Czy media są jeszcze potrzebne? Adam Pieczyński, współtwórca TVN24, w specjalnym felietonie dla WM

Tak naprawdę zrozumiałem, czym jest dziennikarstwo, 3 listopada 1984 roku – w czasie pogrzebu księdza Jerzego Popiełuszki. W uroczystości uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Obok nich – kilka tysięcy milicjantów i tajniaków. Gęsta atmosfera. Napięcie. Ludzie nieufnie rozglądający się wokół siebie. Strach przed prowokacją. I gdzieś tam, w tym tłumie, José Comas. Reporter hiszpańskiego dziennika "El País". A obok niego ja – jego tłumacz.

Adam Pieczyński
Adam Pieczyński
Udostępnij artykuł:
Czy media są jeszcze potrzebne? Adam Pieczyński, współtwórca TVN24, w specjalnym felietonie dla WM
Adam Pieczyński.

Być jak Pepe Comas

Pod kościół na warszawskim Żoliborzu przyszliśmy kilka godzin przed ceremonią, żeby znaleźć się blisko wydarzeń. Bezskutecznie. Organizatorzy wyprosili dziennikarzy (poza ekipami amerykańskich stacji telewizyjnych). Znaleźliśmy się za potężną kratą otaczającą kościół.

I wtedy się zaczęło. Comas zorientował się, że zostaliśmy odcięci. Wypchnięci z miejsca, z którego cokolwiek można było zobaczyć. Reakcja? Wśród rozmodlonego tłumu zaczął najpierw głośno prosić porządkowych. Potem krzyczeć. W końcu – wrzeszczeć. O to, by wpuścili go z powrotem na dziedziniec. Użył przy tym wielu zupełnie nieparlamentarnych słów, odnoszących się do największych świętości religijnych w naszym kraju. A potem… potem zaczął wspinać się na kratę.

Oczami wyobraźni widziałem go już zlinczowanego przez tłum albo zatrzymanego przez milicję. Wszystko zmierzało ku katastrofie. I nagle… porządkowi ustąpili. Otworzyli furtę. Pepe (zdrobnienie od José) wszedł. Zobaczył. A potem szczegółowo opisał. Opisał to, co ujrzał. Dzięki niemu wielu ludzi w Europie dowiedziało się, co dzieje się w Polsce "okupowanej" przez Jaruzelskiego i jego ludzi. I chcieli pomóc. Pomagali. Także uchodźcom z Polski.

I to właśnie jest dziennikarstwo: dotrzeć, zobaczyć, opowiedzieć innym. Tak szczegółowo i tak uczciwie, jak to tylko możliwe. To najważniejsza, najcenniejsza część tego zawodu. Sens istnienia mediów. Wszystkie inne, niezwykle ważne zadania: opracowanie materiału, nadanie mu ostatecznej formy, umieszczenie w wydaniu, wyprodukowanie programu czy opatrzenie grafiką są możliwe dzięki temu, że ktoś gdzieś był, coś zobaczył, zrozumiał i rzetelnie opisał.

Czym są media?

Tym różnią się prawdziwe media od pseudomediów. Ich szczytowym przykładem są w znakomitej większości tak zwane platformy społecznościowe.

Już sama nazwa "media" ("mass media" – termin, który wszedł do powszechnego użytku w latach 20. zeszłego stulecia) jasno tłumaczy swoją funkcję: odnosi się do przekazywania informacji. Informacja (news) to z kolei coś, do czego w rzetelnym dziennikarstwie docieramy. Co odkrywamy, ujawniamy. Jak mówił mój kolega wydawca telewizyjnych newsów – coś, czego nie wiedzieliśmy wczoraj.


Platformy cyfrowe w znakomitej większości przypadków nie docierają do źródła. Ich rola ogranicza się do powtarzania informacji zdobytych (lub wymyślonych) przez innych. Poza powtarzaniem służą do uprawiania ulubionego sportu masowego XXI wieku – komentowania. Komentowania wszystkiego przez wszystkich. Również przez tych, którzy o opisywanej materii nie mają zielonego pojęcia.

Czy to się komuś podoba, czy nie, platformy komunikacyjne mają gigantyczny wpływ na rynek medialny. Jaki?

Po pierwsze: wpływają na pracę dziennikarzy.

Po drugie: odbierają im fundusze.

Po trzecie: tworzą rzeczywistość równoległą – nieprawdziwą, ale atrakcyjną.

W rzeczywistości medialnej XXI wieku walka o uwagę odbiorcy stała się wyzwaniem numer jeden. W dużo większym stopniu niż kiedyś. Odbiorca ma dziś do wyboru tyle źródeł informacji lub informacjo-rozrywki (infotainment), że przyciągnięcie go wymaga od redakcji całkowitej zmiany strategii, w której musi liczyć się przede wszystkim atrakcyjność (klikalność, oglądalność) materiału. Redakcje, z kolei, dysponują coraz doskonalszymi metodami sprawdzania, co w danej chwili "żre" (paskudne słowo, ale precyzyjnie oddające popularność tematu), a co nie.

Mamy więc sytuację, w której odbiorcy mogą skuteczniej dyktować, co chcą dostawać, a media mają czulsze "radary" do wychwytywania tych nastrojów.

Czy ten dyktat odbiorcy to coś złego? Tak. Prowadzi do stopniowego obniżania jakości treści. W społecznej rzeczywistości potrzebne są tematy, które niekoniecznie są atrakcyjne, ale są po prostu ważne. Zwłaszcza w sytuacji, gdy jedyną miarą sukcesu staje się wynik finansowy.

Adam Pieczyński

Już 20 lat temu koledzy ze wspomnianego "El País" mówili mi, że zawód reportera (reportero) zanika. W miejsce el reportero pojawił się wyposażony w nożyczki el recortero – ktoś, kto umownie wycina treści z materiałów agencji prasowych lub (co naganne) z tekstów innych redakcji. Przy dzisiejszych cięciach budżetowych, prowadzących do masowych zwolnień, tamte skargi brzmią jak żart. Były jednak zapowiedzią nowej, niezwykle trudnej rzeczywistości.

Jaka jest więc przyszłość mass mediów – niszczonych przez fake newsy, okradanych z dochodów reklamowych, dezawuowanych przez polityków?

Przyszłość mediów – rozumianych jako powszechne źródło PRAWDZIWYCH, WAŻNYCH INFORMACJI, dających obraz świata i będących miejscem poważnej debaty publicznej – zależy od dwóch spraw. Pierwsza to zdolność przyciągania uwagi odbiorców zanurzonych w milionach shortsów, reelsów, podcastów i innych miniprodukcji (złośliwie parafrazując słynny slogan BBC: prawdziwych lub nie, ale zawsze atrakcyjnych). Druga to banał: utrzymanie tradycyjnych źródeł finansowania lub zdobycie nowych.

Oba zadania są piekielnie trudne. Tradycyjne media egzystują dziś w warunkach tzw. perfect storm: dociśnięte do ściany finansowo i odarte ze splendoru innowacyjności przez big techy oraz ich platformy.

Co musiałoby się stać, żeby odbiorca zechciał przeczytać lub obejrzeć coś poważniejszego niż kolejny filmik z gatunku: "dwieście owczarków niemieckich wykonuje jak w balecie polecenia policyjnego trenera" (ewidentny fejk, ale jakże atrakcyjny)? Co zrobić, żeby prawdziwa wiadomość o tym, że Lamine Yamal (wspaniały reprezentant Hiszpanii) rzeczywiście miał jako dziecko zdjęcie z Leo Messim, była traktowana jako lekki, ale sprawdzony news?

Siła brandu

To jedyna przeciwwaga dla taniej atrakcyjności. Nie chodzi o to, by sztucznie odcinać ludzi od fałszu. Chodzi o to, by chcieli i umieli weryfikować informacje w mediach, którym wierzą, które znają i w których pracują dziennikarze cieszący się ich zaufaniem.

Sięganie do sprawdzonych źródeł powinno stać się nawykiem. Samodzielna weryfikacja informacji już teraz jest trudna, a w obliczu możliwości tworzenia treści przez AI stanie się całkowicie niemożliwa. Jak odróżnić prawdę od fejku, kiedy politycy kłamią jeszcze częściej niż kiedyś i używają do tego nieweryfikowalnych platform komunikacji masowej? Jak odnaleźć się w rzeczywistości tworzonej przez dziesiątki tysięcy "twórców internetowych"? Kto mówi prawdę? Kogo warto słuchać?

Odpowiedź może być tylko jedna: ten, kogo warto słuchać, musi być jak Pepe Comas. Czyli: być na miejscu. Rzetelnie opowiadać. Mieć za sobą sztab ludzi, którzy pięć razy sprawdzą każdą informację, zanim ta zostanie opublikowana.

Bez prawdziwych reporterów weryfikujących informacje u źródła (i to niejednego) powstaje informacyjny chaos. Zgiełk. Mącenie wody. I – ośmielę się zaryzykować tezę – nie dzieje się to przypadkiem. Od dłuższego czasu to mącenie, podważanie autorytetu mediów, kwestionowanie prawdy i lansowanie najbardziej absurdalnych tez (takich jak szkodliwość smug kondensacyjnych na niebie) to celowe działania. Ich celem jest niszczenie systemu demokratycznego; uczynienie ze społeczeństw nieświadomych konsumentów i wykonawców poleceń, zakamuflowanych pod postacią rekomendacji algorytmów.

Czy warto ratować demokrację?

Ja nie mam wątpliwości: warto. Zbyt wiele zła widziałem na własne oczy w przeszłości – w moim kraju i w innych miejscach na świecie – by mieć jakiekolwiek wątpliwości. Demokracja liberalna, przestrzeganie praw człowieka, szacunek dla wolności jednostki to najważniejsze wartości w życiu indywidualnym i społecznym.

Paradoksalnie odczucia takich ludzi jak ja, mających szczęście żyć w Europie, potwierdzają miliony osób chcących tu mieszkać i pracować razem z nami. W tej "zgniłej", jak wielu uważa, liberalnej demokracji żyje się lepiej i bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej.

Skoro tak, i skoro losy liberalnej demokracji oraz profesjonalnych mediów są współzależne, rodzi się pytanie: czy jest szansa na przetrwanie rzetelnych mediów?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Do niedawna byłem pewien, że media zdolne do szybkiej, kompetentnej reakcji na wydarzenia, pokazujące sprawy w czasie rzeczywistym, mają przyszłość. Niezależnie od kanału dotarcia do odbiorcy. Technologia faktycznie przestała być istotna. Każdy portal, kanał informacyjny czy gazeta jest w stanie bez większych problemów funkcjonować na każdym urządzeniu.

Problem nie jest natury technologicznej. Rzetelne media – te, które sprawdzają informacje co najmniej w dwóch źródłach – zawsze będą spóźnione wobec amatorskiego, nieprofesjonalnego przekazu z platform.

Przyszłość mediów (i demokracji) zależy od tego, czy społeczeństwa będą realnie czuły potrzebę rzetelnej informacji i opinii. Jeśli miliony ludzi w dalszym ciągu będą jedynie śledzić konta patologicznych kłamców i manipulatorów, wysiłek tysięcy uczciwych dziennikarzy, poświęcających talent, zdrowie, a czasem życie, na nic się nie przyda.

Adam Pieczyński

Czy jest więc sens wprowadzać zakazy korzystania z nieprawdziwych informacji lub zakazy ich produkowania? Życzę powodzenia śmiałkom. Nie ma nic bardziej absurdalnego niż walka ze złem przy pomocy jeszcze większego zła.

Ostatnia stacja – edukacja

Ratunkiem może być edukacja medialna. Odbiorcy świadomi tego, jak funkcjonują media z jednej strony, a fake media z drugiej, będą w stanie wybierać, co i kiedy konsumują.

W kilku miejscach na świecie podejmowane są próby edukowania obywateli już od najmłodszych lat tak, by wiedzieli, jak informacja powstaje, na co uważać, kiedy się z niej korzysta i jak ustrzec się przed oszustwem, fejkiem, dezinformacją. Taki właśnie system edukacyjny zbudowała Finlandia, gdzie instytucje państwowe z sektora edukacji współpracują z NGO i z samymi mediami. Finlandia to świetny przykład, że można zacząć coś robić. Ale i tamtejsze rozwiązania wydają się niewystarczające w starciu z ogromem problemu, jakim jest manipulowanie społeczeństwami przy pomocy fałszu.

Edukacja medialna jest w interesie wszystkich uczciwych mediów (i tych tradycyjnych, i tych powstałych w świecie cyfrowym). Muszą one w większym stopniu tłumaczyć odbiorcom, jak powstaje informacja, kto i dlaczego jest autorem opinii, jak weryfikuje się źródła. W BBC od pewnego czasu nadawany jest "The Media Show" – program będący próbą takiego właśnie tłumaczenia mechanizmów medialnych. Osobne formaty to świetna inicjatywa, ale zmiana musi polegać na stałym, bezustannym wyjaśnianiu: dlaczego uważamy, że coś jest ważne, jak dotarliśmy do informacji i jak ją SPRAWDZILIŚMY.

Media muszą też aktywnie zwalczać dezinformację. Robią to już w sporym zakresie, choć ich wysiłki zmierzają przede wszystkim do prostowania informacji politycznych. To akurat pole, na którym odbiorcy zawsze będą podejrzewać brak bezstronności, przez co zaufanie do takich sprostowań jest ograniczone. Debunking fake newsów (odkręcanie fałszywych informacji) bywa mało skuteczny. Fałsz jest atrakcyjniejszy, rozchodzi się lotem błyskawicy, a jego prostowanie zajmuje przeciętnie dwadzieścia razy więcej czasu i wysiłku. Może warto skoncentrować się na spektakularnych przypadkach kłamstw i fałszywek spoza świata polityki?

Czy władza ma w tej dziedzinie cokolwiek do zrobienia? Tak, ma. Nie powinny to być jednak zakazy ani nakazy. Nawet tak popularne dziś zakazywanie używania telefonów w szkołach budzi wątpliwości. Zamiast zakazu używania telefonów w szkole wolałbym dać rodzicom i nauczycielom wiedzę o tym, jak rozmawiać z nastolatkami. Tę wiedzę, jak już wspomniałem, mogą im dać… media. Jeśli tylko będą miały na to pieniądze.

No właśnie – na to wszystko potrzebne są fundusze. I tutaj wracamy do roli państwa. Jest ono potrzebne, ale nie jako darczyńca czy sponsor (to rodzi ryzyko korupcji, nacisków i ukrytej cenzury), lecz jako regulator. Regulator, który WRESZCIE zapewni rzetelnym mediom sprawiedliwy podział zysków z treści publikowanych i monetyzowanych przez platformy cyfrowe.

Edukacja medialna i zapewnienie mediom uczciwej zapłaty za dostarczanie rzetelnych informacji to podstawowe warunki przetrwania wolnej prasy, społeczeństwa odpornego na manipulację, demokracji i wolności jednostki.

Jest wciąż miejsce dla dziennikarzy, jak Pepe Comas

Wciąż jest szansa na to, by prawdziwy dziennikarz – jak Pepe Comas 40 lat temu – był w centrum ważnych wydarzeń. Jest szansa, by przekazał stamtąd rzetelną informację, dzięki której odbiorcy – świadomi, że warto znać prawdę – dowiedzą się, co się dzieje, i podejmą mądre decyzje. To zadanie mogą spełniać zarówno media tradycyjne, dostosowane technologicznie do wymogów współczesnego odbiorcy, jak i nowe, niezależne inicjatywy indywidualnych dziennikarzy lub kolektywów dziennikarskich, takich jak na PRZYKŁAD BELLINGCAT.

Formalnie nie jest to redakcja prasowa, ale kolektyw blogerów i śledczych amatorów, którzy za pomocą tzw. OSINT-u (białego wywiadu – analizy ogólnodostępnych danych w internecie) dokonali rzeczy niemożliwych dla wielu tradycyjnych agencji. To oni, analizując zdjęcia ze smartfonów, geolokalizację z social mediów i ogólnodostępne bazy danych, udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że malezyjski Boeing (lot MH17) został zestrzelony nad Ukrainą w 2014 roku przez rosyjską wyrzutnię Buk należącą do 53. Brygady Przeciwlotniczej z Kurska.

Potrzeba nam przede wszystkim powszechnej społecznej świadomości, że rzetelne dziennikarstwo jest niezbędne, oraz ram prawnych, które dadzą mu szansę finansowej egzystencji. To nie jest walka o przetrwanie tej czy innej redakcji. To gra o zasady, którymi kierował się kiedyś Pepe Comas, i którymi kierują się wciąż tysiące uczciwych dziennikarzy na całym świecie. Zasady niezmienne, choć wciąż konfrontowane z nowymi realiami politycznymi, biznesowymi i technologicznymi: dotrzeć na miejsce, zrozumieć, uczciwie opowiedzieć, a potem sensownie, zgodnie z faktami, komentować.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

#WM GLOBAL. Szybki przegląd newsów ze świata mediów i reklamy

#WM GLOBAL. Szybki przegląd newsów ze świata mediów i reklamy

Afera w Szpitalu Południowym. W tych mediach jest najwięcej publikacji

Afera w Szpitalu Południowym. W tych mediach jest najwięcej publikacji

"Tygodnik Powszechny" tnie stratę. Mniej na pracowników

"Tygodnik Powszechny" tnie stratę. Mniej na pracowników

Nowe badanie mediów na horyzoncie. Wkrótce wybór docelowego modelu

Nowe badanie mediów na horyzoncie. Wkrótce wybór docelowego modelu

Ruszają nagrania do "Taskmastera". Można zasiąść na widowni

Ruszają nagrania do "Taskmastera". Można zasiąść na widowni

Polsat Box Go zmniejsza opóźnienie na wybranych kanałach. "Na czas mundialu"

Polsat Box Go zmniejsza opóźnienie na wybranych kanałach. "Na czas mundialu"