Jak media wykreowały "króla spekulantów". Historia Rafała Zaorskiego

"Największy polski spekulant", "król giełdowego hazardu", człowiek, który w miesiąc zarabia 40 mln zł – tak przez lata dziennikarze opisywali Rafała Zaorskiego. Milionowe transakcje, apartament na Złotej 44, obecność wśród polityków, ekonomistów i celebrytów budowały obraz finansowej gwiazdy. Mechanizm był prosty: Zaorski dostarczał spektakularnych historii, media nadawały im rangę, a rosnąca popularność generowała kolejne publikacje. Dlaczego ostrzeżenia i krytyka nie odbierały mu statusu eksperta?

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Jak media wykreowały "króla spekulantów". Historia Rafała Zaorskiego
Rafał Zaorski

Zatrzymanie Rafała Zaorskiego, którego media nazwały "jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich spekulantów giełdowych", we wrześniu 2026 roku w związku ze śledztwem dotyczącym Zondacrypto wywołało nową falę publikacji na jego temat. Sam fakt zatrzymania nie przesądza jednak o winie, a o odpowiedzialności karnej może rozstrzygnąć wyłącznie sąd.

Przez lata to media współtworzyły obraz Rafała Zaorskiego jako wyjątkowej postaci polskiego rynku finansowego. W kolejnych publikacjach przedstawiano go jako "największego" czy "króla" polskich spekulantów. Pisano o skali zawieranych przez niego transakcji. O spektakularnych zyskach. O skłonności do podejmowania wysokiego ryzyka.

Rafał Pikuła, redaktor prowadzący Magazyn Spider's Web+, przyznaje, że sam brał udział w tym procesie. – Sam mam tu pewien udział, bo rozmawiałem z Zaorskim i przygotowywałem jego sylwetkę dla "Gazety Wyborczej". Pomysł podrzuciła redakcja, ale miałem duże opory przed rozmową z nim, bo Zaorski wydawał się cwaniakiem – mówi dziś Pikuła.

Ale tekst ostatecznie powstał. Sylwetkę, w której wypowiada się sam bohater, opublikowano na łamach Wyborcza.biz w maju 2022 roku. A zatytułowano: "Zarobił 40 mln zł w miesiąc. Jako jedyny przewidział koniec kryptowalut. Kim jest Rafał Zaorski?"

W leadzie czytamy: "nazywany jest ‘królem polskich spekulantów’. Ostatnio w miesiąc zarobił 44 mln zł na obstawieniu spadku kryptowalut. Zarobkami chwali się w sieci, przyciąga tłumy fanów. Jednocześnie od nikogo pieniędzy za coachowanie nie chce".

Z medialnego punktu widzenia Zaorski był niezwykle atrakcyjny. Odbiegał od stereotypu inwestora: starszego pana w garniturze i czerwonych szelkach, czytającego "Financial Times". Występował jako swobodny człowiek w czapeczce, cytujący "Kapitana Bombę" i sprawiający wrażenie praktyka, który działa, zamiast jedynie mówić.

Był bohaterem skrojonym pod nasze czasy: pewnym siebie, antysystemowym i łatwym do zapamiętania. Media pokochały opowieść o człowieku, który rzekomo znalazł drogę na skróty do sukcesu.

Rafał Pikuła
redaktor prowadzący Magazyn Spider's Web+

Od lidera traderów do eksperta od gospodarki

Zaorski nie pojawił się w mediach jako anonimowy inwestor, którego rezultaty najpierw szczegółowo zbadano. Miał gotową historię: odważnego spekulanta grającego przeciwko tłumowi, pokazującego transakcje na żywo, mówiącego barwnie o ogromnych zyskach i równie otwarcie opowiadającego o stratach. Dostarczał redakcjom liczb, emocji, konfliktów i wyrazistych zdań.

Jednym z ważnych etapów budowy tej marki był wywiad opublikowany przez "Forbesa" w grudniu 2018 roku pt. "’Czasem mam dosyć tej foreksowej szajby’. Rozmawiamy z największym spekulantem w Polsce".

Zaorskiego nazwano "największym spekulantem w Polsce", a w nocie biograficznej – "liderem polskich traderów". Redakcja przywołała jego deklarację, że w ciągu 24 godzin zarobił 2,5 mln zł. Sam Zaorski mówił, że obraca dziennie od miliona do 50 mln zł i pokazuje swoje zagrania na żywo.

Kilka miesięcy wcześniej Money.pl opublikował rozmowę zatytułowaną "Rafał Zaorski. Człowiek, który chwali się w sieci milionowymi zyskami". Przedstawiono go jako twórcę Trading Jam Session, który zjednoczył tysiące inwestorów i "walczy z finansowymi naciągaczami". Ten element był dla jego marki szczególnie cenny: Zaorski występował nie tylko jako skuteczny gracz, ale także jako obrońca początkujących uczestników rynku.

Eliza Dąbrowska, dyrektor do spraw rozwoju usługi doradztwa inwestycyjnego w domu maklerskim Noble Securities, obserwująca Zaorskiego od kilkunastu lat, pamięta go jako guru internetowej społeczności Trading Jam Session. Zwraca uwagę na sprzeczność: prowadził szkolenia z tradingu, a równocześnie kpił z osób zawodowo zajmujących się szkoleniami.

Na tym wtedy polegała jego strategia PR-owa. Z przykrością stwierdzam, że nigdy nie mogłam i nie mogę potwierdzić jego statusu jako "wybitnego tradera". Rafał doświadczał wzlotów i upadków charakterystycznych dla każdego spekulanta z tej branży. Po prostu opowiadał o tym. A media coraz częściej o tym komunikowały

Eliza Dąbrowska 
dyrektor do spraw rozwoju usługi doradztwa inwestycyjnego w domu maklerskim Noble Securities

Ekspertka nie rozstrzyga, czy rosnąca popularność była wyłącznie skutkiem świadomej strategii. Znaczenie mogło mieć również to, że Zaorski jako pierwszy tak wyrazisty przedstawiciel swojego środowiska przebił się do szerszej publiczności.

W następnych latach narracja nabierała rozmachu. W 2022 roku Wyborcza.biz pytała właśnie: "Zarobił 40 mln zł w miesiąc. Jako jedyny przewidział koniec kryptowalut. Kim jest Rafał Zaorski?". Konstrukcja takiego tytułu nie tylko informowała o deklarowanym wyniku, ale też przypisywała bohaterowi wyjątkową zdolność przewidywania rynku.

Zdaniem Mateusza Lubińskiego, dziennikarza serwisu XYZ, nie sposób wskazać jednej osoby lub instytucji odpowiedzialnej za wykreowanie Zaorskiego. Na jego pozycję pracowały równocześnie własne ambicje, środowisko i przekonanie, że działalność Trading Jam Session służy rozwojowi rynku oraz ochronie jego uczestników przed oszustwami.

Z jednej strony Rafał Zaorski bardzo chciał zbudować swoją pozycję, a z drugiej na lidera zaczęło go kreować środowisko, uwiedzione pewnie także w pewnym stopniu przez jego osobę. Zaorski promował się jako ktoś, kto walczy o uczciwość, nie jest "człowiekiem banków", a równocześnie sam ma swoje własne sukcesy giełdowe.

Mateusz Lubiński
dziennikarz serwisu XYZ

Kiedy Zaorski miał już status eksperta, dziennikarze zaczęli pytać go także o geopolitykę, kierunek, w którym powinna podążać polska gospodarka.

– Trochę pewnie działa tutaj mechanizm, że kiedy ktoś raz zostaje przez media uznany za eksperta, później często już nim pozostaje. I naprawdę wiele musi się stać, by przestano do niego dzwonić – uważa Mateusz Lubiński.

W jego ocenie podstawową referencją Zaorskiego pozostawało to, że grał na giełdzie i twierdził, iż wygrał na niej miliony. Nie przeszkodziło to mediom rozszerzać jego autorytetu na kolejne dziedziny: – To pokazuje, że my jako media też odgrywamy często rolę kreacyjną, rozszerzamy jakiś autorytet daleko poza obszar jego rzeczywistych kompetencji.

Sukces, który oglądało się jak widowisko

Marka Zaorskiego rosła również dzięki formatowi, w jakim pokazywał inwestowanie. Transmitował wybrane transakcje, publikował zrzuty ekranów i komentował decyzje w mediach społecznościowych. Trading przestawał być tabelą wyników, a stawał się widowiskiem z bohaterem, stawką i zwrotem akcji.

Zaorski potrafił skupić uwagę, budował własną społeczność i regularnie informował o sukcesach.

Umiejętności budowania zasięgów, tworzenia tak zwanej bazy fanów – tego nie można mu odmówić. Cała reszta, czyli troska o jasność i równe reguły, wybitne umiejętności przewidywania zdarzeń czy nawet pokazywane na kontach społecznościowych wielkie wygrane, to mogą być – jak twierdzili moi rozmówcy, którzy poznali Rafała Zaorskiego lepiej – tylko pozory.

Mateusz Lubiński
dziennikarz serwisu XYZ

Pojedynczy zrzut ekranu może pokazywać konkretną pozycję albo wynik w określonej chwili. Nie jest jednak tym samym co pełna historia rachunku, obejmująca wszystkie zyski, straty, wpłaty, wypłaty i poziom podejmowanego ryzyka. W publicznie dostępnych materiałach znalezionych na potrzeby tego tekstu nie ma audytowanego, wieloletniego zestawienia pozwalającego obliczyć całościową skuteczność Zaorskiego.

Wynikiem poczynań każdego tradera jest wynik na jego rachunku maklerskim. Do tego wyniku ma dostęp sam trader i firma, która go obsługuje. Cała reszta to tylko opowieść właściciela rachunku.

Eliza Dąbrowska
dyrektor do spraw rozwoju usługi doradztwa inwestycyjnego w domu maklerskim Noble Securities

Maklerka zastrzega, że obowiązuje ją tajemnica zawodowa i nie może mówić o szczegółach swojej pracy. Nie twierdzi więc, że zna pełny wynik konkretnego rachunku Zaorskiego. Przyznaje natomiast, że skala medialnych doniesień o jego giełdowych poczynaniach wiele razy ją zaskakiwała.

Lubiński wskazuje na jeszcze jeden problem: media pokazują zwycięzców, a przegranych mało kto liczy. Setki tysięcy osób mogą próbować zarabiać na rynku, lecz publiczną twarzą spekulacji zostaje ten, komu kilka razy się udało, kto posiada dodatkowe talenty i potrafi wykorzystać sprzyjające okoliczności.

– Jeśli ktoś opowiada, że zarabia miliony, przedstawia materiały, które to potwierdzają, historia zaczyna brzmieć wiarygodnie. Odbiorca dysponujący ograniczoną wiedzą finansową ma niewielkie możliwości oceny takich deklaracji, a często po prostu sam chce w to wierzyć – zauważa dziennikarz.

Media chętnie relacjonowały spektakularne epizody. Gdy Zaorski informował o sukcesie, powstawał atrakcyjny tytuł o milionowym zarobku. Kiedy tracił, pojawiała się kolejna historia – o upadku, ryzyku i powrocie do gry. Porażka nie musiała niszczyć marki, bo stawała się następnym odcinkiem opowieści o graczu gotowym postawić wszystko.

W kwietniu 2025 roku Zaorski poinformował, że w wyniku wielu błędnych decyzji stracił prawie 53 mln zł i na pewien czas "odchodzi od stolika". Bankier.pl opisał zarówno skalę straty, jak i niedokończone projekty.

Mimo tego jego kolejne zagrania nadal były newsem. Comparic.pl, którego tekst opublikowano również w polskiej wersji Investing.com, zatytułował materiał z kwietnia 2025 roku tak: "Rafał Zaorski wraca do gry i trafia w punkt. Czy to już hazard?". W środku znalazły się informacje o wcześniejszych nietrafionych transakcjach i sceptycznych reakcjach odbiorców. Ale konstrukcja tytułu ponownie opierała się na sukcesie i powrocie bohatera.

Bohater obietnicy szybkiego awansu

Maciej Mrozowski, medioznawca, umieszcza przypadek Zaorskiego w szerszej zmianie kulturowej. Dawniej sukces łatwiej było powiązać z konkretnym osiągnięciem: prowadzeniem przedsiębiorstwa, stworzeniem produktu albo wynikami w sporcie czy sztuce. Dzisiaj kariery powstają szybciej, a majątki bywają oparte na aktywach, których wartość gwałtownie rośnie i spada.

– Media są przez to zdezorientowane. Nie zawsze wiedzą, którą karierę uznać za stabilną i wzorcową, a którą za ryzykowną lub podejrzaną – mówi Mrozowski.

Zaorski dodatkowo łamał tradycyjny stereotyp człowieka finansów. Był młody, swobodny i pewny siebie. Uosabiał to, co Mrozowski nazywa obietnicą demokratyzacji biznesu.

– Przekaz brzmiał mniej więcej tak: nie trzeba należeć do zamkniętej grupy finansistów, bo jeden z nas także może zostać milionerem. To bardzo atrakcyjna opowieść, zwłaszcza gdy bohater odstaje od tradycyjnego obrazu człowieka zamożnego – wyjaśnia medioznawca.

Możliwość szybkiego zarobku nie mówi jednak nic o prawdopodobieństwie sukcesu ani jego trwałości.

Rafał Pikuła: – Zaorski odpowiadał na potrzebę wiary, że system można przechytrzyć. Był jednocześnie przedstawiany jako self-made man i everyman: ktoś, kto sam doszedł do pieniędzy, ale pozostaje podobny do swoich odbiorców.

Zaorski opowiadał o bankructwach, porażkach i uczeniu się na błędach. Dzięki temu jego publiczność mogła się z nim utożsamiać. Zdaniem Pikuły ten wizerunek był częściowo wykreowany, ale nie całkowicie wyreżyserowany.

Zaorski rzeczywiście był pewny siebie i bezpośredni, a jednocześnie rozumiał, że ta autentyczność pracuje na jego korzyść. Odbiorcy otrzymywali starannie wybrany obraz: ryzykant, który ponosi porażki, podnosi się i znów próbuje wygrać.

Rafał Pikuła
redaktor prowadzący Magazyn Spider's Web+

Złota 44 i konieczność podnoszenia stawki

Kupno apartamentu na Złotej 44 w Warszawie było czymś więcej niż transakcją na rynku nieruchomości. Luksusowa przestrzeń stała się scenografią do wywiadów, spotkań, debat i materiałów publikowanych w internecie. Widok Warszawy z 50. piętra działał niemalże jak wizualny dowód sukcesu – łatwiejszy do zapamiętania niż zestawienie wyników inwestycyjnych.

Jak informował Bankier.pl, to w apartamencie Zaorskiego Krzysztof Stanowski nagrał zapowiedź startu Kanału Zero. W marcu 2024 roku Zaorski otrzymał w tym kanale własny format "Rynkowe Zero", w którym mówił o kryptowalutach, sztucznej inteligencji i spekulacji. Nie występował już wyłącznie jako bohater wywiadu, ale gospodarz programu objaśniającego rynek. Format zniknął po pierwszym odcinku. A w 2025 roku Kanał Zero uruchomił "Rynki od Zera", który prowadził ekonomista i makler Maciej Kietliński.

"Epicki flip", czyli pomysł sprzedaży apartamentu poprzez tysiące udziałów, ponownie połączył finanse, nieruchomości i internetowe widowisko. Projekt wywołał spór ze wspólnotą mieszkaniową i został zablokowany. Jednocześnie zapewnił Zaorskiemu kolejną falę obecności w mediach.

Mrozowski zwraca uwagę, że nagłówki o milionowych zyskach, luksusowych zakupach i "polskim Elonie Musku" są stworzone do klikania: – Liczby i luksus zastępują analizę. W ten sposób media same tworzą zapotrzebowanie na kolejne widowiskowe ruchy bohatera. Odbiorca czeka na następny sukces, skandal albo ryzykowny pomysł.

Autorytet pożyczony od mediów i znanych twarzy

Zaorski pojawiał się u boku polityków, ekonomistów i komentatorów gospodarczych. W marcu 2024 roku debatował w Kanale Zero o mieszkalnictwie ze Sławomirem Mentzenem, Maciejem Koniecznym i Janem Śpiewakiem. Dwa lata wcześniej podczas konferencji Art of Speculation dyskutował o przyjęciu euro w Polsce z Robertem Gwiazdowskim i Tomaszem Piwońskim, a później o geopolityce ze Sławomirem Mentzenem i Tomaszem Wróblewskim.

Wziął również udział w debacie Warsaw Enterprise Institute poświęconej przyszłości rynku pracy, występując obok Wróblewskiego, przedsiębiorcy Piotra Wielgomasa i Mikołaja Pisarskiego z Instytutu Misesa.

Występował w materiałach popularnych twórców i brał udział w inicjatywach charytatywnych. Wspólne zdjęcie ani rozmowa nie oznaczają automatycznie rekomendacji inwestycji i nie dowodzą, że rozmówcy znali szczegóły jego projektów. Każda taka obecność poszerzała jednak krąg odbiorców, a rozpoznawalne otoczenie mogło działać jak społeczny dowód wiarygodności.

Szczególnie czytelnym przykładem jest zapowiedź rozmowy Marcina Prokopa z czerwca 2022 roku. Prowadzący przedstawił Zaorskiego jako człowieka, który "zarabia w miesiąc czterdzieści milionów złotych", dodając, że wielkie pieniądze nie tylko zarabia, lecz czasem również traci. Efektowna kwota stała się częścią przedstawienia bohatera, choć w samej zapowiedzi nie wskazano źródła pozwalającego ją niezależnie zweryfikować.

Popularność Zaorskiego w społeczności internetowej nie była równoznaczna z uznaniem całego profesjonalnego rynku. Dąbrowska wskazuje, że część zawodowych uczestników w ogóle o jego istnieniu nie wiedziała, a opinie tych, którzy go kojarzyli, były skrajnie różne.

– Z całym szacunkiem dla pana Rafała Zaorskiego, ale nie zajmował się inwestowaniem w takim sensie, w jakim zajmują się nim profesjonalni uczestnicy rynku – mówi maklerka. I dodaje: – Niewątpliwie był osobą wyróżniającą się na tle swojego środowiska. Szedł pod prąd i był postacią kontrowersyjną.

Zaorski krytykował też innych inwestorów, coachów i szkoleniowców. Stawiał się w roli praktyka demaskującego ludzi, którzy jedynie opowiadają o zarabianiu.

To skuteczny mechanizm: ktoś, kto demaskuje innych, sam zaczyna uchodzić za bardziej wiarygodnego.

Rafał Pikuła
redaktor prowadzący Magazyn Spider's Web+

Tak skonstruowany autorytet był trudny do podważenia również dlatego, że część dziennikarzy nie posiadała wiedzy pozwalającej na samodzielną ocenę prezentowanych wyników i fachowej terminologii.

– Dziennikarz bez wiedzy finansowej może nie rozpoznać, że rozmówca używa fachowego języka po to, by uniknąć konkretów. Jeśli prowadzący nie potrafi skonfrontować wypowiedzi eksperta, odbiorca dostaje jednostronny przekaz i może uznać go za prawdę – mówi Pikuła.

Kto zarabia na marzeniu o łatwych pieniądzach

Za historiami spektakularnych zwycięzców stoi także interes całego otoczenia rynku. Reklamodawcom, platformom i brokerom zależy na napływie kolejnych uczestników, a ich przychód nie musi zależeć od tego, czy klient zakończy spekulację zyskiem.

– Im wszystkim może zależeć na przekonaniu przeciętnego Kowalskiego, że może wygrać duże pieniądze na giełdzie, niekoniecznie posiadając dyplom ukończenia studiów kierunkowych – zauważa Lubiński. – Broker zarabia na samych operacjach i dla niego tym lepiej, im większa jest ich liczba. Nieważne, czy ktoś wygra, czy przegra.

Opowieści o zwycięzcach przyciągają nowych klientów, ale nie pokazują pełnej skali ryzyka ani liczby osób, które poniosły straty.

Opowieści zwycięzców są użyteczne. Tymczasem większość klientów brokerów ponosi straty. Jak w słynnej giełdowej opowieści, warto zapytać, gdzie są jachty kupione przez klientów. Tych jachtów nie ma.

Mateusz Lubiński
dziennikarz serwisu XYZ

Maciej Mrozowski uważa, że media powinny jasno nazywać mechanizm spekulacji oraz związane z nim koszty. Za efektownym obrazem zwycięzcy może kryć się nie tylko ryzyko finansowe, ale również poważne obciążenie psychiczne.

– Spekulacja wymaga stałego napięcia, gotowości do straty i podejmowania kolejnych decyzji pod presją. Za efektownym obrazem zwycięzcy może kryć się stres, uzależnienie od ryzyka i lęk, że ktoś za chwilę odbierze wcześniejsze zyski – mówi medioznawca.

Problem polega na tym, że media częściej eksponują spektakularny rezultat niż prawdopodobieństwo porażki i historie przegranych.

Odbiorca nie dostaje informacji potrzebnych do oceny sytuacji, tylko historię o bohaterze, który wygrał.

Maciej Mrozowski
medioznawca

Rafał Pikuła idzie dalej i przyznaje, że promowanie takiej spekulacji może w dużej mierze oznaczać promowanie hazardowego sposobu myślenia: – To nie jest nowy mechanizm. Kultura popularna od dawna utrwala figurę sprytnego gracza, który omija zasady i dzięki temu wygrywa. Zaorski dobrze wpisał się w ten wzorzec.

Krytyka była, ale nie kończyła opowieści

Czy dziennikarze przez cały ten czas wyłącznie promowały Zaorskiego? Otóż nie. Krytyczne teksty na jego temat zaczęły ukazywać się tuż przed jego zatrzymaniem. Bankier.pl w grudniu 2024 roku opisał zarzuty dotyczące środków zebranych w ramach BigShortBets, zaznaczając, że pochodziły od grupy 44Crew. W lipcu 2025 roku media (jako pierwszy "Puls Biznesu") informowały o nieprawomocnym skazaniu Zaorskiego za wykorzystanie informacji poufnej dotyczącej Merlin Group. Z kolei Bankier.pl informował w kwietniu 2026 roku, że wyrok został utrzymany w drugiej instancji.

Ciekawym przykładem dwuznaczności medialnego obrazu jest "Forbes". W lipcu 2025 roku, informując o wyroku za Insider trading, redakcja przypomniała jednocześnie rozmowę sprzed trzech lat, w której Zaorski opowiadał o metodach zdobywania informacji, deklarowanych zyskach i planach powrotu do "ostrej gry". Tekst zawierał informację o wyroku, ale zarazem ponownie udostępniał atrakcyjną opowieść o "królu giełdowego hazardu".

Jeszcze w lutym 2025 roku na oficjalnym kanale Telewizji BIZNES24 opublikowano materiał pt. "W co inwestować w 2025? Rafał Zaorski komentuje". Sam dobór gościa i temat stawiały go w roli osoby objaśniającej rynek i możliwe kierunki inwestowania.

Podobny mechanizm działał w mediach branżowych jeszcze w 2026 roku. 11 maja BitHub opublikował artykuł "Rafał Zaorski wraca z tarczą, zarobił na papierze majątek na Bitcoinie i Ethereum. Podaje swoje targety cenowe". Tytuł eksponował sukces, a Zaorskiego nazwano "najsłynniejszym polskim spekulantem giełdowym".

BitHub nie pominął całego krytycznego kontekstu. W tekście wyjaśniono ryzyko dźwigni, przypomniano wcześniejsze straty, prawomocny wyrok i zarzuty dotyczące BigShortBets. Dwa dni później portal poinformował, że Zaorski oddał wcześniejszy zysk i zamknął pozycję na Ethereum ze stratą.

Z czasem liczba medialnych występów Zaorskiego prawdopodobnie zaczęła się zmniejszać. Nie zniknął jednak całkowicie z roli eksperta udzielającego odbiorcom wskazówek dotyczących inwestowania.

Był moment, że był właściwie dyżurnym ekspertem od giełdy czy nawet był zapraszany w roli swego rodzaju wyroczni. Mimo to nadal zdarzały się miejsca, w których występował jako osoba udzielająca Polakom porad dotyczących inwestowania. Pokazuje to, jak długo raz zbudowany status eksperta może utrzymywać się mimo sygnałów, które powinny skłonić nas do refleksji.

Tomasz Lubiński
dziennikarz serwisu XYZ

Marka silniejsza od bilansu

Rzeczywistą przewagą Zaorskiego mogła być nie wyjątkowa, publicznie udokumentowana skuteczność inwestycyjna, lecz to, co Pikuła nazywa "inteligencją komunikacyjną". Zaorski rozumiał media społecznościowe, wiedział, jak skupiać uwagę i konsekwentnie wzmacniał wizerunek antysystemowego praktyka.

– Bardzo dobrze rozumiał nowoczesne media społecznościowe i wiedział, jak budować popularność w sieci. Jego kariera nie byłaby możliwa bez tych platform oraz bez zainteresowania tradycyjnych mediów tym, co wcześniej zdobyło zasięg w internecie – mówi Pikuła.

Mrozowski proponuje metaforę rośliny: – Media zachwycają się częścią nadziemną. Korzenie pozostają ukryte. Dopiero gdy wybucha afera, zaczynamy pytać, skąd naprawdę pochodziły pieniądze i jak wyglądały powiązania finansowe.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Pokaz mody w Ministerstwie Rolnictwa. Wiemy, ile kosztowało wynajęcie obiektu

Pokaz mody w Ministerstwie Rolnictwa. Wiemy, ile kosztowało wynajęcie obiektu

"Rzeczpospolita" mocno przebudowuje redakcję. Mamy maila Pawła Kapusty do zespołu

"Rzeczpospolita" mocno przebudowuje redakcję. Mamy maila Pawła Kapusty do zespołu

Zmiana w "19.30". TVP odświeżyła oprawę muzyczną i czołówkę

Zmiana w "19.30". TVP odświeżyła oprawę muzyczną i czołówkę

Sąd rozpatrzy ugodę ws. fuzji właściciela TVN. "Haniebny pomnik korupcji i zdrada"

Sąd rozpatrzy ugodę ws. fuzji właściciela TVN. "Haniebny pomnik korupcji i zdrada"

"Twoja Twarz Brzmi Znajomo" utrzymuje widownię sprzed roku

"Twoja Twarz Brzmi Znajomo" utrzymuje widownię sprzed roku

Orlen odsłania karty ws. kampanii "Cała Polska z dostępem do morza"

Orlen odsłania karty ws. kampanii "Cała Polska z dostępem do morza"