Kontrowersyjne zachowania polityków zawsze przyciągają uwagę, co widać w badaniu Instytutu Monitorowania Mediów.
"Użytkowników social mediów bardziej angażują nie te sytuacje, w których władza chwali się skutecznością, lecz wybuchające wokół niej afery i skandale. Jednak to treści związane z historią i rocznicami uzyskały w lipcu najwięcej interakcji fanów na Facebooku" – czytamy we wstępie do raportu Instytutu Monitorowania Mediów, w którym przeanalizowano posty opublikowane w lipcu 2026 r. na profilach prezydentów i prezydentek miast wojewódzkich na Facebooku.
Wszystkie posty łącznie zebrały 553,9 tys. interakcji, a liderem zestawienia, jak informuje IMM, został Rafał Trzaskowski, którego konto odpowiada za blisko 60 proc. wszystkich reakcji przy zaledwie 6,7 proc. publikowanych treści.
Jak raportuje IMM, wśród pozytywnie odebranych treści najmocniej wzruszył internautów krótki post Rafała Trzaskowskiego z 29 lipca, przywołujący postać Wandy Traczyk-Stawskiej. Wpis zebrał rekordowe 54,7 tys. interakcji, a dyskusja oraz spór były niemal nieobecne.

Najbardziej angażującym wątkiem lipca okazał się jednak znów wątek kontrowersyjny: nieprawidłowości w Szpitalu Południowym.
Jak podaje IMM, najwięcej emocji wywołały trzy wpisy Rafała Trzaskowskiego na ten temat: ogłoszenie przyjęcia rezygnacji wiceprezydentek Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry z 3 lipca (14,3 tys. interakcji), powołanie ich następczyń – Magdaleny Młochowskiej i Izabeli Marcewicz-Jendrysik (15 lipca, 8,9 tys. interakcji) oraz zapowiedź "Wyjaśnimy każdą wątpliwość. Rozliczymy wszystkie nieprawidłowości. Do spodu" po kolejnej nadzwyczajnej sesji Rady Miasta (6 lipca, 7,9 tys. interakcji).
Negatywne emocje wzbudził również apel prezydenta pod hasłem "Stop agresji":
– Wideo pod hasłem "Stop agresji", odnoszące się do nastrojów antyukraińskich, okazało się najbardziej konfliktogennym przekazem miesiąca, sama liczba udostępnień i pozostałych reakcji (9,2 tys.) wskazuje, że treść wykroczyła daleko poza własną społeczność profilu – komentuje Tomasz Lubiniecki z IMM.

– Dymisje wiceprezydentek po aferze w Szpitalu Południowym odbiorcy przyjęli natomiast nie jako domknięcie sprawy, lecz jako punkt wyjścia do politycznego rozliczenia. Także obietnica wyjaśnień po sesji Rady Miasta została odczytana jako niewystarczająca, co tylko potwierdziło, że w komunikacji kryzysowej zapowiedź działania jest odbierana słabiej niż jego efekt – podsumowuje ekspert IMM.
Drugim budzącym najwięcej emocji wątkiem lipca była ustawa o związku metropolitalnym w województwie pomorskim. Wpis Aleksandry Dulkiewicz: "Mamy to! Metropolia staje się faktem!" wzbudził 2,9 tys. interakcji i stał się najpopularniejszym postem politycznym poza Warszawą.
Trzecim wątkiem była rywalizacja o centrum technologiczne Europejskiej Agencji Kosmicznej. Informacja Rafała Trzaskowskiego o staraniach Warszawy o tę inwestycję wywołała 2 tys. interakcji, a późniejsze ogłoszenie rozstrzygnięcia na korzyść Warszawy – 1,7 tys. interakcji.

Burmistrzyni Białogardu ponownie z viralem
Badacze IMM nie analizowali działalności w sieci burmistrzyni Emilii Bury, która kieruje miastem powiatowym. W ostatnich dniach to jednak właśnie nagranie z jej udziałem budzi w sieci sporo emocji: Bury wdaje się w nim w pyskówkę ze znajdującymi się w tłumie mężczyznami. Z ust burmistrzyni padają słowa: "Zamknij pysk" oraz "Ja ci zaraz pokażę d..ę".
Do incydentu doszło 8. sierpnia, podczas Dni Białogardu. Materiał pojawił się w sieci znacznie później, bo w ten poniedziałek. Na swoich profilach udostępniły go liderka Konfederacji Szczecin, Magdalena Sosnowska, a także posłanka PiS do Parlamentu Europejskiego, Izabela Kloc. Na profilu Sosnowskiej materiał ma 60 tys. wyświetleń, u Kloc - 8 tys.
Burmistrzyni, związana z Koalicją Obywatelską, nie komentuje swoich wypowiedzi. Do mediów przesyła oświadczenie, które jako pierwszy opublikował Onet. Sugeruje w nim, że w przestrzeni publicznej dochodzi do próby "manipulowania sytuacją".

"Czas postawić sprawę jasno. Wchodząc na scenę, by przywitać mieszkańców, z pierwszych rzędów usłyszałam wulgarne i upokarzające okrzyki w moim kierunku. Były to słowa, które nigdy nie powinny paść pod adresem żadnej kobiety i żadnego człowieka – ani na scenie, ani na ulicy, ani w domu" – stwierdziła i dodała:
"Bycie osobą publiczną nie oznacza zgody na bycie ofiarą wulgarnego hejtu, poniżania i bezczelnego chamstwa.Nie ma i nie będzie mojej zgody na tolerowanie agresji słownej w przestrzeni publicznej. Jako burmistrz, a przede wszystkim jako kobieta, zawsze będę stawiać twarde granice tam, gdzie przekracza się elementarną przyzwoitość i ludzką godność" – zaznaczyła w oświadczeniu Emilia Bury.
Rzeczniczka prasowa burmistrzyni, Joanna Mierzyńska-Rdzanek, przekazała portalowi Wirtualnemedia.pl, że Emilia Bury nie będzie więcej komentować tej sprawy. – Wygląda to tak, jakby media chciały mieć pożywkę i nakręcać temat – podsumowała rzeczniczka.

To nie pierwszy raz, kiedy słowa burmistrzyni Białogardu stają się viralem. Szerokim echem odbiła się jej wymiana zdań z grupą radnych podczas sesji Rady Miejskiej. Emilia Bury mówiła wtedy, między innymi:
– Ja biorę 14 tysięcy miesięcznie, panie radny, żeby pana głupot wysłuchiwać… Niech się pan zamknie! – padło z ust burmistrzyni.
WIDEO
Po głośnej sesji burmistrzyni opublikowała film, który sama określiła jako "Emilia Bury obala bzdury". W materiale określa radnych, z którymi wdała się w dyskusję, jako "trzech smutnych panów". Pada również, powtórzony ostatnio, argument manipulacji materiałem.

Emilia Bury objęła urząd w 2018 r. i pełni tę funkcję do dzisiaj. Jak podaje w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl jeden z lokalnych dziennikarzy, jej pierwsza kadencja upływała raczej spokojnie – to ostatnio zdarzają jej się szeroko komentowane wpadki.
– Raczej wydaje mi się, że jest dobrze odbieranym samorządowcem i nawet jak ma ten język, jaki ma… Jako lokalna redakcja nie dostajemy żadnych donosów, listów przeciwko niej, doniesień, że coś jest nie tak, informacji o aferach czy machlojkach finansowych – tego tutaj nie ma. Nie słyszy się też o nepotyzmie, że kogoś wsadziła na stołek. Tego nie ma – komentuje.
Barbara Krysztofczyk, specjalistka ds. wizerunku i trenerka wystąpień publicznych, założycielka agencji Krystal Point, wyjaśnia że marka osobista w polityce rządzi się swoimi prawami, a niegrzeczny komentarz rzucony w kierunku drugiego polityka czy nawet nachalnego przedstawiciela opinii publicznej wcale nie musi przekreślać przyszłych szans:

– Wydawać by się mogło, że tak niekulturalne odzywki powinny dyskredytować polityka. Tymczasem często są one postrzegane przez lokalną społeczność jako pewna "swojskość" polityka czy polityczki. W czasach, gdy wszystko jest wymuskane, wypolerowane i przetworzone przez cukierkową fabrykę AI, jest spore grono ludzi, którzy takie zachowania cenią za autentyczność. Uważają, że to dowód na to, że dany polityk "nie udaje", że "nie kłamie", po prostu "jest sobą" – komentuje Krysztofczyk.
– Czytałam kiedyś obszerną analizę postaw społecznych wyborców Donalda Trumpa i gros z nich ceni go właśnie za to, że nie kontroluje swojego "języka" – przez to jest w ich oczach bardziej autentyczny niż pozostali ‘rozrysowani pod linijkę " politycy. Tak więc w tym zakresie naprawdę nie ma reguły – dodaje.
– Skoro pani burmistrz sprawuje funkcję już drugą kadencję, być może jest to jeden z tych przypadków, w których przekraczanie granicy dobrych obyczajów jest w oczach mieszkańców zachowaniem akceptowalnym – zastanawia się ekspertka.












