Dalej jest pan na czarnej liście w prawicowych mediach?
(Śmiech). Kiedyś taka była, powiedział mi o tym jeden z dziennikarzy TVP Info z czasów PiS, a teraz nie wiem. Jednak potwierdzam: są miejsca, gdzie mnie nie zapraszają.
Nie ma pana w "Do Rzeczy", telewizji wPolsce24 czy Republice. Przypadek? Do 2022 współpracował pan z tą ostatnią, a do 2017 był naczelnym stacji.
Inaczej postrzegam zadania dziennikarzy i politykę. Wymienione przez pana media mnie nie chcą. A przypomnę tylko, że jeszcze przed drugą wygraną PiS-u w 2015 roku takie tytuły jak dawne "Do Rzeczy" czy nawet "Gazeta Polska" były przestrzenią wolności. Ludzie różnych opcji spierali się w nich bardzo mocno. Może trudno w to uwierzyć, ale krytykowali też rozmaite partie prawicowe.
To się zmieniło wraz z ponownym przejęciem władzy przez PiS w 2015 roku. Błażej Strzelczyk z "Tygodnika Powszechnego" zapytał mnie wtedy: kim chciałby pan być w państwie PiS. Odpowiedziałem, że nikim. I tak się stało. Ale też warto przypomnieć, że ja zawsze rozmawiałem ze wszystkimi, bo nawet gdy byłem w prawicowych mediach, udzielałem wywiadów "Wyborczej". Nigdy nie zgadzałem się z wizją, że z kimś nie rozmawiamy.

O czym tak naprawdę będzie pana nowy podcast w TVN24+ "Terlikowski. Istota rzeczy"?
To będzie podcast filozoficzny, zupełnie co innego niż robię w RMF FM. W pierwszym odcinku będzie mowa o różnych definicjach patriotyzmu. Wbrew pozorom nie jest oczywiste, że trzeba zawsze chwycić za broń, bo czasem trzeba wyjechać z kraju.
W kolejnych odcinkach porozmawiamy o tym, kto ponosi odpowiedzialność za działania sztucznej inteligencji. Będzie mowa o tym, czy istnieje dusza. Nie wykluczam, że w podcaście będzie mowa o polityce, że zagości jakiś polityk, ale na pewno nie będzie to reguła. I nie będzie to spojrzenie na politykę z perspektywy prawicy czy lewicy, ale znacznie głębszej i ponadczasowej.
Czy w związku z nowym podcastem, zostaną zawieszone któreś z innych Pana obecnych działań dziennikarskich? Chodzi na przykład o podcast w "Więzi".

Nie sądzę. Podcast w "Więzi" dotyczy religii i Kościoła, to coś zupełnie innego niż polityczne rozmowy w RMF FM czy nowy, filozoficzny podcast w TVN24.
A czy planuje pan w przyszłości pisać następne książki?
Tak, pracuję nad kontynuacją Judasza ("To ja, Judasz. Biografia apostoła" - red.), będzie to książka poświęcona kolejnemu apostołowi.
Co w ogóle sprawiło, że zaczął pan rozmawiać z politykami o bieżączce? Chciał pan zrobić coś nowego czy po prostu dostał taką propozycję?
Tadeusz Sołtys i Marek Balawajder cztery lata temu wpadli na pomysł, żebym był jednym z piątki prowadzących Popołudniowe Rozmowy RMF FM, potem zacząłem prowadzić program w RMF 24, a na koniec dostałem – już od nowego szefostwa – Tomasza Ramzy i Michała Rodaka propozycję poprowadzenia rozmów porannych. Byłoby absurdem nie skorzystać z tej zaszczytnej propozycji.

Czy z perspektywy czasu dostrzega pan przemianę swoich poglądów, także przez pryzmat obecności w różnych mediach?
Stare polskie przysłowie mówi, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Zmieniłem je na przykład w odniesieniu do transpłciowości czy rozmaitych kwestii politycznych. Jednak niezmiennie jestem katolikiem, powiedziałbym, że na tle zachodniego katolicyzmu, dość konserwatywnym. I ten kościec konserwatywny zachowałem w wielu kwestiach.
Od "zawsze" działałem w różnych mediach. Pisałem i piszę w "Rzeczpospolitej", w tygodniku "Ozon" byłem szefem działu, a potem wicenaczelnym. Prowadził go Szymon Hołownia. "Newsweek", w którym pracowałem, też nie był prawicowy.
A ci, którzy przestali pana zapraszać, jakoś dali to panu odczuć?
Wprost pisali, że jestem Judaszem, kimś, kto zdradził, poszedł na lep popularności. Niezależna nawet nie kryła się z tym, że zerwała ze mną współpracę, po sprawie z Mikołajem Filiksem, gdy media związane z "Gazetą Polską" ujawniły dane pozwalające zidentyfikować osobę skrzywdzoną przez pedofila. Mocno się temu sprzeciwiłem i wtedy - z hukiem się ode mnie odcięto. Od tego czasu nie mam kontaktu z mediami prawicowymi, nikt mnie nie zaprasza.

Dziennikarz powinien nieustannie weryfikować swoje poglądy na rzeczywistość i iść dalej, zachowując wierność powołaniu dziennikarza i publicysty. Nie pełnię funkcji w żadnych strukturach i cieszę się z tego. Realizuję to, co jest dla mnie dziennikarsko najważniejsze, także na łamach Wirtualnej Polski.
A gdyby dziś tamci pana zaprosili?
Poszedłbym do Republiki czy wPolsce24, oczywiście znam się z nimi prywatnie i prywatnie rozmawiam.

Problem spojrzenia w jedną stronę nie dotyczy przecież tylko wymienionych mediów?
To problem całej debaty w Polsce. Wszyscy ulegamy dwóm chorobom. Po pierwsze uznajemy, że racja jest tylko po jednej ze stron, a nieczęsto tak jest. Nieczęsto tylko jedna strona ma rację. Spojrzenie z różnych stron, dyskusja umożliwia poszukiwanie lepszych rozwiązań.
A po drugie, choć jest jasne, że nasze poglądy są nam bliższe, to zupełnie niepotrzebnie i nieprawdziwie zakładamy nie, że oni, tamci się mylą (pomyłka nie podlega ocenie moralnej), ale że kłamią, a to już ocenie podlega. I dlatego zamiast rozmawiać, weryfikować swoje poglądy, odrzucamy je. Mi bliskie jest podejście, że ktoś może się mylić, ja mogę się z nim nie zgadzać, ale to nadal może być fantastyczny człowiek. I tego staram się trzymać.
Naprawdę nie tęskni pan za kierowniczymi funkcjami w mediach?

Nie. Nie lubię władzy i nie mam dążenia do niej. Cieszę się z tego, co robię teraz, że mogę zadawać pytania w RMF FM, w podcaście TVN24, mówić o Kościele w swoim podcaście w "Więzi". Nie brakuje mi władzy. Są świetni redaktorzy, którzy się do tego nadają, a są tacy, którzy w strukturach redakcyjnych sprawdzają się gorzej.
Czuje się pan spełniony jako dziennikarz?
Tak. Bo spełniam się znacznie lepiej w bezpośredniej działalności dziennikarskiej. Z ulgą przyjmuję to, że nie muszę robić tego, co robiłem wcześniej, wynikającego z pełnienia funkcji kierowniczych w mediach.
Co było w tym najgorsze?
Wydawanie poleceń, egzekwowanie, a także konieczność niekiedy odmawiania ludziom tego, o co prosili. To było dla mnie bardzo trudne.












