SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Popularność socialmediowej akcji #myfirst7jobs - potrzeba lansu czy ekshibicjonizmu? (opinie)

Każda akcja, która odkurza korytarze wspomnień w naszej pamięci ma szanse nabrać rozpędu i szybko się rozpowszechnić. #myfirst7jobs wpisuje się w trend pokazujący prawdziwych ludzi, taki mentalny #nomakeup - przyczyn popularności #myfirst7jobs szukają dla Wirtualnemedia.pl Marcin Kalkhoff, Michał Wiśniewski, Maciej Tesławski, Grzegorz Szczepański i Sebastian Umiński.

Article

Akcja opatrywana hashtagiem #myfirst7jobs pojawiła się globalnie na Twitterze, w Polsce jest również mocno widoczna na Facebooku - biorący w niej udział dzielą się informacjami o tym, co robili zarobkowo na początku swojej kariery zawodowej.

Polscy użytkownicy Facebooka dodali do tego listy z kolejnymi osobami wyznaczonymi do zabawy. W wersji twitterowej autorzy dzielą się listą z kolejnymi miejscami i typem pracy, które kiedyś wykonywali. Facebook pozwala na dłuższe wypowiedzi, więc o każdej pracy opowiadana jest często cała historia.

W akcję włączyli się też eksperci z polskiej branży reklamowej i marketingowej. I tak dzięki temu możemy się dowiedzieć, że np. Marcin Maj, CEO agencji OS3, był ministrantem, gdy miał 9 lat, pracował przez cztery lata w sklepie monopolowym rodziców, na skupie metali „obierał kable”, był modelem i chodził po wybiegu. Ekspert od marketingu Maciej Tesławski był m.in. fotoreporterem w „Myśli Społecznej”, korektorem w „Przeglądzie Technicznym”, a z kolei Jacek Kotarbiński, również ekspert marketingowy zbierał porzeczki, roznosił ulotki, malował garaż, hodował gąsienice.

Sebastian Umiński, lider mediów internetowych regionu CEEMEA w firmie 3M, uważa, że jest to sympatyczna inicjatywa dzielenia się tymi aspektami naszego życia, które nie są powszechnie znane. - Uzupełniają nasz obecny status: dodają dodatkowy wymiar aktualnemu stanowisku zawodowemu. Znajomi w humorystyczny sposób dzielą się swoimi porażkami i sukcesami, prześcigają w co bardziej egzotycznych wspomnieniach. To inny sposób zagadnięcia towarzystwa anegdotycznym „A wiecie, kiedyś zdarzyło mi się nawet pracować przy…” - argumentuje Sebastian Umiński.

I dodaje: - Wreszcie możemy dowiedzieć się, że przed „dyrektorowaniem” każdy z nas robił rzeczy słabe, śmieszne lub wręcz wstydliwe. W podobny sposób wrzucamy na swoje profile zabawne zdjęcia z dzieciństwa. „Patrzcie jaki wtedy byłem nieporadny…”. Nie wstydzimy się tego, bo opowiadamy tym samym, co nas ukształtowało, nauczyło podnosić się po porażce, korygować kurs, mobilizowało do pracy i karmiło ambicję. Dzielimy się przedsiębiorczością przedszkolną i podwórkową, chwalimy pierwszymi zarobionymi pieniędzmi, podkreślamy jak wiele różnych prac wykonywaliśmy wcześniej. Czy to wstydliwe? Niekoniecznie. Na własnych przykładach opowiadamy mit self-made mana, który od rzeczy małych doszedł do rzeczy wielkich. Są to wspomnienia zabawne, czasem gorzkie, ujęcia ironiczne lub bardzo poważne. Ze wszystkich przebija satysfakcja z pracy, z nabywania doświadczeń. I - najczęściej - duma z osiągniętego statusu - zwraca uwagę Umiński w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Jego zdaniem to dlatego ludzie publicznie wspominają te porażki: bo one właśnie podkreślają ich obecny progres, pokazują drogę, którą przeszli oraz bogactwo zdobytego doświadczenia. Czyli opisują porażki, żeby podkreślić sukces.

Zdaniem Sebastiana Umińskiego marketingowo powinny ten motyw wykorzystać firmy pośrednictwa pracy i organizatorzy projektów rekrutacyjnych w działach HR. Do tej pory żadna tego nie zrobiła. - Widzę tu też pole dla kampanii ubezpieczycieli: nigdy nie wiesz, jak potoczą się twoje dalsze losy: lepiej się ubezpiecz i aktywacji employer brandingowych: poznaj naszych pracowników. Nie przyszli tu jako czysta tablica. Stoją za nimi lata doświadczeń. To dlatego potrafią zrozumieć twoje, kliencie, potrzeby – wyjaśnia Sebastian Umiński.

Popularność akcji #myfirst7jobs nie dziwi Michała Wiśniewskiego, client service directora w agencji OS3, który twierdzi, że każda akcja, która odkurza korytarze wspomnień w naszej pamięci ma szanse nabrać rozpędu i szybko się rozpowszechnić. Jego zdaniem pierwsza praca jest tak samo ważna jak pierwsza dziewczyna, pierwszy sukces, pierwsza bójka czy pierwszy kac.

- „Pierwsze” rzeczy w pewien sposób kształtują nas, to do nich dolepiamy kolejne doświadczenia. Kompletnie mnie zatem nie dziwi, że branża zaabsorbowała tę akcję jak przysłowiowa gąbka. Szeroko pojęta reklama/marketing to jeden z najmłodszych i najdynamiczniej rozwijających się obszarów w usługach. Ośmielę się stwierdzić nawet, że jest to branża lubiąca pokazać się, czy być częścią czegoś większego, globalnego. Pamiętajmy, że aktywni w internecie, ludzie z branży to bardzo często pokolenie lat 80. Są to 30-letni specjaliści, którzy przetarli ścieżki kolejnym pokoleniom i to jaką drogę przeszli, by być dzisiaj tu gdzie są, powoduje poczucie dumy i chęć pochwalenia się - analizuje Wiśniewski.

- To też kolejna akcja, która odpowiada na jedną z ważniejszych potrzeb ludzi - ludzie lubią być nazwani, przypisani, pogrupowani. Poczucie bycia częścią większej całości pozwala nam określić się. Do tego trzeba dołożyć działanie prostego mechanizmu - mój znajomy tak zrobił to i ja zrobię. Jeżeli 10-15 lat temu przesyłaliśmy sobie łańcuszki w SMSach, to czemu nie w social media. Nie demonizowałbym także faktu, że mówimy o sobie zbyt wiele. Skoro LinkedIn i Goldenline przyzwyczaili nas do publicznego CV to zabawa z # nie włącza nawet na sekundę czerwonej lampy ostrzegawczej. Mimo wszystko są to informacje sentymentalne i powinny być udostępniane jedynie wąskiej grupie znajomych. Podejrzewam, że może być to sztucznie napędzany trend przez firmę, a jeśli nie to w głowie chodzą mi już marki, które powinny zagarnąć potencjał tej akcji, szczególnie że jej żywotność skończy się na maksymalnie czterech dniach - podkreśla menedżer OS3 w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Dla Grzegorza Szczepańskiego, CEO agencji Hill+Knowlton Strategies, #myfirst7jobs to idealny przykład dobrej akcji hashtagowej: prosta, angażująca i dotyczące prawie każdego z nas. W jego ocenie sukces tej akcji polega również na wpisaniu się w trend pokazujący prawdziwych ludzi, taki mentalny #nomakeup.

- Zabawa ta pozwoliła odkryć w prezesach, menadżerach, celebrytach zwykłych ludzi, którzy też zbierali truskawki, jeździli na saksy i rozdawali ulotki.  Branża chętnie się w to angażuje, bo jest to ukłon w stronę najmłodszej grupy obecnych i przyszłych pracowników. Sam chętnie w tym wziąłem udział i była to dla mnie nie tylko krótka sentymentalna podróż, ale również usłyszałem wiele ciepłych komentarzy od moich pracowników – kolejne bariery upadły. Za chwilę zaczniemy zatrudniać przedstawicieli pokolenia Z i już teraz musimy zacząć rozmawiać ich językiem oraz używać ich narzędzi do komunikacji. Z mojej perspektywy, uznałbym, że ta akcja wspiera nasze działania employer brandingowe - mówi Grzegorz Szczepański.

Marcinowi Kalkhoffowi, partnerowi w BrandDoctor akcja#myfirst7jobs pokazuje nasze tęsknoty za dzieciństwem, za pierwszą pracą. - Akcja jest angażująca właśnie z tej tęsknoty za czasami, kiedy nasze życie było proste i bezpieczne. W dziecięcy sposób wesołe, ale nie pozbawione ambicji. Jest tu też element lansu - zaczynaliśmy od bardzo prostych prac, a doszliśmy do… Czy to zbyt wiele danych o sobie? Pewnie tak, ale tyle już o nas Facebook i Google wiedzą, że ta x lat temu sprzedawana oranżada wiele nie wniesie - zwraca uwagę Kalkhoff.

Z kolei ekspert marketingowy Maciej Tesławski uważa, że w akcji tej ludzie biorą udział bo mają potrzebę ekshibicjonizmu (chyba), a ona sama angażuje emocjonalnie, przywołuje wspomnienia. - Informacje udzielane w tej akcji nie należą do danych osobowych w rozumieniu Ustawy ale na pewno są wrażliwe. Nieświadomość w budowaniu wizerunku publicznego jest dość powszechna, niestety. U niektórych osób ten wizerunek, po tej akcji, zmieni się na gorszy, a u innych wzmocni już zbudowany – stwierdza Tesławski.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Popularność socialmediowej akcji #myfirst7jobs - potrzeba lansu czy ekshibicjonizmu? (opinie)

2 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Blanka
To tylko zabawy, bawmy się! Nie szukajcie głębi, bo można niechcący skręcić kark.
13 13
odpowiedź
User
eliash
Absolutne obrzydlistwo. Chwalić się takimi rzeczami to jak chodzić nago po ulicy. Twórzmy dalej pole do rozwoju korporacjom i treserom biznesu.
16 12
odpowiedź