Była korespondentka TVP i Polsatu twarzą Newsmax. "Nie traktuję Republiki i wPolsce24 jako konkurencji"

– Mamy wolną rękę, nikt nam się do tej pory nie wtrącał w meritum. To jest na zasadzie franczyzy, więc muszą być podobne formaty, ale treści są nasze. Jeśli dyskutujemy na kolegiach, to dobrze – liczę na to, że jest szansa, by być bezstronnym. Pewnie nigdy nie da się utrzymać pełnego obiektywizmu, ale możemy do tego dążyć – mówi nam Urszula Rzepczak, która została jedną z twarzy telewizji Newsmax Polska.

Dominik Senkowski
Dominik Senkowski
Udostępnij artykuł:
Była korespondentka TVP i Polsatu twarzą Newsmax. "Nie traktuję Republiki i wPolsce24 jako konkurencji"
Urszula Rzepczak

Dlaczego po latach bycia korespondentką wróciła Pani do Polski i zdecydowała się usiąść za prezenterskim stołem?

Rzeczywiście jest to inna rola, ale w mojej karierze dziennikarskiej pełniłam już chyba wszystkie funkcje telewizyjne, więc nie było to dla mnie aż tak trudne.

Rynek wygląda jednak tak, że z jednej strony bardzo nie chciałam tracić tego, co zbudowałam – kapitału wiedzy o Włoszech i Watykanie. Prowadzę również własny kanał na YouTube. Współpracuję z mężem praktycznie od początku kariery, dlatego oboje wiele w to zainwestowaliśmy i nie chciałam z tego rezygnować.

A z drugiej strony, gdy zwróciło się do mnie szefostwo Newsmax Polska, zaproponowałam właśnie takie rozwiązanie, by wykorzystać to moje doświadczenie. Wiem, że to się będzie rozwijało.

Jeśli chodzi o Warszawę, to jestem stąd, mam tu mieszkanie i przyjeżdżałam do stolicy regularnie, więc nie jest to dla mnie "przesiedlenie". Życie na dwa kraje ma swoje minusy, ale zawodowo to bardzo ciekawe wyzwanie.

Jak Pani zorganizuje to logistycznie?

Nie mam problemu z dzieleniem życia w ten sposób. Przy dzisiejszych możliwościach komunikacji, zwłaszcza między Warszawą a Rzymem, nie jest to problem. Wielu ludzi tak żyje – pracuje w dużym mieście, a na weekendy jedzie do domu. Czasami budząc się, zastanawiam się tylko: "Gdzie ja w tym momencie jestem?" Liczę jednak na to, że nasza stacja telewizyjna na tyle się rozkręci, że w ogóle nie będzie z tym kłopotu.

Jakie są Pani pierwsze wrażenia z Newsmaxa?

W redakcji są wspaniali ludzie, jesteśmy elastyczni i życzliwie do siebie nastawieni. To, że redakcja tworzy się od podstaw, to ogromna sprawa. Mam nadzieję, że na tym wygramy, mimo że każdy z nas jest z innej bajki i ma inną przeszłość.

To młody zespół? Jak Pani na to patrzy przez pryzmat pracy w TVP czy w Polsacie?

Wielu z moich nowych redakcyjnych kolegów ma dużo krótszą drogę zawodową niż ja, bo jestem w tym zawodzie bardzo długo. Nie mam z tym problemu, to świetni ludzie. Czuję się dużo młodziej, niż wskazuje na to moja metryka – mentalnie na trzydzieści parę lat, czyli śmieję się, że jestem rówieśniczką tych osób.

Wszyscy są mili, traktują mnie z życzliwością i szacunkiem. Zdarza się, że młodzi koledzy mówią mi: "Siadałem jako mały chłopiec z rodzicami na kanapie i oglądałem twoje programy". To mogłoby sprawić, że poczułabym się staro, ale sprawia mi to wielką przyjemność, bo po prostu mnie pamiętają.

Sama uczę się od nich, bo mają zupełnie inne podejście, m.in. przez internet. Uważam, że ci wszyscy ludzie, którzy zaczynali kiedyś i dziś w telewizji powstającej od zera, wygrali los na loterii. Oczywiście nie na wszystko mamy wpływ, ale to jak złapanie Pana Boga za nogi.

Nie ma między nami jeszcze tych wszystkich sympatii, antypatii czy zazdrości – tu jest dość sprawiedliwie i każdy zaczyna od zera. Mam tu trochę "déjà vu", bo współuczestniczyłam wcześniej w tworzeniu Nowej Telewizji Warszawa (1992-1994 – red.). Wpychaliśmy się do maluchów z ekipą i wspominam to z sentymentem. Liczę, że za rok będziemy się śmiać z tych początków, snując wspomnienia przy lampce wina.

Wpadek technicznych w pierwszych dniach od startu Newsmax nie brakowało.

Były wpadki i byliśmy wtedy źli, bo dużo jest jeszcze do wyszlifowania. Staram się być spokojna, ale na co dzień taka nie jestem i pluję sobie w brodę, jeśli coś nie wychodzi. Wiemy, że jesteśmy obserwowani. Myślę, że jeszcze przez chwilę podobne wpadki będą się zdarzać, bo stacja się tworzy.

Można się spierać, czy nie wystartowaliśmy zbyt wcześnie, ale uważam, że dostaliśmy czas przez wakacje, by wszystko poukładać. Od września, wraz z początkiem roku szkolnego i nowego sezonu politycznego, będziemy mogli wejść na najwyższe obroty.

Sporo formatów jest importowanych z amerykańskich i bałkańskich Newsmaxów, ale docelowo będą one zastępowane naszymi produkcjami. Chciałabym robić dłuższe formy, bo Włochy i Watykan to kopalnia tematów. Bardzo ubolewam, że polskie media poświęcają temu tak mało miejsca. Przez polaryzację widzimy często tylko czerń albo biel.

Urszula Rzepczak

Szefostwo, w tym Wojciech Surmacz, przekonało mnie tym, że widza trzeba szanować. Uważam, że widz jest mądry i sam powinien wyrobić sobie opinię. Jestem przeciwna podawaniu gotowych poglądów na talerzu. Moim marzeniem jest, aby za rok, w tym trudnym czasie przed wyborami parlamentarnymi w Polsce, móc powiedzieć, że udało nam się uniknąć skręcania w którąś ze stron.

Da się być obiektywnym w czasach tak spolaryzowanych mediów?

Uważam, że tak. Pamiętam, jak zaczynałam pracę w 1990 roku – cieszyliśmy się, zmienialiśmy Polskę, budowaliśmy coś nowego. Entuzjazm był ogromny.

10 lat temu zaś startowałam w konkursie na prezesa TVP, gdy ostatecznie wygrał Janusz Daszczyński. Pytano mnie wtedy o obiektywizm. Jedna z osób z komisji powiedziała: "nie ma czegoś takiego jak obiektywny dziennikarz".To nieprawda. Myśmy się po prostu na to zgodzili, jest społeczne przyzwolenie na bycie "jakimś".

Urszula Rzepczak

Amerykańska polityka będzie dominować w Newsmaxie?

Myślę, że takich akcentów będzie sporo. Jesteśmy stacją polską, ale franczyza pochodzi z USA. Ma to znaczenie w zakresie formatów, zajmowania się geopolityką. Ale zależy nam na pokazywaniu dwóch stron medalu, unikaniu zarzutów o jednostronność.

Eurodeputowani Koalicji Obywatelskiej Łukasz Kohut i Krzysztof Brejza skierowali pytania do Komisji Europejskiej w sprawie kanału Newsmax Polska. "Nie możemy pozwolić, aby podmioty powiązane z rosyjskim kapitałem lub wpływami miały możliwość kształtowania przekazu informacyjnego w Polsce" — napisał Kohut. Jak Pani się do tego odnosi?

To było cztery miesiące temu, w kwietniu. Komisja Europejska, a w zasadzie jej dyrekcje generalne, które są odpowiednikiem naszych ministerstw, mają na sformułowanie pisemnej odpowiedzi od trzech do sześciu tygodni. O ile wiem, przepisy jednak zastrzegają, że w przypadkach bardziej skomplikowanych, kiedy potrzebne są głębsze analizy prawno-ekonomiczne, może to potrwać dłużej. I właśnie trwa.

Bo jeśli urzędnik – podobnie jak rzetelny dziennikarz – chce zbadać sprawę rzetelnie pod kątem zgodności z unijnymi przepisami o ochronie rynku medialnego przed wpływami państw trzecich, a także sankcjami gospodarczymi nałożonymi na podmioty z Rosji, co sugerować może pytanie panów europosłów, to musi mieć na przeprowadzenie analiz czas. Zatem czekam i ja na tę pisemną odpowiedź, licząc że będę miała do niej dostęp.

Jestem z konserwatywnej szkoły zawodu, kiedy dziennikarz, zanim wyrobi sobie zdanie o prawdziwości informacji lub przypuszczeń i poda wiadomość dalej, sprawdza w kilku źródłach jej prawdziwość i potem odbiorcy przedstawia różne opinie na ten temat. Zatem sama jestem ciekawa, kiedy się ukaże ta odpowiedź i jak będzie brzmieć: czy będzie jednoznaczna, wartościująca definitywnie, czy nie.

Newsmax w Stanach Zjednoczonych słynie z bardzo wyrazistej, prawicowej publicystyki. Czy dostali Państwo wolną rękę w tworzeniu własnego kierunku?

To telewizja konserwatywna, czyli taka, w której świat jest uporządkowany. Mamy wolną rękę, nikt nam się do tej pory nie wtrącał w meritum. To jest na zasadzie franczyzy, więc muszą być podobne formaty, ale treści są nasze. Jeśli dyskutujemy na kolegiach, to dobrze – liczę na to, że jest szansa, by być bezstronnym. Pewnie nigdy nie da się utrzymać pełnego obiektywizmu, ale możemy do tego dążyć.

Również w ramach programu informacyjnego "Dziennik"?

Tak, bo prowadzenie "Dziennika" łączy się też ze stroną publicystyczną, zawsze mamy gości, a po głównym wydaniu o 17:00 prowadzę półgodzinny program publicystyczny. Liczę na to, że te tzw. "gadające głowy" będą stałą częścią naszej anteny. Bardzo zależy mi na oddzieleniu informacji od komentarza, na który jest miejsce w publicystyce.

Choć jako przedstawiciel klasycznego dziennikarstwa nie potrafię zrozumieć fenomenu dwuipółgodzinnych rozmów w internecie, to dostrzegam, że wynika on z rosnącej samotności ludzi i zmieniającego się sposobu konsumowania mediów.

Zresztą nasze materiały też są dłuższe, bardziej pogłębione, nie trwają typowo przez minutę czy półtorej minuty.

Jak duży ma Pani wpływ na dobór tematów?

Prowadzący w dniu dyżuru jest zazwyczaj również współwydawcą, więc ten wpływ jest wyraźny. Nie mamy jeszcze ogromnych archiwów, więc zaczynamy od zera. Tak, jak w Nowej Telewizji Warszawa, musimy ukręcić wszystko, każdą przebitkę. Będziemy stawiać na dłuższe, pogłębione materiały publicystyczne. Jestem ciekawa, jak to będzie przyjęte przez widzów.

W jaką grupę widzów celujecie?

Myślę, że to niekoniecznie będą 20-latkowie, którzy zajrzą prędzej z ciekawości, ale osoby w średnim i dojrzałym wieku. Ludzie, którzy cenią myślenie krytyczne, nie szukają tylko "shortów" czy memów, ale mają czas, żeby obejrzeć dłuższą formę i przemyśleć przekaz.

Newsmax jako stacja konserwatywna z automatu będzie konkurować z Republiką i wPolsce24? Jak z nimi rywalizować?

W ogóle nie traktuję tych stacji jako konkurencji. Bardzo bym chciała, żeby moi koledzy też tak do tego podchodzili, mimo że niektórzy poprzednio w nich pracowali. Samo to, że przyszli do nas, świadczy o tym, że Newsmax Polska będzie inną stacją i nie będą próbowali tworzyć takich treści, jak wcześniej.

Czytaj także: Wokalistka i dziennikarka radiowa kolejną uczestniczką "Tańca z gwiazdami"

Myślę, że nie powinniśmy się sugerować tym, co jest w innych mediach. Może moje podejście to pokłosie tego, że pamiętam tworzenie telewizji lata temu, gdy widza naprawdę szanowano i pozwalano mu myśleć swobodnie, krytycznie. Co nie jest sugestią, że te telewizje, o których pan wspomniał, nie szanują widza.

Natomiast wierzymy, że ci, którzy będą nas oglądać, chcą się pochylić, zobaczyć program, a dopiero potem sobie dopowiedzieć, ułożyć, jak myśleć o świecie i nie chcą gotowych odpowiedzi.

Po rozstaniu z TVP latem 2024 roku, myślała Pani o powrocie do Polsatu?

Oczywiście, że myślałam. Każdy korespondent, który kończy pracę za granicą, myśli o pozostaniu. Jestem pasjonatką, kocham tę pracę. Zwróciłam się do nich, ale jak pan widzi, nie ma tam placówki. Byłam osobą, która zamykała placówkę TVP we Włoszech i jedynym korespondentem Polsatu w tym kraju – otwierałam i zamykałam te placówki.

Dlatego postanowiłam kontynuować we własnym zakresie informowanie o tym, co w Italii i Watykanie, zakładając kanał na YouTube. I wiem, że budzi on zainteresowanie, bo brakuje tak podanych informacji w polskich mediach.

Telewizja wciąż pozostaje moim naturalnym środowiskiem. Radio jest zupełnie inne. Choć polubiłam pracę w radiu, mam wrażenie, jakbym pracowała jedną ręką. Myślę przede wszystkim obrazem, a to właśnie on daje znacznie większe możliwości przekazu.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Program TVP "19.30" się zmieni. Chodzi o oprawę

Program TVP "19.30" się zmieni. Chodzi o oprawę

Komisja Europejska zgodziła się warunkowo na fuzję właściciela TVN

Komisja Europejska zgodziła się warunkowo na fuzję właściciela TVN

Ruszył dom mediowy Karnowskiego, Tulickiego i Adamczyka. Będzie także film i książka o TVP

Ruszył dom mediowy Karnowskiego, Tulickiego i Adamczyka. Będzie także film i książka o TVP

W Grupie ZPR Media nowa szefowa audio i wideo. Jędrzej Nowak konsultantem

W Grupie ZPR Media nowa szefowa audio i wideo. Jędrzej Nowak konsultantem

Retail Media w ofercie Wirtualnej Polski. Dane, zasięg i technologia, które pracują na realizację celu klienta
Materiał reklamowy

Retail Media w ofercie Wirtualnej Polski. Dane, zasięg i technologia, które pracują na realizację celu klienta

"Prawdziwe" życie za niemal 5 zł. Kolejne magazyny Burdy wróciły na rynek

"Prawdziwe" życie za niemal 5 zł. Kolejne magazyny Burdy wróciły na rynek