Na instagramowym profilu Mai Ostaszewskiej trudno przeoczyć, wokół jakich wartości od lat buduje swój wizerunek. Jeszcze 8 maja aktorka publikowała emocjonalny apel dotyczący obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej "Uwaga Polowanie", mającej zmienić prawo łowieckie. W poście pojawia się hasło: "NIE dla krwawego biznesu". Kilka scrolli niżej Ostaszewska stoi ze zdjęciem transparentu: "Oddajmy los dzików w ręce ekspertów, nie myśliwych!".

I właśnie pomiędzy tymi publikacjami, dokładnie 25 kwietnia, aktorka pozuje na zdjęciach z torebkami i butami marki Gino Rossi, która w swojej ofercie posiada także produkty wykonane ze skóry naturalnej. Post oznaczono jako "współpraca reklamowa".
To zestawienie okazało się dla części internautów trudne do pogodzenia z wieloletnim zaangażowaniem aktorki w ochronę zwierząt. Pod postem szybko pojawiły się krytyczne komentarze. Jedna z użytkowniczek napisała krótko: "ale przecież są to produkty ze skóry...".
Aktorka odpowiedziała:
"Torebki na zdjęciach nie są ze skóry zwierzęcej. 70 proc. nie jest. Marka ma liczne certyfikaty i należy do najwyżej stawianych polskich marek w działaniach ograniczających emisję gazów cieplarnianych".
Ta odpowiedź nie zakończyła jednak dyskusji. Wręcz przeciwnie – internauci zaczęli punktować argumentację aktorki, zwracając uwagę, że nawet jeśli konkretne produkty ze zdjęć wykonano z materiałów alternatywnych, to sama marka nadal produkuje galanterię ze skóry zwierzęcej. W komentarzach pojawiały się zarzuty, że reklamowanie takiego brandu trudno pogodzić z aktywizmem prozwierzęcym.

Warto przypomnieć, że na początku kwietnia Wirtualne Media informowały o starcie nowej kampanii eobuwie.pl na sezon wiosna-lato 2026. Obok Ostaszewskiej pojawiła się w niej także Sonia Bohosiewicz. Kampania miała pokazywać "świadome podejście do mody i roli obuwia w codziennym życiu".
Komentarz zniknął, dyskusja została
Jednym z komentujących post Ostaszewskiej był popularyzator nauki Maciej Kawecki. Jak twierdzi, jego komentarz szybko zniknął, a konto zostało zablokowane przez aktorkę.

Do sprawy Kawecki odniósł się później w obszernym wpisie opublikowanym we własnych mediach społecznościowych.
"Jestem głęboko poruszony i zawiedziony postawą Mai Ostaszewskiej" – napisał. Dalej przypominał, że aktorka od lat angażuje się w działania fundacji prozwierzęcych, wspiera walkę o zakaz hodowli zwierząt na futra i deklaruje wegetarianizm.
Kawecki nie zostawił suchej nitki na współpracy Ostaszewskiej z właścicielem marki Gino Rossi.
"Nie da, po prostu nie da się tego pogodzić z aktywizmem prozwierzęcym. To jest nie do obrony".
W dalszej części wpisu argumentował, że przemysł skórzany nie jest jedynie "odpadem" rynku mięsnego, ale realnym elementem napędzającym opłacalność hodowli przemysłowej. Opisywał też warunki, w jakich przetrzymywane są zwierzęta oraz proces produkcji skór.

Maja Ostaszewska odniosła się w końcu szerzej do głosów krytyki w wideo, które opublikowała w swoich mediach społecznościowych.
Ostaszewska odnosi się też do zarzutów o hipokryzję. Z jej wyjaśnień wynika, że od lat angażuje się w sprawy związane z ochroną zwierząt i świadomie wybiera rzeczy z drugiego obiegu albo produkty, które nie wymagają wspierania przemysłu futrzarskiego czy skórzanego w prosty, oczywisty sposób. Podkreśla, że walczy także o zakaz trzymania psów na łańcuchach, wspiera wszystkie kampanie, które mają doprowadzić do zmniejszenia bezdomności zwierząt oraz promuje adopcję psów.
"Nigdy nie udawałam i nikogo nie oszukiwałam, że w mojej szafie – poza różnymi innymi materiałami – nie znajdują się prawdziwe skóry. Mam skórzane buty. Widzieliście mnie w nich Państwo na wielu premierach, spotkaniach prasowych, wywiadach, festiwalach. Nie przebieram się na manifestacje dotyczące praw zwierząt, chodzę na nie tak, jak jestem ubrana tego dnia. Mam w swojej szafie wiele alternatywnych rozwiązań, mam dużo rzeczy z drugiego obiegu, bardzo cenię vintage. I rozsądne podejście do kupowania rzeczy. Natomiast nie udaję kogoś, kim nie jestem. Nie udaję, że mieszkam w puszczy i żywię się tym, co rośnie wokół domu. (...) Mieszkam w mieście, jeżdżę samochodem, dochodzą do mnie głosy, że również to jest krytykowane."
Aktorka dodała także, że marka Gino Rossi ujęła ją tym, że w swojej kolekcji ma ponad 70 proc. torebek ze skóry alternatywnej niezwierzęcej, że cały czas szuka alternatyw dla skóry zwierzęcej oraz tym, że ma wszelkie certyfikaty, które wpisują się w zrównoważony rozwój i świadomość wpływu na środowisko, w pracę nad ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych.

– To wszystko nie jest bez znaczenia. Podoba mi się, że polskie marki są coraz bardziej świadome i coraz bardziej wychodzą naprzeciw potrzebom współczesnego świata. Oczywiście, że w świecie idealnym chciałabym, żeby żadne zwierzęta nie były zabijane na mięso. A w związku z tym nie byłoby też skór, które są wtórnym produktem tego, co się dzieje w związku z przemysłem mięsnym – wyjaśniła.
– Ważne jest dla mnie to, jak marki pozyskują te skóry. Nigdy w życiu nie podpisałabym kontraktu z marką, która hoduje zwierzęta po to, by je zabić na produkty, które będą sprzedawane.To dla mnie było bardzo ważne, kluczowe – dodała.
Aktorka stwierdziła także, że początkowy odbiór jej współpracy z marką był odbierany bardzo pozytywnie.

"Marki wynajmują całe systemy wartości"
Ekspertki od komunikacji nie mają wątpliwości, że problemem nie jest sama kampania, ale zderzenie jej z dotychczasowym wizerunkiem aktorki.
– W przypadku Mai Ostaszewskiej, która od lat konsekwentnie buduje wizerunek osoby zaangażowanej społecznie, aktywistki wspierającej prawa zwierząt i kwestie ekologiczne, współpraca z marką posiadającą w ofercie produkty z naturalnej skóry musiała generować wysokie ryzyko reputacyjne – mówi Katarzyna Grobel, PR & communication manager w PR Calling.
Podobnie ocenia to Barbara Krysztofczyk, CEO & image coach w Krystal Point: – Jestem zaskoczona, że aktorka z tak dużym doświadczeniem zawodowym i spójnym wizerunkiem zdecydowała się na taką współpracę.
Ekspertka przypomina, że podobne zgrzyty zdarzały się już wcześniej celebrytom: – Chociażby małżeństwo Koroniewskich, którzy mają rodzinny wizerunek, reklamowali piwo na świątecznym stole.

Grobel zwraca uwagę, że marketing działa dziś zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.To właśnie szybkość reakcji odbiorców najmocniej wybrzmiewa w komentarzach ekspertek.
Paulina Stępień, współzałożycielka agencji AP Communication, podkreśla, że konsumenci błyskawicznie wychwytują dziś każdy rozdźwięk między deklaracjami a działaniami.
Najprawdopodobniej Gino Rossi zdecydowało się na współpracę właśnie dlatego, że Maja Ostaszewska jest postrzegana jako osoba wiarygodna, jakościowa i posiadająca bardzo silny kapitał reputacyjny. Tego typu ambasadorzy pozwalają markom budować skojarzenia z odpowiedzialnością, dojrzałością i świadomym stylem życia. Problem polega jednak na tym, że dziś marki nie wynajmują już wyłącznie twarzy, ale całe systemy wartości, które stoją za daną osobą. Jeśli te wartości nie są spójne z produktem lub działalnością brandu, odbiorcy bardzo szybko to wychwytują.
– Na rynku regularnie obserwujemy przypadki, gdy nawet duże i doświadczone marki podejmują decyzje, które nie są w pełni zgodne z ich dotychczasową strategią wizerunkową. Czasem wynika to z chęci odświeżenia komunikacji, czasem z pomysłu na coś nowego, ale właśnie wtedy najłatwiej o dysonans. A wizerunek buduje się latami i można go stracić jedną nieprzemyślaną decyzją – zauważa Paulina Stępień.

Kryzys dla aktorki, zysk dla marki?
Część ekspertek zwraca uwagę, że potencjalne konsekwencje mogą okazać się asymetryczne. Więcej do stracenia może mieć sama aktorka niż marka.
– Dla Mai Ostaszewskiej może oznaczać to osłabienie wiarygodności i zarzuty dotyczące braku konsekwencji w komunikowanych wartościach – ocenia Katarzyna Grobel.
Barbara Krysztofczyk dodaje, że problem może mieć wymiar biznesowy: – Marki, dla których ważny jest zrównoważony rozwój i spójność komunikacyjna, bardzo mocno weryfikują dotychczasowe działania reklamowe swoich ambasadorów.

Jednocześnie zauważa, że sama Ostaszewska mogła próbować świadomie wyjść poza "ekologiczną szufladkę": – Niewykluczone, że dotychczasowy wizerunek zamykał ją na atrakcyjne współprace. Eko marki często mają znacznie mniejsze budżety niż duże brandy modowe.
Zupełnie inaczej sytuację widzi Agata Berndt-Wazelin, head of corporate and retail practice w K+ PR. Jej zdaniem największym beneficjentem całego zamieszania może być właśnie marka.
Z perspektywy retailu największym wygranym całej kontrowersji wokół udziału Mai Ostaszewskiej w kampanii eobuwie wydają się sama platforma oraz marka Gino Rossi, którą promuje aktorka. Marka dostaje dziś nie tylko dodatkowe zasięgi, za które w standardowych warunkach trzeba byłoby słono zapłacić, ale też silny efekt wizerunkowy. Współpraca z osobą kojarzoną z aktywnym zaangażowaniem społecznym – również w obszarze praw zwierząt – dla części odbiorców może być wręcz potwierdzeniem, że produkty marki są jakościowe i wiarygodne. Z perspektywy biznesowej to sytuacja bardzo komfortowa: można usiąść z popcornem i obserwować, jak dyskusja napędza zainteresowanie marką.
Jednocześnie ekspertka dodaje, że z perspektywy samej aktorki sytuacja pozostaje "wyraźnym zgrzytem wizerunkowym": – Tłumaczenie, że aktorka firmuje linię produktów wykonanych z materiałów alternatywnych, nie do końca mnie przekonuje, bo w praktyce swoim wizerunkiem wspiera całą markę Gino Rossi.

"Społeczność zweryfikuje to szybciej"
Ekspertki zgodnie podkreślają, że tego typu sytuacje pokazują ogromną zmianę, jaka zaszła w marketingu influencerskim i ambasadorskim.
– Odbiorcy są dziś znacznie bardziej wyczuleni na rozdźwięk między deklarowanymi wartościami a realnymi działaniami niż jeszcze kilka lat temu – zauważa Katarzyna Grobel.
Paulina Stępień dodaje, że współczesny odbiorca oczekuje już nie "ładnej kampanii", ale autentyczności.
– Problemem nie jest sama kampania, ale potencjalny brak spójności między dotychczasowym przekazem a komercyjną współpracą – dodaje.
Agata Berndt-Wazelin zwraca natomiast uwagę, że dyskusja wokół kampanii może dopiero się rozkręcać: – Dmuchałabym na zimne i byłabym przygotowana na pytania dotyczące pochodzenia skór oraz standardów produkcji wyrobów ze skóry naturalnej.
Katarzyna Grobel zauważa, że w erze mediów społecznościowych to marki bardzo często przegrywają z tempem reakcji internautów: – Społeczność bardzo szybko to zweryfikuje – i często zrobi to szybciej niż sama marka zdąży zareagować kryzysowo.












