"Firmę przejmą córki. A co zrobią z gazetą, to już ich wola". Trudne losy sukcesji w mediach lokalnych

Ten problem jest wspólny dla wielu właścicieli nie tylko prasy lokalnej, ale także lokalnego radia czy telewizji. To problem sukcesji. Co dalej z biznesami powstałymi w latach 90.? Kto je poprowadzi? Czasami przejmują jej dzieci właścicieli, ale czasami trzeba szukać innego rozwiązania.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
"Firmę przejmą córki. A co zrobią z gazetą, to już ich wola". Trudne losy sukcesji w mediach lokalnych
Franciszek przejął kierowanie rodzinną firmą po ojcu Józefie

Reguła w prasie lokalnej jest dziś jedna. Tytuł często prowadzi ktoś, kto zaczął to robić jeszcze w latach 90. Dziś zbliża się albo już jest w wieku emerytalnym. I często nie ma co zrobić z dziełem swojego życia, którym zajmował się przez większość swojej drogi zawodowej.

Bo jego dzieci wybrały inną drogą zawodową. O tym, że młodzi ludzie nie garną się do zawodu dziennikarza lokalnego, pisaliśmy niedawno. Powodów jest wiele. Miasta się wyludniają, ludzie jadą za chlebem do Krakowa, Wrocławia czy Warszawy. Albo nie widzą perspektyw w dziennikarstwie lokalnym i szukają szczęścia w lepiej płatnych zawodach. A nawet w McDonald's.

"Byłem wypalony i zmęczony. Córki nie były zainteresowane przejęciem"

Problem z sukcesją spotkał wydawcę "Wiadomości Wrzesińskich". Waldemar Śliwczyński prowadził gazetę 30 lat. Zaczynał, jak wielu innych, na początku lat 90. W pewnym momencie jednak poczuł, że chce to skończyć. Tym bardziej że drugą jego pasją są zdjęcia. Śliwczyński prowadzi też "Kwartalnik Fotografia".

Byłem wypalony i zmęczony 30-letniej prowadzeniem gazety lokalnej. Czułem, że prochu już nie wymyślę. Na początku lat 90. prowadzenie gazety lokalnej było intratnym biznesem. Pierwszą stronę internetową mieliśmy jeszcze w 1998 roku, ale nie umieliśmy jej zmonetyzować. Strony, które zakładaliśmy istnieją do dziś. Kryzys prasy lokalnej trwał od 2014 roku. Spadały nakłady i wpływy z reklam – opowiada Śliwczyński Wirtualnemedia.pl. 

Córki nie chciały przejąć biznesu. Obie wyprowadziły się z Wrześni do Poznania. Śliwczyński wraz z kolegami chciał sprzedać gazetę podmiotowi zewnętrznemu. Były nawet rozmowy z Polska Press za czasów PiS-u, które skupowało gazety, ale jak opowiada nasz rozmówca, nie chcieli bawić się w przejmowanie pojedynczego tytułu, woleli skupować portale seriami, jak to mieli w zwyczaju. 

– W momencie gdy nikt nie chciał kupić tytułu, w końcu dogadałem się z dwoma pracownikami. Przejęli "Wiadomości Wrzesińskie" za niewielką opłatą, w porównaniu do kwoty, jakiej mogliśmy oczekiwać. To wszystko są ludzie, których ja wychowałem, dla niektórych była to pierwsza praca – opowiada Wirtualnym Mediom. 

Koledzy Śliwczyńskiego radzą sobie do dziś. Gazeta się ukazuje, choć w nieco mniejszej objętości niż kiedyś (miała za Śliwczyńskiego 48-56 stron), tak jak strony internetowe, które jednak w sensie obsługi technicznej prowadzone są z Włocławka. 

"Firmę przejmą córki. A co zrobią z gazetą, to już ich wola"

Ryszard Pajura ma 58 lat. To w Dębicy lokalna legenda dziennikarstwa. Od 1999 roku prowadzi z żoną tygodnik "Obserwator lokalny", a od niedawna także portal debica24.pl. Komu go przekaże? 

To firma rodzinna. Moje córki wybrały inną ścieżkę zawodową. Jedna pracuje w finansach w dużym banku w Warszawie i związała się ze stolicą na stałe, druga w firmie informatycznej w Niemczech. To one przejmą od nas firmę, ale co zrobić z gazetą, to będzie zależało tylko od nich – mówi Ryszard Pajura w rozmowie z Wirtualnymi Mediami. 

Pajura nie zakłada, by kwestia ewentualnej sukcesji miała miejsce wcześniej niż za 10 lat. – Nie wybieram się na emeryturę, bo ta z działalności gospodarczej nie jest wysoka i w ogóle o tym nie myślę. Będziemy prowadzić gazetę z żoną tak długo, jak długo zdrowie nam pozwoli, bo to nasza pasja i nasze życie. Nie potrafilibyśmy żyć inaczej, mamy za długą historię w tym konkretnym zawodzie. – dodaje. 

Ten sam problem ma 65-letnia Alicja Molenda, właścicielka tygodnika "Przełom" z Trzebini.

 – Córki widziały od początku, że jest to okupione ciężką robotą od świtu do nocy, znają kuchnię tego biznesu. Świetnie radzą sobie zawodowo, jestem z nich dumna, bo mają czas na wszystko, pieniądze na fajne wakacje i tak dalej. Właściwie spełniają moje marzenia. Wiodą życie typowe dla millenialsów. Śmieją się, że gazeta to ich brat, bo są równolatkami. Zawsze była dla nich konkurencją. Prowadzę ją od 90. roku, dziś mija więc już 35 lat – wspomina nierozerwalnie związaną z jej rodziną historię gazety

"Może firmę przejmą pracownicy. Intensywnie myślę"

– Jestem na etapie intensywnego myślenia nad modelem i terminem sukcesji. Chcę podjąć decyzję do końca roku. Być może zaproponuję przejęcie gazety zaufanemu pracownikowi, a być może uda się przeprowadzić sukcesję pracowniczą, co w polskich warunkach powiodło się już kilku mediom – rozmyśla.

Alicja Molenda ma obecnie 7 pracowników i nie ukrywa, że być może konieczne będą zwolnienia. – Lata temu dało się kupić nowy sprzęt, nie brakowało pieniędzy na coś więcej niż bieżące potrzeby. A dziś starcza tylko na pensje, wodę i prąd – wyjawia. 

– Wiem jedno, jest coraz gorzej i tak dalej być nie może, ten model się po prostu wyczerpał. Nie mamy jako wydawcy prasy lokalnej żadnego wsparcia od państwa. Transformacja cyfrowa grzebie print. Tak dalej być nie może – opowiada. Alicja Molenda mówi, że wobec ogromnej konkurencji, także ze strony big techów, niekorzystnych algorytmów, media lokalne, w tym jej gazeta znalazła się w najtrudniejszej sytuacji w historii. 

"Warunki do prowadzenia gazety najgorsze od 1989 roku"

Molenda jest z wykształcenia filologiem i zawsze z zamiłowania była dziennikarką. Zarządzanie całą firmą nigdy nie było jej konikiem. – Bycie wydawcą w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne. Od 5 lat jestem na emeryturze, co dało mi ulgę, bo składki do ZUS wynoszą kilkaset złotych, a nie, jak wcześniej, ponad 2 tysiące miesięcznie. 

Zdarzają się przypadki, że dzieci kontynuują prowadzenie biznesu po rodzicach. Zwłaszcza, gdy to nie tylko sama gazeta, ale większa firma medialna, jak ta od rodziny Matysików z Jaworzna.

Około 10 lata temu Franciszek Matysik przejął całą firmę medialną po ojcu Józefie. To dziś już dwie gazety ("Co tydzień" w Jaworznie i w Mysłowicach), portale jaw.plctmyslowice.pl, ale także telewizja lokalna dlaciebie.tv, która pod tą nazwą działa od 2012 roku, a od 2001 działała jako CTV Jaworzno. Bo prace nad stacją telewizyjną rozpoczęli w rodzinie ponad 15 lat temu. 

– Rodzice prowadzili gazetę od 1991 roku. To całe moje życie. Już jako 8-latek sprzedawałem ją na ulicy i to była moja pierwsza praca zarobkowa. Potem robiłem zdjęcia, stawialiśmy w początkach polskiego internetu około 1995 roku pierwszą stronę internetową na własnym serwerze. Interesowałem się składem gazety. W wieku 21 lat zacząłem pisać artykuły o sprawach lokalnych – mówi Franciszek Matysik Wirtualnemedia.pl o początkach swojej przygody z prasą lokalną. 

Ojciec się wycofał z prowadzenia biznesu, bo po prostu osiągnął wiek emerytalny. – Pewnie chciał stworzyć dla mnie więcej przestrzeni. Ale do dziś omawiamy sprawy firmy w gronie rodzinnym. Tata na przykład pomaga w adiustacji tekstów. Mama jest nieformalnym sekretarzem redakcji. Rozmawia też z klientami dłużej niż ja, bardziej po ludzku, gdy trzeba tak po prostu pogadać, a nie tylko szybko załatwić sprawy, bo na więcej zwykle nie mam czasu – mówi.  

Franciszek najpierw został redaktorem naczelnym, potem współudziałowcem, a następnie właścicielem. Opowiada nam, że prowadzenie gazety lokalnej to filantropia, a biznesowy sens nadało firmie to, że ponad 10 lat temu stała się multimedialna i zaczęła docierać do ludzi różnymi kanałami.

– Jest 100 tysięcy lepszych sposobów na zarobek niż prowadzenie gazety lokalnej. Nie jesteśmy w stanie zeskalować jej dochodów, mimo że mamy najświeższe wiadomości lokalne i z regionu. Tak działają algorytmy big techów – mówi Matysik. 

Materiały dziennikarskie mają charakter multimedialny. Dziennikarz pisze tekst, a materiał produkuje na potrzeby telewizji czy rolek operator-montażysta. Łącznie Matysik zatrudnia 9 osób. 

Telewizja dlaciebie.tv ma dziś 2 miliony zasięgu technicznego, materiał na TikToku potrafi mieć 2,5 mln wyświetleń, w serwisie YouTube (dlaciebie.tv) jest 28 tysięcy obserwujących, a na Facebooku (jaw.pl) 53 tysiące followersów. Równie ważna, co dziennikarstwo jest działalność komercyjna. Firma Matysika pracuje na rzecz zewnętrznych klientów, robi im kampanie na Facebooku. Jak znacząca to część dochodów? – Spora – odpowiada właściciel.

Zapytałem Franciszka Matysika, jak bardzo prowadzenie mediów lokalnych to dla niego biznes, a jak bardzo pasja i czy to będzie dalsza część jego życia zawodowego. Jak się okazuje, tak, ale nie pieniądze są tu najważniejsze. 

– Żyję tutaj, jestem związany z Jaworznem, mam żonę i trójkę dzieci. Może w Warszawie można by było zarobić 5 razy więcej, nie byłoby też problemem wyjechać za granicę w celach zarobkowych, ale pieniądze same w sobie nie są celem – podsumowuje. 

Marta Krzyśka kieruje telewizją Sfera
Marta Krzyśka kieruje telewizją Sfera © Archiwum prywatne

Zaczynała jako pogodynka w Sfera TV. Potem ją przejęła

Inaczej było w telewizji Sfera z Rudy Śląskiej. Tu nie było sukcesji rodzinnej. To jej pracownica Marta Krzyśka przejęła biznes z rąk poprzednich właścicieli. Ze Sfera TV Krzyśka jest związana od 2009 roku. Zaczynała jako pogodynka. Po ukończeniu studiów psychologicznych dołączyła do działu sprzedaży i marketingu. Przez lata poznawała firmę od podszewki. W 2019 roku, tuż po powrocie Marty z urlopu macierzyńskiego poprzednia wiceprezeska zaproponowała jej kupno udziałów.

Potem pandemia koronawirusa dołożyła swoje – obecny wówczas prezes i współwłaściciel tracił już wiarę, że model typowej telewizji lokalnej może się utrzymać. Firma straciła w pandemii większość zleceń. Był zmęczony po wieloletniej walce o przetrwanie. Marta zgodziła się przejąć firmę, choć była to "duża decyzja". Wraz z nią udziały przejęli również doświadczeni dziennikarze, Rafał Szlaga oraz Małgorzata Machulik - sekretarz redakcji.

– Z dnia na dzień straciliśmy niemal 90 proc. zleceń. Zaczęłam transformować Sferę z lokalnej telewizji w nowoczesne studio produkcyjne. Dlatego wprowadziliśmy płatne patronaty, materiały komercyjne, mocniej weszliśmy we współpracę z klientami i innymi mediami – opowiada Marta Krzyśka w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Dawniej Sfera była znana jako telewizja, która, jak wspomina nasza rozmówczyni, "przyjedzie wszędzie i zrobi wszystko za darmo, by mieć oglądalność". Nowi właściciele postanowili zmienić ten wizerunek.

– Przez lata działaliśmy bardzo szeroko, ale bez finansowego zaplecza. Dziś produkujemy profesjonalny content: dla firm, przedsiębiorców chcących rozwijać swoją markę osobistą, instytucji, NGO-sów, a także dla innych telewizji. Współpracowaliśmy z Zoom TV, produkowaliśmy transmisje z Futsal Ekstraklasy – najpierw dla Orange Sport, potem Sport Klubu, Canal+ i WP Pilot. Dzięki tej strategicznej działamy dalej – mówi Marta Krzyśka.

Telewizja Sfera na stałe ma około 10 współpracowników. – To zespół techników, operatorów, montażystów, specjalistów od treści i social mediów. Przy większych projektach nasza ekipa rośnie nawet do 25 osób – dodaje. 

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Nie żyje współtwórca "Króla Lwa". Pracował też przy innych kultowych filmach Disneya

Nie żyje współtwórca "Króla Lwa". Pracował też przy innych kultowych filmach Disneya

Znany youtuber wśród komentatorów Australian Open w Eurosporcie i HBO Max

Znany youtuber wśród komentatorów Australian Open w Eurosporcie i HBO Max

Zabójstwo Jarosława Ziętary. ABW pokazuje prokuraturze "ściśle tajne" dokumenty

Zabójstwo Jarosława Ziętary. ABW pokazuje prokuraturze "ściśle tajne" dokumenty

Nie tylko "Znachor" i "Lalka". Netflix zekranizuje kolejną klasyczną powieść

Nie tylko "Znachor" i "Lalka". Netflix zekranizuje kolejną klasyczną powieść

The Voice Comeback Stage Powered by Orange – pierwszy taki projekt, w historii telewizji
Materiał reklamowy

The Voice Comeback Stage Powered by Orange – pierwszy taki projekt, w historii telewizji

Biedronka oddaje głos pracownikom w nowej kampanii

Biedronka oddaje głos pracownikom w nowej kampanii