Od YouTube do Podsiadły, Quebonafide i Okiego. Kuciński: "Chciałem być w środku" [WYWIAD]

Zaczynał od własnego kanału na YouTube, gdzie uczył się opowiadania historii i walki o uwagę widza. Dziś pracuje przy projektach największych polskich artystów, dokumentując trasy koncertowe, premiery i momenty, których publiczność nie widzi. O tym, jak internetowa twórczość przełożyła się na dużą produkcję, opowiada Marcin Kuciński, twórca studia Bttrfly.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Od YouTube do Podsiadły, Quebonafide i Okiego. Kuciński: "Chciałem być w środku" [WYWIAD]
Marcin Kuciński
Fot. Marcin Kuciński

Zaczynałeś jako youtuber, a dziś pracujesz przy projektach największych polskich artystów: Dawida Podsiadło, Quebonafide i Okiego. Jak wyglądała ta droga?

Zanim zacząłem pracować z artystami, przez kilka lat prowadziłem kanał na YouTubie. Zaczynałem od vlogów, ale z czasem coraz częściej realizowałem materiały dla marek. Miałem okazję pracować m.in. przy projektach Red Bulla, nagrywać Igę Świątek czy tworzyć różnego rodzaju formaty internetowe.

Od początku najbardziej ciągnęło mnie jednak do muzyki. Chciałem robić wideo do utworów, których sam słucham. Początkowo próbowałem wejść w ten świat trochę po swojemu – tworzyłem własne filmy z wykorzystaniem muzyki. Szukałem sposobu, żeby połączyć pasję z pracą.

Przełom nastąpił, gdy dostałem możliwość realizacji materiału z koncertu Okiego połączonego z premierą jego kolekcji ubrań. To był moment, kiedy poczułem, że właśnie tym chciałbym się zajmować.

Co się wtedy wydarzyło?

Na koncercie nie chciałem tylko stać z kamerą z boku. Chciałem być w środku wydarzeń – wejść na scenę, zejść pod, pokazać energię ludzi. Kiedy Oki wskoczył w tłum, zrobiłem dokładnie to samo. Powstały ujęcia, które pokazały, że rozumiemy podobnie tę formę opowiadania historii. Od tego zaczęła się nasza współpraca, a później pojawiały się kolejne projekty z innymi artystami.

Bardziej czujesz się dokumentalistą niż klasycznym operatorem?

Najbardziej interesuje mnie pokazywanie prawdziwych emocji i momentów, których nie da się wyreżyserować. Mam możliwość dokumentowania rzeczy, których zwykły odbiorca nie widzi – kulis tras koncertowych, przygotowań do występów, pracy nad muzyką czy codzienności artysty.

Dla mnie najciekawsze jest to, co dzieje się pomiędzy oficjalnymi momentami. Sam koncert jest ważny, ale równie interesujące jest wszystko, co prowadzi do tego finału. Nie chcę być tylko osobą, która wykonuje techniczne zadanie. Zależy mi na tym, żeby wnosić pomysł i własną perspektywę.

Artyści dają Ci swobodę?

To zależy. Każdy artysta pracuje inaczej. Jedni chcą mieć wpływ na każdy szczegół, inni dają dużo większą przestrzeń. Dla mnie najważniejsze jest znalezienie równowagi. Szanuję to, że pracuję nad czyjąś wizją, ale jednocześnie chcę dać coś od siebie. Jeżeli mam pomysł, przedstawiam go i tłumaczę, dlaczego moim zdaniem może zadziałać. Z czasem, kiedy buduje się zaufanie, tej swobody jest coraz więcej.

Trzeba jednak pamiętać, że duże projekty są efektem pracy wielu osób. Czasem coś, co dla mnie jest świetnym ujęciem, nie pasuje do większej koncepcji budowanej przez artystę i zespół. Wtedy trzeba umieć odpuścić.

Gdybyś miał wytłumaczyć cioci, czym właściwie się zajmujesz...?

Powiedziałbym, że pomagam ludziom i markom opowiadać historie za pomocą obrazu.

Kiedy artysta robi koncert, nagrywa płytę albo jedzie w trasę, my pokazujemy rzeczy, których publiczność normalnie nie widzi. Dokumentujemy emocje, kulisy, przygotowania i cały proces, który stoi za finalnym efektem.

Od strony technicznej wygląda to tak, że najpierw wymyślamy, co chcemy pokazać, później przygotowujemy produkcję, nagrywamy materiał, a na końcu składamy z tego historię. Czasami jestem operatorem, czasami reżyserem, czasami producentem – zależy od projektu.

Marcin Kuciński
twórca studia Bttrfly

Najważniejsze jest dla mnie jednak nie samo nagrywanie. Kamera jest tylko narzędziem. Chodzi o to, żeby uchwycić coś, co ma emocje i sprawić, żeby osoba oglądająca poczuła się częścią tego wydarzenia.

Polskie koncerty mogą dziś konkurować ze światowymi produkcjami?

Myślę, że zdecydowanie tak. Oczywiście zawsze można coś poprawiać, ale poziom polskich koncertów bardzo się zmienił. Artyści mają coraz większe ambicje. Chcą robić widowiska, które nie odstają od światowych produkcji. Widać to zarówno po skali scenografii, technologii, jak i sposobie myślenia o całym doświadczeniu dla widza.

Dla nas jako twórców obrazu to bardzo ciekawy moment, bo im większa jest skala wydarzenia, tym więcej możliwości opowiadania historii. Trzeba jednak pamiętać, że za takim koncertem stoi ogromny zespół ludzi. My jesteśmy jednym z elementów całej układanki.

Marcin Kuciński i Dawid Podsiadło
Marcin Kuciński i Dawid Podsiadło © Materiały prasowe | Marcin Kuciński

Prowadzisz studio Bttrly. Dlaczego zdecydowałeś się stworzyć własny zespół?

W pewnym momencie zauważyłem, że projekty robią się coraz większe i nie da się wszystkiego realizować samemu. Chciałem stworzyć miejsce, które pozwoli łączyć różne kompetencje. Sam mogę mieć swoje mocne strony, ale są osoby, które są lepsze ode mnie w konkretnych rzeczach – montażu, produkcji czy pracy z określonym sprzętem.

Nie chodzi o to, żeby robić wszystko samemu. Najlepsze efekty powstają wtedy, kiedy zbiera się ludzi, którzy mają podobną energię i chcą stworzyć coś dobrego.

Ile osób pracuje przy dużej produkcji koncertowej?

To zależy od skali projektu. Czasami jest to kilka osób, przy większych realizacjach kilkanaście. Odpowiadam za kierunek kreatywny i koordynację całości. Oprócz operatorów potrzebujemy osób od produkcji, montażu, fotografii czy konkretnych technicznych zadań.

Dobieram ludzi do projektu, bo ważne są nie tylko umiejętności, ale też sposób myślenia. Przy takich realizacjach trzeba sobie ufać i szybko reagować. Koncert jest żywym organizmem – coś może wydarzyć się w każdej chwili. Najlepsze ujęcia często powstają właśnie wtedy, kiedy trzeba podjąć decyzję w kilka sekund.

Jakie umiejętności powinny posiadać osoby współpracujące przy tego typu projektach?

Przy pracy z artystami bardzo ważne jest to, żeby osoby, które tworzą materiały, naprawdę znały ich twórczość i rozumiały ich świat. Nie wystarczy przyjść na koncert z kamerą i po prostu nagrać to, co dzieje się na scenie. Trzeba wiedzieć, jakie momenty są ważne, jakie emocje chce przekazać artysta i co może zainteresować jego fanów.

Jeżeli ktoś słucha tej muzyki, zna wcześniejsze projekty i rozumie kontekst, jest w stanie wyłapać rzeczy, których inna osoba mogłaby nie zauważyć. Czasem to jest drobny gest, spojrzenie, moment między piosenkami albo reakcja publiczności.

W takich projektach technika jest oczywiście ważna, ale jeszcze ważniejsze jest wyczucie. Najlepsze materiały powstają wtedy, kiedy twórca nie jest tylko obserwatorem z zewnątrz, ale naprawdę rozumie osobę, którą pokazuje.

Pracując dziś z dużymi artystami i markami, wykorzystujesz umiejętności, których nauczyłeś się na YouTube i TikToku?

Przede wszystkim nauczyłem się rozumienia odbiorcy. Kiedy samemu tworzy się treści, bardzo szybko dostajesz informację zwrotną – widzisz, co ludzi interesuje, co zatrzymuje ich uwagę, jakie emocje wywołuje dany materiał. To nauczyło mnie myślenia nie tylko o tym, jak coś wygląda, ale przede wszystkim: dlaczego ktoś miałby chcieć to obejrzeć.

Druga rzecz to szybkość i elastyczność. Internet nauczył mnie, że czasami trzeba działać bez wielkiego planu, reagować na sytuację i szukać ciekawych rozwiązań tu i teraz. Przy koncertach bardzo się to przydaje, bo wiele najlepszych momentów pojawia się spontanicznie.

Marcin Kuciński
twórca studia Bttrfly

Myślę też, że dzięki własnej działalności łatwiej rozumiem twórców i artystów, z którymi pracuję. Sam byłem kiedyś osobą, która budowała swoją społeczność i szukała własnego języka komunikacji. Dzięki temu wiem, jak ważna jest autentyczność i jak łatwo stracić coś ważnego, kiedy próbuje się zbyt mocno kontrolować przekaz.

Dzisiaj te doświadczenia łączę z produkcją na większą skalę – z zespołem, większym budżetem i większymi możliwościami technicznymi.

Skoro twórcy internetowi mają dziś taką wiedzę o odbiorcach, dlaczego telewizja i tradycyjne media tak rzadko korzystają z ich doświadczenia?

Myślę, że to powoli zaczyna się zmieniać, ale rzeczywiście przez długi czas te światy funkcjonowały osobno. Twórcy internetowi nauczyli się rzeczy, które są dziś bardzo cenne – jak przyciągnąć uwagę odbiorcy, jak opowiadać historię w krótszej formie, jak budować relację ze społecznością i jak reagować na zmieniające się trendy.

Telewizja przez lata miała ogromne doświadczenie w produkcji, jakości obrazu i organizacji dużych przedsięwzięć. Internet z kolei nauczył się szybkości, autentyczności i bezpośredniego kontaktu z widzem.

Myślę, że najlepsze efekty powstaną wtedy, kiedy te dwa światy zaczną się bardziej przenikać. Twórcy internetowi mogą wnieść inne spojrzenie na odbiorcę, a tradycyjne media mają ogromne doświadczenie produkcyjne.

Nie chodzi o to, żeby internet zastąpił telewizję, tylko żeby korzystać z najlepszych rzeczy z obu tych światów.

Dobrze zarabiasz?

To normalna praca i normalny biznes. Oczywiście pasja jest bardzo ważna, ale od początku zakładałem, że osoby, z którymi pracuję, muszą być uczciwie wynagradzane.

Nie utrzymujemy się wyłącznie z projektów muzycznych. Dużą część naszej działalności stanowią produkcje komercyjne – kampanie dla marek, materiały marketingowe czy content do internetu.

Projekty artystyczne są dla mnie bardzo ważne, ale firma musi też działać biznesowo. Dzięki temu możemy rozwijać zespół, kupować sprzęt i podejmować się coraz większych realizacji.

Zarabiasz więcej niż jako samodzielny twórca?

Tak, choć warto zaznaczyć, że sam YouTube też bardzo się zmienił. Dzisiaj z samych wyświetleń można zarabiać więcej niż kilka lat temu.

Czyli bardzo dobrze zarabiasz?

Tak.

Ile masz lat?

27.

Czy dziś jesteś w miejscu, do którego chciałeś dojść?

Jestem w zdecydowanie lepszym miejscu niż kilka lat temu. Mam możliwość pracować przy projektach, które mnie interesują, współpracować z ludźmi, których cenię, i rozwijać własną firmę.

Najbardziej cieszy mnie jednak nie sam aspekt finansowy, ale to, że udało się zbudować coś, co ma wartość. Że ludzie wracają do nas z kolejnymi projektami i wiedzą, czego mogą się spodziewać.

Jak wygląda Twój dzień pracy? Co właściwie robisz od momentu pojawienia się projektu?

Najczęściej zaczyna się od rozmowy i pomysłu. Musimy zrozumieć, co chcemy opowiedzieć i jaki efekt osiągnąć.

Później pojawia się etap przygotowań – planowanie produkcji, dobór zespołu, ustalenie sposobu realizacji. Podczas zdjęć często sam jestem na planie i nagrywam materiał, ale jednocześnie odpowiadam za całość.

Na końcu zostaje montaż i składanie historii. Właśnie to jest dla mnie najciekawsze – przejście od luźnego pomysłu do gotowego filmu, który wywołuje emocje.

Przy dużych trasach koncertowych przygotowania trwają miesiącami?

Tak, szczególnie przy większych projektach. Pomysły często pojawiają się na długo przed startem trasy.

Najpierw rozmawiamy z artystą i jego zespołem, zastanawiamy się, co chcemy pokazać i jaki charakter ma mieć cała komunikacja. Później przychodzą próby, planowanie ujęć i podział zadań. Trzeba wiedzieć, gdzie będzie się znajdował operator, jakie momenty są najważniejsze i jak uchwycić energię wydarzenia.

Ale jednocześnie trzeba zostawić miejsce na spontaniczność. Gdyby wszystko było w stu procentach zaplanowane, stracilibyśmy część emocji.

Jest jakiś moment z koncertów, który szczególnie zapamiętałeś?

Takim momentem był finał trasy Okiego w TAURON Arenie. Mieliśmy zaplanowane konkretne ujęcie – wiedzieliśmy, że w pewnym momencie wydarzy się coś wyjątkowego, ale Oki zrobił ten ruch szybciej, niż zakładaliśmy.

Przez chwilę wyglądało na to, że nie zdążymy tego uchwycić. Na szczęście pracowaliśmy zespołowo – inni operatorzy byli w odpowiednich miejscach i udało się złapać ten moment.

To dobrze pokazuje, że przy takich produkcjach nie chodzi tylko o dokładny plan. Trzeba być cały czas uważnym i gotowym na reakcję, bo najlepsze rzeczy często dzieją się spontanicznie.

Coraz więcej twórców internetowych realizuje dziś duże kampanie reklamowe. Czy marki zaczynają to rozumieć?

Myślę, że jesteśmy w momencie dużej zmiany. Marki coraz częściej widzą, że sama efektowna reklama już nie wystarczy. Ludzie są przyzwyczajeni do ogromnej ilości treści. Żeby zwrócić ich uwagę, trzeba stworzyć coś, co naprawdę ich zainteresuje.

Twórcy internetowi mają w tym ogromne doświadczenie, bo przez lata musieli walczyć o uwagę odbiorców bez wielkich budżetów. Wiedzą, jak opowiedzieć historię i jak stworzyć coś, co ludzie chcą oglądać.

Czyli twórca powinien być partnerem marki, a nie tylko wykonawcą?

Dokładnie. Jeżeli marka zaprasza twórcę do współpracy, powinna korzystać z tego, co jest jego największą wartością – sposobu myślenia i znajomości odbiorców.

Najlepsze projekty powstają wtedy, kiedy wszyscy mają wpływ na efekt. Marka zna produkt, agencja zna strategię, a twórca wie, jak komunikować się z ludźmi.

Połączenie tych perspektyw daje najlepsze rezultaty.

Czyli dziś marki powinny bardziej myśleć jak twórcy niż jak reklamodawcy?

Klasyczna reklama często zaczyna się od pytania: "jak sprzedać produkt?". Dzisiaj coraz częściej trzeba zacząć od pytania: "dlaczego ktoś miałby chcieć to obejrzeć?"

Ludzie nie wchodzą do internetu po to, żeby oglądać reklamy. Szukają emocji, rozrywki, wiedzy albo inspiracji. Jeśli marka potrafi im to dać, wtedy komunikacja działa dużo lepiej.

Największy błąd to tworzenie treści, które są atrakcyjne tylko dla samej firmy. Odbiorca musi dostać coś dla siebie.

Czy podobnie wygląda budowanie wizerunku artystów?

Tak, bo dzisiaj artysta funkcjonuje nie tylko przez muzykę. Oczywiście utwory są podstawą, ale ogromne znaczenie ma cała historia wokół nich.

Fani chcą zobaczyć kulisy, proces powstawania rzeczy, momenty, których wcześniej nie mieli szansy zobaczyć. Chcą mieć poczucie, że są bliżej artysty.

To właśnie buduje społeczność. A silna społeczność przekłada się później na wszystko – od koncertów po odbiór nowych projektów.

Sama sprzedaż biletu czy produktu nie jest już wystarczająca?

Dzisiaj trzeba budować relację. Jeżeli ktoś regularnie dostarcza ludziom wartościowe treści, to z czasem powstaje więź. To działa zarówno w przypadku artystów, jak i marek. Ludzie chcą mieć powód, żeby wracać. Dobry content nie powinien być tylko komunikatem "kup". Powinien sprawiać, że ktoś chce być częścią większej historii.

Jak zmienił się język obrazu i montażu? Czy YouTube i TikTok wpłynęły na sposób, w jaki dziś opowiadamy historie?

Na pewno zmienił się sposób, w jaki budujemy uwagę widza. Kiedyś wiele rzeczy było projektowanych inaczej, a dziś dużo większą wagę przykłada się do początku materiału – do tego, żeby od pierwszych sekund zainteresować odbiorcę.

Ale nie chodzi tylko o zasadę: "musisz mieć mocny początek". To jest bardziej złożone. Chodzi o to, żeby widz szybko zrozumiał, dlaczego warto zostać z tym materiałem i co dostanie w zamian.

Bardzo mocno zmienił się też sam język montażu. Wiele technik, które wcześniej pojawiały się w filmach czy teledyskach, zaczęło funkcjonować w krótkich formach – na TikToku i Instagramie. Szybkie przejścia, konkretne rytmy, powtarzalne schematy wizualne czy charakterystyczne sposoby kadrowania zaczęły być częścią codziennego języka internetu.

Marcin Kuciński w trakcie rejestracji koncertu
Marcin Kuciński w trakcie rejestracji koncertu © Materiały prasowe | Krzysztof Ruchniewicz

Czy rozwój technologii sprawił, że łatwiej dziś stworzyć dobry materiał?

Zdecydowanie. Dzisiaj bardzo dużo rzeczy można zrobić dużo szybciej i łatwiej. Telefonem można nagrać jakość, która jeszcze kilkanaście lat temu byłaby trudna do osiągnięcia bez profesjonalnego sprzętu.

Tak samo jest z postprodukcją. Rzeczy, które kiedyś wymagały wielu godzin pracy, dziś można zrobić dużo sprawniej.

Ale technologia sama w sobie nie tworzy dobrej historii. Może pomóc zrobić konkretny efekt, poprawić obraz czy przyspieszyć pracę, ale nadal najważniejsze są pomysł, emocje i sposób opowiedzenia czegoś.

Dobry materiał nie powstaje dlatego, że użyliśmy najlepszego narzędzia, tylko dlatego, że mamy coś ciekawego do pokazania.

Jak patrzysz na wpływ sztucznej inteligencji na branżę kreatywną?

Myślę, że AI bardzo zmieni naszą pracę. Już teraz korzystamy z takich narzędzi przy niektórych elementach postprodukcji czy efektach specjalnych. Może przyspieszyć wiele procesów i pozwolić realizować pomysły, które wcześniej były trudne albo bardzo kosztowne.

Ale nie wierzę, że zastąpi najważniejszą część tworzenia, czyli pomysł, emocje i doświadczenie. Szczególnie w projektach związanych z ludźmi i wydarzeniami na żywo ogromną wartością jest autentyczność.

Czy nie obawiasz się, że AI zaleje nas ogromną ilością podobnych treści?

To jest możliwe. Już teraz widzimy bardzo dużo materiałów, które są efektowne technicznie, ale nie mają własnego charakteru.

Samo narzędzie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś przestaje myśleć kreatywnie i oczekuje, że technologia zrobi wszystko za niego.

AI może być świetnym wsparciem dla twórcy, ale nie powinna zastępować jego spojrzenia. Największą wartością nadal będzie umiejętność stworzenia czegoś, co ma własny styl i emocję.

Czy paradoksalnie rozwój AI sprawi, że bardziej docenimy rzeczy prawdziwe?

Myślę, że tak. Im więcej będzie treści generowanych automatycznie, tym większą wartość będą miały rzeczy, które powstały naprawdę. W przypadku koncertów czy dokumentowania ludzi najważniejsze jest to, że coś wydarzyło się w konkretnym miejscu i czasie. Że można było być tam z kamerą i uchwycić prawdziwy moment.

Tego nie da się w pełni zastąpić.

Gdzie widzisz siebie za pięć lat?

Chciałbym dalej robić rzeczy, które mnie rozwijają i dają mi satysfakcję. Nie mam jednej konkretnej pozycji, do której dążę, bo bardziej interesuje mnie skala i jakość projektów.

Chciałbym, żeby Bttrfly stało się miejscem kojarzonym z wysoką jakością i dobrym podejściem do tworzenia. Żeby ludzie widząc produkcję, mogli powiedzieć: "to jest od Bttrfly, więc wiadomo, że będzie zrobione dobrze".

Marzy mi się realizowanie coraz większych projektów – również poza Polską. Ale najważniejsze jest dla mnie, żeby nie zgubić tego, od czego wszystko się zaczęło: ciekawości, pasji i chęci robienia rzeczy inaczej.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Jest drożej. Platforma Apple TV podniosła ceny

Jest drożej. Platforma Apple TV podniosła ceny

Wyślij mi to gołębiem. Aplikacja-żart, jako odtrutka na przebodźcowanie

Wyślij mi to gołębiem. Aplikacja-żart, jako odtrutka na przebodźcowanie

Nowacka uciekła od słowa "gospodyni". Językoznawca: "Do lapsusu zaczęła dorabiać ideę"

Nowacka uciekła od słowa "gospodyni". Językoznawca: "Do lapsusu zaczęła dorabiać ideę"

PZPN stracił kolejnego sponsora. Staropolanka nie przedłużyła umowy

PZPN stracił kolejnego sponsora. Staropolanka nie przedłużyła umowy

Gen Z, Baby Boomers i DOOH. Waldemar Kruk o tym, jak różne pokolenia korzystają z galerii handlowych
Materiał reklamowy

Gen Z, Baby Boomers i DOOH. Waldemar Kruk o tym, jak różne pokolenia korzystają z galerii handlowych

Lotto zamiast Orlenu sponsorem tytularnym Superligi

Lotto zamiast Orlenu sponsorem tytularnym Superligi