Jak pisze Rada Etyki Mediów, Cezary Tyl zwrócił się o ocenę rzetelności publikacji dziennikarki Judyty Watoły, zamieszczonej w "Gazecie Wyborczej" 8 września 2025 r.
Tematem tekstu jest nieuczciwe zarabianie na nadmiernym wypisywaniu recept na maść stosowaną w leczeniu odleżyn, której koszty refunduje NFZ.
REM zreferowała zastrzeżenia Cezarego Tyla do powyższej publikacji w kilku punktach.
"Po pierwsze, jako pewnik przedstawiła informację o defraudacji środków publicznych przez lekarkę z Rumii i pisząc, że NFZ nałożył na nią prawie milion złotych kary, przypisała panią doktor do zorganizowanej grupy przestępczej. Nie poinformowała czytelników, że lekarka będąc właścicielką przychodni w Rumii nie zgodziła się z taką decyzją Funduszu i wniosła sprawę do sądu, który wstrzymał egzekwowanie refundacji do czasu wydania prawomocnego wyroku" – pisze REM.

W opinii Tyla Watoła "nie podała tej informacji albo z powodu jej niepozyskania, bądź, co gorsza, z uwagi na to, że stanowisko sądu nie odpowiadałoby z góry założonemu sensacyjnemu charakterowi publikacji mającej na celu przedstawienie lekarzy i przychodni, jako nieuczciwych, naruszających prawo i zamieszanych w karne procedery".
"Po drugie, dziennikarka wykazała swym tekstem, że nie rozumie różnic pomiędzy zarzutem, podejrzeniem, aktem oskarżenia a wyrokiem. Używając w artykule zwrotu 'przestępczy biznes' opisuje zjawisko na etapie analizowania podejrzeń i zarzutów przez prokuraturę, długo przed ogłoszeniem wyroku sądu" – twierdzi Rada Etyki Mediów.
"Po trzecie, nie znając treści pokontrolnego raportu NFZ powiązała go z domniemanymi nadużyciami przy wypisywaniu recept, które jakoby nie trafiły do pacjentów" – czytamy w stanowisku REM.

Cezary Tyl podkreślił, że "nie wolno świadomie wprowadzać czytelników w błąd, żerując na nieustannie podsycanej niechęci części opinii publicznej do lekarzy i próbować w ten sposób zwiększać swoją poczytność".
REM oddala zatrzeżenia Cezarego Tyla
Rada zwróciła uwagę na fakt, że krytykowana przez Tyla publikacja mówiła nie tylko o praktykach lekarki z Rumii, ale o procederze zorganizowanej grupy przestępczej.
W jej skład wchodzą właściciele przychodni podstawowej opieki lekarskiej, aptek i firm farmaceutycznych, które robią interes na wystawianiu wielkiej liczby recept na refundowane maści określonego przeznaczenia.
Jak stwierdza Rada, były to praktyki na masową skalę w całej Polsce i dlatego zainteresował się nimi Fundusz Ochrony Zdrowia. Jak wynika z tekstu "GW", także lekarka z Rumii z każdym rokiem wystawiała coraz więcej takich recept.

"W 2019 roku Fundusz zapłacił za nie 230 tys. zł a w roku 2022 – prawie 11 mln zł. Tylko w jednym miesiącu pani doktor wypisała ponad 730 takich recept" – czytamy.
Rada konkluduje, że przewodniczący związku nie odniósł się ani do tych statystyk, ani do informacji dziennikarki, że w ramach toczącego się śledztwa zatrzymano 21 osób: lekarzy, aptekarzy i właścicieli firm farmaceutycznych, którzy – zdaniem organów ścigania – mieli wyłudzić co najmniej 82 mln złotych.
Rada podaje, że na treść publikacji "Wyborczej" złożyło się nie tylko reporterskie śledztwo, polegające na weryfikowaniu wiadomości od czytelniczki, ale i zbieranie informacji w przychodnich na terenie całego kraju. "A także, wbrew temu, co pan pisze, weryfikowanie zasłyszanych wieści w urzędowych dokumentach m in. w raporcie z kontroli przeprowadzonej przez NFZ" – dodaje REM.

"Szkoda, że władze Związku znające sprawę lekarki z Rumii od podszewki, nie wyjaśniły w skardze do REM, jak to jest z osadzeniem jej w areszcie. Dziennikarka 'Gazety Wyborczej' zastrzega się, że uzyskała tę wiadomość z nieoficjalnego źródła. Napisanie sprostowania do dziennika pozwoliłoby czytelnikom na wyrobienie sobie własnego poglądu tej sprawie" – podkreśla REM.
REM: prawa czytelników są najważniejsze
Rada zwraca uwagę, że w Karcie Etycznej Mediów sformułowana jest zasada pierwszeństwa dobra odbiorców, która oznacza podstawowe prawa czytelników.
"Powinnością zajmującego się konkretnym tematem dziennikarza jest ujawnienie w interesie społecznym posiadanych informacji, jeśli zostały potwierdzone przynajmniej w trzech źródłach. Jeżeli kroi się proces sadowy i już doszło do zatrzymań podejrzanych, byłoby dziennikarską nieuczciwością czekanie do ogłoszenia wyroku, który może zapaść za kilka lat" – czytamy.

REM podsumowuje, że krytykując publikacje Watoły, Cezary Tyl nie tylko nie docenił jej pracy śledczej, lecz także mógł zniechęcić mniej doświadczonych reporterów do reagowania na próby wyłudzania publicznych pieniędzy.













