SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Stanowski zerwał kajdany niewolnictwa i psioczy na reklamy w kinach. Bohater jakich mało (felieton)

Jaki jest Krzysztof Stanowski, wiemy wszyscy. Jednemu z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych w Polsce trudno odmówić zmysłu biznesowego, ale liczba zwyczajnie niemądrych publicznych wypowiedzi, które padły z jego ust już dawno przekroczyła dopuszczalne normy. Trochę o to Stanowskiemu chodzi, by budować rozpoznawalność przez kontrowersje, ale gdzieś trzeba postawić granicę. I niechże nią będzie chociaż niewolnictwo!

Krzysztof Stanowski, fot. Youtube/Kanał Zero Krzysztof Stanowski, fot. Youtube/Kanał Zero

Czymże byłby tydzień w polskim światku medialnym bez choćby jednej rzuconej na chybcika a budzącej wielkie kontrowersje wypowiedzi Krzysztofa Stanowskiego? Założyciel Weszło i Kanału Zero jest jedną z tych osób, z którymi zawsze łatwo i przyjemnie się nie zgodzić. Mają bowiem w sobie dość wyrazistości i luzu, by nie odrzucać z miejsca, a zarazem tak często następują na odcisk wszystkim dookoła, że aż trzeba na to jakoś zareagować.

Tym razem padło na kwestię nieznośnych, długich, męczących, niepotrzebnych i antykonsumenckich (niepotrzebne skreślić) reklam pokazywanych w kinach przed każdym seansem. W przerwie między wykpiwaniem boiskowych wyczynów reprezentacji Polski na Euro 2024 Krzysztof Stanowski udał się na seans do kina Helios i przez bite 25 minut musiał w kółko oglądać reklamy. Sam film “W głowie się nie mieści 2” mu się podobał i nazwał go nawet “rewelacyjnym" (moim zdaniem całkiem niezły, ale top Pixara to nie był), ale czekania prawie pół godziny na niego znieść nie mógł. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zapłacił aż 125 zł za bilety.

Krzysztof Stanowski tupie nogą w kinie

Bohaterska postawa Krzysztofa Stanowskiego jakoś dziwnym trafem nie spotkała się ze zbytnim zrozumieniem obserwujących na portalu X (dawny Twitter). Większość komentujących post dziennikarza dziwiła się, że dopiero w 2024 roku nagle odkrył fakt, ile reklam grają w multipleksach. Doradzali mu też z pewną ironią, żeby na przyszłość po prostu przychodził na seans trochę później. Ot, taki prosty #lifehack, z którego korzysta zdecydowana większość społeczeństwa.

Nie zabrakło też mocniejszych wypowiedzi i wytknięcia hipokryzji Stanowskiemu, który jakoś nie widzi nic złego w obrzucaniu użytkowników reklamami, gdy chodzi o jego własne medialne biznesy. Z tego potoku komentarzy redaktor wyłowił też jeden wulgarny i (trzeba przyznać, bardzo słusznie) wyciągnął go na widok wszystkich, by poddać ostracyzmowi obrażanie go w taki sposób.

Gdyby powyższy tweet Krzysztofa Stanowskiego zakończyłby się przed ostatnim zdaniem, to pewnie nie byłoby się nad czym pochylać. Wiem, że ja na pewno tego tekstu bym nie napisał, bo i trochę nie miałbym o czym. Wszystko, co trzeba było powiedzieć o oderwaniu Stanowskiego od rzeczywistości zostało już powiedziane przez internatów. Nic dodać, nic ująć. Założyciel Kanału Zero nie mógł sobie jednak odmówić dodania hasła: “Zrobili z was niewolników”, bo ewidentnie nie potrafi zatrzymać się, zanim sprawy potoczą się za daleko. Może poza rzadkimi wyjątkami.

Czytaj też: Stanowski odwołuje debatę w Kanale Zero. “Przeszarżowałem”

Zerwijmy kajdany reklamowego niewolnictwa?

Emanowanie świętym oburzeniem na rzeczy, które dla milionów osób są zwykłym elementem codzienności, nigdy nie kończy się dobrze. Wystawia nas albo na śmieszność, albo na słuszną krytykę. Nie mam jednak zamiaru pastwić się szczególnie nad Stanowskim, który za bliżej niesprecyzowany seans dla bliżej niesprecyzowanej liczby osób zapłacił 125 zł w Heliosie. Gdybym był szczególnie wredny, to zwróciłbym uwagę, że “W głowie się nie mieści 2" jest obecnie grane w 21 kinach w Warszawie, w tym kilku studyjnych, gdzie i bilety są tańsze, i reklam przed seansem mniej. A za kilka tygodni trafi też na Disney+, gdzie animację będzie można obejrzeć jeszcze taniej, w dodatku bez żadnych reklam.

Wyjątkowo rozumiem jednak Krzysztofa Stanowskiego. Kupił bilety za własne pieniądze i miał prawo wydać je gdziekolwiek tylko chciał. Każdy może cenić sobie własną wygodę podług wybranej miary. Sam jestem (podobnie jak większość mieszkańców Ursynowa) oburzony faktem, że po zamknięciu tamtejszego Multikina w sierpniu najbliższy multipleks znajdziemy w innej dzielnicy. Realnie nie pozbawi to nikogo możliwości oglądania filmów na dużym ekranie, ale będzie wiązać się z dodatkową stratą czasu i jest zwyczajnie irytujące.

Czytaj też: Fatalny początek lata w kinach w USA. Co na to Multikino, Helios i Cinema City?

Niech więc Krzysztof Stanowski psioczy sobie do woli na reklamy w kinach i wszędzie indziej. Jest na tyle rozpoznawalny, że w razie czego ktoś na pewno wytknie mu hipokryzję lub brak dziennikarskiej rzetelności i sprawa rozejdzie się po kościach. Kwestia biletów mnie nie oburza. Tylko na miłość Czesława Michniewicza, gdzie tu niewolnictwo!? Jakieś granice hiperboli i prowokacji trzeba jednak postawić, bo w polskim internecie nie uda się dłużej wytrzymać.

Dał nam przykład Stanowski jak zwyciężać mamy

Mamy tu do czynienia nie tylko z całkowitym pomieszaniem pojęć, ale też tak głęboko posuniętym samouwielbieniem, że doprawdy trudno przejść nad tym obojętnie. “Jestem zmuszony do oglądania reklam” - pisze Krzysztof Stanowski. Zmuszony? Przez kogo, w jaki sposób? Groźbami, prośbami, sprytną manipulacją? Jeżeli ktoś siedział w kinie za plecami naszego narodowego bohatera i szeptał mu do ucha straszne wizje, co się stanie, jeśli nie zignoruje reklam, to trzeba taki przypadek doprawdy opisać.

W jaki sposób decyzja, by siedzieć przed ekranem przez 25 minut i śledzić każdą reklamę, jest dla Stanowskiego dowodem na zerwanie kajdan? Przecież to całkowite pomieszanie z poplątaniem. W tym układzie “niewolnikami” są ludzie, którzy wiedzą jak wygląda rzeczywistość i przychodzą z kilkunastominutowym opóźnieniem. Absurd do kwadratu.

W tym miejscu chętnie zapytałbym pana Krzysztofa, jaki dokładnie ma pomysł na lepsze finansowanie kin, by nie musiały wyświetlać tylu reklam w dobie serwisów streamingowych i postpandemicznym odejściu widzów od oglądania filmów na dużym ekranie. Kina zarabiają najlepiej na reklamach i przekąskach, to naprawdę nie jest jakaś wiedza tajemna dostępna tylko wąskiemu gronu wybrańców. Skoro już Stanowski tak namawia nas do zerwania kajdan niewolnictwa, niech nam chociaż powie jak mamy to zrobić.

Czytaj również: Wyniki Kanału Zero i Kanału Sportowego podczas Euro. Stanowski tłumaczy

Cała ta sprawa ma jeszcze jeden wątek, o którym koniecznie trzeba wspomnieć. Niewolnictwo to nie jest jakaś wymyślna metafora odwołująca się do fikcyjnych wydarzeń, którą wygodnie używać w ramach retorycznego argumentu. Z tym wielowiekowym zjawiskiem wiążę się niezliczona skala cierpienia i oddanych na zmarnowanie ludzkich istnień. Czy naprawdę wypada zestawiać oglądanie reklam z doświadczeniem całych rodzin zmuszanych do pracy bez wynagrodzenia, traktowanych nieraz gorzej od zwierząt i często wykorzystywanych na wiele innych sposób? Błagam, zachowujmy pewne proporcje i choćby minimalną przyzwoitość. Wszyscy, nie wyłączając Krzysztofa Stanowskiego.

Dołącz do dyskusji: Stanowski zerwał kajdany niewolnictwa i psioczy na reklamy w kinach. Bohater jakich mało (felieton)

75 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Sonda
Kogo denerwują reklamy w kinach - poproszę o łapkę w górę.
Kogo denerwuje ten artykuł - poproszę o łapkę w dół.
odpowiedź
User
kl
ale boli ten stanowski, ciężko go zniszczyć co?;)
odpowiedź
User
Ola
Niech idzie na spacer do lasu.
21 11
odpowiedź