SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Film „Tylko nie mów nikomu” hitem w internecie. Ponad 14 mln wyświetleń, zapowiedź współpracy z Netfliksem

Dokument o pedofilii w Kościele autorstwa Tomasza i Marka Sekielskich miał swoją premierę w sobotę, 11 maja o 14.30. Do środy miał ponad 14 mln wyświetleń. Film zanotował rekord polskiego YouTube'a pod względem łącznego czasu oglądania tuż po premierze. - Wstrząsający film, polski „Spotlight”, któremu bliżej do reportażu niż dokumentu. Nie da się obok niego przejść obojętnie, ale nie ma co czekać na ciąg dalszy, bo ten musi dopisać życie - tak film „Tylko nie mów nikomu” - oceniają eksperci.

Article

Film dokumentalny braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, nad którym pracowali od marca 2018 roku w ciągu 5,5 godzin od udostępnienia go na YouTubie zanotował ponad 1 mln wyświetleń. W środę miał już ponad 14 mln wyświetleń.

„Tylko nie mów nikomu”, przygotowany przez Tomasza Sekielskiego we współpracy z Markiem Sekielskim (jako producentem) opowiada o kilku osobach, które w dzieciństwie były molestowane seksualnie przez duchownych. Sprawcy po lalach są nagrywani ukrytymi kamerami, niektórzy przyznają się do winy i przepraszają swoje ofiary, inni twierdzą, że molestowane osoby same tego chciały. W filmie ujawniono, że czyny pedofilskie popełnili były kustosz sanktuarium w Licheniu Eugeniusz M., a także ks. Franciszek Cybula, były kapelan oraz spowiednik prezydenta Lecha Wałęsy (zmarł w lutym br.).

W filmie pokazywany jest też prawnik Andrzej Nowak, który pomaga ofiarom molestowania przez duchownych, a w dzieciństwie sam padł ofiarą przemocy seksualnej ze strony księdza.

Tomasz i Marek Siekielscy środki na realizację filmu zebrali w serwisie Patronite - w ramach zbiórki pozyskali 450 tys. zł.

Sukces na YouTubie

Paweł Kwaśniewski, który zarządza kanałem Sekielskiego na bieżąco informuje o liczbie wyświetleń produkcji. Krótko przed godz. 20 w sobotę podał na Facebooku, że film zanotował ponad milion odtworzeń (liczby te są pokazywane z opóźnieniem, na YT wyświetlały się wtedy dane o 550 tys.). Natomiast o godz. 23 licznik na kanale pokazywał oficjalnie 1,1 mln, a w niedzielę ok godz. 12 - 2,7 mln, z kolei po godz. 19 - 4,5 mln. Z kolei w środę przekroczył poziom 14 mln wyświetleń.

W niedzielę wieczorem Video Brothers podała, że w ciągu jednej doby Tomasz Sekielski zdobył "silver button" na YT za przekroczenie 100 tysięcy subskrybentów.

- Ogromne gratulacje dla Tomka oraz jego brata - Marka (producenta kanału) od całego zespołu Video Brothers. Jak widać (wbrew algorytmom) - stara gwardia telewizja na YT też daje radę - napisano na Facebooku Video Brothers.

Dla porównania film „Kler”, który był hitem ubiegłego roku i trafił do kin 18 września 2018 roku po czterech tygodniach zanotował 4,34 mln widzów, a przez kolejne trzy doszło ich 675,9 tys.

- Jestem zmęczony, przeszło nasze oczekiwania, w jak krótkim czasie tak wiele osób wyświetliło nasz film. To, że się rozejdzie, wiedzieliśmy. Czytałem taki żart, że „Kler” Smarzowskiego potrzebował miesiąca, aby osiągnąć poziom 5 mln, a my nie potrzebowaliśmy nawet dwóch dni - zażartował Tomasz Sekielski podczas „Sekielski Sunday Night Live”.

Dwie godziny wstrząsu

Zdaniem osób obserwujących media, nie ma nic dziwnego w tym, że produkcja braci Sekielskich bije rekordy popularności.- Ja przez cały czas oglądania, miałem wrażenie, że jest to film doniosły. W dodatku wyjątkowy, bo zrobiony za pieniądze ludzi, którzy chcieli zobaczyć prawdę - poza wszystkimi strukturami, poza studiami filmowymi i poza telewizjami - mówi dla portalu Wirtualnemedia.pl krytyk filmowy i dziennikarz, Tomasz Raczek.

Raczek podkreśla, że - jego zdaniem - w tym przypadku mamy do czynienia z niezwykłym miksem: - Z jednej strony odwaga i samozaparcie autorów, z drugiej - mamy wszystkich tych, którzy chcą zobaczyć prawdę na temat tego, co dzieje się w Kościele katolickim. To się skleiło w całość i udało nadzwyczajnie. Film jest uczciwy i rzetelnie zrobiony; to są dwie godziny wstrząsającej opowieści.

Dziennikarz podkreśla, że produkcja Tomasza Sekielskiego została pomyślana jak "dobrej klasy reportaż telewizyjny".

- Mimo wszystko bliższa jest reportażowi, niż filmowi dokumentalnemu. Widać tu pasję publicystyczną Sekielskiego - to jego cecha charakterystyczna. To dziennikarz, który wie, w która stronę pójść i z pod jakim kątem oświetlić prawdę, żeby było to zrobione obiektywnie, dobrze i rzetelnie. Dla mnie zdecydowanie jest to film dokumentalny, o charakterze reportażu telewizyjnego - bardzo dobrej jakości - mówi Raczek.

Telewizja? Do niczego niepotrzebna

Zapytany, czy internet i serwis YouTube to dobre miejsce na publikację tego filmu, Tomasz Raczek odpowiada: - Najlepsze miejsce, jakie można sobie wyobrazić. Tam film można oglądać 24 godziny na dobę, nieustannie, wiele razy i za darmo. Można wrócić do niego, żeby sprawdzić coś, gdy np zaczniemy się różnić w ocenie faktów. Nie ma lepszej formy prezentowania takiej ważnej treści. Owszem, telewizja daje dostęp tym wszystkim, którzy nie nawykli szukać podobnych treści w internecie. Jest ich coraz mniej, ale wciąż bardzo dużo. Nie wykluczam, że ten film kiedyś znajdzie się w telewizji, ale nie jest to mu do niczego potrzebne.

Raczek mówi nam, że w jego ocenie Sekielski jest prekursorem nowego stosunku do realizacji filmu. - Problemem polskiego filmu w ostatnich latach jest ucieczka od rzeczywistości politycznej. Uciekamy albo w historię, albo w komedie romantyczne, albo też w kino gatunkowe. Poza Wojtkiem Smarzowskim unikamy tematów ryzykownych. A one są przecież najważniejsze. Polskiemu filmowi brakuje związków z naszą rzeczywistością i tym, co nas najbardziej boli. Twórcy tłumaczą to tym, że albo nie dostaną pieniędzy na podobne produkcje, albo nie zostaną zakwalifikowani przez rozmaite komisje - opisuje.

- I oto Sekielski pokazuje, jeśli chcesz coś naprawdę zrobić - to jest taka droga. A jeśli nie masz pieniędzy  to też istnieje możliwość, żeby te pieniądze zebrać. Od tej chwili nie ma wymówek - dodaje Tomasz Raczek.

"Kawał dobrej, reporterskiej roboty, ale...

Szef serwisu wTelewizji.pl, Wojciech Krzyżaniak, zgadza się z Tomaszem Raczkiem w kwestii kanału dystrybucji filmu braci Sekielskich: - Prawda jest taka, że internet to dziś jedyny kanał dotarcia takiego filmu do społeczeństwa. A to z tego powodu, że wszystkie nasze sztandarowe stacje telewizyjne są obarczone politycznie.  Prezentowanie takiego dokumentu w jakiejkolwiek telewizji, "niosłoby" jednocześnie tę telewizję. Gdyby puszczono to np. w TVN, dorobiono by temu straszliwą gębę - stwierdza dziennikarz.

Zdaniem Krzyżaniaka, dobrze byłoby, gdyby produkcja trafiła do możliwie największej liczby osób. - Po pierwsze dlatego, że to jest kawał bardzo dobrej reporterskiej roboty. Po drugie - bo mówi o ważnym i bolesnym problemie.

Szef wTelewizji.pl zaznacza też, że jeśli filmowi Tomasza Sekielskiego przyjrzeć się od strony warsztatowej, dobrze zrobiłyby mu skróty. - Jako redaktor skróciłbym ten film spokojnie o pół godziny, bez straty dla wagi, wymowy i treści. Ale rozumiem Tomka, że trudno było mu się rozstać ze scenami. Także z szacunku dla bohaterów.

Gdyby porównywać, dokument Sekielskiego mógłby być polskim "Spotlightem", mówi Krzyżaniak. - Chodzi o siłę rażenia. Tu jest wszystko czarno na białym: prominentni księża przyznają się, że robili to, co robili. I czegoś takiego nie mieliśmy jeszcze w polskim dokumencie. To jest ich spowiedź, niekiedy ostatnia szansa na załatwienie tych spraw. Bardzo ważna cześć dokumentu jest o tym, że nawet w swoim kręgu, księża nie byli informowani o niektórych sprawach. To ma wręcz mafijny wydźwięk.

Krzyżaniak wskazuje, że nie ma co czekać na - zapowiadany przez autora - dalszy ciąg dokumentu. - Chciałbym, żeby odbywał się on już poza filmem, poza Sekielskim. Żeby poruszył do działania tę drugą stronę. I opinię publiczną - ale tak naprawdę. Drugą część po prostu musi dopisać życie.

Żadnej zmyślonej historii

Dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska mówi nam, że film braci Sekielskich uznaje "absolutnie doskonały pod każdym względem". - Spójrzmy nań choćby od strony rzemiosła. Nie ma tam żadnych oskarżeń, które by wynikały z jakichś emocji. Sekielski weryfikuje rzeczy, wobec których już zapadły wyroki. Tam nie ma żadnej wymyślonej historii. Tomek pokazuje historie, o których Kościół był informowany i z którymi nic nie zrobił. Merytoryka tego filmu jest bezbłędna.

Jej zdaniem film pokazuje, że Kościół w Polsce jest "mafią, która stoi ponad prawem".

- Bohaterowie tego filmu mówią, że księża są przenoszeni z parafii do parafii, po cichu. Jest taki fragment w dokumencie, kiedy jeden z molestowanych przed laty, przypina na mapie Polski strzałki, które pokazują jak przenoszony był jego oprawca. Nagle widzimy te strzałki na kawałku papieru - i doznajemy wstrząsu. Oszczędność w przekazie i autentyczność: to jest właśnie siła tego filmu - komentuje Korwin-Piotrowska.

Tomasz Sekielski w fazie projektu proponował wsparcie dokumentu kilku stacjom telewizyjnym. - Wszystkie zdecydowały, że nie przyłożą się do tego. Bo polskie media wolą żyć dobrze z Kościołem - stwierdza.

- Ten film mówi nam też coś ważnego o polskich dziennikarzach. A mianowicie to, że są konformistami, którzy nie chcą się wychylać, a nierzadko chcą żyć dobrze z klerem. I jeden Sekielski, za zebrane w internecie pieniądze, zrobił większą i lepszą robotę, niż oni wszyscy razem wzięci przez ostatnich kilkanaście lat. Bardzo często też w redakcjach ostateczny głos w sprawie publikacji wrażliwych społecznie, ale ważnych materiałów, mają szefowie marketingu, którzy wskazują, że nie można czegoś ujawniać, bo np. redakcja ma duże reklamy od firmy czy osoby, którą chce się opisać. itd. Sekielski pokazuje, że można inaczej. Zrobił robotę genialną, pokazał, że można być dziennikarzem niezależnym także w sensie niezależności od działów marketingu wielkich mediów - dodaje.

Korwin-Piotrowska uważa, że Tomasz Sekielski otwiera "nową ścieżkę dla każdego polskiego dziennikarza". - Sądzę, że Tomek będzie miał następców. To oczywiście wymaga jego warsztatu - a warsztat Tomasz ma świetny. Wymaga jego determinacji, samozaparcia, i tak dalej. Sekielski idzie e tropem starego, dobrego dziennikarstwa - wszystko wielokrotnie sprawdza, konfrontuje strony, ma na wszystko „pokrycie”. I dlatego też ten film tak mocno działa. To pokazuje, że Sekielski jest realną siłą medialną w Polsce i należy się z nim liczyć. Wszyscy ci, którzy po jego odejściu z TVN mówili, że się skończył, powinni wejść pod stół i to odszczekać - kończy Karolina Korwin-Piotrowska.

Nie można tego oglądać bez emocji

Tomasz Terlikowski, publicysta współpracujący m.in. z tygodnikiem "Do Rzeczy" i "Rzeczpospolitą", uważa, że film Sekielskiego jest "ważny, ale i porażający". - Część z tych historii nie jest zupełnie nieznana, przecieki już wcześniej były. Film jest jednak porażający, bo oddaje głos ofiarom. To jest być może kluczowe, bo przypomina widzowi, że ten niewyobrażalny skandal ma konkretne twarze konkretnych osób. Dlatego to jest ważny dokument. Myślę, że ośmieli kolejne ofiary, żeby opowiedziały o swoim dramacie - mówi Terlikowski.

Czy dokument zmieni coś w polskim Kościele? - Mamy już diecezje, w których ta sytuacja się zmienia. Kościół w Polsce nie jest monolitem. Mamy tu diecezje, gdzie rozmawia się już z ofiarami, gdzie sprawy się reguluje ale i takie, w których się tego nie robi. Obawiam się, że w tych drugich, w których problem się spycha, nic się nie zmieni. Zresztą niedzielna wypowiedz metropolity Gdańska pokazuje to najdobitniej: tam nic się nie zmieni, dopóki nie zmieni się metropolita - ocenia publicysta.

Dziennikarz nawiązał w ten sposób do wypowiedzi abpa Leszka Sławoja Głódzia, który - zapytany o głośną produkcję - odpowiedział: - Wczoraj miałem inne zajęcia, byle czego nie oglądam.

"Trudno obejrzeć to w całości"

Tomasz Terlikowski mówi nam także, że nie był w stanie obejrzeć filmu Sekielskiego jednorazowo. - Jeśli ktoś ma dzieci w wieku podobnym do wieku osób, które były molestowane, to film wywołuje wielkie emocje... On tak zresztą został zrobiony. Nie obraz gra tutaj najmocniej. Film jest często robiony drżącą kamerą, niedoświetlony - to celowe, żeby nie skupiać się na formie. Ale słowa, emocje, które widać na twarzach tych ludzi, są tak mocne, że trudno obejrzeć ten film w całości.,  

Film Tomasza i Marka Sekielskich szybko zbierał dobre recenzje od dziennikarzy, którzy publikowali je w mediach społecznościowych. - Bardzo, bardzo trudno będzie zaatakować po tym filmie Tomasza Sekielskiego argumentami: "to atak na Kościół". Naprawdę mam poczucie, że coś się bezpowrotnie w Polsce zmienia -pisał Janusz Schwertner z Onetu. - Film Tomasza Sekielskiego dowodzi, że polscy hierarchowie, z Episkopatem na czele, ukrywają księży pedofilów, lekceważą ofiary. To film smutny, bolesny, o potężnym złu, którego jest mnóstwo w instytucji kościoła. Dowody przedstawione w dokumencie powinny wywołać dymisje w KEP - napisał z kolei Patryk Michalski z RMF FM.

- Skoro z powodu przypadków pedofilii wśród księży należy zniszczyć Kościół, to po morderstwie ucznia przez ucznia lewica jak rozumiem zażąda likwidacji szkolnictwa? - spytał Rafał Ziemkiewicz. - BTW już dwóch duchownych protektorów kapusia Bolka znajduje się pod ciężkim oskarżeniem. To się chyba naukowo nazywa „brudna wspólnota”? - dodał.

- Pedofilia to potworność. Aktywni pedofile powinni być karani z najwyższą surowością. Premiera filmu p. Sekielskiego w czasie kampanii to polityka - napisał Robert Tekieli.

Czy film coś zmieni?

Podstawowym pytaniem, jaki zadawali dziennikarze, publicyści, ale i internauci – również braciom Sekielskim – po emisji dokumentu było stwierdzenie, czy film coś zmieni. Po jego emisji hierarchowie kościelni wydali oświadczenia, jednak wcześniej nie chcieli brać w nim udziału, ani odpowiadać na pytania. Na końcu filmu poinformowano, że udziału w nim odmówili prymas Polski abp Wojciech Polak i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, natomiast kardynał Kazimierz Nycz, arcybiskup Leszek Sławoj-Głódź i biskup Jan Tyrawa nie odpowiedzieli na prośbę o wypowiedź.

Zacytowano też odpowiedź przekazaną przez biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski: „Dziękując za nadesłaną korespondencję informujemy, że Kościół w Polsce od lat podejmuje działania mające na celu ochronę osób małoletnich, o czym informujemy bezpośrednio opinię publiczną. Ze względu na to, iż otrzymujemy informacje o braku bezstronności ze strony Pana Redaktora w przygotowywaniu materiału , korzystamy z prawa do niekomentowania. Dziękujemy za uszanowanie tego”.

Krótko po udostępnieniu „Tylko nie mów nikomu” oświadczenie wydał prymas Wojciech Polak. - Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego. Ogromne cierpienie osób skrzywdzonych budzi ból i wstyd. W tym momencie przed oczami mam także dramat osób pokrzywdzonych, z którymi spotkałem się osobiście. Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu - stwierdził.

- Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła. Jako delegat Episkopatu ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc osobom pokrzywdzonym - zadeklarował prymas Polak.

Zwrócił też uwagę na wydane niedawno przez papieża Franciszka przepisy najnowszego dokumentu papieża Franciszka („Motu Proprio” Vos estis lux mundi). - Trzeba wyjaśnić wszystkie sprawy. Nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności. Musimy chronić dzieci i młodzież. Dla Kościoła nie ma innej drogi - dodał abp Polak.

Oświadczenie dotyczące „Tylko nie mów nikomu” wydał też abp Stanisław Gądecki.

- Ze wzruszeniem i smutkiem obejrzałem dzisiaj film pana Sekielskiego, za który pragnę podziękować reżyserowi. W przeważającej części tenor tego filmu zgadza się z moimi doświadczeniami, jakie wyniosłem z wielu rozmów przeprowadzonych z pokrzywdzonymi - napisał. - Jestem przekonany, że także ten film przyczyni się do jeszcze dokładniejszego przestrzegania wytycznych dotyczących ochrony dzieci i młodzieży w Kościele, jak i do wprowadzenia w życie zasad prewencji w każdej diecezji przez wszystkich księży biskupów oraz do przestrzegania wczoraj ogłoszonego motu proprio papieża Franciszka - dodał.

- W imieniu całej Konferencji Episkopatu pragnę jak najmocniej przeprosić wszystkie osoby pokrzywdzone. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakie doznali - przyznał abp Gądecki.

Jego zdaniem „z pewnością także ten film przyczyni się do jeszcze surowszego potępienia przestępstwa pedofilii, na które nie może być miejsca w Kościele”. - Niektóre sprawy ukazane w filmie były już znane, inne nieznane. Te znane trzeba raz jeszcze dokładnie przeanalizować, w przypadku nieznanych należy rozpocząć procesy tak, aby dobro pokrzywdzonych było chronione przede wszystkim i nade wszystko - ocenił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Sekielski w niedzielę wieczorem podczas transmisji na Facebooku przytoczył także treść oświadczenia Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia, które dotyczyło księdza Eugeniusza M. Poinformowano m.in., że został on odsunięty od pełnienia jakiejkolwiek służby duszpasterskiej, a informacje o molestowaniu zostały przekazane do Stolicy Apostolskiej, uruchomiono także procedury w tej sprawie.

Czas na Netflix

Dokument powstawał przez ponad rok, dzięki wsparciu patronów – internautów, którzy wpłacali pieniądze za pośrednictwem platformy Patronite. Tomasz Sekielski zebrał na ten cel 450 tys. złotych. Ujawnił, że w sumie wsparło go ok. 2,5 tys. osób. W rozmowie z Wirtualnemedia.pl zdradził, że trwają rozmowy na temat współpracy z Netfliksem.

Tomasz Sekielski jest reporterem, dziennikarzem śledczym, korespondentem wojennym, dokumentalistą i pisarzem. Karierę dziennikarską zaczynał w bydgoskim radiu VOX, następnie był związany z Radiem Wawa, z którego przeniósł się do RDC. W 1997 roku znalazł się w zespole, który tworzył „Fakty”, a ze stacją TVN był związany 15 lat. Prowadził m.in. takie programy jak „Kuluary”, „Prześwietlenie”, „Teraz MY” czy „Czarno na Białym”. Jest m.in. laureatem Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego za 2006 rok, otrzymał ją wspólnie z Andrzejem Morozowskim. Współpracuje z serwisem Onet, gdzie prowadzi wybrane wydania porannego programu "Onet Rano".

ARTYKUŁ ZAKTUALIZOWANY

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Film „Tylko nie mów nikomu” hitem w internecie. Ponad 14 mln wyświetleń, zapowiedź współpracy z Netfliksem

23 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
tomasz porada
Bardzo nachalna kampania reklamowa. Niemal każdy portal o tym trabi i zadziałał owczy pęd jak przy "Kler"
odpowiedź
User
agata
Tomasz Porada ciekawe dlaczego. Jak myślisz? Może dlatego, ze to skandal, co dzieje się w kościele i pora przejrzeć na oczy. Powinni jeszcze uzupełnić film o inne fakty: zmuszanie kobiet do aborcji i opłacanie dzieci księży w zamian za milczenie kobiet, które te dzieci z nimi mają. Pora pokazać podwójną moralność.
odpowiedź
User
zimoch
Tomasz Porada Powstał dzięki kilkuset tysiącom zebranym na internetowych zbiórkach, to nie jest wystarczający powód?
82 13
odpowiedź
User
k
Tomasz Parada to atencjusz. Nie karmcie trolla.
60 12
odpowiedź
User
Virtu
Sprawcy i notable ich ukrywający muszą trafić do więzień.
61 9
odpowiedź