"Rzeczpospolita" podała w piątek, że ani w archiwach państwowych, ani kościelnych nie ma dowodów na to, by kardynał Karol Wojtyła, będąc metropolitą krakowskim (1962–1978), tuszował pedofilię. Dziennikarze po ponownym otwarciu archiwów kurii zapoznali się z dokumentami, z którymi miał do czynienia przyszły papież Jan Paweł II.
"Z obu kwerend wynika, że Wojtyła nie przenosił księży z parafii do parafii, gdy dowiedział się o ich przestępczej działalności, ale podejmował szybkie działania, które nakazywało prawo kościelne. Niektóre jego decyzje – jak np. wysłanie w 1969 r. księdza podejrzewanego o krzywdzenie dzieci na badania psychiatryczne – były jak na tamte czasy ponadstandardowe" — podała "Rz" (cytat za Polską Agencją Prasową).
Odwołaniem stacji nadal zajmuje się sąd
Marcin Gutowski w reportażu "Czarno na białym" TVN24 pod tytułem "Bielmo. Franciszkańska 3" przekonywał, że są dowody o wiedzy przyszłego papieża o pedofilii w Kościele. Dotyczyły m.in. czasów, kiedy Karol Wojtyła był biskupem. W materiale przedstawiono relacje świadków w tej sprawie.

Po reportażu wyemitowanym w marcu 2023 roku do KRRiT wpłynęło ponad 6 tys. skarg. Rok później ówczesny przewodniczący KRRiT Maciej Świrski nałożył 550 tys. zł kary na TVN24 za materiał o przyszłym papieżu. Stacja odwołała się od tej decyzji do sądu. Mimo tego w kwietniu 2024 roku kwota grzywny została wyegzekwowana przez urząd Skarbowy.
Ostatnie doniesienia "Rz" skomentowała na portalu X przewodnicząca KRRiT. "Artykuł w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej" potwierdza, że TVN słusznie ukarano za szerzenie nieprawdziwych informacji w reportażu "Bielmo. Franciszkańska 3", wyemitowanym w programie "Czarno na białym" w marcu 2023 roku" — napisała dr Agnieszka Glapiak.
Dalej przekonywała, że Karol Wojtyła zachował się, jak powinien. "Dziennikarze "Rzeczpospolitej": szczegółowo przeanalizowali dokumenty z Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Wynika z nich, że kardynał Karol Wojtyła nie tuszował pedofilii w kościele. W przypadku księży podejrzanych o czyny przestępcze podejmował szybkie działania, które były jak na tamte czasy wręcz ponadstandardowe" — dodała szefowa KRRiT.

Sprawą odwołania stacji dalej zajmuje się jednak sąd. — Odwołanie jest w trakcie rozpatrywania. Po nim spodziewamy się wyroku, w którym sąd oceni w pierwszej instancji decyzję i jej zasadność. Póki co Wojewódzki Sąd Administracyjny nieprawomocnie rozstrzygnął to, że przewodniczący KRRiT nie miał prawa ściągnąć z nas kary przed prawomocnym zakończeniem sprawy. Czekamy na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego — informuje Wirtualnemedia.pl biuro prasowe TVN24.
Gutowski: dziennikarze "Rzeczpospolitej" nie udali się do skrzywdzonych ani świadków
Z kolei Marcin Gutowski w poniedziałek na X wyjaśnił, dlaczego do tej pory nie reagował na komentarze po artykule "Rzeczpospolitej". – Uważałem, że nie ma, po co, bo nic specjalnie nowego się w sprawie nie wydarzyło. Ot, dwóch autorów poszło do archiwum, niczego nie znalazło i na tej podstawie postawiło arbitralnie tezę, że kard. Wojtyła niczego nie ukrywał. To już było – stwierdził.

– Do oskarżeń o kłamstwa, manipulacje, szkalowanie ze strony tych, co sami nie sprawdzili, ale tak uważają też przywykłem. Nawet je rozumiem. Trudno absorbuje się bolesne prawdy i naturalne jest skłanianie się ku tym, którzy je odrzucają. Ale ponieważ pytań od rozczarowanych milczeniem przybywa, krótko się odniosę – dodał.
Gutowski zamieścił też swoją odpowiedź na wpis, w którym zwrócił się do niego Tomasz Terlikowski. – Żałuję, choć nie jestem zaskoczony, że autorzy tekstu od ponad 3 lat nie udali się do Skrzywdzonych, świadków, sygnalistów. Nie tylko tych, którzy w 2023 pojawili się w moim reportażu. Jest ich znacznie więcej, a znalezienie ich nie jest trudne – zauważył.
– Chciałbym zapytać, z czym autorzy konfrontowali archiwa. Czy z niczym? Podobnie jak instytucje kościelne, które przez 3 lata od publikacji Franciszkańskiej 3 nie zrobiły NIC, by dotrzeć do Skrzywdzonych i świadków (choć znają personalia wielu z nich!). Wiem to ponad wszelką wątpliwość, bo pozostaję z nimi w kontakcie – podkreślił.

– Dlaczego autorzy formułują tak jednoznaczne tezy pomijając tak ważne i dostępne źródła (zresztą nie tylko te), a opierają swoje przekonanie wyłącznie na tym, że czegoś nie znaleźli w archiwum? Trzeba ich o to pytać.Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć, jak wyglądały ustalenia skonfrontowane ze Skrzywdzonymi, świadkami, sygnalistami orz innymi źródłami i dokumentami, w komentarzu zostawiam link do reportażu sprzed 3 lat. Tyle. Na teraz… – dodał dziennikarz TVN24.











