– Trochę rozumiem Piotra Kędzierskiego, w tym znaczeniu, że wiem, jak trudno się przebić, gdy ma się u boku medialne zwierzę – przyznaje Michał Kempa, który też występuje w duetach.
"Statyw do mikrofonu" czy "prezydentowa" – tak piszą internauci o Piotrze Kędzierskim po emisji odcinka podcastu "WojewódzkiKędzierski" (Onet) z udziałem Krzysztofa Stanowskiego.
Złośliwie żartują też, że Kędzierski podcast z Wojewódzkim "prowadzi" tylko z nazwy. Bo w tym duecie "król" jest tylko jeden. To one-man show Wojewódzkiego, którego dominacja bywa przytłaczająca. Dostrzegają ją nie tylko odbiorcy, ale i goście programu. Niedopuszczanie Kędzierskiego do głosu stało się już otwarcie tematem żartów.
– Daj Piotrowi coś powiedzieć, bo ostatnio nic nie powiedział – rzucił niedawno Ralph Kamiński, jeden z gości programu. Do sprawy dystans zdaje się mieć także sam Kędzierski, który po ostatnim odcinku "Tańca z gwiazdami", przy długim monologu jednego z jurorów, stwierdził, że czuje się… jak w swoim podcaście.

90 proc. kontra 10 proc.
Wyraźną dysproporcję między przeradzającymi się w długie wywody pytaniami Kuby Wojewódzkiego a znikomą antenową obecnością Piotra Kędzierskiego widać na pierwszy rzut oka.
Jednak prawdziwą przepaść pokazują statystyki przygotowane na podstawie transkrypcji, chociażby kilku ostatnich odcinków wspominanego podcastu m.in. z Krzysztofem Stanowskim, prof. Małgorzatą Dobrowolską, Agatą Turkot czy Robertem i Tomaszem Stockingerami.
Biorąc pod uwagę wypowiedzi każdego z dziennikarzy, Kuba Wojewódzki był autorem nieco ponad 90 proc. z nich. Piotr Kędzierski odpowiadał za zaledwie 10 proc. Wypowiedzi współautora podcastu to często zaledwie wtrącenia.
Marginalna rola Kędzierskiego budzi spore emocje w sieci: "W jakim celu siedzi tam pan Kędzierski, który nie ma głosu, bo kolega krzyczy głośniej?", "Kędzierski tam jest od parady, Kuba nigdy nie daje mu dojść do słowa".

Poza żartami i zgryźliwymi komentarzami o tym, jak bardzo Kędzierski jest zbędny w podcaście, który firmuje swoim nazwiskiem, są też wyraźne głosy troski związane z tym, w jak niefortunnym wizerunkowo miejscu się znalazł.
"Piotrze, zawijaj się stamtąd!!!", "Czekam, aż Kędzior zrobi jakiś podcast solo, Wojewódzki jest niestrawny od lat", "Zawsze mi jest jakoś żal tego Kędzierskiego" – komentują ci wyraźnie życzliwi dziennikarzowi, postrzegający go jako "ofiarę" dominującego kolegi. Z taką opinią zdecydowanie nie zgadza się dziennikarka Karolina Korwin Piotrowska.
– To jest dorosły człowiek, który wie, co robi. Jak widzę hashtagi typu #FreeKędzierski, to uznaję to za nieporozumienie. Nie litujmy się nad nim tylko dlatego, że partner, który z nim jest w programie, jest kilka półek wyżej od niego. To jest absolutnie jasne i myślę, że on ma tego świadomość – podsumowuje dziennikarka związana obecnie z radiową Jedynką i autorka m.in. podcastu "Pierwsza młodość".

Pytana o rolę Kędzierskiego, zwraca uwagę, że radiowiec od lat wybiera formułę tzw. sidekicka (czyli "dostawki" do kogoś – red.), co – jak podkreśla – niekoniecznie musi być postrzegane negatywnie.
Bycie dobrym sidekickiem to też jest umiejętność. To trzeba sobie jasno powiedzieć: nie każdy potrafi schować swoje ambicje do kieszeni. To jest umiejętność, którą nie wszyscy mają, a już na pewno nie w mediach.
U boku medialnego zwierzęcia
O tym, jak trudno odnaleźć się w duecie, zwłaszcza u boku mocniejszego medialnego "zawodnika", przekonał się Michał Kempa. Komik i współautor programu "Niepewne sytuacje" w TVP2, który tworzy wraz z Wojciechem Fiedorczukiem, przed laty współprowadził z Marcinem Prokopem "Mam talent!" w TVN.
– Trochę rozumiem Piotra Kędzierskiego, w tym znaczeniu, że wiem, jak trudno się przebić, gdy ma się u boku medialne zwierzę – przyznaje Michał Kempa.

Ponieważ chce się mieć dobre relacje, dobrze się dogadywać, to nie wchodzi się sobie w drogę i kiedy jedna osoba wyrywa się do przodu, to ta druga niekoniecznie walczy o swoje miejsce.
W przypadku Piotra Kędzierskiego zadanie wydaje się o tyle trudniejsze, że występuje nie tylko u boku showmana, ale i wyjątkowo silnej osobowości.
– Bardzo współczuję każdemu, kto będzie z nim pracował, bo taka jest cecha silnych osobowości, że bardzo trudno jest im pracować w duetach – mówi o Wojewódzkim Korwin Piotrowska, która przed laty współpracowała z nim w programie "Top Model" w TVN.
– Natomiast bardzo często te silne osobowości są wpychane w duety, bo jest w mediach jakaś dziwna zasada polegająca na tym, że trzeba mieć dwa różne głosy. Te głosy nigdy nie będą jednak równorzędne, kiedy ma się dwie osoby, z których jedna jest zdecydowanie dominująca, ma więcej doświadczenia, talentu i showmaństwa – dodaje.

Zdaniem Korwin-Piotrowskiej medialne duety to na ogół trudna sprawa, co wie z własnego doświadczenia. – Sama byłam dostawiana i różnie się to kończyło – wspomina.
– W swojej karierze być może miałam z dwa takie duety, które były naprawdę na równym poziomie. Trudno jest dobrać takie osobowości, żeby miało się wrażenie realnej współpracy i braku rywalizacji – zauważa.
Trudno o równowagę
Równowaga w medialnym duecie to kwestia bardzo pożądana, choć – jak twierdzą moi rozmówcy – niezwykle trudna do osiągnięcia.
– Myślę, że równowaga w duecie jest możliwa, tylko to musi być dwóch równorzędnych zawodników, którzy mają podobną pozycję medialną czy umiejętności. Jeżeli już na starcie jest różnica, to – moim zdaniem – z czasem będzie się ona tylko pogłębiać. Taką mam refleksję po moich doświadczeniach – mówi Michał Kempa, który – podobnie jak Korwin Piotrowska – sądzi, że Kędzierski, najogólniej mówiąc, wiedział, na co się pisze.

– Piotr Kędzierski na pewno był świadomy tego, że w tym duecie to nie on będzie napędzał ten medialny pociąg. To Kuba Wojewódzki pewnie miał być nazwiskiem, które przyciąga większą uwagę, więc trochę siłą rzeczy trzeba mu oddać prowadzenie i ciężko go też wyprzedzić. Było więc jasne, kto będzie ciągnął ten format – uważa Kempa.
Nie chodzi o "podział ról"
Jaka koncepcja przyświecała twórcom podcastu? Chodziło o dwugłos równorzędnych partnerów, a może o dwie medialne skrajności? O historię duetu WojewódzkiKędzierski pytam Anitę Bugajską, dawną producentkę podcastu, która współpracowała z dziennikarzami od narodzin formatu jeszcze pod marką newonce.radio.
– Fundamentem podcastu było połączenie dwóch różnych osobowości, różnych wrażliwości i temperamentów. Kuba wnosi swoją wyrazistość i odwagę, Piotr uważność i wyczucie, a razem budowali przestrzeń dla gościa. Zawsze myśleliśmy o tym formacie – wspólnie z Kubą i Piotrem – że to jest bardziej "ballada o człowieku" niż klasyczny wywiad. Nie chodziło o szybkie pytania i odpowiedzi ani o myślenie w kategoriach nagłówków czy clickbaitów – podkreśla Bugajska.

Punktem wyjścia do rozmowy dziennikarzy w podcaście zawsze był pogłębiony research, z którego wybierali jednak inne wątki – wspomina producentka podcastu, która współtworzyła go przez sześć lat.
– Kuba i Piotr zadawali zupełnie inne pytania i – co nie jest tajemnicą, bo sami o tym mówią – nie konsultowali ich ze sobą wcześniej. To inny model pracy w duecie. Nie polega on na "podziale ról", tylko na tym, że każdy wnosi własną wrażliwość i własny sposób myślenia o rozmowie. Kuba ma dużą umiejętność wytrącania gości z utartych schematów i zachęcania ich do powiedzenia czegoś, czego wcześniej nie mówili. Z kolei Piotr często otwiera rozmowę zaskakującymi pytaniami – o smak dzieciństwa czy zapach teatru – które uruchamiają zupełnie inne, często głębsze wątki – zauważa Bugajska, dodając, że sukces podcastu WojewódzkiKędzierski to zasługa "obu prowadzących, nie jednego z nich".

Duety w mediach budzą emocje i często są interpretowane przez pryzmat "kto jest ważniejszy". Tymczasem z mojej perspektywy najważniejsze jest, czy ten układ działa jako całość. A tu niezależnie od ostatnich opinii mamy do czynienia z formatem, który przetrwał kilka lat, zbudował rozpoznawalność i nadal wywołuje dyskusję. To już samo w sobie jest dowodem, że formuła działa
Duet doskonały?
Im dłużej rozmawiamy o duecie Wojewódzki–Kędzierski, tym bardziej wybrzmiewa, że Piotr Kędzierski, choć marginalizowany na antenie, nie tylko nie jest pokrzywdzony, ale i tworzy z samozwańczym "królem TVN" duet doskonały.
– Ta współpraca raczej jest udana, bo w przeciwnym razie nie prowadziliby razem podcastu lub wchodziliby sobie w zdanie do tego stopnia, że nie dałoby się ich słuchać – stwierdza Kempa.
Ten sam wniosek wysnuwa Karolina Korwin Piotrowska: – Uważam, że duet Wojewódzki-Kędzierski jest idealny, bo ja nie widzę, żeby oni rywalizowali, po prostu Kuba jest wyżej. Byłoby gorzej, gdyby zaczęli sobie skakać do gardeł, a w tym duecie podział ról jest klarowny. I oni dobrze się w tym odnajdują.

Dziennikarka zwraca uwagę także na inny dowód udanej współpracy podcasterów, czyli sukces ich programu w Onecie: – Spójrzmy na efekt antenowy: oni są prowokacyjni, ludzie do nich przychodzą, mówią o nich. Więc dopóki na antenie to działa i ma słuchalność, jaką ma, to – cokolwiek by o tym duecie nie mówić – znaczy, że jest dobry.
Medialne efekty współpracy z Wojewódzkim przy jednym z najpopularniejszych podcastów w kraju – niezależnie od pełnionej w nim roli – są wyraźne.
Piotr Kędzierski zyskuje zasięgi i rozpoznawalność, coraz częściej pojawia się też w telewizji. Tańczy w jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych, wystąpił w nowym teleturnieju TVP1. Można więc mówić o dobrym momencie w jego karierze – nawet jeśli jego powściągliwość w podcaście bywa wizerunkowo kosztowna.
Widoczność bez sprawczości
Jak medialna łatka "zbędnego dodatku do Kuby Wojewódzkiego" wpływa na wizerunek Piotra Kędzierskiego? Pytam Ewę Wójcikowską, stratega komunikacji PR w Trufle.PRO – Hub PR.

– W mediach obowiązuje prosta zasada: widoczność musi iść w parze ze sprawczością. Jeżeli dziennikarz jest obecny w formacie, ale jego rola ogranicza się do epizodycznych, mało znaczących wejść, odbiorca bardzo szybko koduje go jako postać drugiego planu, niezależnie od kompetencji czy wcześniejszego dorobku. W tym konkretnym przypadku problemem nie jest sama obecność u boku silniejszego prowadzącego, tylko brak wyraźnie zdefiniowanej roli i wpływu Piotra Kędzierskiego na przebieg rozmowy. To powoduje, że traci on atrybuty, które ugruntowują jego pozycję jako doświadczonego dziennikarza – zauważa ekspertka.
Jej zdaniem Piotrowi Kędzierskiemu trudno będzie pozbyć się wspomnianej łatki milczącego kompana Kuby Wojewódzkiego.
Dlaczego? – Bo nie dotyczy pojedynczego błędu, tylko utrwalonego schematu zachowania. Jeżeli odbiorcy wielokrotnie obserwują tę samą, pasywną rolę – etykieta przestaje być opinią, a zaczyna być "skrótową definicją" danej osoby w przestrzeni publicznej. Jeśli Piotr Kędzierski pozostanie w tym samym formacie i w tej samej, ograniczonej roli u boku Kuby Wojewódzkiego, to każda kolejna głośna rozmowa, szczególnie taka, która budzi emocje, jak wywiad z Krzysztofem Stanowskim, będzie tę etykietę tylko wzmacniać – podkreśla ekspertka.
A może to bez znaczenia, jak postrzegany jest Piotr Kędzierski, zgodnie z zasadą: nieważne, jak mówią, ważne, żeby nie przekręcili nazwiska – pytam Ewę Wójcikowską.
– Z perspektywy PR-owca nie zgadzam się z tym podejściem, bo nie po to buduje się swoją pozycję zawodową, żeby nazwisko funkcjonowało w oderwaniu od konkretnej wartości dla odbiorcy. Jeżeli pojawia się ono głównie w kontekście szumu czy uproszczonych skojarzeń, to nie pracuje na reputację, tylko ją niszczy. W tym sensie takie myślenie jest po prostu krótkowzroczne – uważa.
W przypadku każdego dziennikarza – tak uważam – kluczowa powinna być nie tylko rozpoznawalność, ale przede wszystkim wiarygodność, a ta zawsze jest pochodną jakości. Jakości pytań, jakości prowadzenia rozmowy i realnego wpływu na jej przebieg. To właśnie te elementy budują pozycję zawodową i decydują o tym, czy nazwisko niesie za sobą wspomnianą wartość, czy jest jedynie nośnikiem chwilowej uwagi.
Ekspertka, z którą rozmawiam, zauważa, że z perspektywy części mediów istotne są zasięgi czy emocje. W tym wypadku jednak logika mediów niekoniecznie idzie w parze z interesem dziennikarza, który chce budować czy ugruntowywać swoją pozycję zawodową.
– Dlatego Piotr Kędzierski nie powinien przyjmować tej zasady jako strategii. Sama obecność w przestrzeni medialnej, bez kontroli nad narracją i kontekstem, będzie działać na jego niekorzyść – podsumowuje.












