Myślisz, że Wiernikowska dalej pozytywnie przedstawia Rosję? Obejrzałem kolejne odcinki serii

Po pierwszej części reportażu Marii Wiernikowskiej w Kanale Zero dziennikarce zarzucano prorosyjskość. Sprawdziłem, jak ta kwestia wygląda w kolejnych dwóch odcinkach. A odkładając kwestie światopoglądowe, postaram się odpowiedzieć, czy to dobre materiały.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Myślisz, że Wiernikowska dalej pozytywnie przedstawia Rosję? Obejrzałem kolejne odcinki serii
Reportaże Marii Wiernikowskiej z Rosji w Kanale Zero.

Krytycy zarzucali autorce, że pierwszy odcinek skupiał się na "normalnym", niemal sielankowym życiu w Królewcu (Kaliningradzie), ignorując kontekst wojny w Ukrainie oraz represyjny charakter reżimu Putina.

Maria Wiernikowska przedstawiała Rosjan jako gościnnych i sympatycznych ludzi, co powszechnie uznano za szkodliwe ocieplanie wizerunku agresora. Po emisji odcinka interweniowało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Resort odradzał podróże do Rosji. MSZ wskazywał, że Rosja zajmuje jedno z najniższych miejsc pod względem swobód dziennikarskich i wolności mediów.

Dodajmy, że materiał podchwyciła rosyjska propaganda, wykorzystując go do uwiarygodnienia tezy, że życie w Rosji – mimo sankcji – toczy się normalnym trybem. Władimir Korniłow z propagandowego koncernu RT (dawniej Russia Today) napisał o Wiernikowskiej:

Zdobyła się na odwagę, by odwiedzić nasz Kaliningrad (Polacy uparcie nazywają go Królewcem) i nagle, ku przerażeniu polskiej propagandy, odkryła, że ​​Rosjanie to normalni ludzie!

Władimir Korniłow (RT)
wpis w portalu Telegram

Postanowiłem więc sprawdzić, czy kolejne części dadzą paliwo do kontynuacji takiej narracji. Ale najpierw trochę statystyk.

Oglądalność cyklu "Wielka wyprawa Marii Wiernikowskiej w głąb Rosji" jest stabilna. Po emisji trzech odcinków właśnie przekroczyła łącznie 1,5 mln wyświetleń (stan na 26 lutego). Nie jest tak, że pierwszy z nich, który odbił się szerokim echem w mediach, pobił resztę, bo podobną widownię zgromadziła druga część, która ukazała się tydzień później, ale przeszła bez większego echa.

Fakt, najwięcej odtworzeń w serwisie YouTube zdobył na razie start serii z Kaliningradu – 620 tysięcy. Ale opublikowany tydzień później drugi odcinek z Tomska wyświetlono już 560 tys. razy. Trzeci – z podróży koleją transsyberyjską z 21 lutego – zebrał 324 tys. odsłon.

Liczby w portalu branżowym to jedno. Postanowiłem jednak spojrzeć na ten cykl bez obowiązkowego zestawu emocji: tak czy nie? Chciałem sprawdzić, czy to po prostu dobra produkcja oraz ile jest prawdy o prorosyjskości tych materiałów.

Wiernikowska śladami Polaków na Syberii

W drugim – trwającym ponad godzinę – odcinku Maria Wiernikowska odwiedziła Tomsk – ponad półmilionowe miasto na Syberii. To właśnie tutaj trafiali Polacy zesłani po powstaniach listopadowym i styczniowym, a także ofiary brutalnych represji w czasach Związku Sowieckiego. Ta część reportażu poświęcona jest losom tej społeczności i temu, co do dziś po niej pozostało.

Polski kościół w Tomsku. Pierwszy murowany kościół na Syberii.
Polski kościół w Tomsku. Pierwszy murowany kościół na Syberii. © Licencjodawca | YouTube Kanał Zero

Dla reporterki to podróż sentymentalna. Osiedlili się tam jej prababcia i pradziadek z dzieckiem. Widzimy XIX-wieczną architekturę Tomska, którą tworzyli Polacy. W tym tzw. Kościół Polski, gdzie chrzczono kolejne z ośmiorga dzieci przodków Wiernikowskiej. Świątynię wznieśli w 1833 roku polscy zesłańcy jako pierwszy katolicki kościół zachodniej Syberii.

– Aż mi się oczy zmoczyły ze wzruszenia – mówi Maria Wiernikowska tuż po odśpiewaniu "Cichej nocy" przez katolicką wspólnotę, specyficzną mieszanką polskiego z rosyjskim. Ksiądz odprawia mszę głównie po rosyjsku, gdyż polskiego używa już bardzo niewielu parafian. Kościół mieści się w starym domu, a ludzie chodzą w nim w kapciach. Widzimy, jak niosą choinkę.

Nie dziwię się korespondentce, która zaznacza, że choć nie jest "kościółkowa", to ma łzy w oczach. Bo ten kameralny, staropolski motyw na obcej ziemi porusza. Gdy ksiądz "kopnie się" w dacie na kazaniu, ludzie się śmieją. Prosta serdeczność w środku syberyjskiej zimy. Ten kontrast to atut reportażu.

Kij i marchewka

Wiernikowska rozmawia z taksówkarzem, który wiezie ją przez smutne, szare blokowisko Tomska. I ten fragment może spodobać się tym, którzy czekali na prawdę o Rosji, której zabrakło im w pierwszym odcinku.

Rozmówca Wiernikowskiej mówi o strachu i konformizmie Rosjan. Myślą, że skoro mają co jeść, to nie będą się wychylać i czepiać, a wszystko będzie w porządku.

– Tak zawsze jest w dyktaturach. Inaczej się nie da. To znaczy – ludzi się zastrasza, niektórych się wsadza do więzienia, a resztę się kupuje pensjami, kredytami, samochodami. Czyli kij i marchewka – tłumaczy kierowca.

Słyszymy zwykłych ludzi zaczadzonych propagandą Putina, kontynuatorką melodyki sowieckiego imperium. Wiernikowska po prostu oddaje im głos. To raczej ofiary systemu niż cyniczni funkcjonariusze.

Starsza mieszkanka Tomska mówi, że nie jest przeciwko Ukrainie, a przeciw faszyzmowi. Jej dziadek bronił Leningradu, a potem zginął w obozie koncentracyjnym w Gdańsku (Stutthof k. Gdańska – red.) – My i Ukraina jesteśmy braćmi, nie przeciwnikami – "wyjaśnia" mieszkanka Tomska.

Kolejni, podczas ulicznej manifestacji bez owijania w bawełnę mówią o "naszej Ukrainie", "zgodnie z prawem międzynarodowym i naszą konstytucją". Przywołują argument, że Federacja Rosyjska jest następcą prawnym ZSRR.

– Pani zawodowo przekręca fakty. Widać, że pani jest zawodową propagandzistką – odpowiada mężczyzna, lekko prowokowany przez Wiernikowską za udział w manifestacji. I już sam ten spór pokazuje stosunek autorki do wojny w Ukrainie.

Wiernikowska pokazuje rudery kolejnych budynków. Taksówkarz z nostalgią opowiada o starym, na którego miejsce przyszło nowe. O fabryce żarówek, której już nie ma. O innych zamkniętych socjalistycznych kombinatach. Za to wszędzie są kawiarnie i fitness kluby. – A ceny rosną, rosną i rosną. (...) coraz trudniej i trudniej się żyje – gawędzi w stylu taryfiarza sprzed Dworca Centralnego w Warszawie.


Ale też przyznaje, że te sowieckie zakłady budowali więźniowie łagrów. Było ich w Tomsku 12. I to kolejny wątek krytyczny wobec Rosji.

To też mocny fragment reportażu w sensie faktograficznym. Przypomina mi się "Imperium" Ryszarda Kapuścińskiego, który po wielu latach wrócił do byłych republik radzieckich, by pokazać, jak nowe wypiera stare po upadku kolosa.

Całość reportażu z Tomska nie wypada może porywająco, bo brak naprawdę mocnych momentów, a rozmowy z taksówkarzem niepotrzebnie się przedłużają. Ale jeśli kogoś ciekawi, jak dziś wygląda życie w środku syberyjskiej zimy z domieszką romantycznej polskiej historii pod zaborami, to na pewno warto zobaczyć materiał.


I najważniejsze: reportaż z pewnością nie jest prorosyjski. Ocena 7 na 10.

Wiernikowska w kolei transsyberyjskiej

W trzecim, trwającym prawie 50 minut odcinku, dzieje się już zdecydowanie mniej. Choć Maria Wiernikowska rusza w podróż, która jest niedoścignionym marzeniem wielu: koleją transsyberyjską. Prowadzi rozmowy z rosyjskimi żołnierzami, którzy popierają wojnę Putina. Ale wniosek jest dość jednoznaczny: to także ofiary systemu.

Dziennikarka startuje z Moskwy, skąd do Nowosybirska jest jakieś 4 tysiące kilometrów. Całość materiału ma depresyjną, by nie powiedzieć nudną scenerię. Po prostu pociąg toczy się w nocy i nic poza rozmowami się nie dzieje.

Widzimy, jak wygląda osławiony skład. Przechadzamy się wraz z reporterką, gdy rozmawia z kolejnymi podróżnymi. Poleca wziąć czapkę i rękawiczki. Nazywa przejście między wagonami kriokomorą, gdyż leży tam śnieg, a na zewnątrz jest minus 20 stopni. W czasie postoju pracownicy kolei odkuwają lód, by odblokować hamulce.

Wiernikowska toczy pogawędki ze zwykłymi Rosjanami, którzy jedzą i piją, ale raczej nie ma w nich nic, co zostawałoby w pamięci na dłużej. Jak mówią, są ze Stalingradu (miasto nosiło tę nazwę w latach w czasach stalinizmu, obecnie Wołgograd - red.). Wiernikowska znów opowiada o przodkach na Syberii. Rozmawia z żołnierzem będącym pod wpływem propagandy Putina. Jego brat zginął na froncie w Bahmucie.

Wiernikowska w kolei transsyberyjskiej.
Wiernikowska w kolei transsyberyjskiej. © Licencjodawca | YouTube Kanał Zero

– Zełenski zwariował – "tłumaczy" jej rozmówca. Jednak ten i inne wywody nie mogą już robić wrażenia po rozmowach w drugim odcinku. Podobnie jak zbyt częste monologi Wiernikowskiej, ot, osobiste wspomnienia i anegdoty związane z Rosją.

Gdyby ktoś chciał obejrzeć materiał Wiernikowskiej, polecam raczej drugi odcinek. Trzeci, choć fajnie zobaczyć legendarną kolej przemierzającą surową Rosję, bywa nudny. Oceniam go na 5 na 10.


Natomiast nie znalazłem ani w drugiej, ani w trzeciej części żadnego wątku, który mógłby jednoznacznie kojarzyć się z prorosyjskim.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Paramount kupi Warner Bros. i HBO Max. Protest filmowców, dochodzenie gubernatora

Paramount kupi Warner Bros. i HBO Max. Protest filmowców, dochodzenie gubernatora

Grupa Allegro sprzedała swoją działalność w dwóch krajach

Grupa Allegro sprzedała swoją działalność w dwóch krajach

Zaskakujący zwrot akcji. Streaming ratuje telewizję kablową

Zaskakujący zwrot akcji. Streaming ratuje telewizję kablową

Paramount przejmie Warner Bros. Discovery. Podpisano umowę

Paramount przejmie Warner Bros. Discovery. Podpisano umowę

KO chce zakazać smartfonów w szkołach. Dostęp do social mediów od 15. roku życia

KO chce zakazać smartfonów w szkołach. Dostęp do social mediów od 15. roku życia

Paweł Wilkowicz odchodzi ze Sport.pl. Był dyrektorem przez cztery miesiące [NASZ NEWS]

Paweł Wilkowicz odchodzi ze Sport.pl. Był dyrektorem przez cztery miesiące [NASZ NEWS]