Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.
W piątek Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji opublikowała oświadczenie "w sprawie nieprawdziwych informacji przekazywanych przez Telewizję Polską". Regulator zarzucił nadawcy, że przekazuje "zmanipulowane informacje" na temat działań KRRiT, sugerując, że Rada nie podejmuje interwencji w sprawach zgłaszanych przez widzów.
"To nieprawda" – stwierdziła KRRiT. Zapewniła, że każda skarga jest analizowana, a działania podejmowane są na podstawie jej merytorycznej oceny.
KRRiT poinformowała jednocześnie, że przewodnicząca Rady dr Agnieszka Glapiak uruchomiła działania wyjaśniające wobec zarówno Telewizji Polskiej, jak i Republiki. Chodzi o skargi dotyczące sposobu relacjonowania przez oba kanały wydarzeń pod Trybunałem Konstytucyjnym 16 i 17 października.

Rada zarzuciła TVP wprowadzanie odbiorców w błąd i przypomniała o jej obowiązkach jako nadawcy publicznego. "Rzetelność dziennikarska wymaga faktów, a nie manipulowania informacjami o pracy organu konstytucyjnego" – podkreślono w oświadczeniu.
Dzień wcześniej TVP Info: KRRiT ma narzędzia, ale nie korzysta z nich wobec Republiki
KRRiT nie wskazała w piątkowym komunikacie konkretnej audycji TVP, do której się odnosi. Oświadczenie pojawiło się jednak dzień po głośnej relacji TVP Info sprzed siedziby Rady.
Jak informowaliśmy w Wirtualnemedia.pl, w czwartek około godz. 13.45 Bartłomiej Bublewicz relacjonował na żywo sytuację dotyczącą skarg na Republikę. Reporter TVP Info mówił, że KRRiT dysponuje ustawowymi narzędziami pozwalającymi reagować na naruszenia ze strony nadawców, lecz – jego zdaniem – nie korzysta z nich w przypadku stacji Tomasza Sakiewicza.

W trakcie wejścia na żywo do Bublewicza podszedł reporter Republiki Michał Gwardyński. Pytał m.in. o pieniądze, które miały być przeznaczone na chore dzieci, oraz o sytuację prawną Telewizji Polskiej. Bublewicz próbował kontynuować relację.
Reporter TVP Info przytoczył wówczas art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji dotyczący m.in. zakazu emitowania treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminacji. Stwierdził też, że Gwardyński był reporterem, który nawoływał do ustalenia w internecie danych jednej z policjantek.
Gwardyński zarzucił z kolei TVP okłamywanie widzów i nazwał stację "antypolską szczujnią". Po zakończeniu wejścia na żywo Bublewicz zwrócił się do niego, przekonując, że takie sytuacje są niepotrzebne. Reporter Republiki pytał wtedy m.in., dlaczego TVP nazwała zatrzymanego podczas demonstracji pod Trybunałem Konstytucyjnym Piotra W. "nożownikiem". Bublewicz przyznał, że "nie powinno się to wydarzyć".

Członek KRRiT mówił o "parasolu ochronnym" nad Republiką
Spór o reakcję KRRiT na treści emitowane przez Republikę trwa od dłuższego czasu. Tydzień wcześniej członek Rady prof. Tadeusz Kowalski mówił w TVP Info, że od początku 2026 roku do regulatora wpłynęło 76 skarg dotyczących Republiki.
Sam Kowalski w marcu złożył skargę dotyczącą przekazów stacji na temat programu SAFE. W drugiej połowie października wskazywał, że sprawa nadal nie została rozpatrzona, mimo zakończenia monitoringu. Jego zdaniem postępowania dotyczące Republiki trwają nadmiernie długo.
Członek KRRiT zgodził się wówczas z określeniem, że nad Republiką istnieje "parasol ochronny". Jego zdaniem miałby on polegać właśnie na przewlekłości procedur i odwlekaniu decyzji. Zastrzegał przy tym, że jest to jego ocena, która w konkretnych sprawach musi znaleźć potwierdzenie w postępowaniu administracyjnym.

Do KRRiT zwróciło się także Towarzystwo Dziennikarskie. Organizacja protestowała przeciwko językowi używanemu przez pracowników Republiki podczas relacjonowania demonstracji przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wskazywała m.in. na obraźliwe określenia pod adresem policjantów oraz apele do widzów o pomoc w ustaleniu tożsamości funkcjonariuszy. Towarzystwo domagało się od regulatora zbadania, czy materiały Republiki nie naruszały art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji.
Piątkowy komunikat KRRiT wskazuje, że działania wyjaśniające w związku z relacjami z wydarzeń pod Trybunałem Konstytucyjnym zostały ostatecznie uruchomione. Obejmują jednak nie tylko Republikę, ale również TVP.
Republika była najczęściej karanym nadawcą
Zarzuty o brak reakcji wobec Republiki pojawiają się mimo tego, że stacja była już wielokrotnie karana przez regulatora. W 2025 roku, kiedy KRRiT kierowali kolejno Maciej Świrski, a następnie dr Agnieszka Glapiak, wydano 167 decyzji o karach na łączną kwotę ponad 4,78 mln zł.

Najczęściej karanym nadawcą była właśnie Republika. Dotyczyło jej 10 decyzji na łączną kwotę 157,5 tys. zł. Wśród powodów znalazły się m.in. naruszenia przepisów reklamowych, niewystarczająca dostępność dla osób z niepełnosprawnościami, a także emisja treści nawołujących do nienawiści lub przemocy.
Jedną z głośniejszych decyzji podjął w lutym 2025 roku ówczesny przewodniczący KRRiT Maciej Świrski. Republika dostała 40 tys. zł kary za wydanie programu "Mówi się", podczas którego prowadzący – według regulatora – niewystarczająco zareagował na obraźliwą i nienawistną wypowiedź osoby telefonującej do studia.
Kolejną 40-tysięczną karę Świrski nałożył na Republikę w czerwcu. KRRiT stwierdziła wtedy emisję w "Mówi się" treści nawołujących do nienawiści i przemocy. Sprawa dotyczyła telefonu kobiety, która mówiła m.in. o "szubienicy" dla członków rządu i obrażała pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości. Regulator uznał za niewłaściwą reakcję prowadzącego Jacka Sobali.











