Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.
Ostatni weekend przyniósł gwałtowną eskalację sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Konflikt dotyczący kierownictwa instytucji i statusu jej sędziów przerodził się w otwartą konfrontację polityczną.
Karol Nawrocki przerwał zagraniczną podróż i w nocy z piątku na sobotę pojawił się w siedzibie TK. Przy wejściu doszło do przepychanek, a nagrania z udziałem prezydenta błyskawicznie obiegły media społecznościowe. Politycy prawicy alarmowali o zamachu stanu, przed Trybunałem gromadzili się protestujący, a działania policji stały się kolejnym przedmiotem politycznego sporu.
Powrót "twardziela". Nawrocki sięgnął po sprawdzony wizerunek
Decyzja o przerwaniu zagranicznej podróży miała ogromny potencjał komunikacyjny. Prezydent jednym gestem nadał wydarzeniom rangę kryzysu państwowego, a następnie sam znalazł się w centrum konfrontacji. Z perspektywy marketingu politycznego był to ruch, który pozwolił mu przejąć uwagę mediów i narzucić tempo debaty.

Zdaniem Michała Raszki, członka zarządu i dyrektora ds. komunikacji i strategii medialnych w PRC, zachowanie Karola Nawrockiego należy rozpatrywać w kontekście jego wcześniejszych problemów wizerunkowych. Ekspert wskazuje na spadkowy trend w sondażach zaufania do głowy państwa, coraz skuteczniejszą narrację koalicji rządzącej o "wetomacie" oraz obciążenie związane z procesem z Onetem.
W jego ocenie otoczenie prezydenta uznało, że potrzebny jest powrót do wizerunku, który sprawdził się podczas kampanii wyborczej w 2025 roku.
Wrócono do wizerunku twardziela (albo jak kto woli osiłka) w klimacie Arnolda Schwarzeneggera z lat jego świetności. Prezydent zawraca samolot, przepycha się w drzwiach Trybunału (złośliwi przypominają, że przydało się doświadczenie z hotelowej bramki) i broni demokracji.
Zupełnie inaczej intencje prezydenta odczytuje Bartosz Czupryk, ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego. Jego zdaniem nie był to wyreżyserowany zabieg PR, lecz autentyczna demonstracja determinacji.

"Szedł jak taran", wykazując się siłą charakteru i ogromną determinacją, twardo stając w obronie swojego stanowiska dotyczącego sędziowskiego składu. Tym razem to nie był PR-owy chwyt. To wynik postawy i konsekwencji, na które wielu polityków nie stać – przekonuje.
Według Czupryka Karol Nawrocki pokazał cechy, których wielu Polaków oczekuje od przywódcy: siłę, niezależność, odwagę i gotowość do osobistego działania. Ekspert uważa, że zdecydowana postawa prezydenta może być odbierana jako zapowiedź zmiany dotychczasowego stylu uprawiania polityki.
Dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka w dziedzinie komunikacji i zarządzania wizerunkiem, dostrzega natomiast przede wszystkim dramaturgię całej sytuacji.

– Z pewnością taki zwrot akcji, niczym w hollywoodzkich filmach, mógł zrobić na odbiorcach wrażenie, ponieważ mógł nieść informację, że sytuacja jest wyjątkowa, co zresztą później komunikacyjnie poszło w tę stronę poprzez epatowanie sformułowaniem "zamach stanu" – ocenia.
W jej opinii prezydent otrzymał możliwość zaprezentowania się własnemu elektoratowi jako ratownik państwa, polityk sprawczy i zdecydowany. Nie oznacza to jednak, że podobnie odebrali go wyborcy spoza jego politycznego zaplecza.
Pokaz siły czy wizerunkowa katastrofa?
To właśnie sposób zachowania prezydenta Karola Nawrockiego podczas nocnej interwencji najmocniej podzielił ekspertów. Wizerunek silnego przywódcy, który nie obawia się konfrontacji, może wzmacniać poparcie wśród jego zwolenników. Jednocześnie fizyczna demonstracja stanowczości może być sprzeczna z oczekiwaniem, że głowa państwa powinna zachowywać opanowanie i dystans wobec politycznych konfliktów.

Anna Garwolińska, prezes Glaubicz Garwolińska Consultants i specjalistka od zarządzania kryzysowego, ocenia wydarzenia zdecydowanie negatywnie. Jej zdaniem sam powrót prezydenta do kraju mógł komunikować powagę sytuacji, ale późniejsze zachowanie odebrało temu gestowi pozytywny wymiar.
Nie nazwałabym tego mistrzowskim zabiegiem, raczej pokazaniem chwiejności emocjonalnej. Autorytetu urzędu nie buduje się rozpędem
Ekspertka zwraca uwagę, że szczególnie niekorzystne mogą okazać się sceny fizycznej konfrontacji, zwłaszcza z kobietą. Jej zdaniem takie obrazy mogą budzić niesmak również wśród części wyborców prezydenta.
Garwolińska kwestionuje także utożsamianie zdecydowanego działania z rzeczywistą sprawczością. W jej ocenie skuteczność polityka należy mierzyć rezultatami, a nie intensywnością jego zachowania. Jej zdaniem prezydent skutecznie skoncentrował uwagę opinii publicznej na własnej osobie, ale nie wykazał, jaki trwały problem rozwiązała jego interwencja.

Bartosz Czupryk wyciąga przeciwne wnioski. Uważa, że Karol Nawrocki wyszedł z konfrontacji wzmocniony, ponieważ pokazał gotowość do obrony swojego stanowiska. Jego zdaniem prezydent nie tylko zamanifestował determinację, ale również wziął na siebie odpowiedzialność za dalsze próby rozwiązania kryzysu.
Monika Kaczmarek-Śliwińska wskazuje natomiast, że ocena zachowania prezydenta zależy przede wszystkim od politycznych sympatii odbiorców. – Dla prawej strony prezydent jawi się jako jedyny sprawiedliwy, zwolennicy obozu rządzącego patrzą na prezydenta jak na awanturnika – zauważa ekspertka.
To zasadnicza różnica z punktu widzenia strategii politycznej. Umacnianie pozycji wśród własnego elektoratu nie musi oznaczać budowania szerszego zaufania społecznego. A prezydent, w przeciwieństwie do lidera partyjnego, powinien zabiegać także o wiarygodność poza własnym obozem.

Prezydent wszystkich Polaków czy przywódca prawicy?
Wydarzenia wokół Trybunału ponownie otworzyły dyskusję o politycznej niezależności Karola Nawrockiego. Prezydent przedstawia swoje działania jako obronę konstytucji i porządku prawnego. Jego krytycy widzą w nich natomiast kontynuację konfliktu prowadzonego przez prawicę z obecną większością parlamentarną.
Bartosz Czupryk przekonuje, że prezydent nie działał w interesie konkretnego środowiska politycznego. – Według mnie, w tym przypadku prezydent nie staje w obronie obozu politycznego, tylko w obronie konstytucji. I w swoim stanowisku ma słuszność – ocenia.
Odmiennie sytuację ocenia Monika Kaczmarek-Śliwińska. Jej zdaniem prezydent od początku kadencji buduje przekaz wokół patriotyzmu, dumy narodowej, wartości i poszanowania prawa, jednak w praktyce jego działania są silnie związane z interesami obecnej opozycji.

Ekspertka uważa, że odwoływanie się do uniwersalnych wartości nie wystarcza do stworzenia obrazu ponadpartyjnej głowy państwa, jeżeli sposób działania prezydenta wpisuje się w polityczne interesy jednego obozu.
Podobny problem dostrzega Anna Garwolińska. W jej ocenie demonstracyjne wejście do Trybunału przesłoniło instytucjonalny wymiar całego sporu, a późniejsze konsultacje nie zatarły wrażenia, że prezydent najpierw zaostrzył konflikt, a następnie próbował wystąpić w roli mediatora.
– Urząd prezydenta powinien być większy niż elektorat prezydenta. Warto o tym pamiętać także po wyborach – zaznacza Garwolińska.
Wizerunkowy dylemat Karola Nawrockiego polega więc na konieczności pogodzenia dwóch ról: silnego lidera, którego oczekują jego wyborcy, oraz głowy państwa, od której część społeczeństwa wymaga politycznego dystansu i umiejętności łagodzenia sporów.

Prawica wygrała pierwsze godziny. Rząd nie miał równie silnego przekazu
Pod względem komunikacyjnym pierwsza faza kryzysu należała do prawicy. Jej politycy szybko zareagowali na wydarzenia, mobilizowali zwolenników i narzucali interpretację sytuacji jako zagrożenia dla konstytucyjnego porządku. Sformułowanie "zamach stanu", obrazy policyjnych kordonów i nocnej interwencji prezydenta stworzyły prostą, emocjonalną narrację, łatwą do rozpowszechniania w mediach społecznościowych.
Rząd znalazł się w trudniejszym położeniu. Przekaz dotyczący przywracania praworządności i funkcjonowania Trybunału wymagał wyjaśnienia skomplikowanych kwestii prawnych, podczas gdy druga strona dysponowała obrazami i hasłami wywołującymi natychmiastowe emocje.
Ekspertka zwraca uwagę na szczególny problem koalicji rządzącej: część jej sympatyków może dostrzegać rozdźwięk między wartościami demokratycznymi deklarowanymi w 2023 roku a obecnym sposobem rozwiązywania konfliktu.

Bartosz Czupryk uważa jednak, że żadna ze stron nie potrafiła przekonująco wyjaśnić obywatelom istoty sporu. – Żadna ze stron jak dotąd nie była w stanie transparentnie wytłumaczyć całemu narodowi podstaw tego konfliktu – podkreśla.
Jego zdaniem skomplikowana materia konstytucyjna, polityczna polaryzacja i ogromny szum informacyjny sprawiają, że odbiorcy częściej kierują się emocjami niż znajomością argumentów prawnych.
Jeszcze bardziej krytyczny jest Piotr Czarnowski, prezes First PR. – Nikt nie okazał się silniejszy, nikt nie przedstawił i nie uzasadnił jasno swojej racji; całość komunikacji wszystkich stron opiera się na narracji negatywnej. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny jest instytucją zbyt ważną dla demokracji, aby stanowić tło w zawodach, kto jest większym gangsterem – komentuje.
Według Piotra Czarnowskiego politycy nie wykorzystali kryzysu do rzeczowego przedstawienia swoich racji. Zamiast tego skoncentrowali się na wzajemnym dyskredytowaniu, co dodatkowo osłabia wiarygodność całej klasy politycznej.

Milczenie koalicji: komunikacyjna porażka czy świadoma strategia?
Istotnym elementem weekendowych wydarzeń była również różnica w intensywności komunikacji obu stron. Podczas gdy politycy prawicy aktywnie komentowali sytuację w sprzyjających sobie mediach i w internecie oraz mobilizowali zwolenników, koalicja rządząca nie odpowiedziała równie silną ofensywą medialną.
Bartosz Czupryk uważa, że obóz Donalda Tuska został zaskoczony szybkim powrotem prezydenta i jego osobistym zaangażowaniem. W jego ocenie rządzący nie byli przygotowani na taką konfrontację ani politycznie, ani komunikacyjnie.
Ekspert zwraca uwagę na niekorzystny dla władzy obraz policji uczestniczącej w zabezpieczaniu wydarzeń. Jego zdaniem takie sceny mogą uruchamiać historyczne skojarzenia z czasami PRL, szczególnie wśród starszych wyborców.
Anna Garwolińska nie zgadza się jednak z tezą, że mniejsza aktywność komunikacyjna rządu oznacza automatycznie przegraną. – Nie uznaję mniejszej aktywności za automatyczną przegraną. Rząd nie musiał przyjmować reguł konfrontacji narzuconych przez prawicę – przekonuje.
W jej ocenie powściągliwość mogła pozwolić obywatelom samodzielnie ocenić przebieg wydarzeń, a sędziom przedstawić własne stanowisko. Ekspertka przypomina również, że władza wykonawcza nie powinna dominować w komunikacji dotyczącej niezależnej instytucji sądowniczej.
Monika Kaczmarek-Śliwińska wskazuje na poważne zaniedbanie komunikacyjne: brak wystarczającego wyjaśnienia obywatelom, jakie znaczenie ma Trybunał Konstytucyjny dla ich praw i codziennego życia.
Z perspektywy zarządzania kryzysowego rząd znalazł się więc przed trudnym wyborem. Intensywna odpowiedź mogła pogłębić konflikt i wzmocnić narrację o politycznej wojnie. Z kolei powściągliwość pozwoliła przeciwnikom narzucać własną interpretację wydarzeń.
Trzeci gracz w sporze. Czy komunikacyjnie wygrali sędziowie?
W ocenie Anny Garwolińskiej najbardziej przekonujący przekaz nie należał ani do prezydenta, ani do rządu. Prezeska Glaubicz Garwolińska Consultants wskazuje na sędziów, którzy próbowali skierować uwagę opinii publicznej na funkcjonowanie Trybunału i potrzebę zakończenia eskalacji.
– W mojej ocenie najlepiej wypadła trzecia strona – sędziowie. Ich przekaz dotyczący działania Trybunału i potrzeby wyciszenia eskalacji dawał odbiorcom możliwość wyjścia poza prosty podział na zwolenników rządu i prezydenta – ocenia.
To istotne rozróżnienie. Najgłośniejszy przekaz nie zawsze okazuje się najbardziej skuteczny. Emocjonalna komunikacja może błyskawicznie mobilizować własny elektorat, ale jednocześnie zniechęcać wyborców, którzy oczekują od instytucji państwa spokoju i profesjonalizmu.
Garwolińska zastrzega jednak, że ostateczna ocena komunikacji sędziów będzie zależeć od ich kolejnych działań oraz tego, czy uda im się przedstawić wiarygodne rozwiązanie kryzysu.
Tusk chciał odzyskać sprawczość, a zjednoczył prawicę?
Michał Raszka dostrzega w wydarzeniach wokół Trybunału znacznie szerszy kontekst polityczny. Jego zdaniem ofensywna strategia Koalicji Obywatelskiej może być próbą odbudowania mobilizacji własnego elektoratu.
Ekspert przywołuje przykład wyborów lokalnych w Krakowie, które – choć nie mogą być bezpośrednio przekładane na sytuację ogólnopolską – pokazują problem słabnącego zaangażowania części dotychczasowych wyborców KO.
Obrazy z Trybunału mogą zdecydować o przyszłej kampanii
Jednym z najważniejszych komunikacyjnych skutków wydarzeń jest powstanie zdjęć i filmów, które mogą być wielokrotnie wykorzystywane w przyszłej walce politycznej.
Nagrania przedstawiające prezydenta podczas nocnej konfrontacji są zrozumiałe bez znajomości szczegółów sporu konstytucyjnego. Można nadawać im odmienne znaczenia w zależności od politycznego celu. Dla zwolenników Karola Nawrockiego będą dowodem odwagi i determinacji. Dla jego przeciwników – symbolem impulsywności i braku opanowania.
– Z wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego zostaną z nami obrazki, które będą setki milionów razy wyświetlane do ciszy wyborczej przed wyborami w 2027 roku: uśmiechnięty Jarosław Kaczyński z Grzegorzem Braunem i przeciskający się przez bramkę sędziów w drzwiach Karol Nawrocki – prognozuje.
Anna Garwolińska uważa, że otoczenie prezydenta nie doceniło ryzyka związanego z medialnym wykorzystaniem nocnej interwencji. – Największym błędem było dostarczenie przeciwnikom politycznym gotowych kadrów do przyszłej kampanii. Można je opatrzyć bardzo prostym komentarzem: argument siły zamiast siły argumentów – wskazuje.
Nasza rozmówczyni uważa, że krótkotrwała dominacja w mediach może okazać się niewspółmierna do długofalowych kosztów wizerunkowych.
Czy nocna konfrontacja zaszkodzi Polsce za granicą?
Wizerunkowe konsekwencje sporu mogą wykraczać poza krajową scenę polityczną. Obrazy głowy państwa uczestniczącej w fizycznej konfrontacji przy wejściu do instytucji sądowniczej, które obiegły media na całym świecie, mogą być odbierane za granicą bez znajomości prawnego i politycznego kontekstu wydarzeń.
Anna Garwolińska dostrzega w zachowaniu prezydenta podobieństwo do stylu politycznego Donalda Trumpa, opartego na personalizacji konfliktów, demonstracji dominacji i nieustannej mobilizacji własnego elektoratu. – Dla części zwolenników to atrakcyjne. Z punktu widzenia międzynarodowej wiarygodności państwa widzę w tym poważny koszt – ocenia.
Kto wygrał nagłówki, a kto może przegrać wiarygodność?
Zdaniem Anny Garwolińskiej największe długofalowe ryzyko ponosi Karol Nawrocki. Prezydent zdominował debatę, ale może zapłacić za to utratą części autorytetu. – Można zdominować weekendowe nagłówki i jednocześnie osłabić autorytet własnego urzędu. W komunikacji strategicznej liczy się to, jakie przekonanie pozostanie po opadnięciu emocji – zauważa.
Ekspertka zwraca przy tym uwagę na głębszy problem: brak autorytetów, które byłyby akceptowane niezależnie od preferencji politycznych. W takiej sytuacji nawet argumenty prawne są często oceniane przede wszystkim przez pryzmat partyjnych sympatii.
Największy przegrany? Społeczeństwo
Zdaniem Piotra Czarnowskiego wskazywanie politycznych zwycięzców przesłania najważniejszą konsekwencję kryzysu: dalsze osłabienie zaufania do państwa.
– W sprawie Trybunału Konstytucyjnego nie ma zwycięzców, jest natomiast wielki przegrany – społeczeństwo. I to podwójnie, ponieważ państwo nadal nie działa, jak powinno, i ponieważ pogłębia się społeczna polaryzacja – ocenia.
W ocenie prezesa First PR polska komunikacja polityczna od lat opiera się na negatywnych emocjach, wzajemnym dyskredytowaniu i dezinformacji. W efekcie obywatele otrzymują sprzeczne przekazy, które nie pomagają zrozumieć istoty problemu.












