Memy, rapowe brzmienia, chwytliwe cytaty zamknięte w shortsach – tak prezydent Donald Trump, Biały Dom i najważniejsi urzędnicy komunikują światu pojmanie i postawienie przed wymiarem sprawiedliwości Nicolasa Maduro.
Wenezuelski dyktator razem z żoną zostali schwytani przez Amerykanów w sobotę 3 stycznia, w stolicy kraju Caracas. Według oficjalnych informacji, Maduro stanie przed sądem w Nowym Jorku za przestępstwa narkotykowe.
Trump, Wenezuela i Maduro. Memom i pokazywaniu potęgi nie ma końca
Administracja Trumpa działania w Wenezueli pokazuje na oficjalnych profilach w mediach społecznościowych, jakby były filmem akcji, ze sobą w rolach głównych –podsumowuje Sky News.
W jednym z postów udostępnionych przez Biały Dom pojawił się internetowy slangowy termin "FAFO", będący skrótem od "f*** around and find out" (w luźnym tłumaczeniu: nie zadzieraj z nami, bo zobaczysz").

Sekretarz obrony USA Pete Hegseth użył tego samego wulgarnego hasła po schwytaniu Maduro, dodając, że wenezuelski dyktator "miał swoją szansę – dopóki jej nie stracił".
Krótko po operacji, prezydent USA opublikował na Truth Social film pokazujący amerykańskie samoloty wojskowe i eksplozje w Caracas, z podkładem muzycznym utworu "Fortunate Son" zespołu Creedence Clearwater Revival.
Piosenka z 1969 roku, szybko stała się hymnem protestu przeciwko wojnie w Wietnamie.
Kolejny film udostępniony przez Biały Dom na platformie X rozpoczynał się fragmentem, w którym Maduro rzuca wyzwanie swoim wrogom słowami : "Przyjdźcie po mnie".
"Będę czekał w Miraflores. Nie zwlekajcie zbyt długo, tchórze" – słychać grzmiącego dyktatora.
Przy akompaniamencie dramatycznej muzyki kolejne ujęcia pokazały startujące samoloty wojskowe USA i eksplozje nad Caracas. "Nie bawcie się w gierki, gdy ten prezydent sprawuje urząd, bo to nie skończy się dobrze" – mówi nagrany na konferencji prasowej sekretarz stanu USA Marco Rubio.

Departament Stanu udostępnił zdjęcie Trumpa z podpisem "nie pogrywajcie z nami".
Biały Dom wrzucił też film z podłożonym kawałkiem raper The Notorious B.I.G., pełnym przekleństw. Na kolejnych zdjęciach pokazano archiwalne materiały filmowe, na których Maduro wyzywa Stany Zjednoczone, aby przyszły i go złapały.

Administracja Trumpa co chwila zresztą szokuje odbiorców ekstrawaganckimi, ujmijmy łagodnie, treściami. To głównie produkty AI, będące jednak projekcją myśli pierwszego lokatora Białego Domu.
W lutym ub.r., kiedy świat z niepokojem obserwował, co Izrael robi z Palestyńczykami w Gazie, Biały Dom zapostował nagranie wygenerowane w AI, pokazujące idylliczną wizję życia w Gazie. Niby to kraina "mlekiem i miodem płynąca", bez wojny, gdzie Trump i jego przyjaciel, premier Izraela popiją na plaży drinki. A obok stoi wielki pomnik prezydenta USA ze złota.
Oburzenie wywołała cała seria materiałów wideo pokazujących migrantów i działania służb migracyjnych ICE. Powstają w duchu wielkiego tryumfalizmu i równoczesnej pogardy dla deportowanych z USA ludzi.
Trump i jego urzędnicy w social mediach nie oszczędzają też przeciwników. Do historii przejdzie zapewne film Trumpa, będący odpowiedzią na protesty "No king's" przeciwko jego stylowi sprawowania urzędu. W generowanym przez AI klipie prezydent z lecącego samolotu oblewa demonstrantów fekaliami.

To regularna, social-mediowa "linia programowa" Trumpa i Białego Domu.
Cel Trumpa: dehumanizacja
- Te wszystkie działania mają jeden cel: dehumanizację - pokazanie, że migranci, ale też - szerzej - wrogowie Ameryki, jak Nicolas Maduro - nie są ludźmi, są memami, obrazkami, z których można się naśmiewać, a nie z nimi empatyzować. Bo kiedy włącza się empatia - można kwestionować konkretne decyzje polityczne: a to nie jest celem komunikacji administracji Donalda Trumpa - wyjaśnia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Magdalena Górnicka-Partyka, ekspertka badająca kreowanie wizerunku w amerykańskiej polityce, autorka podcastu "Stan Wyborczy".
W ocenie specjalistki, pokazanie np. pojmania wenezuelskiego dyktatora w anturażu np. filmu sensacyjnego sprawia, że odbiorcy skupiają się na szokującej formie komunikacji, a mniej na wadze i znaczeniu samego wydarzenia.

- Ludzi oburzy ordynarne użycie AI i nie będą drążyć, czy atak na inny kraj był zgodny z prawem międzynarodowym i Kartą Narodów Zjednoczonych – ocenia Magdalena Górnicka-Partyka.
- Trump doskonale zna te mechanizmy - wie, że obiektowi kpin nikt nie współczuje - przeciwnie: nie chcąc samemu stać się taką wyszydzaną postacią, odbiorca staje po stronie administracji - a więc tego, który jest silniejszy – tłumaczy ekspertka.
Biały Dom pod przewodnictwem Trumpa nie ma w nudny sposób informować o kolejnych poczynaniach prezydenta - komunikacyjnie ma tworzyć spójną wizję rzeczywistości, z którą wyborcy amerykańskiego prezydenta mogą uwierzyć, z którą mogą się utożsamić
W ocenie naszej rozmówczyni od ponownego objęcia urzędu Trump uczynił z profili w social mediach Białego Domu przedłużenie komunikacji opartej na memach, prześmiewczych treściach generowanych przez AI, ataków na różne grupy.

– Zamiast informować o pracy administracji, stały się narzędziem wzniecania gorącej dyskusji politycznej - adresowanej głównie do tych, którzy Trumpowi sprzyjają: prezydent nie widzi potrzeby rozmowy z przeciwnikami - chyba tylko po to, by ich wyśmiać – komentuje dla Wirtualnemedia.pl Magdalena Górnicka-Partyka.
Magdalena Górnicka-Partyka przywołuje także teorię amerykańskiej socjolożka Arlie Russell Hochschild, która mówi o paradoksie dumy i rytuale jej przywracania przez Donalda Trumpa osobom zagubionym w dzisiejszym świecie.
Dokładnie to robi komunikacyjnie Biały Dom - przywraca dumę, pokazuje Amerykanom, że nie mają się czego wstydzić, że ich poglądy - do niedawna uważane za wstydliwe - mogą być teraz tymi dominującymi












