzględniające podział z YouTube, a więc tyle wpada "na czysto". Wiele kanałów jest zrzeszonych z agencjami jak Video Brothers, wspierającymi ich dystrybucję i pozycjonowanie w algorytmie, za co pobieramy ustaloną prowizję, zależną od intensywności obsługi i własnych nakładów. Każdy oczywiście musi potem jeszcze odprowadzić podatek.

To jaki jest faktyczny przychód?

Mniej więcej dwa razy wyższy, bo YouTube pobiera od każdego 45 proc. stałej prowizji. Jeśli natkniemy się na wskaźnik CPM, pamiętajmy, że nie będzie zawierał rzeczonego podziału.

Czemu influencerzy są w tej gorszej kategorii?

Mówię o influencerach znanych z tego, że są influencerami, a nie o wyspecjalizowanych twórcach internetowych. Celują głównie w "Zetki", które wiszą na kieszonkowym od rodziców, mają niską siłę nabywczą i stać ich co najwyżej na nowy telefon od rodziców. Mają trudności ze skupieniem uwagi, a więc generują krótszy watchtime, a on jest dziś mega istotny, konsumują głównie rolki, na których zarabia się mniej, więc finalnie stawki RPM są tu niskie.

A ile można zarobić na rolkach?

Z miliona wyświetleń pionowych rolek można mieć od 100 do 800 złotych przychodu.

To brzmi jak żart w porównaniu do stawek za "normalne wideo".

Tak, ale jak sobie przypomnisz stawki, które zarabiało się z AdSense na YouTube jeszcze dekadę temu, to też nie robiły szału.

To po co YouTube wszedł w rolki?

Bo został zmuszony przez TikToka. YouTube co do zasady nie lubi pionowego wideo, bo kanibalizuje ich model zarabiania, który polega na przechwytywaniu form reklamowych z tradycyjnego rynku telewizji linearnej. To są niemalże te same spoty, w rolkach to nie jest możliwe. Musieli w to pójść, bo oddawali coraz większe pole Chińczykom. W tym miejscu przypominam, że Google i YouTube w Chinach jest zakazany, a globalny TikTok śmiga tam pod marką Douyin i dla kontrastu – promuje edukację, treści "pożyteczne", informacje lokalne i społeczne działania. Ale to już zostawmy.

Jak zrobić dobrą rolkę?

Na YouTube przede wszystkim musi być zamknięta fabularnie. Ludzie często robią shorty, tnąc kawałek dłuższego wideo. To jest ok, ale musi się "kończyć", a nie zawierać ucięte w połowie zdanie lub wątek, bo algorytmy to zakopią. Algorytm na pewno będzie zakopywał też wszystkie rolki, które mają znamiona promocji lub teaseru odsyłającego do innego materiału wideo.

Czy jeśli wrzucam dużo rolek to cały kanał dostaje jakiegoś ukrytego boosta?

Tak, wypada robić rolki i wypełnić tę przestrzeń, bo w ten sposób cały czas naganiasz ruch do kanału. Absolutnie kluczowe jest jednak, żeby to były rolki z napisami. Ludzie często oglądają je po cichu, za plecami szefa, na przerwie w szkole, w tramwaju, toalecie. Nie każdy ma przy sobie słuchawki. Brak napisów obecnie mocno hamuje dystrybucję, a nawet dyskwalifikuje, bo wielu użytkowników nie obejrzy do końca, a jak tego nie zrobi, to kanał nie będzie polecany. Algorytm wie, że obejrzałeś rolkę danego twórcy, więc potem chętniej będzie podrzucał ci formaty poziome, z których te rolki zostały wycięte. To nie opinia z mojej bańki, ale fakt.

Jeśli miałbyś dziś postawić od zera kanał za własne pieniądze, żeby zmaksymalizować szanse na sukces oglądalnościowy i finansowy to co by to było?

I tu jest pewien absurd, bo choć YouTube wyrósł na kontrze do telewizji, czyli miał być nowym medium z szybkimi, krótkimi treściami, to dzisiaj dąży do czegoś odwrotnego. Promuje długie i pogłębione treści, dlatego na pewno szedłbym w taką formę de facto telewizyjną.

No dobrze, ale konkretnie co byś postawił?

Szukałbym kreacji angażujących. Na pewno nie postawiałbym przed kamerą Kowalskiego, który po prostu chce mieć popularny kanał na YouTube. Musimy znaleźć w nim konkretną historię, którą chce opowiedzieć i w której jest ekspertem. Może być nawet niszowa np. jest mechanikiem pojazdów na żółtych blachach lub utylizatorem śmieci gabarytowych, który chce pokazywać swoją codzienność? Kanały pokazujące jakiś insight dotyczący codziennych zawodów są dobrym tropem. To nie musi być nawet robione na super technicznym poziomie, może być tam element spontaniczności. Dziś bardzo dobrze działa bycie naturszczykiem, normalsem, który nagrywa czasem przysłowiowym "kalkulatorem". Ludzie odczuwają już przesyt przekombinowanych produkcji.

Czyli nie dasz mi prostej odpowiedzi?

Nie, bo klucz do dobrego kanału leży gdzieś indziej. Odpowiedzią jest specjalizacja. Ten gość lub gościówa nie może być słupem, przede wszystkim musi wiedzieć o czym mówi. To jest absolutna podstawa. Nie może być prezenterem, który czyta z promptera, bo nie będzie wiarygodny. W telewizji to działa, w internecie nie.

To inaczej. Czy jest jakaś tematyka, która jest już tak wysycona, że nie ma sensu się w nią pchać?

Brakuje cały czas charyzmatycznych osób, które będą w stanie obstawiać kategorie, które wydają się już zaorane. Jest wiele grup tematycznych, w których twórcy mają świetną wiedzę, ale nie potrafią jej "sprzedać" w interesujący sposób lub przystępny dla outsiderów. Tu internet powinien nadgonić telewizję, którą właśnie cechuje przerost formy nad treścią, bo to przyciąga masy przed ekrany.

Mamy za dużo kanałów "z wywiadami"? Momentami nie mogę już patrzeć na kolejne rozmowy.

Tak, jest przegięcie. To robienie po linii najmniejszego oporu w stylu siadam i rozmawiam. Rynek publicystyczny, geopolityczny czy naukowy pod tym względem jest już wysycony. Są silni i wyraziści twórcy. Bardzo trudno wejść z czymś nowym.

Bo to najprostszy format i pomysł na kanał.

Teraz jest taka moda, że jak ktoś ma promocję książki lub filmu to przelatuje przez kilka podcastów i w sumie w każdym mówi to samo. To wtórne i męczące dla widza. Jest absolutne wysycenie rynku formatami rozmów, moim zdaniem część kanałów, która nie pilnuje specjalizacji, a oparta jest tylko o rozmowy – będzie się zwijać. Spójrz na kanały typu commentary, ekipy czy gaming. Był wielki boom, a naprawdę ostało się na YouTube tylko paru pojedynczych twórców.

Jakie są największe mity o YouTube, w które ludzie wierzą, a Ty łapiesz się za głowę, gdy je słyszysz?

Jest tego cała masa. Ulubiony ostatnio: że kanał na YouTube jest moją własnością, więc mogę go rozkręcić, nabić subami i sprzedać jak towar. Często się mówi, za ile Stanowski mógłby sprzedać Kanał Zero.

A nie mógłby?

Formalnie w żadnym razie. Polecam wczytać się w regulaminy. Kanał jest własnością YouTube. Nasza jest tylko jego zawartość. Handel kontami jest nielegalny. Nie można zbyć kanału notarialnie, mimo że kwitnie czarny rynek obrotu profilami, warto mieć na uwadze ewentualne skutki.

Jest też wieczny mit, jakoby użycie parę razy kampanii reklamowej do dopalenia ruchu na kanale automatycznie sprawia, że YouTube taki kanał ukatrupi i już zawsze będzie chciał pieniądze za odsłony.

A nie ukatrupi?

To się dzieje, ale na Facebooku, a nie na YouTube. Stymulowanie ruchu Google Ads się przydaje, szczególnie gdy całkiem dobry film nie zatrybił przez złą miniaturę lub tytuł. W 90% przypadków to jest powód słabszego zasięgu - faul start z niedopracowaną oprawą. Na szczęście można to szybko poprawić i podnieść, ale czasami algorytm nie reaguje, bo film już raz przeszedł przez feed subskrypcyjny, nie wstrzelił się w rekomendacje i ludzie go pominęli. Wtedy warto sięgnąć po Google Ads.

Jaka reklama najlepiej działa?

Polecam wtargetować nasz materiał w formie reklamy w kanał podobny tematycznie, aby pozyskany ruch był kaloryczny, bo taki przełoży się też na subskrypcje i istotne dla algorytmu interakcje. To jeden z najbardziej pokutujących mitów: ludzie boją się Adsów i je omijają, kiedy to całkiem tanie koło ratunkowe w takich sytuacjach. Jedno wyświetlenie można kupić już za 3 grosze. Na 10 tysięcy wydamy 300 zł.

I potem mam po takim "dopchaniu" ładny wynik odsłon, ale masa z nich została zrobiona na jakichś prerollach i naprawdę nikt tego nie obejrzał. Bez sensu.

Dopiero po ok. 30 sekundach obejrzenia filmu w formie reklamy in-stream taka emisja zaliczana jest jako odtworzenie. Byłem kiedyś w komisji dużego konkursu. Siedziałem z tuzami z domów mediowych, którzy ekscytowali się wynikami zasięgowymi ocenianego spotu. Ja jestem prosty chłop: jak widzę klip reklamowy, a szczególnie wiral – to sprawdzam, nie tylko licznik wyświetleń. Faworyt jury miał ich nabitych 5 baniek. Zaglądam w interakcje, a tam 600 lajków i 20 komentarzy. No i już wiadomo skąd wynik. Na pewno w tym wypadku nie był on organiczny.

No teraz krytykujesz, a przed chwilą polecałeś.

Bo to zależy do czego chcesz używać tego narzędzia. Mi chodziło o to, że dokupując kampanię możesz dać materiałowi drugie życie. O, mam kolejny mit do obalenia.

Słucham.

Kupiony ruch nie zlicza się do progów monetyzacji, bo jest tak: aby zostać dopuszczonym do programu zarabiania YouTube - poza 1 000 subskrypcji i 10 000 wyświetleń, trzeba uzbierać aż 4000 godzin oglądania. Dla shortów progi są nieco inne. Jeśli uruchomisz kanał i chcesz przycwaniakować, kupić od razu ruch z Adsa, to on nie zlicza się do parametrów monetyzacji. YouTube skrupulatnie to odejmuje. Dlatego ludzie przepłacają, myślą, że nastukają te 4 kilo godzin, a potem dziwią się, że nic nie ma.

Jeszcze jakieś mity do obalenia?

Twórcy często myślą: "wyłączę reklamy, to system mnie przepuści". Mamy taki jeden farmazon szczególnie pokutujący wśród rodzimych standuperów: "nie włączę przy klipie zarabiania, nie dostanę demonetyzacji za bluzgi, więc algorytm mnie nie zakopie w indeksie". To brutalnie zweryfikowane, ale śmiałkowie nadal próbują.

Dodatkowo widzimy w naszej analityce, obejmującej ponad 300 kanałów, o czym YouTube nigdzie oficjalnie nie mówi, że całkowite wyłączanie reklam zawsze kończy się zasięgową kotwicą. Istnieje naiwne przekonanie, że serwis ten jest przestrzenią w pełni darmową, bez infrastruktury, tantiem, ekosystemu reklamowego, bez biur i armii inżynierów. Niestety to wszystko istnieje, sporo kosztuje i musi się zwracać.

To co w takim razie z kanałami np. marek, które po prostu nie potrzebują monetyzacji?

Trzeba pamiętać, że monetyzacja to obusieczny topór – dajemy również możliwość konkurencji wtargetowania swoich produktów w nasz kanał. Niby można blokować określone domeny, ale kto w tym siedzi ten wie, że to proste do obejścia. W efekcie taki Lidl nie włączy reklam na swoim kanale, bo zaraz wtargetuje się tam Biedronka. Tutaj właśnie rozwiązaniem jest płatny ruch z Google Ads. Takie kanały po prostu na tym bazują, więc i YouTube dostaje coś w zamian.

Kto dzisiaj zarabia najwięcej na YouTube? Jakiego rzędu są to pieniądze?

W Polsce kiedyś żyło się z lokowań i bezpośrednich współprac z markami, a AdSense był "na waciki", ale to się zmieniło. Grudzień zeszłego roku zamykaliśmy pięcioma fakturami z kwotami sześciocyfrowymi.

Za miesiąc?

Tak, z samego AdSense, bez współprac komercyjnych. Do tego regularnie do 10 kanałów przebija 100 000 zł miesięcznie, jeśli doliczymy inne źródła, bo na samym YouTube nie kończy się nasza działalność. Cztery razy zdarzyło się przeskoczyć 200 000 zł w jednym miesiącu, więc trochę tego jest.

Jak procentowo podzielić przychody: lokowania vs AdSense?

W naszej sieci 70% przychodów twórców i licencjodawców generuje AdSense. Mamy wyspecjalizowane kanały, które algorytm nagradza dobrą kasą. Oni szukają lokowań, ale często nie na YouTube, tylko na Instagramie, Twitch czy w offline. Edukacyjni twórcy są zapraszani na eventy, konwenty, promocje instytutów itd.

Zdradź jakiś sprytny sposób na nabijanie viewsów i skalowanie kanału.

Algorytm w prostej formule walczy o to, by utrzymać użytkownika jak najdłużej. Czas oglądania to podstawa. Jeśli oszukujesz miniaturą, masz bounce: wejście-wyjście, ludzie uciekają po paru sekundach. To sygnał, że miniatura była clickbaitem. W namierzeniu takich dirty tricks pomaga niczego nieświadoma widownia, której zachowanie analizuje system. Szybka "ucieczka" z materiału zdecydowanej większości oglądających, w efekcie zakopuje go w indeksie. Wszystkie tego typu triki i luki w algorytmie są koniec końców łatane. Przykład: kiedyś działało silne stymulowanie interakcji w stylu "nabijcie łapki w górę, to wypuszczę kolejny epizod". Algorytm bardziej brał pod uwagę interakcje i puste viewsy niż watchtime, więc dało się go wykiwać. Potem YouTube przestawił wajchę na watchtime – nudny, ale kluczowy parametr, genialny w swojej prostocie walidator.

Ale muszą być jakieś "kody i czity".

Jeden z najlepszych, a ignorowany to embedowanie treści na witrynach zewnętrznych. Algorytm YouTube kocha wejścia z osadzeń. Jeśli YouTube zobaczy użytkownika, który wcześniej go nie odwiedzał, a przyszedł z zewnętrznego playera przy artykule i ogląda, będzie nagradzał twórcę bardziej kaloryczną reklamą. Wystarczy dogadać się z dziennikarzem, żeby osadził taki materiał wideo przy swoim artykule w portalu horyzontalnym. Efekty zobaczymy szybko.

Wystarczy sam embed, czy widz musi przejść do YouTube?

Oglądanie danego wideo osadzonego poza YouTube to nadal sygnał do algorytmu. Podpowiadasz mu, że coś "działa". Silnik rekomendacji zaczyna pracować w ramach kategorii, mimo że użytkownik nie przeszedł na YouTube. A jeśli obejrzy do końca, to dostanie rekomendacje. Rośnie zatem szansa konwersji i przejścia do YouTube, a jeśli to nastąpi - algorytm już zadba, żeby taki user z nim został.

Jeszcze jakieś?

Ostatnio modne "collab posts", czyli posty współtworzone. Zapraszasz kogoś na wywiad, ale – tu ważne - umawiasz się wcześniej, żeby był współautorem. Osoba zapraszająca zgarnia kasę i zasięgi, ale dodatkowo materiał pojawia się w polecanych również subskrybentom gościa. Słowem dostajemy ekstra boost zasięgowy z kanału tej drugiej osoby. Ta funkcjonalność jest nadal średnio eksploatowana, a jest fajnym wytrychem zasięgowym. Podobnie jak publikowanie polskich produkcji fabularnych.

Jak to?

To mogą robić tylko podmioty z certyfikacją YouTube, czyli MCN-y posiadające konta typu "managed". Idziesz do producenta filmu, ustalasz terytoria emisyjne, wykupujesz licencję i w oparciu o geoblokadę publikujesz film wszędzie poza Polską, ale nie tylko. Więc tak. Można puszczać pełnometrażowe filmy czy seriale na YouTube. Legalnie.

Jest rynek filmów i seriali na YouTube, o którym w Polsce nie mamy pojęcia?

Tak. W USA jest potencjalnie 10 mln Polonusów, a amerykańskie eCPM/RPM są 5-10 razy wyższe niż polskie. Przy fabułach masz duży watchtime, bo oglądają to na Smart TV, a YouTube lepiej płaci za te reklamy.

W ogóle polecam włączyć VPN i zobaczyć, co pojawi się na kanale "Movix" czy "Tylko Polskie Filmy" z terytorium USA, a co z Polski. Analogicznie kanał "Ultra Action" kiedy jesteśmy na Węgrzech, Rumunii, Czechach, a co w Polsce. Podobnie kanał z animacjami "Mami Fatale" dla dzieci.

To jakie są średnie RPM-y w Polsce?

To szaleństwo odpowiadać "średnio", bo wszystko zależy od kategorii.

Musisz dać jakiś konkret.

Edukacyjni: ok. 20 zł na czysto z tysiąca, technologia: ok. 15 zł, motoryzacja: ok. 25 zł, dobry geopolityczny kanał do millenialsów ok. 35 zł, fabuły: ok. 35-50 zł, a jeśli zahaczasz Amerykę to więcej. Dobrze stoi też cała kategoria biznes, o ile informuje o ryzyku, a nie namawia do inwestycji w niepewne instrumenty finansowe, w tym kryptowaluty, na które YouTube wciąż patrzy nieufnie.

A ile się zarabia, gdy widz ma YouTube Premium i nie ogląda reklam?

To hiper-demokratyczne, bo jest dzielone wyłącznie po watchtime. YouTube pobiera stałe fee za obsługę Premium, a resztę system rozdziela po czasie oglądania w danym miesiącu. Im dłużej oglądałeś dany kanał, tym większą część z tych 55% twojej subskrypcji Premium dostanie konkretny twórca.

Nie opatrzyły ci się jeszcze miniatury? Mam wrażenie, że na polskim YouTube wszystkie są identyczne. Krzykliwie, sporo AI, szparowania itd.

Trendy idą z zagranicy, ale w Polsce wykształciła się szkoła pchania tytułu na miniatury. Z jakiegoś powodu dobry montażysta, którym jest często host kanału – po prostu nie umie w grafikę. Niestety miniaturki są koszmarnie istotnym łańcuchem całego procesu wydawania treści. Znam twórców, którym postprodukcja materiału zjada tylko 1-2 dni, ale kolejne pół doby potrafią przesiedzieć nad jego okładką. Wielu też będąc na planie lub na etapie konspektu – już myśli o właściwej klatce.


Są tacy co od grafiki zaczynają. To jest sztuka. Na szczęście wraca minimalizm: proste tło, prosta kompozycja, mniej tekstu. Gdy wszystko dookoła jest nabite i pstrokate, pastelowe z AI, minimalistyczna miniatura naprawdę ściąga uwagę. Polecam zaryzykować i w ramach testu A/B dać w kontraście coś mniej krzykliwego, postawić na prostotę i wyrazistość elementów. Natomiast odradzam nadmierny clickbait, bo algorytm rozpozna bounce rate i zakopie kanał.

Czy z YouTube nie dzieje się to co z portalami, że przestaje się tworzyć dla userów, ale dla algorytmów, żeby podbiły w wynikach?

Trochę tak.

Czy jeśli kanał dostaje tego strasznego żółtego lub czerwonego dolara z monetyzacją, to wiecie za co dokładnie?

Mamy wypracowaną linię kontaktu z YouTube i potrafimy dość szybko namierzyć sygnaturę konkretnej sprawy. Szanuję współpracę z YouTube, bo na tle innych big-techów, akurat tam po drugiej stronie jest człowiek, istota białkowa i ostatecznie mamy się do kogo zwrócić, napisać, a nawet zadzwonić i dopytać "u źródła". Dla porównania na Facebooku to niemożliwe, bo ich support to jeden wielki bot AI na ciężkich sterydach. Jeśli mam powiedzieć, że coś jest antyprzykładem client service, to jest nim Meta, wie każdy, kto w tym robi. Ale wróćmy do YouTube. Niektóre przypadki takich banów są oczywiste, ale są i takie zaskakujące.

Można przeklinać?

Można, ale odradzam robić to na początku, szczególnie w pierwszej minucie. Lepiej w środku materiału, bo tam jest szansa, że algorytm, który – w tym miejscu podkreślmy – i tak to wyłapie, jednocześnie zrozumie kontekst i – jak u standuperów – spojrzy na to bardziej łaskawym okiem, chociaż i tak nie uchroni w 100% przed żółtym $. Jak już musimy używać partykuł wzmacniających, to sugeruję je wypikać, przynajmniej od 2 sylaby.

Jest oficjalna lista zakazanych słów lub zwrotów?

Oficjalnej nie znajdziesz, bo jej nie ma. Każdy twórca musi ją sobie wypracować metodą prób i błędów. Istnieje czarna lista, grupa słów, które gwarantują ograniczenia zarabiania i lepiej ich nie używać, bo algorytm i tak prędzej czy później to wyłapie, ograniczy monetyzację oraz zasięgi. W naszej agencji od zeszłego roku stosujemy załącznik do umów licencyjnych, gdzie twórca oświadcza, że zapoznał się z listą konkretnych zwrotów, a nawet gestów, których używanie może doprowadzić do ograniczenia dystrybucji albo trwałego usunięcia kanału. Chcemy w ten sposób uniknąć późniejszych nieporozumień.

Pokażesz tę listę?

Pewnie.

© Licencjodawca
© Licencjodawca

Jak kanał o historii ma zrobić materiał o drugiej wojnie światowej nie używając słowa Hitler?

Kluczem jest kontekst i linia czasowa. Mamy w naszej agencji lidera tej kategorii "Historię Bez Cenzury". Kanał zrobił materiał o Wołyniu, opisał morderstwa Ukraińców na Polakach, używał słów kluczowych, za które 99% innych twórców spadłoby z rowerka. Tymczasem mamy tu silny kontekst edukacyjny i wieloletnią historię publikacji, wiarygodną dla systemu. Kanał jest też na whitelistach w ramach programu YouTube "Odtwarzacz dla szkół", który zawdzięcza parasolowi MCN. Jest puszczany na lekcjach jako materiał edukacyjny, co system doskonale wychwytuje.


W efekcie jako nieliczny jedzie na zielonym dolarze, bo dla algorytmu jest wiarygodny, ma 10-letnią reputację, ludzie nie flagują, system patrzy przychylnym okiem. Z tego samego powodu na miniaturce przechodzi też Hitler i swastyka. Za to młody historyk, który od razu na pełnej wjeżdża w Holocaust, Jednostkę 731 czy Rzeź Ormian wraz ze zdjęciami – zdziwiony dostaje flagę i tonie na dnie serwera. Taki twórca musi wypracować reputację i audytorium, zrozumieć zasady. Niech zrobi materiał o Hitlerze jako czwarty/piąty. Najpierw Mieszko I, niepodległość, Piłsudski, itd. Trzeba wyhodować audytorium i zbudować historię. Droga na skróty kończy się potem biadoleniem na mityczną "zemstę algorytmu"

A czemu nie ma na tej liście słowa "seks", które jest chyba jednym z najczęściej pomijanych przez twórców?

Samo słowo "seks" nie jest wprost zakazane, ale ściąga atencję algorytmu, więc może dlatego. System szybko skanuje kontekst, wideo, klatki. Kluczowe jest to czy scena wewnątrz filmu ma na celu "pobudzenie seksualne". Jeśli materiał z perspektywy systemu ma taki ukryty cel, system go utnie, dlatego np. ma obsesję na punkcie… twerkujących kobiet. W teledyskach przechodzi, chociaż na żółtym $, ale już w innych produkcjach kończy się to 18+.


Podobnie w animacjach Bartosza Walaszka, których dystrybucję na YouTube prowadzimy w całości. System wymusza na nas blurowanie części intymnych lub scen sugerujących zbliżenia, nawet jeśli mają one charakter humorystyczny i są przedstawione w sposób szkicowy, jak ma to miejsce w serialu "Blok Ekipa". By-passem są tutaj publikacje w wersji bez cenzury tylko dla wspierających, z ograniczeniem wieku 18+.

Jeśli miałbyś zostawić nas z jedną zasadą do zapamiętania o YouTube, to co by to było?

WATCHTIME. Na tym bazuje algorytm, na śledzeniu utrzymania uwagi widza. Kto ją ma - wygrywa. Cała reszta to mniej lub bardziej istotne, ale tylko dodatki. Algorytm walczy o minuty na swojej platformie. Jeśli to rozumiesz, to rozumiesz YouTube.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Wraca sprawa braku autoryzacji wypowiedzi w mailu. Kaczmarczyk składa zażalenie [NASZ NEWS]

Wraca sprawa braku autoryzacji wypowiedzi w mailu. Kaczmarczyk składa zażalenie [NASZ NEWS]

Instagram jako miara sukcesu w "The Voice Kids". Interweniuje posłanka KO

Instagram jako miara sukcesu w "The Voice Kids". Interweniuje posłanka KO

Znów iskrzy w radzie programowej TVP. Blińska: To było przejęzyczenie

Znów iskrzy w radzie programowej TVP. Blińska: To było przejęzyczenie

Tak zadłużony jest właściciel TVN. W przyszłym roku do spłaty 16 mld dolarów

Tak zadłużony jest właściciel TVN. W przyszłym roku do spłaty 16 mld dolarów

Startuje 15. edycja plebiscytu "Influencer’s Top"
Materiał reklamowy

Startuje 15. edycja plebiscytu "Influencer’s Top"

Zwolniono ją w czasach Kurskiego. Reporterka wróciła do TVP

Zwolniono ją w czasach Kurskiego. Reporterka wróciła do TVP