SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Bijan Khezri, szef Marquard Media: Model biznesowy skoncentrowany na druku jest skończony

- Dzisiaj każdy wie, że model biznesowy skoncentrowany na druku jest skończony. Polski rynek jest szczególnie konkurencyjny, trudno na nim funkcjonować. Drugą kwestią jest rozróżnienie własnych marek prasowych od tych wydawanych na licencji. Marquard Media Polska w całości bazował na licencjach. Ten model nie ma przyszłości właśnie ze względu na opłaty, które są kosmicznie wysokie - uzasadnia decyzję o zamknięciu wszystkich tytułów prasowych w Marquard Media Polska CEO wydawnictwa, Bijan Khezri.

Bijan Khezri Article

Wydawnictwo Marquard Media Polska swoją decyzję o zamknięciu tytułów tłumaczyło niewielką skalą działalności, bardzo konkurencyjnym rynkiem, dużą zależnością od tytułów wydawanych na licencji i niedoskonałym modelem biznesowym. Grudniowe wydania magazynów „CKM”, „Cosmopolitan”, „Esquire”, „Harper’s Bazaar”, „Joy” i „Playboy” będą ostatnimi w historii na polskim rynku.

Jednocześnie Marquard zrezygnuje także z rozwijania witryn internetowych magazynów z wyjątkiem CKM.pl. Skoncentruje się na swoich pozostałych serwisach: Kozaczek.pl, Papilot.pl, Zeberka.pl, zapowiada też ponowne uruchomienie stron Supermamy.pl i Autostuff.pl. W dalszej perspektywie mowa ma być także o rozwoju serwisów: Boska.pl, Hotmoda.pl oraz Milionkobiet.pl. Działalność spółki ma skupić się także na dwóch inicjatywach: aplikacji ShoppieGo oraz nakładce Act2Access. Jesienią ub.r. wydawca wycofał z rynku magazyny „Shape” i „Hot Moda”, tłumacząc, że chce się skupić na swoich najsilniejszych markach.

Pod koniec listopada br. Sąd Rejonowy w Warszawie zdecydował się na otwarcie postępowania sanacyjnego Marquard Media Polska. Sędzią komisarzem została Aneta Kaftańska, a zarządcą Bartosz Nowicki. Sąd zezwolił dłużnikowi na wykonywanie zarządu nad całością przedsiębiorstwa, w zakresie nieprzekraczającym zakresu zwykłego zarządu. Tomasz Sikorski z agencji United PR Grabowski, która pracuje dla Marquard Media Polska tłumaczył nam, że powodem takiej decyzji była "konieczność przeprowadzenia procesu restrukturyzacji, mającego na celu uchronienie spółki przed trwałą niewypłacalnością prowadzącą do upadłości”. - Zadłużenie wynosi około 20,5 mln złotych, z czego około 17 mln ma zostać zredukowane całkowicie lub wymienione na udziały, natomiast pozostałe 3,5 mln będzie przedmiotem negocjacji z wierzycielami - mówił Sikorski.

Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika także, że zmienił się układ właścicielski w Marquard Media Polska. Jürg Marquard nie jest już wspólnikiem - sprzedał swoje udziały do Marquard Media Group (10 tys udziałów o łącznej wartości 2 mln 200 zł). Zmienił się również prokurent spółki - nie będzie nim już Barbara Kalinowska, a Agnieszka Sabok oraz Małgorzata Jóźwiak.

W konsekwencji pracę w firmie straci około 70 proc. pracowników. Jednym z nich jest Anna Mierzejewska, która – jak wynikało z naszych ustaleń - w ubiegłym tygodniu (dokładnie 11 grudnia br.) otrzymała wypowiedzenie mimo wcześniejszych zapewnień szefa Marquard Media Polska Bijana Khezriego, że będzie chciał ją "zatrzymać w wydawnictwie".

Tomasz Sikorski z agencji United PR Grabowski tłumaczył nam, że Anna Mierzejewska miała otrzymać od Marquard Media Polska "możliwość rozwijania nowego projektu w ramach firmy, jednak złożona przez nią propozycja okazała się nie do zrealizowania ze względu na jej profil oraz konieczność zaangażowania znacznych środków". - Podczas rozmowy z zarządem obie strony porozumiały się odnośnie zakończenia współpracy, choć formalnie wypowiedzenie wręczył zarząd Marquard Media Polska - stwierdził Sikorski.


Nikola Bochyńska, Wirtualnemedia.pl: Rok temu powiedział pan w wywiadzie dla naszego portalu: „Druk dalej może być dobrą maszynką do zarabiania pieniędzy, a przekonanie, że internet to same korzyści jest iluzją”. Dzisiaj zdaje się, zmienił pan zdanie?
Bijan Khezri, CEO, członek rady nadzorczej grupy Marquard Media Group oraz prezes Marquard Media Polska: Nie można mówić o prasie drukowanej w kategoriach absolutnych. Dzisiaj każdy wie, że model biznesowy skoncentrowany na druku jest skończony. Polski rynek jest szczególnie konkurencyjny, trudno na nim funkcjonować. Drugą kwestią jest rozróżnienie własnych marek prasowych od tych wydawanych na licencji. Marquard Media Polska w całości bazował na licencjach. Ten model nie ma przyszłości właśnie ze względu na opłaty, które są kosmicznie wysokie. Na Węgrzech mamy biznes przynoszący spore zyski, więc może być on opłacalny, ale to wszystko zależy od rynku. Inną sprawą są wydawnictwa, grupy medialne, które mają jednocześnie prasę, telewizję, radio czy inne biznesy.

Takim przykładem jest Agora - opiera swój biznes m.in. na rozrywce czy gastronomii.
Tak, mają stacje radiowe, mają wiele mniejszych biznesów i na końcu: własne tytuły. Druk w takim wypadku może mieć sens, ponieważ ma potencjał marketingowy. Dla przykładu: mieliśmy "Joy’a" - kochali się w nim pokazywać influencerzy, wpływowe osoby, a okładka tego magazynu była dla nich celem samym w sobie. Obecność na okładce tytułu, do którego mają zaufanie nadal może przynosić pożądane efekty.

Wiele naszych marek, takich jak "Playboy" czy "Harper’s Bazaar" wzbudzały zaufanie. Moim zdaniem dalej mają one potencjał, ale zarządzanie tymi opartymi na licencji, by przyniosły zysk – jest niemożliwe. A "Playboy" ma licencję na wszystko, nawet na koszulki z logo króliczka.

Natomiast jeśli myślimy o zarabianiu dzięki transformacji we wzorcowe medium digitalowe - weźmy Ringier Axel Springer. W Polsce to świetna medialna firma za sprawą Onetu. To prawdopodobnie najlepszy newsroom w tej części Europy.

Według pana nie tylko w Polsce, ale nawet w Europie?
Jestem tego pewien. Mają przemyślane zastosowanie technologii, podejście do kwestii spędzania czasu na stronach – dłuższe teksty przekładają się na czas, który użytkownicy spędzają na czytaniu ich treści. Do tego komercyjne projekty, sprofilowane pod klienta. Znamy ten model bardzo dobrze i rozumiemy digitalowy biznes, bo jego silną odnogę mamy w Niemczech. I choć Onet to wzór, to my w Polsce także mamy mocne brandy internetowe, takie jak: kozaczek.pl, papilot.pl, zeberka.pl.

Kluczowym pytaniem jest kwestia czy według pana plotkarskie tytuły są w stanie utrzymać biznes i przynieść zysk w internecie.
Zajęło mi chwilę, nim zrozumiałem, że w Polsce nie możesz odnieść mierzalnego sukcesu, działając na rynku druku. To niemożliwe. Nawet jeśli weźmiemy za przykład Ringer, który ma "Newsweek" czy "Fakt" – nie jestem pewien, że są szczęśliwi z tego powodu. Do tego w Polsce mamy problemy z Ruchem, który nie płacił wydawcom. Jeśli spojrzeć na to uczciwie: być może całkiem sporo osób nadal kupowało gazety w kiosku. Zawsze byłem bardzo uparty w stawianiu na druk, ale nie mogę być uparty całą wieczność. Druk nie przynosi zysku, jeśli nie opiera się na własnej licencji. Jeśli nie masz własnej licencji, ten biznes musi opierać się na czymś więcej. Dopiero w ten sposób można mieć bardzo silny brand, budować markę. Zawsze patrzyłem na papier jak na doskonały billboard, a jeśli tytuł jest sprzedawany w kiosku i dobrze eksponowany, można go zobaczyć wszędzie. Może być doskonałą reklamą, źródłem zaufania. Jedynym sposobem, by druk się utrzymał jest zbudowanie brandu, który wzbudza zaufanie i stanowi podstawę dla innych rodzajów działalności biznesowej.

Jeśli już mówimy o innej działalności biznesowej, macie plan, by Marquard przerodził się w firmę technologiczną. Może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?
Przez ostatnie dwa - trzy lata głównie zajmowałem się integrowaniem Marquard Media Group. Kiedy przyszedłem na pokład w 2017 roku oddział w Polsce działał jako niezależna komórka, nie było żadnej komunikacji pomiędzy nią a grupą, żadnego porozumienia. Nie organizowano nawet spotkań zespołów, by można było przedyskutować pewne problemy. W Niemczech mamy bardzo dobrze rozwinięty dział technologii, a celem jest teraz przekształcenie Marquard Media Polska w technologiczną firmę na kształt tej niemieckiej, przeniesienie rozwiązań z innych rynków - na których działamy - do Polski. Zaczęliśmy rozwijanie w Polsce ShoppieGo - to aplikacja w telefonie, która przynosi korzyści podczas robienia zakupów. Wykorzystuje geolokalizację, umożliwia użytkownikom uzyskanie kuponów rabatowych do sklepów i punktów usługowych w okolicy. Pomysł już działa na węgierskim rynku, gdzie z firmą współpracuje kilkanaście marek. Chodzi o to, by użytkownik korzystał z kuponów wtedy, kiedy sam o tym zadecyduje, będąc w konkretnym punkcie. Kupony dają bardzo wartościowe informacje w postaci danych o zachowaniach konsumentów. W ten sposób możemy postrzegać kupony jako walutę cyfrową, a bezpośrednio dane te mogą być w czasie rzeczywistym przekazywane markom. Marka, która oferuje zniżkę może przykładowo zapytać użytkowniczkę o to, jaki kolor szminki lubi. Kiedy ta kliknie i odpowie na to pytanie - dostanie zniżkę na zakupy. Dostanie ją za zaangażowanie, a marka będzie mogła rozwinąć produkt, otrzymując informację zwrotną od klienta.

Ilu partnerów do tej pory pozyskaliście?
W Polsce mamy obecnie czterech partnerów. Dążymy do sukcesu w oparciu o spory dział, który pracuje nad rozwojem tej aplikacji. W Marquard Media mamy doświadczony zespół, odpowiedzialny za innowacje.

Taki zespół działa też tutaj, w Polsce?
Nie, w całej Grupie, ale trzeba pamiętać, że pracujemy jak jedna firma. W praktyce oznacza to na przykład warsztaty z wprowadzania innowacji, w których wspólnie biorą udział oddziały naszej firmy. Dla nas Marquard Media Polska to integralna część całej Grupy, w której rozwijamy i otwieramy nowe projekty, będziemy też wdrażać kolejne rozwiązania sprawdzone na innych rynkach.

W biznesie opartym na druku potrzebna jest skala

Dla mnie najważniejszym pytaniem pozostaje jednak kwestia zwolnień w związku z decyzją o zamknięciu „CKM”, "Playboya", "Harper’s Bazaar" i pozostałych tytułów drukowanych. Jestem dziennikarką, więc spytam o dziennikarzy - co się stanie się z większością z nich: stracą pracę czy znajdzie się dla nich alternatywna propozycja?
Serce mi krwawiło, kiedy musiałem podjąć decyzję o zamknięciu "Playboya". Według mnie Anna (Mierzejewska – przyp.red.), która była redaktor naczelną tytułu, wykonywała świetną robotę. Moim zdaniem w Polsce powstawała najlepsza jego odsłona. Tyle że w biznesie opartym na druku potrzebujesz skali, aby zarabiać pieniądze. Nie zamykałbym "Playboya", ale nie można było utrzymać jednego tytułu. Trzeba mieć naprawdę duże portfolio, by to się opłacało.

Nie mieliście wystarczającego portfolio w segmencie pism dla mężczyzn? "CKM", "Playboy", "Esquire" – każdy tytuł dla mężczyzn, ale też o różnym profilu i upodobaniach.
Nie, to było wciąż za mało. Rzeczywistość była taka – i zdałem sobie sprawę z tego, kiedy przyszedłem do firmy – że nie mieliśmy wystarczająco dużo energii, by pozyskiwać tyle reklam, by to się opłacało. Wciąż brakowało efektu skali.

Wiem, że potrzebujecie pieniędzy, skali, że media to biznes. Dla dziennikarzy to wciąż jednak tylko biznes, bo nawet jeśli pan mówi, że Anna Mierzejewska wykonywała świetną robotę, to i tak ją straciła.
W MMP mieliśmy dwie świetne osoby pracujące jako redaktorzy naczelni. Jedną była Anna, która sama była w szoku, kiedy otrzymała tę propozycję. Co więcej - nigdy o nią nie aplikowała, otrzymała ją od nas. To ja zobaczyłem w niej pewien geniusz, który sprawi, że będzie wiedziała, jak zarządzać pismem. Rolą mediów jest tworzenie przestrzeni, a ona zaczęła to robić – tworzyć nową przestrzeń za pośrednictwem "Playboya". Drugą osobą była Joanna (Mroczkowska), szefowa "Cosmopolitan". Na początku też uważała, że nie jest w stanie kierować pismem. Obie będą miały szansę tworzyć nową przestrzeń w digitalu.

W waszej firmie? Jakiego rodzaju medium?
Tak, w naszej firmie. Nie wiem, jakiego rodzaju medium, ale mają szansę same je stworzyć. Myślę, że jest wiele interesujących obszarów. Kiedy dostrzegam takie talenty, z całą pewnością chcę je zatrzymać. Jestem tego pewien, bo widzę, jak Marquard rośnie w innych częściach świata. To co muszę powiedzieć, to fakt, że Polska w dużej mierze miała trudniej właśnie przez druk. Jeśli spojrzysz - choć na jeden numer - widzisz, jak wielkiej produkcji, nakładów i pracy wymaga choćby organizacja sesji zdjęciowej. Niewyobrażalny koszt, by stworzyć wysokiej jakości magazyn. Produkowaliśmy takie sesje co miesiąc, sam wybór właściwej dziewczyny na okładkę "Playboya" był wyzwaniem. I ten koszt jednocześnie nie był bilansowany przez wpływy z reklam, sprzedaży czy innej działalności.

Dobrze, ale wróćmy do kwestii, o którą pytałam - co stanie się z pozostałymi pracownikami?
To duża reorganizacja, bo około 70 proc. osób straciło pracę. W przeszłości mieliśmy wiele zwolnień. Kiedy przyszedłem do firmy było w niej więcej niż 200 osób, mieliśmy dwa rzędy stołów przy których zasiadali tylko redaktorzy naczelni. Zatrudniliśmy także wiele nowych osób, około 40 proc. członków zespołu było nowych. Dlatego jeśli mówimy teraz o liczbie zwolnionych, pamiętajmy też, ilu wcześniej rekrutowaliśmy. Daliśmy pracę wielu młodym ludziom. Chciałem osiągać sukces w papierze. Włożyłem w to serce, duszę i - pamiętaj - moje własne pieniądze (20 proc. w Marquard Media należy do Bijana Khzeri – przyp.red.). Kiedy mówiłem rok temu, że wierzę w druk, każdy pracownik wiedział, że naprawdę walczę o to, by tak było. Jednak ten model się wyczerpał. Oczywiście moglibyśmy nadal kontynuować działanie w ten sposób, ale w prowadzeniu biznesu nie chodzi tylko o wychodzenie na czysto. Po drugie, nawet nie posiadaliśmy tych tytułów na własność.

Media wciąż mogą być atrakcyjnym biznesem

Uważa pan, że polski rynek nadal jest atrakcyjny dla mediów? Nadal da się na tym biznesie zarabiać?
Zacznijmy od tego, że polski rynek - kiedy spojrzymy na ekonomię – jest niezwykle atrakcyjny. Polacy kochają dobre marki, kochają lifestyle, dobrze się ubierać, podróżować i zarabiać pieniądze. Jeśli spojrzysz na Warszawę i na to, jak się rozwija – Polska jest obecnie najbardziej rozwijającym się rynkiem. Jeśli patrzysz na to wszystko - media muszą być wciąż atrakcyjnym biznesem. Content wciąż jest królem. Marki mają znaczenie prawdopodobnie bardziej niż kiedykolwiek, lovebrandy. Istotne jest zaufanie do nich, do mediów również.

"Playboy" nie był lovebrandem? I w efekcie i tak go zamknęliście.
Po pierwsze musimy rozróżnić, o jakie media chodzi, jeśli mówimy o lovebrandach. Myślę, że jeśli chodzi o stacje telewizyjne, wychodzi im to w Polsce całkiem dobrze. Rozgłośniom radiowym także, reklama outdoorowa też sobie radzi. Jeśli myślisz o magazynach – nie jestem tego taki pewien. W ostatnim roku na Węgrzech stworzyliśmy trzy nowe magazyny. Ktoś w Polsce w ostatnim roku otworzył nowy?

W ubiegłym roku pojawiło się na przykład "Pismo" i ma się całkiem dobrze.
Dobrze, to jeden przykład, ale reguła jest taka, że nikt nie tworzy nowych magazynów. Popatrz na liczbę zamkniętych tytułów. Nie byliśmy jedyni, którzy zdecydowali się na taki ruch. Zgadzam się, że druk w Polsce to silne narzędzie marketingowe; ale nie model biznesowy. Tym bardziej nie, jeśli opierasz go na licencji. Produkowaliśmy magazyn, który podtrzymywał tę markę przy życiu. Ludzie kupowali "Playboya", bo znali i widzieli wcześniej tę markę. Licencjodawca powinien nam jeszcze za to zapłacić. To byłby prawidłowy model, bo utrzymywaliśmy ich markę przy życiu. Amerykanie dali "Playboya" całemu światu. Nie rozumieli jednak, czego potrzeba ich partnerom, by mogli odnieść sukces.

Myśli pan, że ktoś będzie zainteresowany kupnem "Playboya" lub innych wygaszonych tytułów?
Mógłby być. Nie będę jednak tracić więcej czasu na znalezienie zainteresowanych. Jeśli będą chcieli nas znaleźć – dobrze. To, co zrobiliśmy, to ogłosiliśmy tę informację, ale nie pukamy do cudzych drzwi.

Drugą inicjatywą, którą planuje wdrożyć Marquard, jest nakładka Act-2-Access. Możemy coś więcej o tym powiedzieć?
Act-2-Access ma zmniejszyć problem związany z blokowaniem reklam, co jest olbrzymią przeszkodą dla firm medialnych. Jest kierowana do właścicieli serwisów internetowych i działa jako interaktywne narzędzie do angażowania użytkowników. Podczas wykonywania mini zadań będą oni otrzymywać kredyty i mogą je wymienić, aby uzyskać dostęp do treści serwisu oraz innych korzyści. To prosty model włączenia użytkowników w budowanie wartości.

W ciągu dwóch-trzech lat, jeśli weźmiemy pod uwagę transformację cyfrową, którą zakładacie, gdzie będzie Marquard Media?
Szczerze mówiąc, kiedy pytasz mnie, w jakim punkcie jest Marquard Media Group teraz, nie mogę jednoznacznie i z całą pewnością odpowiedzieć na to pytanie. W pełni rozumiem niemiecki rynek, bo stamtąd pochodzę, spora część biznesu właśnie tam się mieści. Rozumiem rynek węgierski, który wyraźnie rozwija się w stronę biznesu opartego na digitalu. W Niemczech 60-70 proc. biznesu opiera się właśnie na nim. Natomiast Polska jest dla mnie bardzo nieprzewidywalna. Kiedy rozmawiam z innymi wydawcami i pytam ich o to samo, dla nich również przyszłość nie jest możliwa do przewidzenia.

"Nie jesteśmy organizacją charytatywną"

Obecnie najwięcej pieniędzy na reklamy idzie do internetu. Pierwszy raz w tym roku wydatki na reklamę w sieci przewyższyły telewizję.
Myślę, że to wielka iluzja - myślenie, że monetyzowanie contentu w internecie jest o wiele łatwiejsze, to błąd.

Według pana odbiorcy w Polsce nie są gotowi na płacenie za treści w internecie?
Nie sądzę, by ludzie w Polsce płacili za content. Za wartościowy, taki jak „Financial Times” - zawsze, ale to inna baza użytkowników. Myślę, że nieprawdopodobnie trudno będzie monetyzować content, jeśli nie będzie łatwego systemu płatności, dobrych rozwiązań w e-commerce. Dlatego widzimy miejsce dla takich inicjatyw jak Act-2-Access.

Od co najmniej 20 lat przepowiada się śmierć gazet. Myśli pan, że to kiedykolwiek nastąpi, a jeśli tak, mówimy o 5-10 najbliższych latach?
Odpowiedź zależy od ekonomii. Jeśli założymy, że wydawcy będą zamykać drukowane wydania, to oczywistym jest, że cena ostatniej wydawanej gazety będzie bardzo wysoka. To skalowalny biznes, więc jeśli wszystkie papierowe magazyny zostaną zamknięte, marża przy produkcji tego jedynego magazynu będzie o wiele wyższa. W pewnym momencie ten biznes będzie nieopłacalny, chyba że znajdzie się nowy model monetyzacji druku. Oczywistym jest, że koszt produkcji jednego wydania będzie za wysoki. Jeśli spojrzymy na rynek tradycyjnych wydawców - dla mnie już pokazuje on - że takie rozwiązanie nie przyniesie wartości.

Nie jesteśmy organizacją charytatywną - robimy biznes, żeby zarabiać pieniądze. Możemy zatrudniać pracowników i dawać im pracę tylko wtedy, kiedy sami zarabiamy. Nawet jeśli nasi pracownicy są dla nas jak rodzina. Podstawą mojego zarządzania jest myślenie o rozwoju firmy w oparciu o wzrost jej wyniku finansowego, ale i indywidualnego rozwoju pracownika. Jeśli czuje, że idzie do przodu, jego działanie oznacza też sukces ekonomiczny.

Myślę, że w druku nie ma drogi, którą można podążać i w ramach której ludzie będą mogli się dalej rozwijać. To jest rzemiosło polegające na produkowaniu magazynu, i żeby nie było wątpliwości - mam dla tego działania wielki szacunek. To jak robienie butów przez szewca. Wymagania dotyczące zawodu dziennikarza zawierają jednak również myślenie o przyszłości. Wszystko się zmienia - dzisiaj dziennikarz także tworzy własny content. Kiedyś nie musiał się o nic martwić, pisał tekst i redakcja zajmowała się składaniem gazety. Dzisiaj musi zastanawiać się nad własną publikacją i nad tym, jak na niej zarobić.
Dziękuję za rozmowę.


Duże spadki sprzedaży, zmiany w "CKM" i "Playboyu"

Większość magazynów wydawanych przez Marquard Media Polska w bieżącej dekadzie notowała spore spadki sprzedaży. Według danych ZKDP w pierwszej połowie br. średnia sprzedaż ogółem „Cosmopolitan” wynosiła 27 430 egz. (22,7 proc. mniej niż rok wcześniej), „Joy” - 23 362 egz. (po spadku o 29,7 proc.), „Harper’s Bazaar” - 15 567 egz. (17,4 proc. w dół).. Natomiast wynik sprzedażowy „Playboya” zmalał w tym okresie o 12,4 proc. do 20 375 egz., a „CKM” o 19,7 proc. do 13 275 egz. Dla porównania w całym 2016 roku średnia sprzedaż ogółem „Cosmopolitan” wynosiła 63 484 egz. (po spadku o 18,4 proc. rok do roku), „Joy” - 56 855 egz. (24,9 proc. w dół), „Playboya” - 29 680 egz. (19,7 proc. w dół), „CKM” - 21 138 egz. (22,2 proc. w dół), , a „Harper’s Bazaar”- 24 221 egz. (5,9 proc. w dół).

Natomiast w 2012 roku „Cosmopolitan” sprzedawał się średnio w 93 368 egz., „Joy” w 113 155 egz., „Playboy” w 47 869 egz., a „CKM” w 45 016 egz. Z kolei „Esquire” nie został zgłoszony do ZKDP.

W połowie br. Anna Mierzejewska jako pierwsza kobieta została redaktor naczelną polskiej edycji „Playboya”. Jednocześnie w magazynie wprowadzono nowy układ treści oparty na haśle „Seks.Misja”.

Z kolei naczelnym „CKM” od czerwca br. jest Paweł Jaśkowski. Od wydania sierpniowego na okładkach pisma nie ma zdjęć modelek, tylko grafiki z nimi.

Marquard w Polsce od 1992 roku

Marquard Media Polska działa od 1992 roku, należy do szwajcarskiej grupy kapitałowej Marquard Media International, która jest też obecna m.in. w Niemczech, Austrii i na Węgrzech. W portfolio wydawnictwa były głównie magazyny lifestylowe, luksusowe i młodzieżowe, a na rynkach zagranicznych także komputerowe.

W Polsce od lat 90. do jesieni 2007 roku publikował też „Przegląd Sportowy”, sprzedał ten tytuł firmie Axel Springer Polska (obecnie Ringier Axel Springer Polska), przejmując w zamian tygodnik „Pani Domu” oraz miesięczniki „Olivia”, „Cienie i Blaski” oraz „Sekrety Serca”. Jesienią 2009 roku tytuły „Pani Domu”, „Cienie i Blaski” oraz „Sekrety Serca” Edipresse Polska w zamian za „Hot Modę i Shopping”, natomiast „Olivię” sprzedał w 2012 roku Wydawnictwu Bauer.

W drugiej połowie lat 90. Marquard wydawał też magazyny młodzieżowe „Popcorn” i „Dziewczyna”, sprzedał te tytuły Axel Springer Polska, który zamknął je w 2012 roku. W połowie 2016 roku Marquard Media Polska zrezygnował natomiast z wydawania miesięcznika podróżniczego „Voyage”.

W ub.r. przychody Marquard Media Polska zmalały w skali roku o 22,5 proc. do 38,5 mln zł, a strata netto firmy wzrosła z 8,15 do 10,58 mln zł.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Bijan Khezri, szef Marquard Media: Model biznesowy skoncentrowany na druku jest skończony

19 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Olo
Facet wie co mowi. Zupełnie co innego co wczoraj, ale on patrzy w już w jutro. Mega gość.
19 28
odpowiedź
User
Jurg
Człowiek ktory zmienia zdanie z dnia na dzień i nawet teraz po dwóch latach w MMP nie ma pojecia co i jak dziala w princie.
35 5
odpowiedź
User
l
Vouge i Viva w kolejce
24 2
odpowiedź
User
Ed Sziran
Wspaniały manager.. Nie znam, nie wiem. Na Węgrzech jest tak, a w Niemczech tak a w Polsce to nie rozumiem co się dzieje.
Wielka szkoda, że MM nie zatrudnił kogoś naszego. Może dziś wydawnictwo byłoby w innym miejscu - znajomość lokalnego rynku jest niezwykle ważna.
37 4
odpowiedź
User
Insider
Bankrut to bankrut. W każdej branży zdarzają się bankruci, nawet w tych rosnących. I zawsze sobie to jakoś tłumaczą. Rynek węgierski? A może jesteście jeszcze ciekawie, jak na rynku w Republice Kiribati? Takiego zadania jak ten gość podejmuje tylko ktoś, kto nie ma wyjścia, to jest przecież zsyłka
20 2
odpowiedź