SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Zmarł Krzysztof Krawczyk

W wieku 74 lat zmarł piosenkarz Krzysztof Krawczyk. W ostatnich dniach był w szpitalu po zakażeniu koronawirusem.

Krzysztof Krawczyk, fot. AKPA Article

O śmierci Krzysztofa Krawczyka poinformował na Facebooku w niedzielę po południu Andrzej Kosmala, menedżer i przyjaciel piosenkarza.

W TVP podano, że Krawczyk w poniedziałek zasłabł i trafił do łódzkiego szpitala.

 

23 marca Krzysztof Krawczyk poinformował w mediach społecznościowych, że został zakażony koronawirusem i trafił do szpitala. "Niestety i mnie dopadł COVID."Muszę podjąć walkę, jeszcze jedną w moim życiu walkę" - stwierdził.

Prosił fanów o modlitwę. "Jak poczuję się lepiej zaraz się odezwę!" - zapewnił.

W zeszłą sobotę informował, że opuścił szpital. - Kochani! Jestem w domu! Do mojej sypialni wpadają 2 promyki słońca: wiosenny przez okno i Ewunia przez drzwi.Dziękuję za modlitwę i życzenia! Zdrowia wszystkim życzę, nie dajmy się wirusowi! - stwierdził.

W październiku ub.r. Krawczyk ogłosił zakończenie kariery muzycznej, uzasadnił to problemami zdrowotnymi i epidemią. Pod koniec 2019 roku piosenkarz przeszedł operację wszczepienia endoprotezy lewego stawu biodrowego.

Krzysztof Krawczyk na scenie przez ponad pół wieku

Krzysztof Krawczyk urodził się 8 września 1946 roku – jak czytamy w jego oficjalnym życiorysie - w niedzielę, w samo południe w Katowicach. Śpiewu uczył się w Średniej Szkole Muzycznej w Łodzi.

"Już jako małolat byłem zafascynowany Armstrongiem i Beatlesami. Ale przede wszystkim Tommym Steele'em z filmu +W rytmie rock'n'rolla+. Stałem tuż przed telewizorem i nie mogłem się od niego oderwać. A odkryłem, że mam to +coś+ dopiero, gdy zacząłem śpiewać piosenkę Ricky'ego Nelsona z +Rio Bravo+. To był mój popisowy numer, aż do momentu, kiedy kolega napisał dla mnie twista pod tytułem +Oj, oj, oj, oj boli mnie ząb+" - wspominał w jednym z wywiadów.

W innym opowiadał: "Mój ojciec był aktorem. Rzadko bywał w domu, więc jego obecność traktowaliśmy z bratem prawie jak święto. Jednak równocześnie był moim największym przyjacielem i powiernikiem. Kiedy zakochałem się w koleżance z przedszkola i klockiem rozwaliłem głowę konkurentowi, tata poszedł na rozmowę z wychowawczynią. Po powrocie powiedział mi, że tak się nie załatwia spraw uczuciowych. Poradził, że jeśli rzeczywiście jestem w kimś zakochany, to powinienem okazywać swojej wybrance szacunek, na przykład modlić się za nią. Zostało mi to w pamięci do dziś".

Krzysztof Krawczyk to jeden z najpopularniejszych wykonawców w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Od 1963 roku do 1973 i w 1976 roku był wokalistą Trubadurów, a potem zaczął karierę solową.

Koncertował nie tylko w Polsce, ale i w wielu miejscach na całym świecie. Występował i zdobywał nagrody na najważniejszych polskich festiwalach muzycznych, m.in. w Opolu, Sopocie i Koszalinie. W latach 1979-1985 oraz 1990-1994 mieszkał i koncertował w USA.

Nagrał ok. 30 solowych albumów studyjnych, a także wiele koncertowych, z kolędami i piosenkami religijnymi.

Wśród największych przebojów Krzysztofa Krawczyka są "Parostatek", "Rysunek na szkle" czy - nagrany z Edytą Bartosiewicz - "Trudno tak".

W 2004 roku z pozostałymi członkami Trubadurów został odznaczony przez prezydenta Złotym Krzyżem Zasługi, w 2011 roku otrzymali Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, a w 2017 roku - Złoty Medal Gloria Artis.

Krzysztof Krawczyk był trzykrotnie żonaty, miał trzy córki.

Przez tyle lat obecny na polskiej scenie muzycznej, na której wciąż pojawiają się nowi wykonawcy, Krzysztof Krawczyk cieszył się niesłabnącą sympatią publiczności. Kilkakrotnie (m.in. w 2000 i 2004 roku) w sondażach OBOP zajmował pierwsze miejsce na liście ulubionych piosenkarzy Polaków. Zdobył bardzo wiele nagród, w ostatnich latach m.in. Telekamerę w kategorii muzyka rozrywkowa przyznaną w 2005 r. oraz Fryderyka 2004 dla wokalisty roku.

W 2008 roku obchodził 45 lecie swej drogi artystycznej podczas Festiwalu Top Trendy w Sopocie. W październiku 2020 ze względów zdrowotnych i pandemii koronawirusa zawiesił całkowicie działalność artystyczną.

W mediach społecznościowych wspomnienia o Krzysztofie Krawczyku i kondolencje po jego śmierci zamieściło wielu artystów, dziennikarzy i polityków.

- Niewielu jest artystów, którzy łączą całe pokolenia i są kochani przez wszystkich Polaków, bez względu na gusta muzyczne, wykształcenie czy miejsce zamieszkania. Taki był Krzysztof Krawczyk - napisał na Facebooku premier Mateusz Morawecki.

- Z trudem przychodzi mi pisanie o Nim „był”, bo w uszach wciąż brzmi Jego niesamowity głos. Panie Krzysztofie, niech Pan spoczywa w pokoju. Będzie nam wszystkim Pana bardzo brakowało, ale wiem, że Pana muzyki nigdy nie zabraknie w polskich domach - dodał szef rządu.

 

- Odszedł Krzysztof Krawczyk. Młodzi może lekceważą taką muzykę albo nawet nie znają, ale nie ma wątpliwości, że jakiś rozdział w polskiej muzyce i rozrywce się zamknął. Z pewnością był Postacią. Tacy Artyści odchodzą ale nie umierają. Żyją w swojej twórczości. RiP - stwierdził na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

Cugowski o Krzysztofie Krawczyku: to był człowiek i artysta nietuzinkowy

To był człowiek i artysta nietuzinkowy, niewielu takich było w historii polskiej muzyki rozrywkowej, co byśmy o nim nie powiedzieli, to będzie banalne – powiedział wokalista Krzysztof Cugowski o zmarłym  Krzysztofie Krawczyku.

„Znałem Krzysztofa przez wiele lat. Nie było takiej sytuacji, że śpiewaliśmy razem, natomiast miałem okazję mu kiedyś pomóc w sprawach medycznych związanych z dolegliwościami, które nas obu dotknęły, czyli z problemami ze stawami biodrowymi” – powiedział Cugowski.

„Przez wiele lat obserwowałem co robi, jak robi. Tego typu ludzi w historii polskiej muzyki rozrywkowej było niezmiernie mało, myślę, że można byłoby na palcach jednej ręki ich policzyć. To wielka, wielka strata” – dodał.

„To był artysta, który - najpierw z zespołem Trubadurzy, a potem sam - przez wiele lat wylansował wielkie przeboje, ukochane przez publiczność, a w końcu to wszystko, co robimy to robimy dla publiczności” – zaznaczył Cugowski.

Andrzej "Piasek" Piaseczny o Krzysztofie Krawczyku: był jedyny i niepowtarzalny

Nie ma potrzeby, by o Krzyszofie Krawczyku mówić "polski Elvis Presley", bo jak Elvis, tak Krzysztof był jedyny i niepowtarzalny - tak wspominał w TVN24 zmarłego piosenkarza jego kolega Andrzej "Piasek" Piaseczny.

W trakcie rozmowy o zmarłym w poniedziałek Krzysztofie Krawczyku, Andrzej Piaseczny wspominał moment, gdy spotkał się z Krawczykiem po raz pierwszy.

"Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo. To było gdzieś na jakiejś stacji benzynowej. On był w trasie, ja byłem w trasie. Podróżował swoją słynną salonką. Pojęcia nie miałem, że on w niej jest. Tankowałem sobie do samochodu paliwo. Wydaje mi się, że on gdzie mnie tam dostrzegł i wyszedł z samochodu. To było ze 20 lat temu. Kiedy widzi się takiego artystę, to trema zjada człowieka. (...) Chciałem się przedstawić, ale Krzysiek od razu powiedział +co ty młody, człowieku, chodź+ i przytulił. On potrafił przytulać" - wspominał Piaseczny, który podkreślił, że Krzysztof Krawczyk wobec wielu osób zachowywał się po przyjacielsku i bardzo ciepło.

"Gdy się się spotykaliśmy, to Krzysiek był trochę takim +padre+. Ten wizerunek potem pięknie przeniósł na płytę z Bregovicem - takiego Don Kristo - ale mówię o tym dzisiaj z uśmiechem. (...) Kiedy się sięga po te historie i po te momenty, kiedy właśnie przytulał, kiedy potrafił być, a był i jest i na pewno pozostanie nie tylko w głowach tych, którzy go znali, ogromną osobowością muzyczną, ale także taka przytulającą do serca, to trudno się nie uśmiechać" - wyjaśniał artysta.

Zdaniem Piaska, Krawczyk miał "piękne, dobre, niezwykłe, genialne życie" i był genialnym artystą. Zaapelował do wydawców muzycznych we wszystkich rozgłośniach radiowych, by dzisiaj przypomnieli słuchaczom piosenki w wykonaniu Krawczyka, którego barwy głosu nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym artystą. Jednocześnie zaprotestował przeciwko używania w stosunku do Krawczyka określenia "polski Elvis Presley".

"Po co mówić o Krzyśku +polski Presley+? Presley był jeden, jedyny. I Krzysiek też był jedyny. Mimo że śpiewał także piosenki Elvisa i jego barwa głosu była faktycznie może odrobinę zbliżona, ale Krzysiek był wyjątkowym człowiekiem. (...) Dziękujemy ci Krzyśku, za to że byłeś, jaki byłeś. Za twój boży dar głosu - niepowtarzalnego, wyjątkowego, absolutnie nie do podrobienia" - powiedział Piaseczny.

Odnosząc się do historii życia i twórczości Krawczyka, któremu niektórzy krytycy zarzucali m.in. "granie do kotleta", Piaseczny ostrzegł przed uproszczeniami w ocenie jego twórczości. "Droga życia to jest elektrokardiogram. Nie zawsze może być tak, żeby były tylko wyżyny, żeby wszyscy tylko i wyłącznie poklepywali cię po ramieniu i cieszyli z tego, co robisz. Muszą być dołki, muszą być inne momenty życia, które czasem są dla nas odskoczną, a czasem nauczką" - powiedział wokalista.

"Wiemy, jakie miał sukcesy, jakie miał ucieczki za ocean, jakie miał powroty, jakie miał romanse z muzyką troszkę łatwiejszą niż nawet ta popowa. Jakie miał genialne powroty i sukcesy i na pewno, jakim był, jest i pozostanie niepowtarzalnym, wyjątkowym człowiekiem. (...) Ja wiem, że spotkamy się Krzyśku (...) I bardzo dziękuję ci za to, że moja droga życiowa mogła przez jakiś fragment być blisko twojej (...) I chociaż dzisiaj jest mi bardzo smutno, to jestem szczęśliwym człowiekiem, bo spotykam takich ludzi, jak Krzysztof Krawczyk i mogłem być na orbicie jego słońca" - powiedział Piaseczny.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Zmarł Krzysztof Krawczyk

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Miki
Spoczywaj w pokoju....
15 0
odpowiedź
User
Pawel
Wieczny odpoczynek racz mu dac Panie.
11 1
odpowiedź
User
Gość X
Szkoda wielka. Bolesna strata dla polskiej muzyki.
Smutno kończą się te święta.
Zaskakiwał nas, miał wielu fanów, którzy nie mogą pogodzić się z odejściem swojego idola.
Mimo śmierci Pana Krzysztofa, na zawsze będzie żywą legendą. Sprawdzał się także w muzyce biesiadnej, świątecznej i italo disco, był nawet w Teleliście Disco Relax w 1996 roku. Trubadurzy, współpraca z Bregoviciem i wieloma innymi artystami oraz pobyt w USA.
Jego przeboje to wręcz obowiązkowa lektura polskiej muzyki od "Parostatku" poprzez "Za Tobą pójdę jak na bal", "Byle było tak", "Jak minął dzień?", inne nowsze utwory i starsze aż po moje ulubione "Ostatni raz zatańczysz ze mną". Kiedyś był w reklamie Danacolu. Śpiewał "Gdy nam śpiewał Elvis Presley" ze swoim serdecznym przyjacielem Mariuszem Kalagą. Do tego film biograficzny w TVP, nowa płyta ostatnio. Trudna walka z COVID. 8 września miałby 75. urodziny. Ponad pół wieku aktywności scenicznej to i tak spory kawał życia Pana Krzysztofa. Szkoda, że odszedł, ale zostaną jego piosenki, których miał bardzo dużo. Mimo, że nie żyje, to na zawsze będzie żywą legendą polskiej sceny.
13 0
odpowiedź