SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Uwielbiany i krytykowany. Dariusz Szpakowski jedzie na swój ostatni mundial

Pierwszy mecz skomentował w wieku 25 lat. Zaliczył wtedy wpadkę i szef zawiesił go na dwa miesiące. Później mylił się często, jego błędy przeszły do historii, ale Dariusz Szpakowski to jeden z najdłużej na świecie komentujących mecze dziennikarzy. I ten, którego głos nieodłącznie kojarzy się z najważniejszymi turniejami piłkarskimi. - Potrafi połączyć styl i emocje z ilością decybeli. To tylko podnosi jakość odbioru widowiska. Ze Szpakowskim mecze po prostu lepiej smakują - ocenia Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

Dariusz Szpakowski, fot. TVP Article

- Ze stadionu Wembley wita państwa Dariusz Ciszewski - usłyszeli widzowie TVP 17 października 1990 r. przed meczem biało-czerwonych w ramach eliminacji Euro 1992. Ta pomyłka Dariusza Szpakowskiego przeszła do historii. Tak jak mecz, który 17 lat wcześniej odbywał się na tym samym stadionie, też 17 października i też pomiędzy reprezentacjami Polski i Anglii. Spotkanie w 1973 r. zakończyło się remisem, co pozwoliło naszym piłkarzom dostać się na Mistrzostwa Świata w RFN, gdzie biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce. W 1990 r. przegrali i na Euro nie pojechali.

Swoją wpadkę z 1990 r. Szpakowski przeżywał mocno. W jednym z wywiadów mówił, że nie mógł przez to spać, a o błędzie dowiedział się dopiero po zakończeniu relacji od kolegów z redakcji. Przejęzyczenie Szpakowskiego łatwo jednak wytłumaczyć. W latach 70. Jan Ciszewski był jedną z największych gwiazd Telewizji Polskiej. Komentował najważniejsze sportowe wydarzenia, także słynny mecz na Wembley. Gdy wybrzmiał ostatni gwizdek podczas tego spotkania, rozemocjonowany krzyczał: "Mój Boże, co ja mam państwu powiedzieć. Tyle lat na to czekałem!". To Ciszewski pomógł Szpakowskiemu w przejściu do Telewizji Polskiej.

Ale zanim "Szpaku" - jak mówią o nim ludzie w branży - zaczął pracować w TVP, było go słychać w radiu. Najpierw w Rozgłośni Harcerskiej. Było to jeszcze w czasach, gdy studiował wychowanie fizyczne w Gdańsku i Warszawie. Sportem pasjonował się od małego. Najbardziej koszykówką, tym bardziej, że sam był wysoki i szczupły. Idealne warunki fizyczne sprawiły, że został koszykarskim zawodnikiem Legii Warszawa.

"Tym głosem potrafił znakomicie budować narrację"

W Polskim Radiu połączył obie pasje: sport i radio. Zadebiutował na antenie jako 25-latek. I już podczas pierwszej relacji nie obyło się bez wpadki. Podczas Studia S-13, w którym łączono się ze stadionami, na których odbywały się mecze piłkarskiej ekstraklasy, Szpakowski powiedział, że spotkanie zakończyło się wynikiem "0:0, do przerwy 0:0". Formalnie wszystko się zgadzało, ale druga część wydawała się zbędna. Relacji słuchał ówczesny szef Radiokomitetu Maciej Szczepański. Zawiesił Szpakowskiego na prawie dwa miesiące. W ciągu zaledwie sześciu lat pracy w Polskim Radiu udało mu się komentować najważniejsze mecze mistrzostw świata w 1978 i 1982 r., a także mistrzostwa Europy w 1980 r. i w tym samym roku relacjonować letnie igrzyska olimpijskie w Moskwie.

W tamtym czasie relacji Szpakowskiego słuchał Andrzej Janisz, dziennikarz sportowy Polskiego Radia, który w tym roku - po 39 latach pracy - odszedł na emeryturę. Do radia przyszedł pół roku po tym, gdy odszedł z niego Dariusz Szpakowski. - Poniekąd wszedłem na jego miejsce, bo szybko zacząłem zajmować się piłką nożną. Dla mnie Darek był inspiracją i nadal twierdzę, że to najlepszy sprawozdawca piłkarski w historii Polskiego Radia - ocenia Andrzej Janisz. - Nie lubiłem słuchać Jana Ciszewskiego i uważałem, że zachwyty nad nim są przesadzone. W związku z tym przełączałem się na transmisję radiową, oglądając jednocześnie telewizję. I wtedy usłyszałem człowieka, który szybko i fantastycznie przekazywał mi to, co chciałem wiedzieć, czyli który zawodnik jest przy piłce i jak wygląda akcja. On potrafił to znakomicie zobrazować, a mnie się to bardzo podobało. Zresztą kiedyś to powiedziałem Darkowi i bardzo się ucieszył.

Janisz i Szpakowski rzadko mają okazję się słuchać, bo w tym samym czasie jeden nadawał relacje do radia, a drugiego było słychać w telewizji. Ale znają się z meczów reprezentacji Polski, na których się spotykali. - Jest kapitalnym, bardzo dowcipnym człowiekiem. Zna się na jedzeniu i winach. Świetnie się z nim biesiaduje. Poza tym wspólnie palimy papierosy w przerwach meczu, a to zbliża. Bardzo go lubię i cenię - opowiada Janisz. - Widzę, że przynajmniej połowa młodszych komentatorów wzoruje się na Darku. Oni pewnie tego nie powiedzą, ale gdy ich słucham, to czuć, że inspirują się Szpakowskim. Jego sposobem przedstawiania sytuacji, zawieszania głosu. Nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nie jest to tylko papugowanie. Od lepszych trzeba brać to, co mają najlepsze. Nie podoba mi się jednak to, gdy ktoś wykorzystuje charakterystyczne dla niego sformułowania, zamiast szukać własnych porównań czy fraz.

Andrzej Janisz zaznacza, że pracę Dariusza Szpakowskiego ocenia głównie z jego czasów radiowych. - On wniósł do dziennikarstwa sportowego przede wszystkim emocjonalność. Im akcja na boisku była bliżej pola karnego, tym Darek mówił szybciej, aż w końcu padały same nazwiska. To mi się bardzo u niego podobało. I to, że tym głosem potrafił znakomicie budować narrację. Dobrze, że nie pozwolił go sobie zepsuć np. poprzez zły styl życia. Znam wielu piłkarzy bardziej utalentowanych niż Robert Lewandowski, o których dziś nikt nie wie. Dostali talent od Boga, ale kompletnie zmarnowali swój potencjał - uważa były dziennikarz Polskiego Radia.

Szpakowski wręcz przeciwnie. Bardzo szybko staje się najpopularniejszym komentatorem piłkarskim w kraju. Przekonuje się o tym podczas tankowania paliwa na jednej ze stacji. Rzecz dzieje się w czasie, gdy wprowadzono reglamentację towarów, a na zakup benzyny obowiązywały kartki. - Podszedł do mnie pan ze stacji i powiedział: "Wie pan, co? Nie wyrwę panu kartki, to jest w prezencie od mnie. Zapytałem dlaczego? Bo mój ojciec, kiedy pan relacjonuje mecze w radiu, uzyskuje wzrok" - opowiadał Szpakowski w jednym z wywiadów.

Zamiast meczów prowadził "Kawę czy herbatę?"

W 1983 r. zaczyna pracę w Telewizji Polskiej. Trafia do niej kilka miesięcy po śmierci Jana Ciszewskiego, który nagle zmarł po chorobie nowotworowej. Ale już wcześniej legendarny komentator pomógł Szpakowskiemu w przejściu do TVP. - To namaszczenie przez Ciszewskiego praktycznie przesądzało, kto będzie w telewizji komentatorem numer jeden - mówił w 2014 r. tygodnikowi "Polityka" Włodzimierz Szaranowicz, wieloletni przyjaciel Szpakowskiego, wówczas szef redakcji sportowej w TVP. - Konkurencję Darek miał niewielką. Jedynym, który się liczył, był Andrzej Zydorowicz, ale to był rzemieślnik, raczej beznamiętny, a ludzie oczekiwali kogoś w typie Ciszewskiego - z potoczystą frazą, który ma też w sobie ogień, nie wzbrania się przed okazywaniem emocji. Darek to gwarantował, w radiu dowiódł dużej sprawności przed mikrofonem, więc szybko i gładko wszedł w buty po Ciszewskim.

W latach 90., gdy zaczęły powstawać nowe prywatne stacje telewizyjne, Szpakowski dostawał od ich szefów oferty z propozycją pracy. Konsekwentnie odmawiał. Zawsze podkreślał swoją lojalność wobec TVP. Nawet wtedy, gdy władze Telewizji Polskiej zdecydowały się odsunąć go od komentowania meczów. W 2002 r. prezes TVP Robert Kwiatkowski ściągnął Janusza Basałaja, który był wcześniej dyrektorem ds sportowych w Canal+ i komentatorem piłki nożnej w Eurosporcie.

- Uchodziłem za tego, który odsunął Szpakowskiego i stał się głównym wrogiem ludu - opowiada nam dziś Janusz Basałaj, który w latach 2002-2004 został szefem redakcji sportowej w TVP. - Robert Kwiatkowski powiedział mi, że muszę znaleźć następcę Darka Szpakowskiego, bo on jest już passe. Do komentowania meczów w redakcji pozostali tylko Tomek Jasina, Maciek Iwański i ja. W tym czasie na emeryturę przeszli Andrzej Zydorowicz, Marek Madaj i Andrzej Szeląg. Brakowało więc ludzi. Rozmawiałem z Mateuszem Borkiem, Tomkiem Smokowskim, ale nie mogłem ich ściągnąć, a telewizja też mi w tym nie pomagała - opowiada Basałaj.

W rezultacie Dariusz Szpakowski został na półtora roku odsunięty od komentowania meczów. Raz w tygodniu prowadził śniadaniówkę w TVP1 "Kawa czy herbata?" oraz został wydawcą programu "Tylko futbol". Dziennikarz żalił się w mediach, że o odsunięciu dowiedział się z prasy. W tym okresie miał co miesiąc zarabiać tylko 1 tys. zł brutto. Szpakowski nie ukrywał, że miał pretensje do Janusza Basałaja za jego decyzję. - Nie będę tego komentował. Brudy pierze się wewnątrz. Zawsze byłem lojalny wobec instytucji, w której pracuję od ponad 20 lat - powiedział później Szpakowski.

Gdy Jan Dworak został szefem Telewizji Polskiej, od razu przywrócił Szpakowskiego do komentowania. - Przetrwał. Co jakiś czas któryś z prezesów czy szefów sportu w TVP chciał mu podziękować za współpracę. Nie dało się. Żywotny diabeł - śmieje się Basałaj. - Szpakowski trwał, a w międzyczasie zmieniali się selekcjonerzy, piłkarze, prezesi telewizji, szefowie redakcji. Nie wiem, czy utrzymał się dlatego, że kibice tak go kochali i nie wyobrażali sobie bez niego meczu. Miał jednak atuty, których do dziś próżno szukać u innych: niepowtarzalny głos, tworzenie odpowiedniego klimatu. Dziś młodzież komentatorska raczej buduje swoją pozycję na drobiazgowej wiedzy dotyczącej futbolu i piłkarzy, często chwalą się tym przed mikrofonem. A ja uważam, że im mniej się mówi, tym lepiej. Mikrofon też lubi ciszę - mówi Janusz Basałaj.

Finał Euro 2020 bez Szpakowskiego

Teraz formalnie nikt go z telewizji nie wyrzuca. Jednak kilka dni przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata w Katarze na konferencji prasowej TVP zapowiedział, że ten mundial jest ostatnim, który będzie relacjonował. - Myślę, że to już taki czas i pora, żeby weszło młode pokolenie, zdolne, utalentowane, dające nam entuzjazm i wiarę w to, że poprowadzą biało-czerwonych do sukcesu - stwierdził. Szpakowski podkreślił, że nie skomentuje meczów grupowych naszej reprezentacji, za to w fazie grupowej będzie relacjonował cztery inne spotkania, m.in. dwa mecze Brazylijczyków i szlagier Hiszpania - Niemcy.

Obecny szef TVP Sport Marek Szkolnikowski mówił niedawno, że po zeszłorocznym Euro 2020 (przełożonym o rok ze względu na pandemię) uzgodnił ze Szpakowskim, że ten nie będzie już komentował meczów naszej reprezentacji. Podczas tamtego turnieju dziennikarz na dwa dni przed finałem dowiedział się, że nie będzie komentował ostatniego spotkania mistrzostw Europy. Tę decyzję ogłosił wtedy Marek Szkolnikowski. Na Twitterze napisał: "Rozmawialiśmy i uznaliśmy, że to będzie najlepsze rozwiązanie dla drużyny TVP Sport. Ostatnie tygodnie były dla Darka bardzo trudne emocjonalnie i potrzeba spokoju".

Decyzja była o tyle zaskakująca, że miesiąc wcześniej szef TVP Sport zapewniał, że finał Euro 2020 skomentuje właśnie Dariusz Szpakowski. To zresztą tradycja. Dziennikarz od początku pracy w Telewizji Polskiej komentował wszystkie mecze na kolejnych wielkich imprezach, jakimi są mistrzostwa Europy i świata w piłce nożnej. Z jednym wyjątkiem - Euro 2008, kiedy Telewizja Polska nie miała wykupionych praw do transmisji meczów i turniej relacjonował Polsat. To jedyny raz w XXI w., gdy nie słyszeliśmy głosu Szpakowskiego podczas finałowego meczu Euro czy mundialu.

Mylił Messiego z Maradoną

Choć szef TVP Sport tego nie potwierdził, kibice i dziennikarze sportowi szybko się domyślili, jaki jest powód odsunięcia Szpakowskiego od komentowania finałowego meczu. Od początku turnieju w mediach społecznościowych wytykano mu błędy. W meczu Polaków ze Słowacją Szpakowski mówił, że biało-czerwoni grają ze... Słoweńcami. Z kolei w spotkaniu Belgia - Rosja komentator znów zaliczył wpadkę. "Co za spokój młodziutkiego Boyaty! Młodziutkiego w porównaniu z Miranczukiem" - mówił w trakcie meczu Szpakowski. Boyata miał 30 lat, Miranczuk - 25. Podczas ćwierćfinałowego spotkania na Euro 2020 z udziałem Danii i Czech kibice słyszeli w TVP: "Ciężko Szwedom dojść do bramki", "No i wybijają na aut norwescy obrońcy". Po tym meczu swoimi wrażeniami dzielił się na Twitterze Maciej Łanczkowski z "Piłki Nożnej": "Mam ogromny szacunek i uznanie wobec Dariusza Szpakowskiego, ale jego komentarz nie ma już żadnego sensu. Znów sporo błędów, zero emocji i użyta 30 razy "okazja"... O Juskowiaku szkoda wspominać.. Inny duet komentatorów zamieniłby ten mecz w spektakl".

O wpadkach Szpakowskiego mówiło się w ostatniej dekadzie coraz częściej. Na mundialu w Brazylii w 2014 r. był on jednym z dwóch najstarszych komentujących mistrzostwa dziennikarzy. Miał wtedy 63 lata. Podczas meczu ćwierćfinałowego Argentyna - Belgia Szpakowski kilka razy pomylił Messiego z Maradoną. - Nie ma się co dziwić, bo ten dziennikarz pamięta turnieje z udziałem obu tych piłkarzy. A poza tym to urocza wpadka - mówił nam roku temu Radosław Leniarski, dziennikarz sportowy "Gazety Wyborczej".

- Szpakowskiemu w ostatnich latach zarzucano szereg błędów merytorycznych i lapsusów językowych, i tak było. Ala paradoksalnie, mnie na przykład to po prostu nie przeszkadzało - mówi nam Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska. - Składam to na karb jego wieku i przeładowania nadmiarem informacji, z którymi współczesny komentator sportowy ma teraz do czynienia. Jest coraz więcej meczów, turniejów, transferów. Trudno za tym nadążyć. Ale też im więcej wpadek, tym trudniej radzić sobie z krytyką. Zaczyna się medialna nagonka, media społecznościowe pełne są negatywnych komentarzy. I nagle zaczyna się odsuwanie człowieka od komentowania meczów. Warto jednak mocno podkreślić, że ilekroć Szpakowski znikał z wizji, dość szybko pojawiał się lament, że bez niego mecze są nudne. I szybko okazywało się, że mimo wpadek ludzie za nim tęsknią.

"Ze Szpakowskim mecze po prostu lepiej smakują"

Grzegorz Kita powtarza, że będzie go oceniać tylko pozytywnie. - To ikona polskiego dziennikarstwa sportowego. Do pewnego momentu wręcz wzorzec komentatora piłkarskiego. Szpakowski ma niepowtarzalny, oryginalny tembr głosu, modulację, dykcję, sposób narracji, którymi umie zaczarować kibiców. W pewnym sensie ten głos to skarb, który on sam może wykorzystywać też marketingowo i biznesowo. A nawet powinien go ubezpieczyć - żartuje mój rozmówca. - Do tego potrafi klimatycznie opowiadać o tym, co dzieje się na boisku. I ta narracja jest znacznie ciekawsza od tej prezentowanej przez tzw. komentatorów "technicznych", którzy są perfekcyjnie przygotowani, miotają statystykami i faktami z życia piłkarzy czy trenerów. Tylko ich się słabo słucha. Czasem wręcz przeszkadzają w oglądaniu meczu.

Prezes Sport Management Polska podkreśla, że Szpakowski przez wiele lat był wartością dodaną do spektaklu, jakim dla widza jest mecz piłkarski. - I nie mam na myśli zalewu detalicznych informacji, kto, kiedy, z kim, w jakim klubie i ile razy grał, tylko chodzi o budowanie atmosfery sportowego święta. On potrafi zamienić mecz w 90-minutową futbolową podróż. Pamiętam pierwsze próby zastąpienia Szpakowskiego czy Szaranowicza innymi komentatorami. Ci nowi mieli dobry warsztat dziennikarski i techniczny, potrafili sprawnie relacjonować w trakcie meczu, niektórzy mieli nawet flow, ale coś powodowało, że odbierało się ich jako nudnych, a wręcz zubażających widowisko. Gdy w ogóle myślę o świetnych komentatorach telewizyjnych, będących zarazem osobowościami, to w pierwszej chwili do głowy przychodzi mi właściwie tylko kilka nazwisk: Szpakowski, Szaranowicz, Babiarz.

Szpakowskiemu wielu kibiców zarzucało, że potrafił wpadać w monolog. Tak było np. w 2009 r. na koniec przegranego przez Polaków meczu ze Słowenią w eliminacjach do mundialu. Przez 10 minut - jeszcze przed ostatnim gwizdkiem - Szpakowski podsumowywał kadencję ówczesnego trenera naszej reprezentacji Leo Beenhakkera. - Ale i tak jest postęp, bo kiedyś robił to w 70. minucie spotkania - opowiada z przekąsem Janusz Basałaj. - Ale mówiąc poważnie, komentator sportowy ma dziś łatwiej. Mecze w telewizji są obudowane studiami z zasiadającymi w nich ekspertami. Dlatego komentator może skupić się wyłącznie na relacjonowaniu tego, co dzieje się podczas meczu. A w ocenie i analizie spotkania wyręczają go zaproszeni goście.

Dostawało się też Szpakowskiemu, że przegapiał ważne akcje w meczu. - Przecież widzę na ekranie, co dzieje się na boisku. To, że Szpakowski gdzieś w tle mówi o innym elemencie meczu nie przeszkadza mi - ocenia Grzegorz Kita. - Bardziej irytują mnie dziennikarze, którzy próbują zbyt szczegółowo opisać każdy fragment meczu albo dostają kociokwiku w zwyczajnych sytuacjach. Oni wrzeszczą i nie ma w tym krzty artyzmu. A Szpakowski jest idealnym dopełnieniem, czy wręcz werbalnym dopieszczeniem tego, co dzieje się na boisku. On potrafi połączyć styl i emocje z ilością decybeli. To tylko podnosi jakość odbioru widowiska. Ze Szpakowskim mecze po prostu lepiej smakują.

"Czasem za bardzo koncentruje się na swoich przeżyciach"

Janusz Basałaj przyznaje, że jest pod ogromnym wrażeniem tego, że Szpakowski od ponad 40 lat komentuje mecze w telewizji. - To ewenement w skali światowej. Nawet słynny włoski komentator Bruno Pizzul robił to krócej. Kibic się przyzwyczaja, że taki głos jest gościem w domu od tylu lat. I gdy tylko go słyszy, wie, że jest istotne wydarzenie piłkarskie. Kiedyś kolega powiedział mi, że głos Szpakowskiego kojarzy mu się wyłącznie z ważnymi meczami, gdy wszyscy zasiadali przed telewizorami. To było święto w domu - opowiada były szef redakcji sportowej w TVP.

- Darek nadal jest żywotny, mimo że ma już 71 lat. Może to już nie ta dynamika, którą znam z jego radiowych relacji z przełomu lat 70. i 80., ale dla wielu jest on nieodzownym elementem oglądania widowiska sportowego w Polsce. Abstrahując od tego, czy dobrze czyta grę na boisku i potrafi o tym opowiadać, to Darka głównym atutem jest głos i wyniesiona z radia tzw. przerzutka w gębie, czyli umiejętność szybkiego mówienia z dobrą dykcją. Czy zawsze było to fachowe, to już inna sprawa. To jak z konkursem piękności: jednym się podoba, innym nie - uważa Basałaj. - Głupio mówić źle o starszym koledze, ale czasem za bardzo koncentruje się na swoich przeżyciach, a jego słowotok nie wydaje się być poparty refleksją. Darek przez pierwsze 20 lat pracy w telewizji nie czuł oddechu konkurencji. Był solistą, który nadawał ton relacjom z meczów. Później pojawiły się nowe stacje, inni dziennikarze i kibice mogli wybierać, kogo wolą słuchać.

Mój rozmówca podkreśla, że Szpakowski może czuć się spełniony. - Darek, jak mało kto, liczy swoje finały Ligi Mistrzów, mistrzostw Europy, mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich. Lubi podkreślać statystykę komentowanych spotkań. Ale ma się czym chwalić - uważa Janusz Basałaj. Przyznaje, że meczów komentowanych przez Szpakowskiego nie będzie mu brakować. - Mam do tego dystans. Spotkanie Polaków z reprezentacją Chile oglądałem bez komentarza, bo jeśli znam składy, rozpoznaję drużyny i piłkarzy, to nie potrzebuję narratora. Chociaż na pewno zapamiętam kilka słynnych zawołań Szpakowskiego, jak choćby "Aj, Jezus Maria!", gdy Marek Leśniak spudłował w meczu z Anglikami - uśmiecha się Basałaj.

I podsuwa pewien trop związany z krytycznymi ocenami Dariusza Szpakowskiego. - Bohdan Tomaszewski mówił, że porażka reprezentacji jest porażką komentatora. Gdy kibic ogląda mecz i naszym nie idzie, to się wścieka i w pewnym momencie przestaje mu się podobać też dziennikarz, którego słucha. Ocenia, że on dostraja się do fatalnej gry naszych piłkarzy. Darek nie miał najlepszej passy, jeśli chodzi o sukcesy naszej drużyny. Do Telewizji Polskiej przyszedł po medalu w 1982 r. Sukcesów ciągle brakowało. Dopiero po 16 latach ponownie zagraliśmy na dużym turnieju, nie licząc igrzysk w 1992 r. Niestety piłkarze mu nie pomagali. Trudno się dziwić Szpakowskiemu, jeśli musi ciągle mówić o naszych porażkach czy brakach awansu. Wychodzi na to, że bronię Darka, ale z wiekiem coraz bardziej go rozumiem - śmieje się Basałaj.

Dołącz do dyskusji: Uwielbiany i krytykowany. Dariusz Szpakowski jedzie na swój ostatni mundial

19 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Piędździesięciolatek
Jest to mistrz z wielką wiedzą o piłce, taktem i kulturą słowa. Taki Mateusz Borek, może mu co najwyżej po bułki skakać do sklepu. W kometarzu pana Darka, zawsze było slychać, że kocha futbol. Jak dla mnie - król .
45 12
odpowiedź
User
Tomek
Miał wpadki, jak każdy, ale jego głos pozostanie niezapomniany. I te emocje.
43 9
odpowiedź
User
qba
Szpakowski nawet że swoimi wpadkami jest 100 razy lepszy niż większość dzisiejszych rodzimych komentatorów.
47 9
odpowiedź