Program Mateusza Dolatowskiego "Kłamstwo nie przejdzie" jest emitowany w TVP Info od początku marca. Odcinki można oglądać w piątki po godz. 20.
W dotychczasowych nie chcieli pojawiać się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Jak już opisywaliśmy, w pierwszym wydaniu Mateusz Dolatowski wyliczył, którzy przedstawiciele partii Jarosława Kaczyńskiego nie przyjęli zaproszenia.
– Skoro przedstawiciele PiS-u nie chcą przychodzić do programu, trudno się potem dziwić, że w studiu ich nie ma. Bo to nie jest brak zaproszeń, to jest brak chęci rozmowy – podkreślił Mateusz Dolatowski.
– A odmowa udziału w debacie publicznej to w gruncie rzeczy brak szacunku nie tylko dla dziennikarzy, ale przede wszystkim dla widzów, dla państwa i dla własnych wyborców, którzy mają prawo usłyszeć swoich polityków i ich argumenty – dodał.

Tabliczka ma przypominać nieobecność PiS
Podobna sytuacja miała miejsce w wydaniu "Kłamstwo nie przejdzie" w zeszły piątek: żaden przedstawiciel PiS nie przyjął zaproszenia. – Biuro prasowe PiS-u nie odpowiedziało na wysłane przez nas wiadomości, a jeden z polityków tej partii napisał, żebyśmy – cytuję – szukali innego kandydata na ławę oskarżonych w procesie pokazowym – stwierdził Mateusz Dolatowski.
Dodał też własny komentarz. – Szanowni państwo z PiSu, ja wiem, że program nazywa się "Kłamstwo nie przejdzie", ale naprawdę nie trzeba się tego obawiać. Wystarczy nie kłamać i przejść do rozmowy z faktami – powiedział.
– Nasz program nie jest ani sądem, ani trybunałem. To miejsce na rozmowę, weryfikację informacji i konfrontację różnych stanowisk – podkreślił.

Dolatowski pokazał widzom tabliczkę z logo PiS. – Tak symbolicznie chciałem uczcić brak obecności przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości, więc pozwolą państwo, że postawię między panami tę tabliczkę, która będzie nam przez cały program przypominała, że polityk Prawa i Sprawiedliwości w tym miejscu mógł być, ale nie chciał być – wyjaśnił.
Dziennikarz ustawił tę tabliczkę na stole, między miejscami zajmowanymi przez Wojciecha Machulskiego z Konfederacji i Witolda Zembaczyńskiego z Koalicji Obywatelskiej. Ten pierwszy ocenił, że to niepoważne. – Postawię tę tabliczkę, bo pojawiają się zarzuty ze strony widzów, że nie zapraszamy polityków Prawa i Sprawiedliwości, a politycy Prawa i Sprawiedliwości są zapraszani – tłumaczył Dolatowski (w poniższym wideo ta sytuacja zaczyna się w 7. minucie).
Polityk Konfederacji kontra politolożka z UW
W "Kłamstwo nie przejdzie" wypowiedzi gości mogą być przerywane przez weryfikujących je ekspertów. W minionym odcinku tę funkcję pełnili politolożka dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene z Uniwersytetu Warszawskiego oraz ekonomista prof. Paweł Wojciechowski z Instytutu Finansów Publicznych.

Ta pierwsza zareagowała, gdy Wojciech Machulski powiedział, że "musimy stawiać na interes Polski, a nie żadnego innego państwa czy wyimaginowanego państwa o nazwie Unia Europejska, bo takiego państwa nie ma jeszcze na szczęście". – Mam problem z pana ostatnim słowem, a właściwie ostatnią frazą, czyli "na szczęście jeszcze nie ma takiego państwa jak Unia Europejska" i że jest to wyimaginowane coś – wyjaśniła Mieńkowska-Norkiene.
Politolożka przypomniała, że nasz kraj na podstawie traktatu należy do UE. Natomiast przedstawiciel Konfederacji podkreślał, że mówiąc "na szczęście" wyraził swoją opinię, która nie powinna podlegać weryfikacji. – Ja tak sobie wyobrażałem ten program, że ponieważ on się nazywa "Kłamstwo nie przejdzie", to my tutaj ewentualnie będziemy rozmawiali o tym, czy się fakty zgadzają czy nie. Natomiast już w pierwszej minucie mojej wypowiedzi przerwano mi dlatego, że moja opinia się komuś nie spodobała – skomentował.

– KURIOZALNA propaganda na antenie Telewizji Polskiej w likwidacji. " Ekspertka", która miała zajmować się rzekomo fact-checkingiem, zgłosiła sprzeciw do słów "Unia Europejska na szczęście nie jest państwem" – dodał Machulski na swoich profilach społecznościowych.
Według danych Nielsen Audience Measurement w lutym 2026 roku średnia widownia minutowa TV Republika wynosiła 105 241 widzów, a udział w rynku oglądalności – 1,79 proc. (wobec 1,67 proc. rok wcześniej).











