Wydaje się, że transmisja meczu jest taka sama dla wszystkich. Piłkarze wykonują te same akcje, padają te same gole, a kamery pokazują identyczne ujęcia. Jest jednak jeden element, który może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od tego, z jakiego kraju oglądamy spotkanie - reklamy wokół boiska.
FIFA od kilku lat wykorzystuje technologię wirtualnej podmiany reklam, dzięki której ten sam mecz może być transmitowany jednocześnie z różnymi bandami reklamowymi dla odbiorców w poszczególnych krajach. Oznacza to, że kibic w Polsce może zobaczyć reklamę lokalnej firmy, podczas gdy widz w Japonii czy Stanach Zjednoczonych w tym samym momencie ogląda promocję zupełnie innej marki.
Sekret tkwi w zaawansowanym systemie analizującym obraz z kamer na żywo. Oprogramowanie śledzi ich położenie, kąt nachylenia i ruch, a następnie cyfrowo zastępuje reklamy wyświetlane na bandach nowymi grafikami. Efekt jest na tyle precyzyjny, że dla widza wygląda to tak, jakby reklamy rzeczywiście znajdowały się na stadionie.

Kibice na stadionie nie widzą tych reklam
Co ciekawe, kibice obecni na trybunach nie widzą tych samych reklam co widzowie przed telewizorami. Na stadionie wyświetlane są wyłącznie fizyczne bandy LED, natomiast cyfrowa podmiana następuje dopiero w sygnale telewizyjnym trafiającym do poszczególnych nadawców i platform streamingowych.
To rozwiązanie zmieniło sposób sprzedaży powierzchni reklamowej podczas największych imprez sportowych. Zamiast jednej globalnej kampanii organizatorzy mogą jednocześnie sprzedawać tę samą przestrzeń wielu reklamodawcom, dostosowując przekaz do konkretnego rynku. Dla sponsorów oznacza to większą skuteczność kampanii, a dla FIFA i nadawców – znacznie wyższe przychody.
Choć technologia wirtualnych reklam funkcjonuje już od kilku lat i była wykorzystywana m.in. w piłce nożnej, hokeju czy baseballu, to właśnie podczas turniejów FIFA widać jej pełny potencjał. Dziś jedna transmisja może mieć dziesiątki różnych wersji reklamowych, przygotowanych specjalnie dla odbiorców na całym świecie.

Technologia rozwijana od lat
Pierwsze próby cyfrowego podmieniania reklam pojawiły się już w latach 90. XX wieku. Eksperymentowano z nimi przede wszystkim podczas transmisji baseballu i futbolu amerykańskiego w Stanach Zjednoczonych. Ówczesne możliwości technologiczne były jednak ograniczone, dlatego rozwiązanie stosowano jedynie okazjonalnie.
Przełom nastąpił w ostatniej dekadzie wraz z rozwojem grafiki komputerowej, sztucznej inteligencji oraz systemów śledzących ruch kamer. Dzięki nim możliwe stało się precyzyjne nakładanie nowych reklam na obraz transmitowany na żywo, z zachowaniem odpowiedniej perspektywy i płynności nawet podczas dynamicznych ujęć.
Jednym z liderów w rozwoju tej technologii jest brytyjska firma Supponor, której rozwiązania są wykorzystywane przez organizacje sportowe, ligi oraz nadawców na całym świecie.

Mundial pokazał pełnię możliwości
Na szeroką skalę technologia została wykorzystana podczas Mistrzostw Świata FIFA 2022 w Katarze. To właśnie wtedy miliony kibiców mogły oglądać ten sam mecz, ale z różnymi reklamami wyświetlanymi na bandach LED – w zależności od kraju, z którego odbierali transmisję.
Obecnie wirtualna podmiana reklam jest stosowana nie tylko podczas turniejów FIFA, ale również w rozgrywkach UEFA, meczach NHL, Major League Baseball oraz części spotkań NBA. System pozwala przygotować nawet kilkadziesiąt różnych wersji tej samej transmisji, kierowanych do konkretnych rynków.
Dla widzów oznacza to jedno – nawet jeśli wszyscy oglądają ten sam mecz, nie wszyscy widzą dokładnie to samo.













