Materiał Dominiki Ziółkowskiej wyemitowany w sobotnim wydaniu "Faktów" TVN był oparty na relacji z targów mieszkaniowych. W zapowiedzi Piotr Marciniak stwierdził, że w lutym liczba wniosków o kredyty hipoteczne była rekordowa jak na ten miesiąc, a to "może być oznaka ożywienia na rynku".
W swojej relacji reporterka rozmawiała z kilkoma osobami, które odwiedziły targi. Na początku pokazano wypowiedzi Marty i Pawła Kolasków, przedstawionych przez dziennikarkę jako "młode małżeństwo marzące o własnym M". Ziółkowska zaznaczyła, że jej rozmówcy chcą skorzystać z rządowego programu z kredytem hipotecznym bez wkładu własnego.

W mediach społecznościowych szybko zwrócono uwagę, że Marta Kolaska na Linkedin informowała, że pracuje w dziale sprzedaży firmy deweloperskiej Dekpol (obecnie profil kobiety nie jest już dostępny).
Sporo internautów krytykowało też to, że w materiale wypowiedział się Bartosz Turek, który w ostatnich latach był głównym analitykiem w firmie deweloperskiej HRE Investments. Grupa kapitałowa HRE nie ukończyła w terminie wielu budów, obecnie jest w stanie zawieszenia, a jej założyciel i szef Michał Sapota od września 2025 roku jest w areszcie, po tym jak usłyszał zarzuty dotyczące m.in. oszustwa na kwotę 342 mln zł na szkodę inwestorów oraz nabywców mieszkań

Na X zamieszczono wzór skarg, które można składać na materiał do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Relację "Faktów" na swoim kanale youtube’owym szczegółowo przeanalizował i skrytykował aktywista Jan Śpiewak.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz krytykuje kredyt bez wkładu własnego
Do sprawy odniosła się też Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy europejskich i szefowa Polski 2050. Przypomniała, że zablokowanie pomysłu kredytu 0 proc. – za czym sama mocno się opowiadała – spowodowało ustabilizowanie, a nawet spadek cen mieszkań.
– Na to nałożyły się wreszcie jawne ceny transakcyjne i ofertowe (dzieki ustawom @PL_2050). Od dekad po raz pierwszy w Polsce jest rynek kupującego, a nie dewelopera. I to się niektórym najwyraźniej nie podoba – dodała.
Skomentowała też sam materiał "Faktów". – I co się dzieje? Zupełnie przypadkiem, głosem "przypadkowej" młodej rodziny zostaje nagłośniony program BGK "mieszkanie bez wkładu własnego" – stwierdziła.
Pełczyńska-Nałęcz zwróciła uwagę, że ten program jest mało nagłośniony, ale funkcjonuje od rządów PiS, bez ograniczeń zarobkowych ani metrażowych, a tylko z limitem ceny za metr kwadratowy mieszkania. – BGK (czyli podatnik) płaci za to że ktoś może wziąć kredyt bez wkładu własnego. Spłaca też 20 i 60 tys kredytu za narodzone w czasie spłat pożyczki odpowiednio 2 i 3 dziecko - podkreślam nawet jeśli to dobrze zarabiająca rodzina – opisała.

– Czyli kolejna odmiana dopłat. Ale mało kto o niej wie, wiec mało kto korzysta. Jest efekt "krewnych krolika", ale nie ma efektu prodeweloperskiego. Wiec co się dzieje? Naganiamy klientów – skomentowała szefowa Polski 2050.
Ministra zaznaczyła, że program kredytów bez wkładu własnego można zmienić lub zamknąć ustawowo, a także zminimalizować limit rocznych wydatków. Decyduje w tej sprawie minister rozwoju i technologii.
– Tak wiec utniesz hydrze jedną głowę, a tu bum! – odrasta kolejna. Przy pracach budżetowych na kolejny rok – już wiemy i nie odpuścimy – zapowiedziała Pełczyńska-Nałęcz.











