W weekend na platformie TVN24+ pojawił się reportaż Artura Warcholińskiego o okolicznościach przyznania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości fundacjom związanym z Grzegorzem Pawelczykiem i jego żoną Natalią. Pawelczyk do początku 2018 roku był związany z Telewizją Polską, w pierwszych latach prezesury Jacka Kurskiego jako wicedyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i dyrektor zarządzający TVP Info.
Już w lutym 2018 roku Gazeta.pl szczegółowo opisywała, że dwa podmioty, z którymi był wówczas związany Grzegorz Pawelczyk, otrzymały łącznie ponad 13 mln zł dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. 6,47 mln trafiło do niedziałającego już Stowarzyszenia im. Juliusza Lea, a 6,82 mln zł – do Fundacji Centrum Pomocy Pokrzywdzonym i Prewencji Przestępczości. Ta druga, założona przez Natalię Pawelczyk w marcu 2020 roku, niecały rok po starcie uzyskała dofinansowanie z Funduszu Sprawiedliwości.

W reportażu Artura Warcholińskiego przedstawiono dalsze okoliczności: ok. 300 tys. zł dotacji Fundacja CPPiPP otrzymała na zakup kampera (pod koniec 2021 roku uzyskała zgodę resortu sprawiedliwości, żeby przeznaczyć na to niewykorzystane wcześniej środki), który miał być mobilnym studiem telewizyjnym.
– Tylko później, jak już prokuratura zabrała się za śledztwo i zbadała ten kamper, to śladów tego mobilnego studia zbyt wiele nie znalazła. Po prostu to był zwykły kamper, jak mówi mi rzecznik Prokuratury Krajowej – relacjonował Warcholiński na antenie TVN24.
Według prokuratury przeznaczenie pieniędzy na zakup kampera miało odbyć się na osobiste polecenie ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. "Ministrowi Ziobrze zamarzyło się, by mieli wóz transmisyjny" – tak miał powiedzieć urzędniczce z ministerstwa ówczesny szef Funduszu Sprawiedliwości Tomasz Mraz, który obecnie współpracuje ze śledczymi. Tej sprawy dotyczy jeden z 26 zarzutów, które prokuratura niedawno postawiła Ziobrze.

Grzegorz Pawelczyk odpowiada na zarzuty
Chociaż reportaż Artura Warcholińskiego nie został jeszcze pokazany w TVN24, Grzegorz Pawelczyk odniósł się już do niego na antenie Telewizji Republika, gdzie został przedstawiony jako współpracownik stacji na Węgrzech. Podkreślił, że celem działań Fundacji CPPiPP ze środków Funduszu Sprawiedliwości było świadczenie darmowej pomocy prawnej potrzebującym jej osobom.
– Ten samochód był kupiony, ponieważ był i nadal jest to jedyny dostępny na rynku typ samochodu, w którym można nagrywać filmy z udziałem kilku osób: gdzie są fotele, stolik, gdzie może zmieścić się operator, dwie-trzy osoby rozmawiające ze sobą albo po prostu prawnik, który może sobie potraktować to jako studio nagraniowe, odpowiedzieć ludziom, którzy do nas zgłaszali się z konkretnymi pytaniami prawnymi – tłumaczył.

Zaznaczył, że w kamperze zrealizowano kilkaset takich nagrań, które nadal są dostępne w serwisie Poznajfakty.pl i jego kanale youtube’owym (na kanale jest obecnie 640 materiałów, w znaczącej większości tło wskazuje, że nakręcono je w budynkach).
Pawelczyk przekonywał, że pracownicy Republiki w Budapeszcie są "notorycznie inwigilowani przez służby". – Dochodzi nawet do sytuacji, że kiedy nasi dziennikarze umawiają się na rozmowę na mieście, w momencie kiedy dziennikarz Republiki wychodzi z redakcji, by udać się na miejsce nagrania, nagle przed drzwiami, przed oknem pojawiają się jacyś dziwni ludzie, którzy prosto w nas celują kamery albo telefony. Za drzwiami kamienicy pojawiają się kolejne osoby, które dokumentują, w którą stronę się udajemy, a na miejscu czeka ktoś kolejny dziwny – opisywał.

Nie przedstawił żadnych materiałów na potwierdzenie swoich słów. Nie odniósł się też szczegółowo do zastrzeżeń wobec okoliczności przyznania środków Fundacji CPPiPP.
Materiały utrzymane w podobnym tonie jak wypowiedź Pawelczyka pojawiły się w sobotę i niedzielę w "Dzisiaj", głównym programie informacyjnym TV Republika. Zbigniewa Ziobry i Funduszu Sprawiedliwości bronił w tej sprawie również Michał Karnowski, w komentarzu opublikowanym w niedzielę na kanale TAK!

Dziennikarz TVN24: żona Pawelczyka nie odpowiada na pytania
Do reakcji na jego materiał Artur Warcholiński odniósł się w niedzielę na platformie X. – Od soboty Pawelczyk gęsto się tłumaczy jak kamper pomagał ludziom, ale tak naprawdę powinna się tłumaczyć prezeska fundacji, czyli jego żona. Pytania dostała mailem, telefon milczy – zauważył.
Dodał, że Fundacja CPPiPP przed uzyskaniem środków z Funduszu Sprawiedliwości nie miała żadnego doświadczenia w przeciwdziałaniu przestępczości, za to Grzegorz Pawelczyk wspólnie z Klaudiuszem Pobudzinem uruchomili serwis Centrum Medialne, w którym mocno krytykowano ówczesną opozycję.
– Ale zanim kasa z Funduszu Sprawiedliwości zaczęła płynąć, to Pawelczyk (nie żona) przyjeżdża na werandę Ziobry i w towarzystwie Mateckiego, Koteckiej, Wosia jest uczestnikiem narady o kasie z funduszu. To sierpień 2020 r. Ale tego już państwo z @RepublikaTV się nie dowiecie – dodał Warcholiński.

Wiosną ub.r. Ministerstwo Sprawiedliwości unieważniło 23 umowy z Funduszu Sprawiedliwości na łączną kwotę ponad 105 mln zł. Jeśli chodzi o Fundację CPPiPP, resort domaga się zwrotu 3,5 mln zł.
– Kilka dni po tym, jak @MS_GOV_PL (Ministerstwo Sprawiedliwości – przyp.) ogłosiło, że fundacja żony Pawelczyka ma oddać 3,5 mln zł, okazało się, że Pawelczyk będzie kierował biurem Republiki w Budapeszcie. Taki przypadek. I tak sobie tam siedzi Ziobro, Romanowski i Pawelczyk. Na Węgrzech. Taka budapesztańska trójka – skomentował dziennikarz "Czarno na białym".













