SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Dlaczego solidarność dziennikarska z „Wprost” prysła tak szybko? (opinie)

- Zawodowej solidarności wystarczyło na kilkanaście godzin, bo środowisko dziennikarskie w Polsce było, jest i będzie podzielone - reakcję dziennikarzy na „aferę podsłuchową” oceniają Marcin Kowalczyk, Michał Kobosko, Wojciech Maziarski, Tomasz Wróblewski i Wojciech Surmacz.

fot. pap Article

W ubiegłotygodniowym wydaniu „Wprost” opublikował stenogramy podsłuchanych rozmów ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki oraz byłego ministra transportu Sławomira Nowaka i byłego wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza. Burze w mediach wywołała sama zapowiedź publikacji, której redakcja dokonywała przez cały weekend.

W środę do redakcji tygodnika przyszli funkcjonariusze ABW i  zażądali od redaktora naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskiego nośników z nagraniami, na podstawie pisma skierowanego przez prokuratora. Redakcja nie oddała nagrań, zasłaniając się tajemnica dziennikarską. Po południu do siedziby tygodnika wkroczyli agenci ABW i prokuratorzy. Funkcjonariusze chcieli Latkowskiemu odebrać laptopa i pendrive’y, a w stosunku do niego użyto siły.

Wkroczenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do redakcji „Wprost” relacjonowały na żywo główne anteny telewizyjne. Tym, co dzieje się w siedzibie tygodnika oburzeni byli dziennikarze o różnych poglądach, zgodnie wyrażali swoje poparcie dla kolegów z „Wprost” (więcej na ten temat). W czwartek podczas porannej konferencji premiera Donalda Tuska skrytykowano nasłanie na redakcję funkcjonariuszy ABW. - Całe środowisko dziennikarskie jest przeciwko panu - powiedziała Monika Olejnik.

Szybko jednak środowisko przestało mówić w tej sprawie jednym głosem. - Redakcje to nie są sanktuaria. Skoro prokurator może sięgnąć do komputera księdza, lekarza, to dlaczego nie może sięgnąć do komputera redakcji? Przecież nie ma tam - mam nadzieję - danych o informatorach - zastanawiała się w felietonie Ewa Milewicz z „Gazety Wyborczej” (więcej na ten temat). Dziennikarze zaczęli przypominać sobie o przeszłości Sylwestra Latkowskiego i jego wyrokach sądowych.

Dlaczego prysła ta chwilowa solidarność dziennikarzy? A może w ogóle jej nie było?

Marcin Kowalczyk, redaktor naczelny „Expressu Ilustrowanego”, zauważa, że środowisko dziennikarskie w Polsce nie tylko jest podzielone, ale zawsze było i będzie. - Jeśli na bezcenny dar wolności słowa i swobodnego wyrażania najbardziej nawet kontrowersyjnych poglądów, którym cieszymy się od 25 lat, nałożymy zawodowe i osobiste uprzedzenia, antypatie, złość, zawiść oraz inne przykre cechy właściwe całemu rodzajowi ludzkiemu, to inaczej być nie może - uważa Marcin Kowalczyk (przeczytaj o tym).

- Zawodowej solidarności, niewolnej co prawda od histerycznych, a czasem operetkowych w formie zachowań, wystarczyło nam na kilkanaście godzin. Myślę jednak, że i to powinno cieszyć w kontekście zagrożenia ze strony państwa oraz jego służb, z jakim spotkała się redakcja „Wprost”, a pewnie mogłyby i redakcje innych mediów - mówi Kowalczyk. - Dziennikarze, widząc na żywo, co wyprawiają z Latkowskim agenci ABW, podobnie jak ja nie wierzyli pewnie własnym oczom. Złowieszcza wymowa tych scen dała choć na chwilę do myślenia i środowiskowe uprzedzenia poszły w kąt - dodaje.

Zdaniem naczelnego „Expressu Ilustrowanego”, nie da się nic poradzić na trwającą dyskredytację materiałów „Wprost” i samego Sylwestra Latkowskiego przez część przedstawicieli środowiska dziennikarskiego. - Kiepsko wyglądają ich wywody w kontekście miażdżącej dla prokuratury i ABW oceny działań w redakcji „Wprost”, dokonanej dzisiaj przez Ministerstwo Sprawiedliwości - konkluduje Marcin Kowalczyk.

Usprawiedliwienia dla akcji ABW i prokuratury w redakcji „Wprost” nie znajduje również Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska.

.

- Nie dziwię się oburzeniu mediów z lewa i prawa - tym bardziej, że takiego wydarzenia nie było przez ostatnie 25 lat wolnej Polski. Sam byłem wstrząśnięty obserwując transmisję online z miejsca agresywnego, bezprawnego i w istocie bezradnego działania służb państwa - mówi nam Michał Kobosko (przeczytaj całą opinię).

Kobosko zwraca jednak uwagę na zdarzenia, które miały miejsce przed „najazdem” na redakcję, w jego trakcie i już po nim. - Fatalnie wyglądało wzmożenie dziennikarzy mediów prawicowych, którzy swoimi zachowaniem w redakcji „Wprost” i na konferencjach premiera natychmiast dorobili sprawie łatkę polityczną - zrobili z „Wprost” medium walczące z reżimem Tuska - a "Wprost" takim medium nie był i nie jest - podkreśla Michał Kobosko. - Mówiąc wprost, zachowanie co bardziej krewkich dziennikarzy na konferencjach prasowych było prostackie i dziecinnie amatorskie. Takich mediów władza nie musi się bać - dodaje.

Szef Project Syndicate Polska uważa natomiast, że świętym prawem dziennikarzy, a nawet ich obowiązkiem jest zgłębianie wszystkich aspektów „afery podsłuchowej”, analizowania sylwetek bohaterów oraz ich motywacji i interesów, jakie za nimi stoją. - Powinni przy tym zachowywać zawodową powściągliwość i zwykły zdrowy rozsądek. Mam wrażenie, że dziennikarze wciąż mało wiedzą, a wypowiadają się nader autorytatywnie, zbyt szybko ferują wyroki - mówi Michał Kobosko. - Chciałbym, żeby dziennikarstwo wyszło z tej afery silniejsze i lepsze - podobnie jak świat polityki, który na taśmach pokazał się z jak najgorszej strony - podsumowuje były naczelny „Wprost”.

Nieco inne zdanie ma w tej sprawie Wojciech Maziarski, publicysta „Gazety Wyborczej”, a w przeszłości redaktor naczelny „Newsweeka”. Dostrzega, że środowisko dziennikarskie na wejście funkcjonariuszy ABW do redakcji „Wprost” zareagowało „z dezaprobatą i niepokojem”. - Ale to nie znaczy, że całe środowisko jest zgodne w ocenie działań redakcji tygodnika - zaznacza wyraźnie (przeczytaj całą opinię).

- Na pewno nie wszyscy są „przeciw Donaldowi Tuskowi”, jak w chwili emocjonalnego uniesienia stwierdziła Monika Olejnik. Niektórzy moi koledzy już odcięli się od tej deklaracji. Korzystając z okazji ja też się odcinam - mówi nam publicysta „Gazety Wyborczej”. - W ogóle nie widzę powodu, by do działań prokuratury mieszać rząd i premiera. Prokuratura, która wysłała ABW do „Wprost”, nie jest organem rządu - dodaje.

Zdaniem Maziarskiego, tajemnica dziennikarska, na którą powołuje się redakcja „Wprost”, jest ważną wartością i należy jej bronić. Dlatego środowisko dziennikarskie było oburzone akcją ABW. Publicysta przypomina jednak, że ochrona tajemnicy dziennikarskiej ma służyć ważnemu interesowi publicznemu. - Jeżeli redakcja ujawnia ważne, bulwersujące skandale, przestępstwa, afery - to służy dobru wspólnemu. Wówczas naruszanie innych reguł i standardów (jak np. zakaz potajemnego nagrywania) może być usprawiedliwione, a tajemnica dziennikarska służy ochronie osób działających w interesie publicznym - twierdzi Wojciech Maziarski.

- Stoimy przed dylematem - z jednej strony trzeba bronić prawa każdej redakcji do zachowania tajemnicy, a wejście funkcjonariuszy do „Wprost” może okazać się groźnym precedensem. Z drugiej strony trudno jest bronić redaktorów „Wprost”, bo nadużywają tego prawa dla swoich partykularnych celów i manipulują opinią publiczną - ocenia Maziarski.

Z kolei w opinii Tomasza Wróblewskiego, wiceprezesa Fundacji Warsaw Enterprise Institute, a w przeszłości redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, sprawa akcji ABW i samej publikacji „Wprost” jest już w tej chwili sprawą czysto polityczną. - W momencie kiedy mówimy o zagrożeniu premiera i rządu to tak samo następuje linia podziału stosunku dziennikarzy do tego, co stało się w środę. Z jednej strony mamy dziennikarzy, którzy są oburzeni tym, że zostało zagrożone państwo - Jacek Żakowski czy Ewa Milewicz. Po drugiej dziennikarzy prawicowych, dla których jest to bardziej abstrakcyjny termin, bo państwo nie jest bytem z głową i nogami tylko administracją zarządzająca, która pomaga funkcjonować narodowi - zauważa Tomasz Wróblewski.

Wróblewski twierdzi, że swoisty dwugłos w komentowaniu tego tematu musiał się wytworzyć, ponieważ dziennikarze gdzie indziej dostrzegają problem.

- Dla części środowiska największym problemem jest podsłuch sam w sobie i to, że ktoś w ogóle podsłuchiwał urzędników państwowych. Analizują, jak odbierają to ludzie. Zaś dziennikarze bardziej konserwatywni będą uważali, że większym zagrożeniem jest to, co ci urzędnicy powiedzieli: nie wiemy, kto to zrobił, ale wiemy, co tam zostało powiedziane i to powinno być powodem do obaw - komentuje Tomasz Wróblewski.

Redaktor naczelny „Gazety Bankowej” i dziennikarz śledczy Wojciech Surmacz zwraca uwagę, że Piotr Nisztor, który jest współautorem kontrowersyjnych publikacji „Wprost” nie po raz pierwszy używał „taśm prawdy”. - Przypomnę, że to Nisztor w lipcu 2012 roku - wówczas dziennikarz „Pulsu Biznesu” - ujawnił tzw. „taśmy Serafina”, co doprowadziło do dymisji ówczesnego ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Skąd ten facet bierze te nagrania? - zastanawia się Wojciech Surmacz (przeczytaj całą opinię).

Surmacz nie wie, o jaką wolność słowa walczą „wszyscy dziennikarze”, przedstawicielką których w czwartek stała się Monika Olejnik.

- O wolność słowa podawaną na tacy przez służby specjalne? Czy o swoją własną wolność do publikowania informacji, okupionych ciężką i żmudną do bólu pracą? O jakim dziennikarstwie tu się mówi? Publikację wątpliwej proweniencji stenogramów, których stenotypiści „Wprost” nie potrafili nawet porządnie spisać, nazywa się dziś dziennikarstwem? - pyta redaktor naczelny „Gazety Bankowej”.

W poniedziałkowym numerze „Wprost” opublikowane zostały stenogramy podsłuchanych rozmów kolejnych polityków: Radosława Sikorskiego, Pawła Grasia, Jacka Rostowskiego, Włodzimierza Karpińskiego, Stanisława Gawłowskiego, Sławomira Nowaka, związanego ze służbami Dariusza Zawadki oraz biznesmenów Jacka Krawca i Piotra Wawrzynowicza.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Dlaczego solidarność dziennikarska z „Wprost” prysła tak szybko? (opinie)

25 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Szechterowski
Wszystkie ręce na pokład.... bo inaczej ch..., d..a i kamieni kupa.
30 19
odpowiedź
User
jaka solidarnosc
W ogole jej nie bylo. Wymaginowala ja sobie w poczuciu chwilowej glorii Monika O. By kilkadziesiat godzin poxniej bezmyslnie cytowac na antenie fragmenciki podrzucone przez Latkowskiego, by w poniedzialek byla sprzedaz - 300 tysiecy egzemplarzy, zamiast zwyklych 50.
25 14
odpowiedź
User
pytam
Panie Latkowski - robi pan swinstwo za swinstwem, czy chce pan zniszczyc nasz kraj ? Powtarzam pytanie za paenm Giertychem ; CO ROBIL PAN W ROSJI 5 LAT ?????
Jak najszybciej pan i caly zaspol ,,Wprost" powinien stanac przed sadem !!!!!!!!!!!!!!!!
32 71
odpowiedź
User
Pawian
Wipller Guzioł i innw gady oraz tzw. dziennikarze to żadna elita słowa i kultury zawodowej. Normalni zadymiarze ogrzewający się pijarowsko od innych. A pozostali, którzy z czytaniem prawa ze zrozumieniem mają kłopoty zobaczyli po objaśnieniach inteligentniejszych od siebie, że wdepnęli na klocka Lotkowskiego centralnie WPROST na niego, zamknęli paszcze i z podwiniętymi ze wstydu ogonami wreszcie zamilkli. Jak można zatakowany nielegalnymi podsłuchami Rząd RP jeszcze flekować, zamiast wspierać szpiclów i dywersantów.
26 10
odpowiedź
User
Pobyt na kursach dobre dziennikarza radzieckiego
Teraz widzimy, kto to są prawdziwi Polacy, beneficjenci nielegalnych podsłuchów, zasłużeni w flekowaniu brutalnie zaatakowanego rządu, a może i zleceniodawcy ! Byle by się to wszystko wyjaśniło ! Klasa polityczna musi się raz na zawsze oczyścić ze zgnilizny co ją trawi, pod szyldem opozycji demokratycznej.
Nie ma złudzeń co do tych, co najgłośniej ujadali.
13 40
odpowiedź
User
fiume
Psy szczekają karawana jedzie dalej.....
11 2
odpowiedź
User
janka
linia podziału przebiega w zależności od umieszczanych reklam przez agencje rządowe, z tego żyją!
34 2
odpowiedź
User
Życzliwy
Po IP ich poznacie :D
8 2
odpowiedź
User
Red Thor
moim zdaniem większość popiera Wprost, bo ujawnili aferę, ale tez ludzie widzą, że to jest dziennikarska trzecia liga. Dostali taśmy, poszatkowali i wrzucili, nie ma tu żadnej poważnej pracy dziennikarzy. Poważna gazeta z poważnego kraju zrobiłaby jakieś dochodzenia, zdobyła dokumenty, poważniejsze zeznania, a u nas jest coś tam zasygnalizowane i święte oburzenie na wulgarność rozmów. Jest więc zrozumiałe, że są mieszane uczucia. Z jednej strony chcesz bronić wolności prasy, z drugiej trudno utożsamiać się z podwórkowymi dziennikarzami i niską jakością ich pracy.
18 11
odpowiedź
User
Ada
"Wprostowi" oczywiście chodzi o kasę i rozgłos. Tak kryli informatora, że to tajemnica dziennikarska, a teraz już mogą mówić, że to biznesmen? Ale i ten "biznesmen" i "Wprost" działają na szkodę naszego państwa. Jak teraz wyglądamy w oczach Europy i świata?
14 14
odpowiedź
Zobacz więcej w kategorii: Reklamy / Marketing