SLAPP (ang. Strategic Lawsuits Against Public Participation) to strategiczne powództwa przeciwko udziałowi społecznemu w debacie publicznej. Dr Monika Cichorska z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy: – Są to postępowania sądowe cywilne, karne, prowadzone z inicjatywy dużych podmiotów dotyczące aktywistów, dziennikarzy i organizacji społecznych. Nieprzypadkowo nazywane są "strategiczne", gdyż ich celem nie jest merytoryczne rozstrzygnięcie sporu, lecz zastraszenie, zniechęcenie do zabierania głosu oraz wywołanie efektu mrożącego.
Problem ten w ostatnich latach przybrał na sile. Jak zauważa dr Cichorska, coraz częściej wytaczane są powództwa przeciwko aktywistom, dziennikarzom, co może niekorzystnie oddziaływać na wolność słowa w dyskursie publicznym.
Jest to bardzo istotny problem, gdyż wolność wyrażania swoich poglądów, pozyskiwania, rozpowszechniania informacji, składające się na wolność wypowiedzi i wolność prasy została zagwarantowana w art. 54 Konstytucji. Powództwo SLAPP stanowi przejaw nadużycia prawa, jego podstawowym celem jest uciszenie przeciwników politycznych, mediów, wydawców, społecznych działaczy, aktywistów.

W ostatnich latach Polska stała się liderem rankingu SLAPP-ów w Europie. Nasz kraj jako należący do Unii Europejskiej miał obowiązek wdrożenia unijnej dyrektywy anty-SLAPP. Termin jej transpozycji upłynął wprawdzie 7 maja 2026 roku, gdy Sejm jeszcze nie głosował nad przepisami, jednak ostatecznie kilka dni temu nowa ustawa przeszła przez parlamentarną procedurę.
Problem artykułu 212 KK
Głównym zarzutem wobec przyjętych rozwiązań jest ich selektywność. Ustawa skupia się bowiem na aspektach cywilnoprawnych.
Dr Monika Cichorska tłumaczy, że projekt "zakłada wprowadzenie szczególnych rozwiązań w zakresie powództw cywilnych i możliwości ich odrzucenia w razie stwierdzenia przez sąd, że wyłącznym celem wytoczenia powództwa może być stłumienie, ograniczenie, zakłócenie debaty publicznej lub szykanowanie za udział w niej".

Ekspertka zaznacza przy tym: – Dużo będzie zależeć od praktyki sądów, czy będą korzystać z tego rozwiązania. W przyszłości może okazać się to niewystarczające.
Ustawa ma dawać narzędzia sądom, które będą mogły zareagować, jeśli pozew ma charakter SLAPP. Sąd będzie mógł też nałożyć na autora pozwu kaucję na poczet przyszłych kosztów sądowych w wysokości odpowiadającej zwrotowi spodziewanych kosztów procesu. W ustawie zapisano możliwość oddalenia powództwa bezzasadnego (sąd będzie miał na to trzy miesiące). Zostanie uznane za bezzasadne, jeśli sąd oceni, że zmierza do stłumienia, ograniczenia lub zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej.
Rozstrzygając te kwestie, sąd będzie mógł wziąć pod uwagę takie okoliczności, jak: nieproporcjonalność żądania, nadmierny lub nieuzasadniony charakter roszczenia, wszczynanie przez powoda wielu podobnych postępowań dotyczących tego samego przedmiotu debaty publicznej, zachowanie autora pozwu mające cechy gróźb lub zastraszania, działanie w złej wierze, czyli np. na zwłokę, lub składanie pozwu w miejscu niekorzystnym lub uciążliwym dla pozwanego.

Największą bolączką pozostaje brak zmian w przepisach karnych. Projekt ustawy nie zakłada zmian w przepisach dotyczących odpowiedzialności karnej i postępowania karnego.
Dr Cichorska zauważa: – Przestępstwa zniesławienia art. 212 Kodeksu karnego i znieważenia art. 216 Kodeksu karnego wciąż istnieją w polskim prawie. Przestępstwa te są zagrożone karą grzywny lub ograniczenia wolności, co może wywołać tzw. efekt mrożący na uczestnikach debaty publicznej.
Wskazuje ona na dualizm narzędzi nacisku: – Obecnie instytucje, politycy, duże podmioty ekonomiczne mogą korzystać z różnych instrumentów prawnych w celu wywierania presji m.in. na dziennikarzy opisujących nieprawidłowości w ich działalności. Korzystają zarówno ze ścieżki cywilnej, zwykle w postaci powództwa o ochronę dóbr osobistych, jak i ze ścieżki karnej, wnosząc prywatny akt oskarżenia o zniesławienie.

Jak podawaliśmy, przeciwko temu protestują przedstawiciele mediów oraz organizacje pozarządowe, które skierowały do marszałka Sejmu list. Apelują kolejny raz o usunięcie odpowiedzialności karnej za zniesławienie z art. 212 KK.
Dyskusja wokół tego artykułu nie ustaje od lat. Dlaczego zatem przepis wciąż obowiązuje? Dr Cichorska przytacza argumentację przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego:
– Wprawdzie planowane są zmiany w Kodeksie karnym, ale według słów przewodniczącego Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przewiduje się ograniczenie, a nie całkowite zniesienie karalności zniesławienia. Argumentuje on, że przepis wciąż może mieć zastosowanie jako ochrona przed hejtem w mediach społecznościowych, zastraszaniem, terroryzowaniem, nękaniem, co niejednokrotnie ma miejsce w grupach rówieśniczych, a nawet miejscach pracy.

Państwo nęka za pieniądze podatników
Z perspektywy redakcji, nowe prawo – choć potrzebne – nie eliminuje największych patologii. Magdalena Chrzczonowicz, redaktorka naczelna OKO.press, ocenia, że nowe przepisy to krok w dobrym kierunku, ale nie wystarczą, by "właściwie zabezpieczyć media i aktywistów/aktywistki przed SLAPP-em."
Chrzczonowicz podkreśla, że popiera uwagi sformułowane we wspomnianym liście podnoszone przez organizacje społeczne oraz media.
Podpisaliśmy się pod nim. Dla mnie najistotniejszym brakiem w projekcie ustawy jest pominięcie problemu SLAPP-ów wytaczanych przez władze publiczne i samorządowe. Jestem przekonana, że do nich w ogóle nie powinno odnosić się prawo do ochrony reputacji, szczególnie że taki proces jest finansowany ze środków publicznych. To wręcz oburzające, gdy szefostwo instytucji publicznej za pieniądze podatników nęka media, które napisały coś krytycznego. Zwracał na to uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich w opinii do projektu ustawy.
Jako jaskrawy przykład takiego działania naczelna OKO.press podaje sytuację, gdy Polski Instytut Sztuki Filmowej zwraca się do mediów, w tym "Gazety Wyborczej" i OKO.press, z żądaniami sprostowań i grozi procesami.

Potwierdza to diagnozę dr Cichorskiej, która przypomina, że tłem dla problemu w Polsce jest polityka.
– W Polsce sprawy ze SLAPP-ów były inicjowane nie tylko przez osoby związane z biznesem, ale także przez polityków opcji rządzącej, telewizję publiczną, instytucje publiczne czy spółki skarbu państwa. Tym bardziej opisywane zjawisko wzbudza niepokój. Osoby prominentne będą próbowały uciszyć niewygodne głosy, opinie w sprawie podejmowanych przez siebie decyzji – komentuje prawniczka.
Finanse, psychologia i "efekt mrożący"
Jak w takiej rzeczywistości zarządzać zespołem dziennikarskim, który na co dzień mierzy się z widmem procesów? Magdalena Chrzczonowicz z OKO.press podkreśla rolę solidarności:
– Dziennikarze i dziennikarki muszą mieć przede wszystkim poczucie, że w razie procesu redakcja ich wspiera i stoi za nimi, zapewnia opiekę prawną. Wynika to z faktu, że o publikacji tekstu decydował nie tylko autor tekstu, ale i redaktorka/redaktor naczelna lub inna osoba decyzyjna. Jeżeli zapadła decyzja o publikacji (czyli, zdaniem redakcji, materiał został przygotowany z dochowaniem należytej staranności), odpowiedzialność za materiał ponosi zarówno autor/ka, jak i redakcja. I ta redakcja powinna wykazać się solidarnością z autorem/ką tekstu. Dziennikarze i dziennikarki powinny czuć to wsparcie. To jest najważniejsze.

Zapytana o to, czy OKO.press kiedykolwiek zrezygnowało z publikacji lub złagodziło materiał wyłącznie ze strachu przed SLAPP-em, Chrzczonowicz odpowiada, że nigdy do tego nie doszło.
– Natomiast przed publikacją niektórych tekstów radzimy się prawników i staramy się uniknąć takiego sposobu pisania, który ułatwi wytoczenie procesu. Czyli zabezpieczamy się na ile to tylko możliwe, ale decyzje redakcyjne podejmujemy kierując się tym, czy materiał jest wartościowy w sensie społecznym, jak i warsztatowym – mówi Chrzczonowicz.
Naczelna OKO.press dotyka przy tym fundamentalnego dylematu współczesnych mediów: gdzie przebiega granica między odwagą a odpowiedzialnością za przetrwanie redakcji wobec potężnego finansowo przeciwnika.
– To pytanie jest bardzo zasadne i myślę, że każda redakcja zadaje je sobie każdorazowo, gdy podejmuje takie decyzje. Na pewno decyzja zależy od sytuacji finansowej medium. I jest to zrozumiałe, bo procesy są bardzo drogie. Czy warto umierać za jeden materiał? Wydaje mi się, że granicą jest ważny interes społeczny np. gdy w grę wchodzą szkodliwe działania władzy/biznesu lub innych wielkich graczy, które – nieujawnione – zaszkodzą kolejnym obywatelom i obywatelkom. Klasycznym przykładem będzie tu ujawnienie nadużyć czy przestępstw seksualnych, przemocy, której sprawca nieujawniony będzie działać dalej. I krzywdzić. Takie informacje, o ile oczywiście są sprawdzone, należy ujawnić – podkreśla Magdalena Chrzczonowicz.

Wobec potęgi machin prawnych pozywających, media wypracowały własną strategię obrony: maksymalną transparentność i publiczne nagłaśnianie każdego SLAPP-a.
Dr Monika Cichorska akcentuje rolę misyjną i systemową.
Zadaniem mediów, w tym wydawnictw, czasopism, portali informacyjnych, ale także wielu fundacji, stowarzyszeń jest dbanie o prawidłowe, rzetelne informowanie społeczeństwa o zaistniałych nadużyciach, szczególnie w sferze publicznej. Dotyczy to takich spraw m.in. jak budżet, finansowanie publiczne, stan środowiska czy przedsięwzięcia budowlane w gminie. (...) I dlatego bardzo ważne jest stworzenie takiego środowiska prawnego, w którym dziennikarze, publicyści, aktywiści będą w stanie rzetelnie wykonywać swoją pracę. Dużo też zależy od odwagi poszczególnych redakcji, ochrony swoich dziennikarzy, informatorów.
Magdalena Chrzczonowicz w pełni popiera upublicznianie informacji o otrzymywanych pozwach. Jej zdaniem zwykli obywatele zwykle mało wiedzą o SLAPP-ach. Dlatego redakcja sama informuje o podobnych pozwach swoich czytelników. Tylko czy ta metoda realnie powstrzymuje drugą stronę?

Naczelna OKO.press tak to ocenia: – W pewnym sensie nie, bo trudno sobie wyobrazić, by presja społeczna w konkretnej sprawie była tak silna, że podmiot wycofałby się ze SLAPP-a. I jednocześnie tak, to skuteczne narzędzie, jak kropla, która drąży skałę. Po pierwsze zwiększa świadomość społeczną, po drugie tworzy "klimat" wokół konkretnych spraw.
Jakiś czas temu OKO.press dziennikarze opisywali "polskie SLAPP-y", czyli sprawy wytaczane przez państwo aktywistkom, biorącym udział w protestach, przede wszystkim w protestach kobiet po decyzji Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.
– Jedna z tych osób była oskarżona o nieprzyzwoite zachowanie, bo podczas protestu wzniosła okrzyk "J**bać PiS". Była to oczywista szykana. Aktywistka została uniewinniona i sądzę, że klimat społecznego sprzeciwu wobec takich szykan odegrał tu swoją rolę – wskazuje naczelna.

W przypadku oddalenia powództwa i stwierdzenia, że miało ono na celu ograniczenie debaty publicznej, sąd będzie miał prawo nałożyć na autora takiego pozwu grzywnę w wysokości 20-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. A w skrajnych przypadkach, gdy autor pozwu będzie wykorzystywać np. swoją przewagę ekonomiczną i sprawa będzie wiązała się dla pozwanego z dotkliwymi skutkami – nawet 100-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Uchwalona przez Sejm ustawa anty-SLAPP otwiera nowy rozdział w ochronie wolności słowa w Polsce, jednak dla pełnego bezpieczeństwa dziennikarzy i aktywistów konieczna będzie dalsza ewolucja prawa, ze szczególnym uwzględnieniem reformy Kodeksu karnego oraz zakazu nękania niezależnych przedstawicieli mediów przez instytucje publiczne.












