2 lutego na łamach Wirtualnej Polski ukazał się materiał Szymona Jadczaka pt. "Rozboje, narkotyki i miliony z gadżetów. Koledzy Karola Nawrockiego prowadzą biznes Lechii Gdańsk".
Tekst wskazuje, że zyski z merchandisingu, które w innych klubach Ekstraklasy sięgają milionów złotych, trafiają do spółki kontrolowanej przez osoby z przeszłością kryminalną, zamiast zasilać budżet klubu.
Jednym z kluczowych bohaterów jest Adam K. ps. "Klimek", wiceprezes stowarzyszenia i były pracownik klubu, który niedawno został aresztowany z dużym ładunkiem narkotyków. Materiał sugeruje, że prezydent Karol Nawrocki zna te osoby i nie odcina się od nich.
4 lutego w internetowym serwisie "Dziennika Bałtyckiego" (Polska Press) opublikowano artykuł Rafała Rusieckiego pt. "Oficjalne sklepy Lechii Gdańsk zarządzane są przez Stowarzyszenie Lwy Północy. Klub chce to zmienić".

W pierwszej wersji tekstu nie wskazano, by temat chwilę wcześniej opisała Wirtualna Polska (pojawił się potem). W lokalnym tytule powtórzono część ustaleń znanych z materiału Wp.pl. Obaj dziennikarze bazowali na znanym publicznie raporcie Grant Thornton "Finansowa Ekstraklasa".
Jednak w "Dzienniku Bałtyckim" pominięto kontrowersyjne wątki kryminalne i polityczne. Czytelnik mógł za to dowiedzieć się, że klub "rozpoczął już starania, aby odzyskać możliwość handlowania oficjalnymi towarami ze swoim herbem", a przeprowadzone na ten temat rozmowy "miały bardzo konstruktywny charakter".
Szymon Jadczak uważa, że "Dziennik Bałtycki" zbyt mocno "zainspirował się" jego tekstem. Zapytaliśmy o sprawę i Jadczaka, i wydawcę "Dziennika Bałtyckiego".
Jadczak: byłem zszokowany
Justyna Dąbrowska-Cydzik: Lokalny dziennikarz dwa dni po publikacji napisał podobny tekst, ale nie powołał się na Ciebie i pominął niektóre wątki. Pierwsza reakcja?

Szymon Jadczak: Byłem zszokowany tym, co zobaczyłem. Po pierwsze nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś praktycznie w całości przepisał mój artykuł, pominął jedynie niewygodne dla bohaterów wątki. I dodał wypowiedzi, które wypaczają sens mojego tekstu. Bo ja pisałem o tym, że ludzie z kryminalną przeszłością przejęli lukratywny interes od klubu. A "Dziennik Bałtycki" podał, że żadnego problemu nie ma. A w ogóle to Lechia Gdańsk ma pozytywny kontakt ze stowarzyszeniem, którego wiceprezes dopiero co został złapany z 5 kilogramów narkotyków, o czym oczywiście "Dziennik Bałtycki" nie napisał.
Kontaktowałeś się po publikacji z autorem tekstu "Dziennika Bałtyckiego"?
Tak. W rozmowie ze mną najpierw twierdził, że nie czytał mojego tekstu. I nie wie, jak to się właściwie stało, że jego publikacja jest żywcem przepisana z Wp.pl. Nie potrafił też wyjaśnić, dlaczego dzień po moim tekście podjął temat umowy Lechii Gdańsk z 2020 roku i raportu Ekstraklasy z września 2022 roku.

Na czym stanęło?
W końcu łaskawie dopisał akapit odwołujący się do naszego tekstu, ale w publikacji "Dziennika Bałtyckiego" wciąż brakuje kluczowych informacji o powiązaniach ludzi, którzy przejęli biznes wart miliony. Jestem ciekaw, co na to Marek Twaróg, redaktor naczelny Polska Press, który jeszcze pracując w magazynie "Press" często wytykał innym dziennikarzom błędy, pomyłki i pouczał w kwestii standardów?
Jak to czytasz? Dlaczego pominięto te wątki?
Zakładam, że media lokalne wolą lepiej żyć z włodarzami klubów niż z czytelnikami. Może uważają, że lepiej się nie wychylać?
Dziennikarze mediów lokalnych mają w Polsce trudniej?
Nie wiem, czy trudniej. Mam tu déjà vu – kiedy w 2018 i 2019 roku pisałem o problemach Wisły Kraków, pamiętam, że regionalne media próbowały rozmydlić temat. Zasadniczo od tego czasu niewiele się zmieniło.

Polska Press: nasz tekst był o sporcie
Poprosiliśmy o stanowisko wydawcę "Dziennika Bałtyckiego". Konrad Zalas, rzecznik prasowy Polska Press Grupy, wskazał: – Jedynym wspólnym elementem obu artykułów jest informacja, że Lechia nie zarabia na merchandisingu, ponieważ sprzedaż prowadzi Lwy Północy, co w środowisku sportowym jest wiedzą powszechną od lat".
Ponadto tuż po publikacji, Rafał Rusiecki uzupełnił tekst o zdanie informujące, że temat sprzedaży gadżetów Lechii Gdańsk stał się głośny za sprawą artykułu Szymona Jadczaka w Wirtualnej Polsce, wraz z bezpośrednim linkiem do tego artykułu.
Zapytaliśmy także, czemu dziennikarz gdańskiego serwisu nie rozwinął w swoim tekście wątków kryminalnych powiązań kierownictwa "Lwów Północy"? Czemu zupełnie nie wspominano o wątku prezydenta?
Rafał Rusiecki, dziennikarz sportowy Polska Press Grupy, nie chciał narażać się na zarzut wykorzystywania ustaleń Szymona Jadczaka i w swoim materiale skupił się wyłącznie na problemach finansowych Lechii Gdańsk. Ponadto w artykule znalazło się odniesienie do artykułu Szymona Jadczaka, który zainicjował publiczną dyskusję na ten temat.

Rzecznik Polska Press wskazał także, że "dziennikarze 'Dziennika Bałtyckiego' wielokrotnie informowali o przekazaniu sprzedaży klubowych gadżetów Stowarzyszeniu Kibiców "Lwy Północy". Sytuacja ta miała miejsce jeszcze za kadencji poprzedniego prezesa klubu". Nie wybielamy żadnych środowisk ani nie pomijamy niewygodnych faktów".
Niedawno informowaliśmy na łamach Wirtualnemedia.pl o usuniętym ze stron "Gazety Krakowskiej" i "Dziennika Polskiego" tekście o milionowych premiach w Krakowie dla zarządów miejskich spółek. Materiał "Szokujące premie dla zarządów i prezesów miejskich spółek" tylko chwilę widniał w serwisach, po czym został zdjęty i przywrócony w innej, łagodniejszej formie. Artykuł zawierał niewygodne dla prezydenta miasta z Platformy Obywatelskiej informacje.













