13 sierpnia na konferencji prasowej wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza jedna z dziennikarek zadała niefortunne pytanie: "Czy planuje pan konsultacje z KN przed wylotem do USA?" - pod tymi inicjałami krył się nowy prezydent Karol Nawrocki. Fragment nagrania z konferencji trafił kolejnego dnia do mediów społecznościowych.
Internauci zapytali Groka, kto zadał to pytanie. Ten odpowiedział początkowo, że Joanna Dunikowska-Paź. Później się z tego wycofał. Ale machina ruszyła. W serwisie X wylał się hejt na bogu ducha winną dziennikarkę, a fake newsy podały dalej nawet osoby publiczne. Całość była absurdem od początku — Dunikowska-Paź nie jest reporterką, nie chodzi na konferencje, lecz prowadzi flagowy serwis "19.30". Wiemy też, że pytania nie zadała w ogóle żadna z pracowniczek TVP.
Równie absurdalne jest to, że TVP przez kilka dni nie reagowała i nie prostowała dezinformacji. – Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje – mówiła mi osoba związana z Telewizyjną Agencją Informacyjną. Dopiero w poniedziałek w programie "19.30" pojawił się materiał o całej sprawie, a oficjalne oświadczenie trafiło na stronę TVP dopiero we wtorek późnym popołudniem. Co prawda już w sobotę swoje oburzenie wyraził dyrektor generalny Tomasz Sygut, ale zrobił to na prywatnym profilu na Facebooku.

To nie jedyny podobny przypadek. Gdy 1 sierpnia Jedynka transmitowała koncert "Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki", w serwisie X pojawiały się wpisy, że TVP nie pokazuje podczas transmisji Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego. To nieprawda, bo sam widziałem, że w trakcie koncertu zostali pokazani. Stacja nie reagowała na te fałszywe doniesienia. Robili to jedynie prywatnie jej pracownicy, zupełnie niezwiązani z transmisją.
W serwisie X regularnie wraca fake news, że TVP dodaje od rządu nawet 4 mld zł. "Na onkologię by się przydało" – dodają internetowi moralizatorzy. To oczywista nieprawda. W 2024 roku Telewizja Polska otrzymała 1,760 mld zł wpływów ze środków publicznych – z abonamentu RTV oraz dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Było to o 900 mln zł mniej niż w 2023 roku. Zatem nawet za czasów rządów wpisy publiczne pieniądze trafiające na Woronicza były niższe niż 4, a nawet 3 mld zł. Spółka podała te liczby w suchym komunikacie pod koniec marca, który chyba zainteresował tylko media branżowe. Tymczasem mit o 4 miliardach żyje własnym życiem i ma się świetnie.

W TVP brakuje sprawnego mechanizmu reagowania na informacje rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Konkurencyjne TVN24 ma np. profil TVN24newsroom, gdzie na bieżąco zamieszcza oświadczenia stacji i prostuje fake newsy. To może nie wielka armata, ale na pewno w jakiś sposób skuteczna.
TVP ma zespół komunikacji, który odpowiada na pytania dziennikarzy (chociaż nie zawsze). Nie ma za to rzecznika prasowego. To nie nowość – podobnie było w poprzednich latach. Były prezes TVP Jacek Kurski nie potrzebował rzecznika, bo sam regularnie wypowiadał się w mediach, i swoich i obcych. Nowe władze odcięły się od stylu telewizji zależnej do PiS, ale również od tych (zapewne nielicznych) jej pozytywów.
Bo dyrektor generalny TVP Tomasz Sygut raczej unika mediów, w tym branżowych. Sami chcieliśmy umówić się z nim na wywiad, ale po kilku wiadomościach zapanowała głucha cisza. Wisienką na torcie było odwołanie konferencji ramówkowej. Rozumiem względy oszczędnościowe, ale to była jedna z nielicznych okazji, kiedy głos władz telewizji publicznej mógł wybrzmieć jasno i oficjalnie. Spotkania na planach programów czy seriali tego nie zastąpią.

Telewizja Polska sama stawia się w roli "chłopca do bicia". Będzie nim dopóki nie nauczy się w odpowiedni sposób reagować i odpowiadać na zarzuty.













