Dziennikarz "Gazety Wyborczej" i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut został uwolniony przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Poczobut w białoruskim więzieniu spędził 1860 dni.
Na granicy Poczobuta powitał premier Donald Tusk, który pierwszy poinformował o jego uwolnieniu na portalu X. Był tam też Bartosz Wieliński, zastępca redaktora naczelnego "GW" i przyjaciel Poczobuta.
– Gdy opadły pierwsze emocje, przyjrzałem się Andrzejowi. Zobaczyłem, jakie piętno odcisnęło na nim więzienie. Gdy w 2023 r. przewieziono go do łagru, ważył 93 kg. Teraz waży ledwie 74 kg – napisał Wieliński w "Gazecie Wyborczej".
– Jedziemy dalej do Warszawy. Telefon dzwoni nieustannie, Andrzej rozmawia ze wspólnymi znajomymi. Każdemu mówi, że chce wrócić na Białoruś, bo białoruscy Polacy nie mogą zostać bez opieki. Niech tylko go w szpitalu przebadają. Prawdziwego lekarza nie widział od pięciu lat – opisał dziennikarz.

Po co chcesz wracać? – pytam go. Pytają też jego rozmówcy. A on opowiada o rozmowach sprzed lat z działaczami polskiej mniejszości: - Mówili, że im reżim Łukaszenki polskości nie daruje, a ty wyjedziesz do Polski. Ja ich nie mogę zostawić .
Poczobut był więźniem politycznym
Od marca 2021 r. Andrzej Poczobut, który jest obywatelem Białorusi, przebywał za kratami. Najpierw był przetrzymywany w areszcie, a po skazaniu w procesie politycznym został wysłany do kolonii karnej w Nowopołocku w obwodzie witebskim na północy Białorusi. Poczobut został skazany na osiem lat więzienia za "wzniecanie nienawiści" oraz "wezwania do działań przeciwko bezpieczeństwu państwa". Został uznany za więźnia politycznego przez organizacje białoruskie i międzynarodowe.












