"Tak się buduje autorytet, mówiąc do pustego fotela". Mikrofon, kamera i wywiad, którego nie było

Wystarczy usiąść w studiu, spojrzeć poza kamerę i zacząć mówić tak, jakby ktoś właśnie zadał pytanie. Z nagrania powstaną rolki, które mogą wyglądać jak fragmenty występu u popularnego podcastera. Ludzie ze studiów potwierdzają: takie materiały powstają. Nasi rozmówcy różnią się jednak w ocenie, czy to sposób na wygodniejsze nagrywanie, czy budowanie autorytetu na kredyt.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
"Tak się buduje autorytet, mówiąc do pustego fotela". Mikrofon, kamera i wywiad, którego nie było
grafika wygenerowana przez chatGPT
Fot. ChatGPT

Mikrofon jest na pierwszym planie. Twarz ustawiona lekko bokiem, spojrzenie skierowane do kogoś poza kadrem. Pada odpowiedź: o biznesie, sukcesie, pieniądzach albo zmianie życia. Wypowiedź brzmi jak wycinek dłuższej rozmowy. Widz trafia na nią podczas przewijania Instagrama i może nawet nie zastanowić się, kto zadał pytanie.

Tak może wyglądać zarówno fragment prawdziwego wywiadu, jak i nagranie przygotowane wyłącznie po to, żeby ten wywiad przypominało. W drugim przypadku nie ma odcinka, do którego można wrócić. Czasami pytania zadaje ktoś z ekipy, znajomy albo partner. Czasami autor po prostu odgrywa odpowiedzi. Gotowym produktem jest kilkanaście krótkich filmów.

"Rozmawiasz ze sobą, a ludzie myślą, że udzielasz wywiadu" – tak autopodcasty opisał na LinkedIn Kacper Szurek, zajmujący się szkoleniami security awareness dla firm. W swoim poście przedstawił prosty schemat: wynajęcie studia, nagranie odpowiedzi na rzekome pytania dziennikarza i pocięcie materiału na rolki.

"Tak buduje się autorytet mówiąc do pustego fotela" – podsumował.

Pod postem pojawiły się komentarze o sztuczności, skuteczności i granicach takiej autopromocji. Jedni widzą w niej próbę wprowadzenia widza w błąd. Inni pytają: skąd pewność, że poza kadrem naprawdę nikogo nie ma?

Studio potwierdza: takie zamówienia się zdarzają

Anna i Mateusz Trusewiczowie ze Studia Miś – domu produkcji podcastów i wideo potwierdzają, że spotykają się z nagraniami tego rodzaju. Zastrzegają jednak, że za podobnym obrazem mogą stać różne potrzeby.

Anna Trusewicz opisuje sytuację, w której przed kamerą siada ekspert: profesor, osoba prowadząca klinikę albo zajmująca się badaniami. Ma wiedzę, ale nie ma prowadzącego, który potrafiłby przeprowadzić z nim ciekawą rozmowę. Za realizacją stoi dział PR, ktoś zadaje pytania spoza kadru, ekspert odpowiada. Powstają krótkie wypowiedzi do wykorzystania w mediach społecznościowych.

Zdaniem Trusewicz w ten sposób można jednak zmarnować potencjał spotkania. Ciekawe informacje zostają rozbite na fragmenty, a odbiorca nie dostaje możliwości obejrzenia pełnej rozmowy i lepszego poznania eksperta.

W jej ocenie krótkie filmy sprawdzają się jako zapowiedź dłuższego materiału. Gorzej, gdy mają go całkowicie zastąpić. Wtedy wiedza rozmówcy może zniknąć w strumieniu kolejnych shortów.

Drugi rodzaj zamówień wiąże się z budowaniem marki osobistej. Jak relacjonuje Anna Trusewicz, klienci mówią czasem wprost, że łatwiej im nagrać dziesięć krótkich filmów niż jeden porządny odcinek. Chcą wejść do studia na godzinę, zarejestrować wypowiedzi i odebrać surowy materiał do samodzielnego wykorzystania.

Studio Miś zajmuje się przede wszystkim kompleksową produkcją, dlatego – jak podkreślają rozmówcy – takie realizacje nie stanowią dużej części ich pracy. Ich doświadczenia potwierdzają istnienie zjawiska, ale nie pozwalają określić jego skali w całej branży.

Skoro ktoś cię pyta, musisz być ważny

Mateusz Trusiewicz zwraca uwagę na wizualny mechanizm autopodcastu. Wystarczy mikrofon, odpowiednie ustawienie głowy i spojrzenie skierowane poza obiektyw: – To wygląda, jakby ktoś ci zadawał pytania, więc jesteś ważny.

W takim układzie odbiorca może dopowiedzieć sobie historię, której nie pokazano: ktoś zaprosił tę osobę, uznał jej doświadczenie za interesujące, chciał poznać jej opinię. Autor nie musi nawet wypowiedzieć tych twierdzeń. Wystarczy, że obraz je zasugeruje.

Ten sam mechanizm Marco Kubiś, ekspert od internetowego wideo, porównał do posługiwania się innym rekwizytem sukcesu.

"To jest to samo, co nagrywanie filmów w drogich autach wynajętych z wypożyczalni" – napisał w komentarzu pod postem Kacpra Szurka na LinkedIn.

W rozmowie z nami rozwija tę myśl. Jego zdaniem oba zabiegi mają sztucznie zakomunikować wartość, której występująca osoba w rzeczywistości nie posiada. Samochód ma świadczyć o powodzeniu finansowym, a studio i mikrofon – o pozycji eksperta.

– Takie triki, jeśli działają, to działają bardzo krótko – ocenia Kubiś.

Uważa, że ich skuteczność kończy się wraz z rozpoznaniem mechanizmu przez odbiorców: – Potem większość widzów już wie, że drogi samochód można łatwo wypożyczyć, tak samo jak studio podcastowe.

Kubiś deklaruje, że podcasty tego typu widuje rzadziej. Nie interpretuje tego jednak jako dowodu, że przestały powstawać. Podejrzewa raczej, że część widzów nauczyła się rozpoznawać zabieg.

Mikrofon zamiast sceny TED

Zagraniczne media opisywały podobne nagrania na długo przed polską dyskusją o "autopodcastach".

25 marca 2023 roku Ryan Broderick w newsletterze "Garbage Day", w tekście "The fake podcast TikTok psyop", pisał o twórcach filmujących się tak, jakby byli gośćmi lub prowadzącymi podcastów, które w rzeczywistości nie istnieją. Według jego interpretacji mikrofon zaczął pełnić funkcję podobną do sceny przypominającej wystąpienie TED: miał wizualnie sygnalizować, że dana osoba jest wystarczająco ważna, by ktoś chciał ją nagrywać.

Miesiąc później francuskie L’ADN opublikowało artykuł Marine Protais. Autorka opisywała profesjonalne mikrofony, słuchawki i spojrzenia skierowane do domniemanych rozmówców. Jako przykład wskazała reklamę fitnessowego influencera V Shreda, wykorzystującą scenografię kojarzącą się z programem Joego Rogana. Według publikacji twórca nie był gościem tego programu.

Jeszcze bardziej bezpośredni był Joe Davies. W artykule "Faux podcast clips as a service" z 11 września 2023 roku zaproponował stworzenie usługi produkowania takich materiałów. Klient przekazywałby informacje o sobie, otrzymywał pytania, nagrywał odpowiedzi, a wykonawca montowałby z nich pakiet krótkich filmów. Davies wskazywał dwa możliwe atuty: wrażenie większego autorytetu oraz naturalniejszy sposób wypowiadania się niż podczas monologu do kamery. Był to pomysł na usługę, a nie deklaracja, że sam ją świadczy.

Te dwa argumenty – prestiż i wygoda nagrywania – wracają także w rozmowach z polskimi ekspertami.

Czasami łatwiej odpowiedzieć, niż wygłosić monolog

Barbara Krysztofczyk, CEO i image coach w Crystal Point, nie sprowadza całego zjawiska do udawania popularności. Zwraca uwagę, że nagrywanie wypowiedzi w konwencji wywiadu może być po prostu wygodniejszym sposobem występowania przed kamerą.

To nie jest tak, że każdy kto używa tej formy, chce wprowadzić odbiorów w błąd i udawać, że udziela wywiadu. Wiele osób wybiera taki sposób nagrywania filmów, bo jest dla nich łatwiejszy

Barbara Krysztofczyk
CEO i image coach w Crystal Point

Krótkie filmy w mediach społecznościowych wymagają szybkiego przyciągnięcia uwagi, przejścia do sedna i swobodnego mówienia wprost do obiektywu. Nie każdy dobrze odnajduje się w takiej konwencji. Osoba, która potrafi rzeczowo odpowiadać na pytania, niekoniecznie równie dobrze poradzi sobie z kilkudziesięciosekundowym monologiem.

Krysztofczyk wskazuje zwłaszcza na osoby budujące wizerunek ekspercki, które nie czują się komfortowo w lifestyle’owej formule rolek. Nie chcą czytać z promptera ani odgrywać internetowego showmana. Formuła pytań i odpowiedzi pomaga im uporządkować wypowiedź. Sprawia, że mówią jaśniej, bez zbędnych rozbiegówek.

– Łatwiej jest odpowiadać bardzo konkretnie, kiedy ktoś zadaje nam pytanie wprost. Wtedy automatycznie wchodzimy w formułę słownego ping-ponga, zaczynamy od sedna i nasze porady są celniejsze – wyjaśnia.

Po usunięciu pytań pozostaje samodzielna wypowiedź, która może przypominać fragment podcastu. O tym, jak zostanie odebrana, decyduje jednak również sposób jej nagrania. 

Ekspertka przyznaje, że widziała materiały w tej konwencji, które nie sprawiały wrażenia próby oszukania odbiorcy. Jeśli twórca nie udaje udziału w konkretnym wywiadzie, Krysztofczyk traktuje taki format jako kolejną formę obecności w internecie, która przywędrowała zza oceanu.

Co właściwie widzimy poza kadrem?

Podobne zastrzeżenie pojawiło się pod postem Kacpra Szurka na LinkedInie. "A jaką masz pewność, że ta osoba mówi do siebie, a nie osoby, która nagrywa?" – zapytała w komentarzu Jadwiga Rak.

Zaznaczyła, że nie widzi problemu w samym sposobie nagrywania. Granicę dostrzega dopiero wtedy, gdy autor niezgodnie z prawdą twierdzi, że udzielił wywiadu konkretnej osobie lub wystąpił w określonym podcaście.

To istotne rozróżnienie. Brak prowadzącego w kadrze nie oznacza, że podczas nagrania nie było drugiej osoby. Z kolei obecność kogoś zadającego pytania nie przesądza, że materiał powstał na zaproszenie niezależnej redakcji czy twórcy.

Mateusz Trusewicz zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt: różnicę między autopromocją upozorowaną na niezależny wywiad a produkcją reklamową. Studio Miś realizowało projekty, w których agencja przygotowywała scenariusz, a materiał stylizowany na podcast nagrywano w pionie jako rolkę na Instagramie. W takich produkcjach mogą występować aktorzy, eksperci i odpowiednio przygotowana scenografia.

Kluczowe pozostaje więc to, czy odbiorca wie, z jakim materiałem ma do czynienia.

Kiedy forma spotyka się z pustą obietnicą

Nieufność wobec autopodcastów dotyczy nie tylko sposobu ich realizacji, lecz także treści. W dyskusji pod postem Kacpra Szurka na LinkedInie Dagmara Pakulska zwróciła uwagę na materiały promujące osoby przedstawiające się jako młodzi milionerzy, gotowi zdradzić przepis na sukces pod warunkiem zakupu kursu.

"Sam mechanizm działania? Pomysłowy, ale... długofalowo nieefektywny" – oceniła.

Anna Trusewicz zauważa natomiast, że wśród osób zgłaszających się do studia z pomysłami na autopodcasty pojawiają się tematy coachingowe i dotyczące kompetencji miękkich. W jej ocenie bywają trudne do zweryfikowania przez odbiorców, co stwarza przestrzeń do składania obietnic bez pokrycia. To obserwacja wynikająca z zamówień, z którymi zetknęło się studio.

Barbara Krysztofczyk przestrzega jednak przed przypisywaniem całego problemu samej formule: – Nie mylmy skutku z przyczyną.

Jej zdaniem część twórców wypada sztucznie niezależnie od tego, czy siedzą przed mikrofonem, stoją przy sportowym samochodzie, czy pokazują życie rodzinne. Jako przykład przywołuje materiały, w których mężczyźni demonstracyjnie chwalą żony, próbując przedstawić się jako nowocześni i wspierający partnerzy. Efekt bywa odwrotny: bliska osoba sprawia wrażenie potraktowanej przedmiotowo, jak element autopromocji influencera.

Podcastowa scenografia jest w takim przypadku tylko jednym z narzędzi. Nie rozwiązuje problemu sztuczności przekazu.

Prawdziwy wywiad też można podejrzewać

Popularność pozorowanych rozmów ma konsekwencje również dla osób występujących w autentycznych wywiadach.

Nicole Tomanek w komentarzu pod postem Kacpra Szurka przyznała, że odkąd dowiedziała się o autopodcastach, obawia się, iż odbiorcy mogą podobnie oceniać jej nagrania. Dlatego prosi, by podczas montażu pozostawiać pytanie lub reakcję drugiego rozmówcy, a także linkować do pełnych wywiadów.

Oskar Smoliński zasugerował, by odsyłacz do całej rozmowy zamieszczać również w odpowiedzi na komentarze podważające autentyczność nagrania.

Pojawia się więc paradoks: krótki, starannie zmontowany fragment prawdziwego wywiadu może przypominać jego imitację. Usunięcie pytań, pauz i wtrąceń poprawia tempo, ale jednocześnie zaciera ślady obecności drugiego człowieka.

Marco Kubiś uważa, że odbiorcy coraz częściej zwracają uwagę właśnie na ten kontekst.

Samo posadzenie kogoś przed mikrofonem w studiu nie dodaje już autorytetu. Widzowie patrzą też na to, kto zadaje pytania.

Marco Kubiś
ekspert od internetowego wideo

Zwraca uwagę, że dostęp do internetowych wywiadów jest dziś łatwiejszy niż kilka lat temu. Przybywa twórców poszukujących rozmówców i ciekawych historii, a wynajęcie profesjonalnego studia nie musi oznaczać dużej inwestycji. Według doświadczeń Kubisia nagranie godzinnego wywiadu wraz z montażem często kosztuje około 1500 zł. To jego orientacyjna wycena, a nie średnia cena rynkowa.

Jedni przewijają, inni widzą po prostu format

Komentarze pod postem Kacpra Szurka na LinkedInie pokazują, jak różnie odbiorcy reagują na autopodcasty.

"Osobiście mam już zdecydowanie przesyt i jak tylko widzę coś takiego, to scrolluję" – napisała Katarzyna Brzozowska. Wspomniała przy tym o szkoleniu z budowania marki, którego autor uczył właśnie takiego sposobu przygotowywania rolek.

Aneta Panasiuk krytykowała sztuczność wypowiedzi i konta oparte wyłącznie na takich materiałach. "Nie zaufałabym takiemu ekspertowi" – podsumowała.

Mateusz Winkler zwracał uwagę przede wszystkim na jakość wykonania: "Jakby to było zrobione dobrze, to jeszcze przejdzie". Jego zdaniem problemem jest zbyt widoczna inscenizacja.

Inną perspektywę przedstawiła komentująca pod nazwą Olga Olga: "Za granicą ten format jest popularny i bardzo dobrze odbierany. U nas trochę zalatuje cringem, bo te wypowiedzi często brzmią sztucznie".

Zagraniczne publikacje potwierdzają, że format jest rozpoznawalny, nie dają jednak podstaw do stwierdzenia, że wszędzie spotyka się z przychylnym odbiorem.

Dłuższa rozmowa stawia większe wymagania

Mateusz Trusewicz przekonuje, że wartość pełnego podcastu polega na możliwości sprawdzenia, co rozmówca rzeczywiście ma do powiedzenia. Post można dziś wygenerować w kilka sekund, ale podczas swobodnej rozmowy przed kamerą trzeba samodzielnie rozwinąć myśl i odpowiedzieć na pytania.

Dlatego odradza imitowanie wywiadów. Kiedy sam trafia na materiały budzące podejrzenia, szuka całego odcinka.– Szukam całości i tej całości nigdy tam nie ma – relacjonuje.

Kubiś również nie uważa sztucznych wywiadów za dobry sposób na długofalowe budowanie pozycji. Jako osoba znająca produkcję wideo od kuchni nie przywiązuje szczególnej wagi do samej scenografii.

– Czy produkowanie takich sztucznych wywiadów lub ich fragmentów ma sens? Moim zdaniem nie. Ale myślę, że dalej będą osoby, które będą wpadały na ten "genialny pomysł".

"To wygląda, jakby ktoś ci zadawał pytania, więc jesteś ważny".

Mateusz Trusiewicz
CEO&co-founder Studio Miś – dom produkcji podcastów i wideo

Nie ma jednej reakcji odbiorców ani jednej intencji twórców. Dla jednych pytania zza kamery są sposobem na nagranie rzeczowej wypowiedzi. Inni liczą na to, że widz uzna ich za gości programu, do którego w rzeczywistości nikt ich nie zaprosił.

Na ekranie oba materiały mogą wyglądać niemal identycznie. Mikrofon, twarz ustawiona bokiem, odpowiedź. Różnica ujawnia się dopiero wtedy, gdy odbiorca chce usłyszeć pytanie lub obejrzeć całą rozmowę.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Duży nadawca za Odrą likwiduje usługę teletekstu

Duży nadawca za Odrą likwiduje usługę teletekstu

Marki odchodzą z LiveRamp po przejęciu przez Publicis. Rośnie nieufność wobec reklamowego giganta

Marki odchodzą z LiveRamp po przejęciu przez Publicis. Rośnie nieufność wobec reklamowego giganta

Tylko 3 proc. Polaków ufa influencerom w sprawie żywności

Tylko 3 proc. Polaków ufa influencerom w sprawie żywności

Polski nadawca może ograniczyć emisję satelitarną. Dodatkowe stacje w streamingu

Polski nadawca może ograniczyć emisję satelitarną. Dodatkowe stacje w streamingu

Pomiar uwagi w reklamie bez wspólnych zasad. IAB Polska zbadało bariery

Pomiar uwagi w reklamie bez wspólnych zasad. IAB Polska zbadało bariery

Google zmienia sposób prezentowania marek w wyszukiwarce. AI zastępuje tradycyjne panele informacyjne

Google zmienia sposób prezentowania marek w wyszukiwarce. AI zastępuje tradycyjne panele informacyjne