W zeszłą sobotę Krzysztof Stanowski w cotygodniowym programie z Robertem Mazurkiem skrytykował to, że skarbówka w Trójmieście w efekcie tzw. zakupu kontrolowanego nałożyła 2,5 tys. zł kary za naliczanie od pizzy z krewetkami 8 proc., a nie 23 proc. podatku VAT.
– Ty babo głupia, wredna, babsko obrzydliwe. Czy ty myślisz, że my cię zatrudniliśmy w państwie polskim do tego, żebyś chodziła i kminiła, jaką pizzę porąbaną zamówić, żeby stawka VAT-u nie była oczywista? – spytał. – Ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik – dodał.
Do słów Stanowskiego krytycznie odniósł się m.in. minister finansów Andrzej Domański. Natomiast gdański oddział Izby Administracji Skarbowej zapowiedział, że skieruje zawiadomienie do prokuratury.

Wypowiedź szefa Kanału Zero skrytykowało sporo polityków i publicystów. Tomasz Terlikowski i Tomasz Stawiszyński stwierdzili, że wskutek tych słów rezygnują z uczestnictwa w Kongresie Zero. Negatywnie wypowiedź Stanowskiego ocenili też związani z Kanałem Zero Patryk Słowik i Grzegorz Sroczyński. – No straszne słowa, mnie włosy stanęły dęba. W ogóle w tej sprawie nie chcę symetryzować. Krzysztof, nie wygraża się w ten sposób, zwłaszcza tym, którzy są na dole – stwierdził ten drugi w swoim podcaście w TOK FM.
Krzysztof Stanowski do sprawy odniósł się w kolejnym odcinku sobotniego programu, który wyjątkowo prowadził sam. Od początku dał do zrozumienia, że nie przejmuje się krytyką jego wypowiedzi. – Już, poszło oburzonko? Już Cię wyklikały artykuliki z moją twarzą na zdjęciu? Już głos zabrali ci wszyscy nieudolni politycy, z których tu się śmiejemy dzień w dzień? Poczuli, że to moment na rewanż? – spytał.

– Wracać do roboty, wracać do kradzieży kilometrówek, wracać do wsadzania kolesi na stołki, nie do więzienia. Wiadomo, wracać do robienia w konia wyborców, a nie będziecie mnie pouczać, co wypada, a co nie wypada – podkreślił, przytaczając bulwersujące informacje z ostatnich tygodni dotyczące rządzących polityków i instytucji państwowych.
Ocenił, że wbrew zapowiedzi Donalda Tuska z jesieni 2007 r. o "przyjaznym państwie" politycy powinni ogłosić projekt "opresyjne państwo". Wyliczył przesłane mu w ostatnich dniach przez przedsiębiorców przykłady absurdalnych, mało uzasadnionych kar od urzędników skarbowych.
– Dość urzędniczej patologii. Dość prześladowania przedsiębiorców – grzmiał Stanowski. – Niekompetentni urzędnicy – zaznaczam: mówię teraz o niekompetentnych urzędnikach, których należy oddzielić od kompetentnych, których na pewno jest bardzo wielu, a pewnie nawet zdecydowana większość – nigdy nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje decyzje. Mogą doprowadzić firmy do upadku. Potem się okazuje, że nie mieli racji. Ale i tak nic im się nie dzieje. Stratę pokryje budżet państwa. Żadnej odpowiedzialności. Żadnych kar, nic – dodał.

Według Stanowskiego urzędnik po wykryciu nieprawidłowości najpierw powinien zwrócić przedsiębiorcy uwagę, a za jakiś czas skontrolować, czy wprowadzono poprawkę. – Na koniec, jak już zapomnimy o tych nieudolnych politykach, to my jako ludzie, jako społeczeństwo musimy współegzystować. I nie, urzędniku, nie musisz być oprawcą. Możesz być doradcą. Normalnym człowiekiem możesz być – stwierdził.
Metafora jak z "Gry o tron" i Najmana
Szef Kanału Zero podkreślił, że jego słowa o trzymaniu urzędniczki nago przypiętej do słupa na rynku to metafora kary mającej wzbudzać wstyd. Przywołał scenę z serialu "Gra o tron", w której bohaterka jako karę za kazirodczą relację musiała przejść nago główną ulicą, a mieszkańcy krzyczeli "wstyd" i obrzucali ją czym popadnie.
– Do tego nawiązywałem. Do czasów, kiedy ludzie musieli się trochę powstydzić, gdy zrobili coś złego. Bo u nas nikt się niczego nie wstydzi – ocenił.

Wyjaśnił, że nie oczekiwał przemocy wobec urzędniczki skarbowej, o której mówił. – Ja w ogóle nie popieram agresji, ale tu chodzi o symbol, a nie o konkretną osobę, bo konkretna osoba jest nieznana z imienia i nazwiska, dlatego nie może dojść do żadnego linczu na niej. Ja tylko wytknąłem palcem postawę i mówiłem: jeśli w taki sposób wykonujesz swój zawód, to powinnaś się tego wstydzić – stwierdził
Przywołał inne dosadne stwierdzenia, m.in. to jak w Kanale Sportowym Marcin Najman powiedział do niego: "Weź 20 metrów, rozpędź się i pier..nij głową w ścianę, to może oprzytomniejesz". – Tak naprawdę on nie miał na myśli tego, żebym się zabił. Bo tak mogłoby się skończyć rozpędzenie i uderzenie głową w ścianę. On nawet nie chciał mojego, tak myślę, mojego kontaktu głowy ze ścianą, chociażby przy minimalnej prędkości. On zastosował metaforę – wyjaśnił Stanowski.

– I wiecie co? Ja nie chcę oglądać na golasa żadnej urzędniczki, ale chcę, żebyśmy dotarli do tych ludzi z mocnym przekazem – dodał. – Równie dobrze mogę powiedzieć, że posła, nie wiem – Mejzę za to, co wyprawia, należałoby za jajca powiesić. I wiecie co? Wcale nie chodzi mi o to, że należy zawiązać mu linę wokół worka mosznowego – zaznaczył.
Stanowski przypomniał też ujawnione za rządów PiS prywatne nagranie Andrzeja Seweryna do osoby z jego rodziny, gdzie aktor mówił, że "tym wszystkim Trumpom, Kaczyńskim, Orbanom trzeba przypier…lić, żadnych dialogów chrześcijańskich". Zwrócił uwagę, że tamtą wypowiedzią nie zajęła się prokuratura, a Seweryna nie spotkał ostracyzm.
– Już wykluczyliście Andrzeja Seweryna poza nawias? Już? Czy jeszcze z nim rozmawiacie? Czy jeszcze chwilkę? Bo wiecie jaka jest różnica między mną a Sewerynem? Ja mówiąc o urzędniczce, wiedziałem, że mówię o pewnym symbolu państwowej patologii – powiedział.

Krytykującym go politykom i dziennikarzom zarzucił hipokryzję. – Wiecie, czym jest przenośnia. Ale po prostu marzycie, żeby mi nabruździć, żeby mnie na czymś w końcu skutecznie złapać – ocenił .
– Ale wiecie co? Możecie mi naskoczyć. I wcale nie oznacza to, że zapraszam Was do podskakiwania. I możecie mnie pocałować w du…ę, co wcale nie oznacza, że pozwalam Wam zbliżać się do moich pośladków. To są metafory – podkreślił.
Polityk wychodzi ze studia. Dziennikarz Kanału Zero dystansuje się od Stanowskiego
W sobotę przed południem na początku programu "Tygodnik Polityczny" w Kanale Zero poseł Norbert Pietrykowski z Centrum Polska krytycznie skomentował słowa Krzysztofa Stanowskiego o urzędniczce skarbowej. Ocenił, że po części została zaatakowana dlatego, że jest kobietą.
Po odczytaniu kilkuminutowego oświadczenia polityk wyszedł ze studia.

Zaraz potem do sprawy odniósł się prowadzący Jacek Prusinowski. – Uważam, że to były niewłaściwe słowa, z pewnością takich bym ich nie użył. Uważam, że można było swój sprzeciw inaczej określić – ocenił wypowiedź Stanowskiego.
– Jednak to miał być satyryczny komentarz, mnie nie rozśmieszył. Nie uważam, żeby stało się coś naprawdę strasznego tak bardzo, żeby nie można było z nami w tym studiu porozmawiać – dodał.
Natomiast Stanowski stwierdził, że Norbert Pietrykowski starał się o zaproszenie do programu w Kanale Zero. – Pan Pietrykowski ze cztery razy mnie prosił, żeby go zaprosić do studia, wizytówki dawał, ostatnio spotkaliśmy się na lotnisku i telefon wziął "żeby się przypomnieć", a jak już dostał zaproszenie to wydukał coś z kartki i wyszedł – opisał.












