Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zawarło z Telewizją Polską 4 września umowę na emisję wątków w 16 mini audycjach oraz 7 felietonach w bloku programowym pt. "Pytanie na śniadanie" przez okres 87 dni. Mają one dotyczyć ochrony ludności i obrony cywilnej. Zgodnie z nią resort zapłaci TVP 5,42 mln zł.
Informacja o kwocie przeznaczonej przez resort na współpracę z publicznym nadawcą wywołała dyskusję w mediach społecznościowych.
Stanowski: "Mamy chyba rekord"
Do sprawy odniósł się Krzysztof Stanowski. "5,4 miliona za obecność w ‘Pytaniu na śniadanie’ w TVP2. Mamy chyba rekord!" – napisał twórca Kanału Zero na platformie X.

Do rzeczniczki MSWiA Karoliny Gałeckiej zwrócił się natomiast Patryk Słowik z Kanału Zero. Zaproponował, że zarówno ona, jak i szef resortu Marcin Kierwiński mogą pojawić się na antenie Kanału Zero bez konieczności płacenia przez ministerstwo.
Gałecka odpowiedziała, że resort skorzysta z tej możliwości. Zapowiedziała możliwość udostępnienia ekspertów zajmujących się ochroną ludności, a także przygotowanych przez ministerstwo spotów i audycji.
Rzeczniczka MSWiA jednocześnie zakwestionowała sposób przedstawiania umowy z TVP. Podkreśliła, że 5,42 mln zł nie jest opłatą za występy ministra Kierwińskiego. Według niej pieniądze przeznaczono na kampanię edukacyjną dotyczącą bezpieczeństwa, a resort ma ustawowy obowiązek prowadzenia działań informacyjnych w tym zakresie.

Słowik podtrzymał natomiast zaproszenie dla samego Kierwińskiego i zaznaczył, że Kanał Zero nie oczekuje zapłaty za jego udział w programie.
Za rządów PiS NASK współpracował z Kanałem Sportowym i Weszło
Obecna deklaracja Kanału Zero ma jednak historyczny kontekst. W 2023 roku, jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości, państwowy NASK prowadził kampanię "Oszust na spalonym", której partnerami zostały Kanał Sportowy oraz Weszło. Z oboma projektami związany był wówczas Krzysztof Stanowski.
Celem przedsięwzięcia było informowanie o cyberzagrożeniach i metodach działania internetowych oszustów. NASK oficjalnie informował o rozpoczęciu współpracy, a o akcji pisało wiele branżowych serwisów.
Kampania zakładała obecność ekspertów NASK w programach Kanału Sportowego, m.in. "KS Poranek", "Hejt Park", "Mazurek & Stanowski" i "Stanowisko". Zaplanowano także specjalne materiały wideo i działania w mediach społecznościowych. Stanowski wystąpił również w spotach przygotowanych na potrzeby kampanii. Weszło miało natomiast publikować artykuły i krótkie materiały wideo.

Cała kampania "Oszust na spalonym" miała budżet blisko 22 mln zł brutto. Kwota ta nie oznacza jednak pieniędzy wypłaconych Kanałowi Sportowemu czy Stanowskiemu – obejmowała całe przedsięwzięcie realizowane przez NASK w różnych mediach.
Stanowski mówił o 309 tys. zł
Sprawa finansowania współpracy wróciła później przy okazji sporu Stanowskiego z "Szalonym Reporterem". Ten zarzucił twórcy Kanału Zero, że otrzymał od rządu PiS pieniądze, które miały pomóc mu w uruchomieniu nowego projektu.
Stanowski zdecydowanie temu zaprzeczył. Jak relacjonowała Interia, tłumaczył, że pieniądze otrzymał nie Kanał Zero, lecz Kanał Sportowy za realizację kampanii NASK.
Według podanych przez niego informacji Kanał Sportowy dostał za pakiet reklamowy 309 tys. zł. Stanowski argumentował, że była to standardowa i jawna współpraca reklamowa, niezwiązana z późniejszym uruchomieniem Kanału Zero.

Współpraca NASK z Kanałem Sportowym nie została zresztą zrealizowana w pierwotnie planowanym zakresie. Jak opisywała Interia, NASK zdecydował o jej zakończeniu z powodu "nieodpowiednich wypowiedzi" pojawiających się w audycjach, przy których emitowano elementy kampanii.
"Proszę zapłacić, ile tam trzeba"
Inny obraz finansowej strony przedsięwzięcia wyłonił się z dokumentów opisanych później przez "Gazetę Wyborczą", których ustalenia relacjonował Onet.
Według tych publikacji w dokumentacji dotyczącej kampanii pojawiała się kwota 1,4 mln zł związana ze współpracą ze Stanowskim. Urzędnicy NASK mieli sygnalizować, że planowane wydatki przekraczają dostępny budżet.
W korespondencji opisanej przez media pojawiła się wiadomość ówczesnego ministra cyfryzacji Janusza Cieszyńskiego: "Proszę zapłacić, ile tam trzeba".

Cieszyński potwierdził później autentyczność wiadomości, ale inaczej interpretował jej znaczenie. Przekonywał, że nie wskazywał osobiście Stanowskiego jako beneficjenta kampanii, a jego odpowiedź dotyczyła przesunięcia środków w ramach realizowanego już przedsięwzięcia.
Zmieniły się jednak role. Dziś Stanowski krytykuje wysokość państwowych wydatków na kampanię w TVP, a Kanał Zero deklaruje możliwość bezpłatnego przekazania widzom materiałów MSWiA. Za rządów PiS media związane ze Stanowskim same były płatnymi partnerami państwowej kampanii informacyjnej.












