Serial Maślony można oglądać na Netfliksie od 16 września. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez agencję K+ Research, 46 proc. jego widzów współczesnej reinterpretacji deklaruje chęć ponownego przeczytania klasycznej powieści, a 57 proc. oglądających twierdzi, że serial czyni historię Łęckiej i Wokulskiego bardziej interesującą dla dzisiejszego odbiorcy. Według 64 proc. respondentów serial pokazuje, że klasyczna polska literatura wciąż potrafi inspirować.
– Słowo i obraz pozostają w dwuznacznej relacji – współpracy i konkurencji. Być może "jeden obraz wart jest tysiąca słów", ale bez zdolności nazwania treści obrazu, pozostaje on nieczytelny – zauważył prof. Ryszard Koziołek, literaturoznawca, rektor Uniwersytetu Śląskiego, cytowany w przesłanej PAP informacji. – A poza tym słowo zostawia więcej pola wyobraźni. I tak trwa ten spór przez wieki – dodał.

Ocenił także, że ekranizacja klasycznej powieści, jaką jest "Lalka", nie jest w oczywisty sposób sojusznikiem osób zatroskanych o poziom czytelnictwa w Polsce. – Film nakręcony na podstawie literatury może się bowiem stać swego rodzaju usprawiedliwieniem nieczytania książki: "Nie czytałem, ale widziałem film". Dlatego cieszą mnie bardzo wyniki badania przeprowadzonego wśród widzów serialu Pawła Maślony – wskazał.
Literaturoznawca: czytanie klasyków dobrze nam robi
Prof. Koziołek przypomniał, niemal połowa oglądających serial deklaruje chęć lektury powieści. – Nawet jeśli nie wszyscy spełnią swoje postanowienie, można się spodziewać bardzo dużego zainteresowania oryginalną "Lalką". Kto wie, może właśnie radykalne odstępstwo scenariusza od fabuły powieści sprowokowało chęć sprawdzenia, "jak było naprawdę"? Co dla mnie szczególnie ważne, serial włącza powieść Prusa do bieżącego życia literackiego i kulturalnego, wyrywając ją z głównie szkolnego i akademickiego środowiska czytelniczego. Czytanie klasyków dobrze nam robi w każdym wieku, ale po ustaniu obowiązku szkolnego daje najwięcej przyjemności i pożytku – podkreślił literaturoznawca.

Z badania wynika, że zaledwie 8 proc. badanych przyznaje, że wcześniej praktycznie nie znało tej historii. Jednak dla 41 proc. respondentów kontakt z powieścią ograniczał się do obowiązkowej lektury w szkole, do której od tamtej pory nie wracali.
W badaniu wskazano, że 56 proc. widzów uważa, że produkcja zachęca do powrotu do książki osoby znające ją głównie ze szkoły. Ponad połowa (57 proc.) oglądających twierdzi, że serial czyni historię zaprezentowaną przez Prusa bardziej interesującą dla współczesnego odbiorcy. Z kolei trzech na pięciu badanych (60 proc.) dostrzega w "Lalce" Maślony potencjał do zainteresowania klasyką młodszych pokoleń.
– Ekranizacja zachęca do przeczytania powieści. Widać to w corocznych wynikach badań czytelnictwa. Sama zapowiedź ekranizacji spowodowała awans Prusa w rankingu najpoczytniejszych pisarzy w badaniu czytelnictwa Biblioteki Narodowej na pozycję szóstą – stwierdził dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski, cytowany w informacji prasowej.

Zaznaczył, że po premierze "Lalka" awansowała na drugie miejsce najpopularniejszych publikacji na Polona.pl, która zawiera 4 mln publikacji. W tygodniu premiery czytanie rozpoczęło pięć tysięcy osób. We wrześniu nastąpił znaczący wzrost liczby wyświetleń "Lalki" – o 479 proc. Wskazał także, że w jednej z największych bibliotek miejskich – w Bibliotece Kraków – od premiery odnotowano wzrost wypożyczeń o 30 proc. w porównaniu do września roku ubiegłego. W tym roku aż 3/4 to osoby dorosłe.
W badaniu wskazano, że 72 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że "Lalka" Bolesława Prusa jest ważnym dziełem polskiej kultury. Dodatkowo 64 proc. widzów ocenia, że serial pokazuje, iż klasyczna polska literatura wciąż potrafi inspirować. Wśród osób, które obejrzały cały sezon, przekonanie to wzrasta do 73 proc.

Serial Netfliksa fantazją na temat "Lalki"
– "Lalka" od chwili wydania, czyli od 1890 r. - kiedy ukazała się pełna edycja powieści — wywoływała emocje z różnych powodów. Chociażby dlatego, że mamy tam skrzyżowaną narrację trzecioosobową i narratora wszechwiedzącego z pierwszoosobową w postaci pamiętnika Rzeckiego, co było na tamte czasy absolutnie nowatorskie. Drugi aspekt, który wywoływał największe emocje, to brak jednoznacznego finału losów głównego bohatera, czyli Stanisława Wokulskiego – oceniła w rozmowie z PAP literaturoznawczyni i historyczka literatury, dziekan Wydziału "Artes Liberales" UW prof. Agata Zalewska.
Uznała, że serialowa propozycja Pawła Maślony jest bardzo oryginalna. – Wzbudza kontrowersje, bo dosyć daleko odchodzi od tekstu, ale jest w tym tekście zanurzona – wskazała. – W moim przekonaniu nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że reżyser wziął z dzieła Prusa tylko tytuł i nazwiska bohaterów. Widać, że zarówno reżyser, jak i scenarzyści oraz cały pion produkcyjny przeczytali "Lalkę" i stworzyli fantazję na temat tego, jak można poprowadzić losy postaci, wychodząc z niuansów — dodała.

Jak oceniła, Izabela Łęcka w naszej pamięci zapisała się jako eteryczna, nadzwyczaj delikatna bohaterka, a Paweł Maślona daje nam Izabelę "z krwi i kości", która nie waha się nawet przed użyciem wulgaryzmów. – To jest już daleko posunięta fantazja reżysera, pewnie też jakoś uzasadniona. Trzeba dodać, że wulgaryzmy nie były wówczas tak mocno wpisane w nasz język, a w kręgach arystokratycznych XIX wieku w ogóle nie używano słów, które przekraczały granice dobrego smaku – tłumaczyła. Z pewnością nie usłyszelibyśmy ich z ust damy – zaznaczyła.
– Nie twierdziłabym jednak, że jest to coś niedopuszczalnego, bo może stoi za tym myśl reżyserska. Pamiętajmy, że "Lalka" Maślony jest określoną propozycją i każdy z nas może wobec tej propozycji być przychylny albo może ją odrzucić. Nic się nie stanie, jeżeli powiemy, że nie przyjmujemy takiej interpretacji – przyznała.

Jak oceniła, wątek emancypacyjny, który pojawił się w serialu, trudno uzasadnić w "Lalce" w kontekście Izabeli Łęckiej, ale nie jest zupełnie nieobecny w powieści. – Prus jednak nie odnosi się w prosty sposób do postawy i do haseł emancypacyjnych, a raczej do określonej praktyki – wskazała.
– Drugą ważną kobietą w powieści jest pani Stawska, która jest kobietą odważną, bez wahania przyjmuje propozycję Wokulskiego i rozpoczyna pracę w sklepie. Przypomnijmy, że akcja powieści rozgrywa się w 1878 r. Wówczas nie było to oczywistością, dlatego w sklepie Wokulskiego są sami subiekci. Wprowadzenie tam pani Stawskiej jest wyjściem ku praktyce emancypacyjnej, której Prus – dodajmy – był umiarkowanym orędownikiem – choć w większym stopniu dystansował się wobec samego hasła emancypacji, czy ideologii emancypacyjnej. Jego aspekt praktyczny był mu niewątpliwie bliższy. Kolejna emancypantka – pani Wąsowska – to już kobieta wyzwolona także na poziomie obyczajowym, która nie tylko odważnie flirtuje z Wokulskim, ale wręcz próbuje go uwieść – oceniła Zalewska.

Podkreśliła, że choć ujęcie Izabeli Łęckiej jako emancypantki jest jedną z odważniejszych propozycji Maślony, to nie jest ona bezzasadna. – Jeżeli spróbujemy zastanowić się, czy kontekst emancypacyjny przy okazji ekranizacji lub reinterpretacji "Lalki" ma sens – tu trzeba powiedzieć, że oczywiście. Nie tylko zważywszy na czas akcji powieści, ale nawet czas pracy nad powieścią i czas publikacji. Był to wówczas żywy społecznie temat. Mówiło się o tym, że kobiety powinny mieć prawo do pracy i prawo do edukacji, w Polsce kształtowały się procesy emancypacyjne, a nawet wchodziły już one do pewnej praktyki – tłumaczyła.
– Warto pamiętać jeszcze o jednej kwestii. W pamięci naszego społeczeństwa bardzo dobrze zapisane są poprzednie ekranizacje "Lalki" – serial telewizyjny z Jerzym Kamasem w roli głównej i Małgorzatą Braunek jako Izabelą oraz kinowa ekranizacja "Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa. I teraz przychodzi nowe spotkanie, które okazuje się fantazją na temat tego, jak można poprowadzić bohaterów "Lalki".

Zalewska zaznaczyła, że Paweł Maślona nie jest pierwszym, który zmienia sposób prowadzenia opowieści zaczerpniętej z literatury. – Przypomnijmy sobie choćby "Ziemię obiecaną" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Tych zmian jest tam sporo, tylko one może nie były tak spektakularnie poprowadzone albo aż tak widoczne, choć zakończenie filmu nie tylko istotnie odbiega od powieści, ale też zupełnie zmienia jej sens – oceniła.
– Nie wolno nam zapomnieć, że każda forma adaptacji, w tym wypadku z języka literackiego na język filmu jest już interpretacją. Reżyser i scenarzysta mają do niej prawo, bo to są różne języki różnych sztuk. Tym samym musimy też pamiętać, że takie interpretacje reżyserskie mogą wywoływać emocje — podkreśliła.
- Myślę, że w wypadku propozycji Netflixa, po prostu nie byliśmy gotowi na przyjęcie aż tak daleko posuniętych reinterpretacji różnych wątków z "Lalki" – wskazała. – Niektórzy doceniają tę serialową propozycję, ale są i przeciwnicy, którzy mówią, że powinniśmy zachować najbardziej wierne odczytanie powieści Prusa.

Jak zaznaczyła, nadal czekamy na ekranizację, która wchodzi do kin w środę. – Nie znam jeszcze tej wersji, ale na podstawie informacji, z którymi się zapoznałam, spodziewam się, że scenariusz zostanie poprowadzony inaczej. Myślę, że rozdźwięk też będzie, pytanie tylko, czy tak istotny – oceniła.
– Patrząc na to z perspektywy literaturoznawczej, myślę, że to bardzo dobrze, że "Lalka" wywołuje takie emocje. Najważniejsze, że dyskutujemy i w ogóle mówimy o polskiej literaturze. Jeżeli w XXI wieku, w dobie przemian społecznych, ekonomicznych i obyczajowych, które dzieją się na naszych oczach i przede wszystkim w dobie sztucznej inteligencji, możemy rozmawiać o "Lalce" i ona nas tak porusza, to dobrze, a osobista perspektywa humanisty i historyka literatury każe mi powiedzieć więcej: że to naprawdę wspaniale – dodała.

źródło: PAP













