Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i niektórych innych ustaw została uchwalona przez parlament pod koniec ub.r. Podkreślono, że przepisy regulują legalność treści w internecie i dają obywatelom nowe narzędzia do dialogu z platformami cyfrowymi np. w kwestii usuwanych stamtąd stron, materiałów czy blokowanych nagle profili.
Zgodnie z nowelizacją nadzór nad przepisami DSA w Polsce sprawować będzie prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) – w większości przypadków, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – w zakresie platform wideo, a także prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) – w zakresie platform handlowych oraz innych spraw dotyczących ochrony konsumentów.
Jak już informowaliśmy, w piątek prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację. Uzasadnił, że nie zgadza się na to, by urzędnicy podejmowali decyzje o blokadzie treści w internecie.

– Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w Internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella "Rok 1984". Autor pisał o mechanizmie władzy, który najpierw przejmuje kontrolę nad językiem, nad informacją, a w końcu nad myśleniem obywateli. Jeśli władza decyduje, co jest "prawdą", co "dezinformacją", kto może mówić, a kto nie, wolność znika krok po kroku – pod pozornymi szczytnymi hasłami bezpieczeństwa, dobra wspólnego czy ochrony najsłabszych – przekonywał prezydent.
"To weto polityczne"
Z tą argumentacją nie zgadza się Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon zajmującej się problematyką praw człowieka i nowych technologii. – To weto polityczne, nie merytoryczne. Naprawdę nie rozumiem argumentacji Prezydenta. Absurdalne jest to, że dziś nie mamy – i w wyniku prezydenckiego weta jak na razie nie będziemy mieli – szybkiej i skutecznej ścieżki odwoławczej od cenzorskich decyzji wielkich platform internetowych takich jak TikTok, X czy YouTube – tłumaczy Szymielewicz.

– Absurdem jest, że nie możemy się w Polsce poskarżyć się na tak rażące naruszenia prawa, jak to, że wielkie platformy wpuszczają nawet 10-latki, a algorytmy zoptymalizowane na klikalność serwują im treści drastyczne, pornografię i instruktaże prowadzące do samookaleczeń czy zaburzeń odżywiania – dodaje.
Na początku stycznia z inicjatywy Fundacji Panoptykon 132 ekspertek i ekspertów zaapelowało w liście do prezydentowej Marty Nawrockiej o poparcie nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Podkreślali, że przygotowane przepisy dają realne narzędzia ochrony dzieci w internecie.
Podobnie jak Katarzyna Szymielewicz decyzję prezydenta ocenia jeden z sygnatariuszy tego apelu dr Konrad Ciesiołkiewicz, wiceprzewodniczący państwowej komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu osób poniżej 15 lat. – Uważam, że prezydenckie weto to decyzja fatalna nie tylko dla bezpieczeństwa osób małoletnich, ale także dla autonomii wszystkich użytkowników i użytkowniczek usług internetowych. Pozbawia ich ochrony przed przemocą instytucjonalną, z jaką mamy obecnie do czynienia w przestrzeni cyfrowej – komentuje.

– To już trzecie, po reformie edukacji i usprawnianiu ustawy Lex Kamilek, weto wobec ustaw odnoszących się do budowania przyjaznych i bezpieczniejszych warunków życia i rozwoju – przypomina Ciesiołkiewicz.
W komunikacie Fundacji Panoptykon wyliczono, że na podstawie nowelizacji możliwe byłoby wnoszenie skarg na wielkie platformy do polskiego urzędu (np. na to, że masowo wpuszczają dzieci poniżej 13., a nawet 10. roku życia), zablokowania treści naruszających kodeks karny (np. obrazów seksualnego wykorzystywania dzieci czy deepfejków z udziałem dzieci w trakcie czynności seksualnych) oraz szybkiego odblokowywania kont, które zostały niesłusznie zablokowane przez platformy.
– A przecież to ostatnie rozwiązanie przyjęto w parlamencie ponad politycznymi podziałami. Czy Prezydent ma w szufladzie lepszy kompromis? – pyta Katarzyna Szymielewicz.

Co po wecie prezydenta z DSA?
Fundacja przekazała treść odpowiedzi Marty Nawrockiego na skierowany do niej apel. – Wierzę, że pełna ochrona dzieci w Internecie wymaga wielopoziomowych działań: odpowiedzialnych regulacji prawnych, konsekwentnego egzekwowania obowiązków przez platformy internetowe – niezależnie od ich skali – a także długofalowej pracy edukacyjnej i społecznej – stwierdziła żona prezydenta.
– Szczególna odpowiedzialność spoczywa przy tym na właścicielach oraz operatorach platform społecznościowych, którzy projektują środowisko cyfrowe, algorytmy rekomendujące treści oraz mechanizmy moderacji, a tym samym mają realny wpływ na to, czy w tej przestrzeni rozpowszechniane są treści skrajnie szkodliwe, w tym związane z pornografią, zaburzeniami odżywiania czy zachowaniami suicydalnymi. Funkcjonowanie w przestrzeni cyfrowej powinno wiązać się nie tylko z osiąganiem korzyści ekonomicznych, lecz również z realną odpowiedzialnością za skutki prowadzonych tam działań – dodała.

Politycy obozu rządzącego nie sugerowali jak dotąd, że podejmą próbę uchylenia weta prezydenckiego, do czego potrzeba poparcia przez minimum 276 posłów, czyli 60 proc. wszystkich. – W dzisiejszym (czyli z minionego piątku – przyp.) komunikacie Prezydenta oraz odpowiedzi Pierwszej Damy na nasz apel wybrzmiało, że samo wdrożenie DSA w Polsce jest potrzebne, a problemy, z którymi mierzymy się w Internecie, wymagają pilnej reakcji państwa. Tu widzę pole do współpracy – komentuje Katarzyna Szymielewicz.
– Dostrzegamy też gotowość szybkich działań – Prezydent wspomniał o dwóch miesiącach na przygotowanie lepszych przepisów. Mam nadzieję, że Prezydent ma dobry plan na wypracowanie politycznego kompromisu i wypełnienie luki po projekcie, który dziś wyrzucił do kosza – dodaje.
Równocześnie Fundacja Panoptykon ostrzega, że dalsze niewdrażanie DSA do polskiego porządku prawnego grozi nałożeniem na nasz kraj grzywny. Przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej toczy się już postępowanie w tej sprawie.

We wrześniu 2025 roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł już, że Polska musi zapłacić 8,3 mln euro kary za spóźnione wdrożenie innej dyrektywy – o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (DSM). Skargę na nasz kraj do TSUE skierowała Komisja Europejska.













