– WRESZCIE, po sześciu latach walki sądowej, wygraliśmy z Fundacją Pro Prawo do Życia i jej koordynatorem regionalnym! – ogłosiła na swoim profilu na Facebooku Agnieszka Kossowska, prywatnie mama 16-letniego Franka i prezeska Fundacji Rozwoju Edukacji Empatycznej.
– Sześć lat czekałam na ten dzień! Dziś już nie wiem, ile rozpraw sądowych za mną, ile nerwów, stresu, łez, poczucia bezsilności i lekceważenia praw mojego dziecka, ile godzin opowiadania o tym, co oczywiste dla każdego dojrzałego, empatycznego i przyzwoitego człowieka – o tym, że NIE WOLNO narażać dzieci na oglądanie drastycznych obrazów – tłumaczyła dalej w swoim poście.

Kossowska, w rozmowie z portalem Opolska360, wyjaśniła, że cała sprawa zaczęła się podczas podróży do lekarza. Kobieta jechała z synem na badanie. Przy trasie do Wrocławia stał billboard Fundacji przedstawiający Hitlera na tle flagi unijnej i zakrwawionym płodem. Chłopiec był wyraźnie wstrząśnięty.
– Innym razem trafiliśmy na pikietę z podobnymi transparentami. Po powrocie do domu Franek przegryzł szklany pojemnik i poranił sobie twarz. Później za każdym razem pytał, czy na ulicy znów zobaczy "zabite dzieci" – mówiła w rozmowie z portalem.
Kobieta uznała, że Fundacja, a konkretnie jej koordynator regionalny, Adam Brawata, powinna ponieść odpowiedzialność i zadość uczynić za wyrządzone krzywdy.
Pozwy składane jednak kolejno sądach rejonowym i okręgowym w Opolu okazywały się nieskuteczne. W obu przypadkach koordynator z ramienia Fundacji Pro-Prawo do Życia został w sprawach karnych uniewinniony. Sądy argumentowały swoje decyzje brakiem przepisu pozwalającego na jego ukaranie.

– Pamiętam, jak na pierwszej rozprawie, wówczas w postępowaniu wykroczeniowym, usłyszałam od strony przeciwnej, że nikt im nie udowodnił, że te obrazy są szkodliwe dla psychiki dzieci. Pomyślałam wtedy, że mi się uda. Z każdą rozprawą i wyrokiem traciłam jednak nadzieję na to. Po ostatnim wyroku chciałam już zrezygnować z tej walki. Tydzień przed przedawnieniem czynu pomyślałam jednak, że nie mogę się poddać na ostatniej prostej. W końcu jeśli Franek nie będzie mógł liczyć na swoich rodziców, to na kogo może? – wspominała Kossowska w poście na Facebooku.
Sprawa trafił do Wrocławia z powództwa cywilnego. Proces o naruszenie dóbr Franciszka Kossowskiego ruszył w lutym tego roku. Wyrok wydano 3 sierpnia.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu zobowiązał fundację i jej koordynatora do "zaprzestania naruszania dóbr Franciszka Kossowskiego". Fundacja ma ponadto usunąć drastyczne billboardy z drogi krajowej nr 46 w rejonie wylotu z Opola w stronię autostrady A4, a także z okolic tej trasy, przy nitce w kierunku Wrocławia, na terenie Magnuszowic. Sąd zasądził również odszkodowanie w wysokości 50 tys. zł na rzecz Franciszka Kossowskiego. Fundacja musi również pokryć koszty procesu. Wyrok nie jest prawomocny.

– Drodzy dorośli, rodzice, wierzę, że ten wyrok otwiera także Wam drogę do dochodzenia praw Waszych dzieci - nie musicie się godzić na to, by niewielka grupa ludzi traumatyzowała Wasze dzieci narażając je na oglądanie drastycznych obrazów. Naprawdę nie musicie – podsumowała swój wpis Kossowska.












