Grodecki, który był zastępcą redaktora naczelnego PAP w latach 2017-2023, skomentował na portalu X błędną transkrypcję wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Zasugerował, że za błąd odpowiada dziennikarz PAP Michał Szczygielski, który studiował w Sankt Petersburgu.
— Bardziej po rusku niż po angielsku gadają — stwierdził. Na antenie Radia Wnet i Radia Republika kwestionował też legalność władz PAP i oceniał, że możemy mieć do czynienia z uleganiem wpływom Rosji.
"Nie udała się próba zastraszenia"
Na początku 2026 r. Grodecki otrzymał pozew z kancelarii reprezentującej Marka Błońskiego. Likwidator domagał się 20 tys. zł zadośćuczynienia wpłacanego na Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz publikacji przeprosin w mediach społecznościowych przez pół roku. Zarzucał komentatorowi Republiki"fałszywe i bezpodstawne" twierdzenia o "nielegalnym objęciu stanowiska przez likwidatora spółki i nielegalnym działaniu kierownictwa spółki".

Sąd po jednej, ok. godzinnej rozprawie odrzucił roszczenia strony powodowej. Dopuszczono używanie w debacie publicznej sformułowań o "nielegalnym przejęciu" PAP, TVP i Polskiego Radia, uznając je za opinie.
Sąd w uzasadnieniu zauważył, że w PAP są pracownicy, którzy odbyli edukację u wschodniego sąsiada Polski lub wykonywali na jego terytorium pracę. Sędzia zauważył, że legalność postawienia mediów publicznych w stan likwidacji jest kwestionowana przez opinię publiczną.
Wyrok nie jest prawomocny. PAP może się od niego odwołać.

— To wielki sukces wolności słowa. Nie udała się próba zastraszenia przez PAP w likwidacji i Marka Błońskiego przed mówieniem i pisaniem prawdy. Sąd zmiażdżył argumentację strony pozywającej. Można i trzeba mówić o nieprawidłowościach związanych z przejęciem mediów publicznych i ich błędach kadrowych i merytorycznych. Nieuzasadnione są próby cenzurowania wypowiedzi i opinii opartych na faktach — mówi Wirtualnemedia.pl Grodecki.











