Ogromny zasięg sporu wokół "Nigdy w życiu". Setki tysięcy interakcji

Konflikt pomiędzy Joanną Jabłczyńską a Katarzyną Grocholą trwa. Do dyskusji włączają kolejni "aktorzy", padają kolejne argumenty, a na marginesie całej afery rosną zasięgi. IMM podliczył, że wartość reklamowa, jaką wygenerowała afera, sięga już 4,4 mln zł.

Karolina Pałys-Guzik
Karolina Pałys-Guzik
Udostępnij artykuł:
Ogromny zasięg sporu wokół "Nigdy w życiu". Setki tysięcy interakcji
Joanna Jabłczyńska nie wystąpi w kontynuacji "Nigdy w życiu"

Informacja o tym, że Joanna Jabłczyńska nie pojawi się w kontynuacji "Nigdy w życiu" obiegła media w weekend. O sprawie poinformowała sama zainteresowana podczas wywiadu na konferencji ramówkowej TVN, stwierdzając: "produkcja nie miała odwagi powiedzieć tego, że nie zagram".

Anna Wichłacz, producentka "A właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później" poinformowała w odpowiedzi, że Jabłczyńska uczestniczyła w castingu i po prostu go przegrała. Rola trafiła do Agnieszki Żulewskiej.

Jabłczyńska odebrała sytuację inaczej, o czym opowiedziała później w filmie zamieszczonym na swoim Instagramie. Na maila miała dostać scenariusz, później zaproszenie na zdjęcia próbne. O tym, że trwa casting, rzekomo pojęcia nie miała.

Piłeczkę odbiła następnie Katarzyna Grochola, pisząc w mediach społecznościowych, że Jabłczyńska "rozpowszechnia nieprawdziwe informacje". "Jako producentka postanowiłam podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie (przyp. red. produkcji)" – napisała na Facebooku i Instagramie (ten wpis następnie usunęła).

Mniej więcej do tego momentu konflikt obserwował Instytut Monitorowania Mediów. Z raportu organizacji wynika, że zdarzenie pod tytułem "Joanna Jabłczyńska nie zagra w kontynuacji" Nigdy w życiu " w dniach 26-30 sierpnia wygenerowało 270 publikacji w mediach klasycznych oraz 22,5 tys. publikacji w social mediach. Liczba interakcji w social mediach wyniosła natomiast 357,8 tys.

Statystyczny odbiorca w danym okresie miał kontakt ze wspomnianą informacją 1-2 razy. Potencjalna wartość reklamowa wygenerowana przez publikacje wyniosła 4,4 mln zł.

Jak zauważa Tomasz Lubieniecki, kierownik działu raportów medialnych IMM, tego samego dnia ukazał się również news o transferze Julii Wieniawy do Polsatu.

– Media klasyczne opublikowały zbliżoną liczbę przekazów na temat obu wydarzeń – 270 w przypadku Joanny Jabłczyńskiej i 240 w przypadku Julii Wieniawy. Jednak w mediach społecznościowych to temat Jabłczyńskiej zadziałał na internautów znacznie mocniej: wygenerował 4,5 razy więcej postów i komentarzy oraz o 76 proc. więcej interakcji niż informacja o transferze byłej gwiazdy TVN do Polsatu – wylicza ekspert.

Poruszenie w mediach społecznościowych nie przekłada się jednak na pieniądze: - Największy wpływ na wartość AVE mają media klasyczne, a tutaj liczba publikacji była zbliżona. Wśród wpisów w social mediach większość to komentarze, które nie przekładają się na AVE tak mocno jak publikacje w mediach klasycznych – komentuje Lubieniecki.

Dagmara Pakulska, konsultantka i trenerka marketingu w social mediach, w wypowiedzi dla portalu Wirtualnemedia.pl zauważa, że dane IMM, owszem, pokazują ogromną skalę zainteresowania. – Ale wysoki awareness nie oznacza jeszcze wysokiej intencji zakupu – precyzuje.

– 23,6 mln zasięgu brutto mówi o potężnej ekspozycji tematu, a nie o tym, ilu widzów faktycznie kupi bilet. Podobnie jest z AVE. 4,4 mln zł brzmi jak sukces działu promocji, ale ta metryka mierzy powierzchnię, nie wydźwięk. Kupując media za taką kwotę decydujesz, co się w nich pojawi. Tutaj o treści zdecydował ktoś inny – stwierdza.

Pakulska jest zdania, że afera wokół powstającego filmu może jednak zadziałać na korzyść frekwencji, bo część osób pójdzie do kina z czystej ciekawości, żeby sprawdzić, jak Agnieszka Żulewska poradzi sobie jako Tosia.

– Ryzyko polega jednak na tym, że konflikt uderzył właśnie w najważniejszą grupę dla nostalgia marketingu, czyli fanów oryginału. Pierwsze "Nigdy w życiu!" obejrzało 1,62 mln widzów, w ogromnej mierze kobiet 35+. To dokładnie ta sama grupa, która dziś stoi w komentarzach po stronie Joanny Jabłczyńskiej. Oburzenie nie jest więc szumem obok targetu, tylko szumem wewnątrz niego. A to właśnie ci widzowie mieli napędzać premierę i późniejszy word-of-mouth – stwierdza ekspertka, przypominając, że premierę zapowiedziano na 2027 r.

– Internetowe emocje zdążą do tego czasu opaść. Zostanie jednak cyfrowe archiwum konfliktu i bardzo silne skojarzenie, przez które film będzie oceniany nie tylko jako film, ale również jako "ten bez Jabłczyńskiej". Jeśli produkcja okaże się bardzo dobra, ciekawość może jej pomóc. Jeśli będzie przeciętna, zawiedziona nostalgia szybko zamieni się w negatywne rekomendacje – przewiduje Pakulska.

Afery ciąg dalszy: Szelągowska broni matki, Jabłczyńska ujawnia korespondencję.

Stanowisko w sprawie Jabłczyńska vs. produkcja "Nigdy w życiu 2", jak wynika ze statystyk, zajmuje ogromna rzesza internautów. Swoje trzy grosze – ironicznie – dorzucają twórcy. Szymon Majewski na Instagramie stwierdził, że o wypowiedź proszą go wszyscy, więc się wypowie. I na tym zakończył nagranie.

"Z największym żalem zawiadamiam, że nie zagram dorosłej Tosi w nowym filmie na podstawie prozy Grocholi. Co prawda nie startowałam w castingu ale jest na czasie się spierać o tę obsadę, więc każdy musi coś dorzucić" - napisała z kolei na Facebooku krytyczka filmowa i serialowa, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk.

Rozluźnienie tonu debaty nie oznacza jednak, że jej kluczowe postaci zmierzają do ugody. Wydaje się, że jest wręcz przeciwnie. Joanna Jabłczyska pojawiła się w studio WP Kobieta i w ponadgodzinnej rozmowie z Filipem Borowiakiem opowiedziała o tym, jak sytuacja wyglądała z jej perspektywy.

W narrację wpisała się też Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi. "Asiu, ja widziałam tę korespondencję. Widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne [...] Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. To żaden wstyd, bo jest świetna. I nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka z twojej winy [...]

Szelągowska zaprzeczyła również, aby, jak sugerowała Jabłczyńska, "jakiś sponsor" miał wpływ na obsadę. "To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych. Nie można rzucać takich oskarżeń, Asiu" - punktowała Szelągowska.

"Patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana [...], patrzę, jak sterujesz tym wszystkim, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Patrzę na ciebie i niepokoi mnie to" - dodała.

Na sparowanie tego ciosu nie trzeba było czekać długo: "Teraz możecie podjąć kroki prawne, ponieważ zostałam zmuszona do opublikowania prywatnej korespondencji" - napisała Jabłczyńska obok zrzutu ekranu z wymiany wiadomości z Katarzyną Grocholą.

"Dziękuję ci Joasiu, walczę teraz o ciebie z resztą reżyserem i Wichłaczową" - miała napisać Grochola 22 czerwca. Dwa dni później Jabłczyńska dopytywała: "Kasiu, jakieś wieści z frontu?" Odpowiedzi na to pytanie nie otrzymała.

"Czy to o tym castingu mówimy dotindotin? Poproś może Mamę o całość korespondencji. Ta oczywiście nie będzie pełna, bo większość rozmów toczyła się telefonicznie, a tych rozmów z oczywistych powodów nagranych nie mam" - napisała aktorka w treści posta, dodając, że jest całą sytuacją zmęczona oraz że "armia trolli PR-owych", zaalarmowana nagraniem Szelągowskiej, "ruszyła od wczoraj" i próbuje ją "zmieść z powierzchni ziemi".

Odniosła się również do sytuacji, w jakiej znalazła się Agnieszka Żulewska: "Zanim Dorota opublikowała swoje nagranie, zdążyłam opublikować wieczorem u siebie film, w którym wyraziłam jak bardzo mi szkoda Agnieszki Żulewskiej i o ironio, użyłam tych samych słów co Ty Doroto: że przegrać w normalnym castingu z Agnieszką to byłby wręcz zaszczyt" – skomentowała.

Dagmara Pakulska zgadza się, że z PR-owego punktu widzenia najbardziej poszkodowana jest Agnieszka Żulewska: – Nie podjęła decyzji o zmianie obsady, nie rozpoczęła konfliktu, a dostała jego rykoszetem. W jej przypadku trudno mówić o jakiejkolwiek wartości wizerunkowej wynikającej z tego rozgłosu – stwierdza. Warto dodać, że Agnieszka Żulewska od początku trwania sporu konsekwentnie milczy.

Stroną, która może cokolwiek zyskać na całej aferze, jest zdaniem Pakulskiej, Joanna Jabłczyńska:

Krótkoterminowo zyskuje najwięcej, ponieważ znaczna część odbiorców widzi w niej stronę słabszą i poszkodowaną. Fani stanęli po jej stronie, a przeprosiny skierowane do Agnieszki Żulewskiej dodatkowo pokazały, że oddziela decyzję castingową od osoby, która po prostu przyjęła rolę. Jej największym ryzykiem jest jednak przeciąganie konfliktu. Im dłużej trwa wojna na screeny i nagrania, tym łatwiej z osoby pokrzywdzonej stać się aferzystką – wyjaśnia ekspertka.

Znacznie trudniejsza, zdaniem ekspertki, jest sytuacja Katarzyny Grocholi i Doroty Szelągowskiej.

– Zapowiedź kroków prawnych, bardzo mocne personalne komunikaty i publiczne oskarżenia podniosły temperaturę sporu zamiast ją obniżyć. Pouczająca jest zresztą sama sekwencja: najpierw demonstracja siły, potem ciche wycofanie oświadczenia z sieci – analizuje Pakulska. Jej zdaniem odbiorcy odczytują takie działanie spontaniczne, bez planu, a nie jako gest deeskalacji.

W przypadku Grocholi dochodzi jeszcze możliwy zgrzyt z jej dotychczasową marką opartą na empatii i kobiecej perspektywie. Szelągowska z kolei weszła do konfliktu jako córka broniąca matki, co po ludzku jest zrozumiałe, ale komunikacyjnie dołożyła sprawie kolejny bardzo medialny i mocny rozdział – dodaje ekspertka.

Cały case dobrze pokazuje, że w kryzysie bardzo często zyskuje ten, kto jest postrzegany jako słabsza strona sporu. Traci ten, kto odpowiada na emocje odbiorców siłą, groźbą albo personalnym atakiem – podsumowuje Pakulska, dodając jednak, że końcowy efekt będzie można ocenić dopiero wtedy, gdy obie strony powiedzą wszystko, co miały do powiedzenia.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Dziennikarstwo mimo wszystko. Zapytaliśmy, dlaczego młodzi nadal chcą pracować w mediach

Dziennikarstwo mimo wszystko. Zapytaliśmy, dlaczego młodzi nadal chcą pracować w mediach

Jesień w TVP1 i TVP2. Nowość serialowa, wracają hity

Jesień w TVP1 i TVP2. Nowość serialowa, wracają hity

Nadawca 28 kanałów z testami usługi streamingowej i siedzibą w Warszawie

Nadawca 28 kanałów z testami usługi streamingowej i siedzibą w Warszawie

"Kochaj albo wróć" jesienną nowością TTV. "Skupiamy się na sprawach zwykłego człowieka"

"Kochaj albo wróć" jesienną nowością TTV. "Skupiamy się na sprawach zwykłego człowieka"

Biblioteka Cyfrowa Mediów Publicznych bez daty startu. TVP wyjaśnia opóźnienie

Biblioteka Cyfrowa Mediów Publicznych bez daty startu. TVP wyjaśnia opóźnienie

Onet zamyka witrynę z pytaniami i odpowiedziami. Tak traciła użytkowników

Onet zamyka witrynę z pytaniami i odpowiedziami. Tak traciła użytkowników