"Girls of Warsaw" to zmarnowany potencjał? "Wszyscy" tak twierdzą. Ale wcześniej obejrzą

Nie raz i nie dwa okazywało się, że recenzenci swoje, a lud swoje. Wsłuchując się w głosy krytyczne odnośnie najnowszego "serialu dokumentalnego" produkcji Amazon Prime Video można zastanowić się, czy przypadkiem krytyka nie odniesie tu efektu odwrotnego do zamierzonego. Albo czy w ogóle jest słyszalna?

Karolina Pałys-Guzik
Karolina Pałys-Guzik
Udostępnij artykuł:
"Girls of Warsaw" to zmarnowany potencjał? "Wszyscy" tak twierdzą. Ale wcześniej obejrzą
"Girls of Warsaw"

Na początek dygresja: w styczniu na platformie "Netflix" premierę miał "Łup" – produkcja Bena Afflecka i Matta Damona. Przy okazji promocji temu ostatniemu wypsnęło się, że Netflix w swoich filmach "każe powtarzać fabułę filmu kilka razy, bo ludzie siedzą z nosami w telefonach".

Żart, nie żart, w eter poszło, że platformy streamingowe dostrzegają słabości widzów i na tych słabościach budują kapitał. Podobny, cyniczny mechanizm zadziałał być może w przypadku "Girls of Warsaw": opowieść o pięknych (ale wrażliwych na krytykę), rozrzutnych (ale też zarabiających krocie), lubianych (nie przez wszystkich!) i szczęśliwych (ale walczących z demonami przeszłości) influencerkach nigdy nie miała być tym, czego od niej oczekujemy. Miała być waniliową papką. I jest. A wiadomo, co jest główną zaletą takiego produktu: łatwa przyswajalność.

"Serial, wbrew obietnicom, nie pokazuje nam za wiele obrazków, których nie widzielibyśmy w social mediach dziewczyn, niespecjalnie też próbuje udowodnić, że ich fach jest szczególnie ciężką pracą. Może to i dobrze, bo to z góry przegrana walka i nikt nie próbował jej tutaj nawet podejmować" – pisze w swojej recenzji na portalu Pudelek Piotr Grabarczyk.

Dokument tylko z nazwy

Obecnie (22 września), pięć dni po premierze, serial wyprodukowany przez Papaya Films dla Amazon Prime Video utrzymuje się na pierwszym miejscu polskiego zestawienia Top 10. Niżej mamy spin-off serialu "Reacher" ("Neagly"), a następnie kolejną serię pierwowzoru. "Girls of Warsaw" są tu jedynym dokumentem.

O semantykę można się spierać, bo czy naprawdę reality show z udziałem czterech, w większości bardzo doświadczonych, influencerek ma szansę pokazywać ich prawdziwą, nieprzypudrowaną twarz? Tak, ale pod warunkiem, że na to pozwolą. Czyli, de facto, nie.

Papaya Films ma doświadczenie w realizacji dokumentów dla Amazon Prime. To w ich portfolio znajdują się "Lewandowski. Nieznany" czy "DODA", ale też filmy o Błaszczykowskim, Krychowiaku, Szczęsnym czy Anicie Włodarczyk.

Reality show, w którym udział biorą Angelika "Andziaks" Trochonowicz (1,6 mln obserwujących na Instagramie), Ola Nowak (1,58 mln), Jessica Mercedes Kirschner (923 tys.) oraz Klaudia Sadownik (633 tys.), ma z zasady nieco inny cel niż pokazanie prawdziwego oblicza znanych sportowców czy gwiazd muzyki. Tu z góry wiemy, że go nie zobaczymy. Pytanie, co dostaniemy w zamian.

Czarne charaktery? Nic nowego

– Girls of Warsaw, czyli pierwsze polskie show o influencerkach, sprawia, że każdy znielubi influencerki, na sto procent – mówi w instagramowej rolce Ewa Grzelakowska-Kostoglu, znana jako RedLipstickMonster.

– Mam wrażenie, że przez większość tego show, które jest dość nudnawe, założenie było takie, żeby absolutnie nie zagłębić się w żaden temat. I niech dziewczyny nie odpowiadają nigdy na żadne trudne pytanie, które mogłoby być realnie ciekawe – stwierdza influencerka.

"I teraz rodzi się pytanie: po co właściwie powstał ten program?" – pyta z kolei w swojej recenzji Piotr Knioła, znany w sieci jako PigOut.

"Pierwsza myśl jest taka, że w Polsce słowo" influencer "nie kojarzy się przesadnie pozytywnie, więc Prime Video wymyśliło, że pokaże nam życie czterech influencerek od kuchni, żeby ten obraz odkłamać. Zobaczymy, że rzeczywistość nie jest tak kolorowa, jak wygląda na Instagramie, że dziewczyny mają ciężki zap***, gnębią je te same problemy co nas i koniec końców poczujemy empatię. Żart. Uczestniczki być może w to wierzyły, ale na moje oko od początku plan był taki, żeby nas pod***** i jeszcze bardziej zniechęcić do influ. Udało się" – wyrokuje.

Liczby: niedużo, ale wygórowane

Liczby to w przypadku influencerek jedna z kluczowych składowych sukcesu: stawki za post, rolkę, reklamę, "bycie" rozgrzewają klik-mapy do czerwoności. I oczywiście, że kilka liczb w "Girls of Warsaw" pada.

Dowiadujemy się, ile kosztują samochody, którymi Ola Nowak mknie przez warszawskie estakady. Produkcja nie pozwoli nam tego faktu przeoczyć, każdorazowo umieszczając na ekranie planszę z ceną.

Dowiadujemy się, ile kosztuje wynajem, pardon: rent, mieszkania na Złotej 44 (20 tys.). Dowiadujemy się też, że dla przedstawicielki pokolenia Z to jednak sporo. Klaudia Sadownik jest luksusowym apartamentem Oli Nowak wyraźnie zauroczona.

Dowiadujemy się wreszcie, ile wyświetleń rocznie ma Andziaks na YouTube i ile na nich zarabia (dwa miliony zł). I dobrze, że my wiemy, bo sama zainteresowana wydaje się być tym faktem niezmiernie zdumiona. Lekki stosunek do pieniędzy pokazano również "na żywo". Niebotycznie wysoka dekoracja w kształcie dyni za kilka tysięcy jako spontaniczny zakup? To właśnie z takich momentów zbudowane są tego typu programy.

Dramy? Słabe, ale są

"Nastawiłam się na #realityshow w stylu" Życia Kardashianek". Dostałam sześć krótkich odcinków, podczas których nie dowiedziałam się niemal niczego, czego wcześniej nie pokazałyby social media głównych bohaterek" – pisze na swoim profilu na LinkedIn Dagmara Pakulska, konsultantka i trenerka social media.

Dagmara Pakulska
Dagmara Pakulska © LinkedIn

Skład osobowy programu nie pozostawia złudzeń: nie zobaczymy tu spektakularnych "dram". Ola Nowak i Andziaks znają się i przyjaźnią od lat. Obie tworzą podobny, lifestylowy content. Jessica Mercedes porusza się natomiast w nieco innym środowisku związanym z modą. Wszystkie trzy są jednak w podobnym wieku, w przeciwieństwie do "zetki", Klaudii Sadownik.

W efekcie jedynym wspólnym mianownikiem wszystkich czterech jest influencing. Trochę za mało, aby wytworzyły się ostre punkty zapalne. Tarcia mają więc charakter powierzchowny, nierzadko komicznie kuriozalny: dziewczyny obruszają się, gdy jedna drugiej wytknie przygotowanie "niesmacznej matchy", albo gdy nie odpisują na DM-y. Pada oskarżenie o bycie "fałszywą" i to chyba najmocniejszy epitet, jakim jedna z uczestniczek "obrzuca" drugą, itp. w zasadzie tylko po to, aby za chwilę się z nią pogodzić.

Z drugiej strony, nawiązując do koncepcji show łatwoprzyswajalnego, być może to jest właśnie poziom, który zaakceptuje szeroka widownia? Może przerysowane kłótnie i szarpanie się za włosy rodem z "Żon Hollywood" już bardziej odrzuca niż przyciąga?

Przecież na kontach samych uczestniczek takiego contentu nie znajdziemy. Gigantyczne zasięgi robią, pokazując dokładnie to, co chcą pokazać, w tak luksusowej oprawie, na jaką je stać.

"Czy miarą naszego humanizmu jest umiejętność szczerego współczucia osobom, które zarabiają miliony na pokazywaniu swojego życia (włącznie z porodem), a potem skarżą się na brak prywatności? Które prezentują się setkom tysięcy fanów ostrzyknięte, skorygowane, umalowane i wyretuszowane, by zwiększyć swoją wartość w oczach reklamodawców, a później żalą się na ciągłą presję atrakcyjnego wyglądu?" – pyta w swojej recenzji na Wyborcza.pl Emilia Dłużewska.

Demony przeszłości, czyli coś dla prostego człowieka

Jednym z powodów, aby oglądać "Girls of Warsaw" w trakcie prasowania czy wyrabiania kroków na bieżni, będzie też z pewnością chęć odnalezienia w influencerkach pierwiastka ludzkiego – zapewnienia, że są takie same jak my. I w tym aspekcie seria dowozi, jak w żadnym innym.

Najbardziej ludzką twarzą jest Jessica Mercedes, która, jak dowiadujemy się w ostatnim, podsumowującym odcinku, w trakcie nagrań przechodzi "epizod depresyjny". Współbohaterki, owszem, zauważają, że "to nie jest ta Jessica, co kiedyś", ale specjalnie nie interesują się przyczynami.

– Całość ratuje Jessica, która jest bardzo otwarta, mega autentyczna. Ona też pokazuje, jak realnie wyglądają zmagania ze zdrowiem psychicznym – ocenia na swoim Instagramie Ewa Grzelakowska-Kostoglu.

Widzowie, przeciwnie, zainteresować się mogą i pewnie wielu to zrobi: influencerka opowiada o swoim dzieciństwie, porzuceniu przez ojca i konsekwencjach, jakie fakt ten ma na jej dorosłe życie. Kulminacją jest moment, gdy zapłakana zdradza, że umówione wcześniej świąteczne spotkanie z ojcem nie dochodzi do skutku.

Kulisy swojego dzieciństwa zdradza też Andziaks. Wspomina, że nie było "kolorowe": wspomina o alkoholu i przemocy domowej.

I to właśnie są momenty, gdy cynizm tego rodzaju programów wybrzmiewa najmocniej. W formacie, w którym punkty zaczepienia uwagi są nie aż tak znowu liczne, ale z pewnością pragmatycznie rozdystrybuowane wśród nudnawych ujęć luksusowego życia, tym mocniej będą rezonować łzy, smutek i ból. I tym więcej wygrają uczestniczki, które się na takie "drastyczne" wyznania zdecydują.

Więcej popularności? Internet raczej tego nie wróży

Internetowi recenzenci wydali swój wyrok: "Girls of Warsaw" to sześć odcinków, których oglądać nie warto. Teoretycznie wyrok wydali również widzowie: na Filmwebie seria ma obecnie średnią 3,1.

"Czy zobaczyliśmy, jak naprawdę wygląda życie zasięgowych twórczyń od kuchni? Nie. Czy spojrzeliśmy mniej stereotypowo na pracę influencerów? Również nie. Program raczej dołożył kilka argumentów osobom, które już uważały ten świat za próżny i oderwany od rzeczywistości. Czy dostaliśmy chociaż porządną dramę? Też nie. Poziom emocji chwilami przypominał grzybobranie" – komentuje na LinkedIn Pakulska.

Warto przypomnieć, że "Fritz & Wersow: miłość w czasach online", inny niezbyt poważany "dokument" o influencerach, oceniany jest niżej. A w weekend otwarcia zaliczył w kinach dość dobry wynik frekwencyjny. Czy zapracował na koszty wesela pary, nie wiadomo. Ale rozgłos zapewnił.

Można więc zastanowić się, czy w przypadku filmów i seriali z influencerami w rolach głównych istnieje w ogóle inne kryterium oceny. Warto też przyznać przed samymi sobą, że oczekiwania wobec contentu, jaki dostarczają influencerzy, rządzą się zupełnie innymi prawami. Czy taka dieta medialna idzie jej odbiorcom na zdrowie? To już temat na osobną dyskusję.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Dziennikarz przeprosił Roberta Lewandowskiego. Na konferencji reprezentacji

Dziennikarz przeprosił Roberta Lewandowskiego. Na konferencji reprezentacji

Kolejne zatrzymania ws. Polskiej Fundacji Narodowej. Publicysta Republiki w rękach CBA

Kolejne zatrzymania ws. Polskiej Fundacji Narodowej. Publicysta Republiki w rękach CBA

"Lalka" na podium Netfliksa. Tyle razy ją obejrzano

"Lalka" na podium Netfliksa. Tyle razy ją obejrzano

Inea ukarana za opłatę przy rezygnacji. Ma zwrócić klientom pieniądze

Inea ukarana za opłatę przy rezygnacji. Ma zwrócić klientom pieniądze

Nowy dyrektor w TVN. Po dwóch dekadach w Ringier Axel Springer Polska

Nowy dyrektor w TVN. Po dwóch dekadach w Ringier Axel Springer Polska

W Meczykach były naczelny z konkurencji

W Meczykach były naczelny z konkurencji