– Pamiętam stan bezbrzeżnego wyczerpania, takiego aż do granicy mdłości, kiedy wstawałam o 4:30. Praca zmianowa w radiu i małe dziecko – to było coś naprawdę bardzo trudnego – wspomina po latach Renata Kim, dziennikarka "Newsweeka".
– To nie jest tylko kwestia logistyki. To fizyczny i emocjonalny koszt, który płaci się za chęć bycia "na bieżąco". W mediach, które nigdy nie kładą się spać, macierzyństwo staje się polem walki o to, by nie wypaść z obiegu, nie przegapić ważnej informacji – dodaje.
Kim podkreśla, że presja często nie płynie z zewnątrz, od szefów, ale z wewnątrz: – To ja sama narzucałam sobie, że muszę dać radę w obu rolach. I to jest strasznie wykańczające.
Ten obraz – indywidualnego przeciążenia i systemowych ograniczeń – powtarza się w różnych wariantach w opowieściach kolejnych dziennikarek. Raz dotyczy awansu i decyzji podejmowanych na poziomie redakcji, raz pieniędzy, innym razem codziennego funkcjonowania w środowisku, które wciąż w dużej mierze definiowane jest przez męskie standardy pracy i widoczności.

Ich doświadczenia układają się w kilka równoległych warstw: niewidzialny sufit w strukturach, brak pełnej przejrzystości wynagrodzeń, nierówna reprezentacja ekspercka oraz zmieniająca się, ale wciąż nierówna kultura pracy w mediach.
Dopiero zestawienie tych perspektyw pokazuje skalę zjawiska – nie jako jednego problemu, ale systemu, który działa na wielu poziomach jednocześnie.
Anatomia szklanego sufitu
Mimo upływu lat, dane płynące z globalnego raportu "Global Media Monitoring Project 2025" są otrzeźwiające. Kobiety stanowią zaledwie 26 proc. dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Choć udział ten wzrósł o 9 proc. od połowy lat 90., tempo zmian drastycznie wyhamowało po 2010 roku.
W Polsce dowodem na istnienie "szklanego sufitu" jest tegoroczne zestawienie TOP30 Wirtualnych Mediów 2026. Ranking, który wyłania osoby najbardziej wpływowe, kształtujące debatę publiczną i rynek, jest uderzająco zmaskulinizowany: na 30 pozycjach znalazło się aż 28 mężczyzn i tylko 6 kobiet (w rankingu znajdują się pary, łącznie 34 osoby –red.). To jaskrawa dysproporcja, biorąc pod uwagę, że na niższych szczeblach to kobiety często stanowią większość zespołów redakcyjnych.

Urszula Kifer, redaktorka naczelna "Pisma", mówi wprost: – W redakcjach pracuje bardzo dużo kobiet, ale im wyżej w strukturze, tym jest ich wyraźnie mniej. To nie przypadek – to efekt barier, które wciąż istnieją.
Kifer wskazuje, że menedżerowie wciąż rzadziej proponują kobietom awans, nawet gdy ich kompetencje są tożsame z męskimi kontrkandydatami.
Pieniądze, których nie widać
Jednym z najbardziej palących problemów pozostaje luka płacowa, maskowana przez brak jawności wynagrodzeń. Dziennikarka "Newsweeka" Renata Kim przywołuje moment olśnienia, gdy dowiedziała się, że kolega tuż po studiach zarabia więcej niż ona po dekadzie pracy. Dlaczego milczała?
– Nigdy nie zrobiłam najprostszego kroku – nie poszłam do szefa i nie powiedziałam, że należy mi się więcej. Potem wiele razy słyszałam na kolejnych Kongresach Kobiet, że to bardzo typowe: kobiety nie upominają się o podwyżki – wyjaśnia Kim.

Podobne doświadczenie ma dziennikarka, która od 20 lat funkcjonuje w dziennikarstwie sportowym: – Mam poczucie, że zarabiam mniej niż moi koledzy, mimo podobnych kompetencji i doświadczenia. Dopiero po wielu latach zdobyłam się na to, żeby zawalczyć o swoje.
Inna reporterka dorzuca: – Zatrudniano mnie i kolegę do jednej redakcji na podobne stanowisko, w podobnym czasie, mieliśmy podobne doświadczenie. I on na start dostał 1,5 tys. zł więcej. Czy byłam mniej kompetentna, pracowita? Nie. Czy nie umiałam o siebie zawalczyć? Tak. Dziś inaczej poprowadziłabym tamtą rozmowę.
Urszula Kifer zauważa, że to pokłosie wychowania: dziewczynki uczy się skromności, chłopców walki o swoje. W mediach, gdzie negocjacje bywają twarde, ta kulturowa naleciałość kosztuje kobiety tysiące złotych miesięcznie.
Gruba skóra kobiet
Branża medialna nie jest monolitem. Istnieją działy, które wciąż wymagają od kobiet "obrośnięcia w pancerz" czy "grubej skóry".

Dziennikarka sportowa z 20-letnim stażem w mediach wspomina lata spędzone w redakcjach sportowych jako czas ciągłego udowadniania, że ma prawo tam być.
– Żeby być traktowaną poważnie, trzeba udowodnić, że ma się wiedzę, odporność psychiczną i kompetencje – często większe niż w przypadku mężczyzn – mówi.
Zupełnie inne doświadczenie ma Sylwia Czubkowska, dziennikarka technologiczna, związana m.in. z TOK FM. – Nigdy nie miałam poczucia, że konkuruję z mężczyznami. Konkurowałam z innymi dziennikarzami – to było zupełnie neutralne płciowo – zaznacza.
Zwraca jednak uwagę na ciemną stronę bycia kobietą w sieci: o ile w redakcji merytoryka wygrywa, o tyle w odbiorze społecznym krytyka wobec dziennikarek często staje się personalna, seksualizująca lub deprecjonująca.
Nowe pokolenie, nowe zasady
Urszula Kifer dostrzega, że młodsze pokolenie dziennikarzy odchodzi od sztywnego podziału ról – młodzi ojcowie w redakcjach są bardziej zaangażowani w życie rodzinne, co zdejmuje część ciężaru z kobiet.

Anna Wittenberg, naczelna Zero.pl, mama trójki dzieci, podkreśla, że media mogą być dobrym miejscem pracy, jeśli redakcją zarządzają świadomi i wspierający liderzy.
– Nigdy nie usłyszałam negatywnego komentarza. Moi szefowie bardzo wspierali życie rodziny – opowiada.
Jej dewiza to maksymalne zaangażowanie w obu rolach: – Jak jestem mamą, to na maksa, a jak jestem dziennikarką w redakcji, to też na maksa.
To pokazuje, że elastyczność pracy dziennikarskiej, choć bywa przekleństwem, może być też błogosławieństwem dla matek, pozwalając na nielinearny czas pracy.
O tym mówi jedna z reporterek: – Małe dzieci często chorują, zwłaszcza te chodzące do żłobków i przedszkoli. Zdarzały się miesiące, kiedy moja córka w placówce była tylko przez trzy dni. W te pozostałe łączyliśmy z mężem – też dziennikarzem – opiekę. Najczęściej to ja się nią zajmowałam w dzień, a pracowałam nocami. Miałam na to zgodę szefostwa.

Pamiętam, że w pewnym momencie byłam tak wyczerpana, że z bezsilności rozpłakałam się na ważnej rozmowie w pracy. Nie miałam już siły. A nie byłam samodzielną matką. Miałam wsparcie męża i szefostwa. Ale ostatecznie na koniec dnia, to kobieta zostaje z chorym dzieckiem w domu. A na umowie o dzieło nie może wziąć zwolnienia.
Praca emocjonalna
Urszula Kifer zwraca uwagę na jeszcze jeden, często pomijany aspekt: pracę emocjonalną. Od kobiet w redakcjach podświadomie oczekuje się bycia "opiekunkami atmosfery", mediowania konfliktów i dbania o emocje zespołu.
– To nie jest nasz obowiązek zawodowy – podkreśla Kifer, apelując o stawianie granic.
Z kolei Renata Kim zauważa, że kobiety wciąż są postrzegane jako "zbyt emocjonalne". Ona sama zamieniła ten zarzut w oręż: – Moja emocjonalność to siła, bo dzięki niej widzę więcej i mogę lepiej opowiadać historie.

Wtóruje jej inna reporterka: – Wiele razy usłyszałam, że się "rozbeczałam", "nadmiernie wzruszyłam", "za bardzo przejęłam losem bohatera". Dlatego jestem: "miękka", "słaba", "nie dam rady dźwignąć tej historii". Po 15 latach pracy wiem, że bez wrażliwości, dostrzegania człowieka w człowieku, patrzenia dalej niż na czubek własnego nosa, nie da się dobrze wykonywać tej pracy. I ludzie – bohaterowie – to czują, dlatego opowiadają o bardzo trudnych doświadczeniach i otwierają drzwi swoich domów. A wrażliwość nie oznacza słabości. W tej pracy to siła.
Gdzie jesteście, ekspertki?
Jednym z obszarów, w których nadal widoczne są nierówności, pozostaje obecność kobiet w roli ekspertek. Choć według raportu "GMMP 2025" kobiety stanowią 52 proc. osób zajmujących się tematami nauki i zdrowia, wśród komentatorów i ekspertów zapraszanych do mediów nadal dominują mężczyźni.

Renata Kim wskazuje na problem wewnętrznych hamulców: – Bardzo trudno jest namówić kobiety, żeby występowały jako ekspertki. Zawsze mają wątpliwości, czy są wystarczająco kompetentne, czy znają temat, odpowiedzą na pytania. Mężczyźni rzadko się wahają. Odbierają telefon i nie pytając, jakie zagadnienia będą poruszane, deklarują gotowość udziału w dyskusji.
– Kilka razy zapraszano mnie do udziału w programie telewizyjnym. Zawsze temat był mi dobrze znany, bo poświęciłam mu kilka tekstów, reportaży. Ale wątpliwości, czy sobie poradzę brały górę. Ale ostatnio się złamałam i poszłam. Wyszło dobrze – dodaje inna reporterka.
"Potrzebujemy więcej równości"
Sytuacja kobiet w mediach to obraz pełen kontrastów. Z jednej strony mamy ogromny postęp merytoryczny – kobiety dominują w nauce, świetnie radzą sobie w technologiach i polityce. Z drugiej strony, systemowe bariery, luka płacowa i brak reprezentacji w rankingach wpływowych osób pokazują, że do pełnej równości wciąż daleko.

Jak mówi Urszula Kifer: – To proces – wciąż potrzebujemy więcej równości, większej reprezentacji i zmiany myślenia.
Zmiany, które nie zaczynają się od parytetów, ale od wiary samych kobiet w to, że ich głos na najwyższych szczeblach jest nie tylko potrzebny, ale wręcz niezbędny dla kondycji polskiej debaty publicznej.











