Aplikacje Carrier Pidge oraz Roost Social, bo o nich mowa, nie znajdują się na pierwszych miejscach listy pobrań z Appstore czy Google Play. Biorąc jednak pod uwagę, że, jak raportują twórcy, pierwszą z nich pobrano 75 tys. razy, drugą - 650 tys., jest szansa, że za chwilę przesuną się w górę o sporą liczbę oczek.
Slow vs. instant
Aplikacje "zwalniające" wysyłane wiadomości nie są całkiem nowe, ale jak zawsze w nowych technologiach, chodzi o kontekst. Na rynku jest już na przykład aplikacja Slowly, imitująca typowe tempo, z jakim do odbiorców dociera korespondencja. Piszemy "list do przyjaciela", nalepiamy wirtualny znaczek i wrzucamy do wirtualnej skrzynki. To, jak długo korespondencja będzie "szła" zależy jak daleko dany przyjaciel się znajduje. Może godziny, a może dni.
Carrier Pidge czy Roost Social wykorzystują ten sam mechanizm, ale w innym kontekście: zamiast listu, wysyłamy wirtualnego gołębia, ewentualnie indyka lub gęś wędrowną. Każdy z wybranych ptaków porusza się ze swoją rzeczywistą prędkością, wyrażoną w milach na godzinę. Postępy w trasie możemy następnie śledzić na mapie.

"Spędziłem trzy tygodnie budując komunikator, wolniejszy niż email. Wiadomości lecą z prędkością gołębia - 22 godziny z LA do NYC. Zdarza się, że ptak zginie i nie dostarczy wiadomości" – napisał 13 sierpnia na X twórca Carrier Pidge, Noah Iarrobino.
Wpis miał 8,1 mln zasięgu i tysiąc komentarzy. Aplikacja, która na rynku pojawiła się trzy miesiące wcześniej, nagle zaczęła być odmieniana przez wszystkie przypadki. Jak raportował "The New York Times", Carrier Pidge, który startował z poziomu kilkuset pobrań miesięcznie, teraz notuje ich tysiące.
– Zainspirował mnie trend, który od jakiegoś czasu jest widoczny w świecie technologii: ludzie chcą się oderwać od swoich telefonów i wyjść na zewnątrz – mówił w rozmowie z NY Times. – Pomyślałem, że gołębie to zabawny koncept. I że śmieszne byłoby, gdyby niektóre nie docierały do odbiorców – dodał.

Pierwsza wiadomość, jaką wysłał Iarrobino, leciała (i szczęśliwie dotarła) do swojego adresata 8 godzin i 42 minuty. Gdyby jednak pocztowy gołąb miał nieszczęście zaginąć w locie, aplikacja zaproponowałaby zastępstwo – za jedyne 99 centów.
Roost Social działa podobnie, choć szerzej: do wyboru, oprócz ptaków, mamy kilkaset innych zwierząt, w tym ślimaka.
Twórca Social Roost Logan Mendelsohn, mówił w wypowiedzi dla "NY Times", że jego aplikacja wpisuje się w ruch slow-tech, którego celem jest odwoływanie się do tych obszarów technologii, które pomagają ludziom łączyć się ze sobą.
Nie wszystko wszędzie naraz
Fakt, że dwie podobne aplikacje pojawiły się na rynku w podobnym czasie to przypadek: twórcy zaznaczają, że ich pomysły powstawały niezależnie. Fakt ten, być może, mówi jednak sporo o tym, czego pragniemy, jako użytkownicy internetu: więcej spokoju.

Jak pisała niedawno Kinga Walczyk, jesteśmy zmęczeni syntetyczną papką. Internet przejęły boty, które generują połowę treści w internecie. Z danych WHO wynika natomiast, że przeciętny dorosły spędza przed ekranem około 6 godzin. Z drugiej strony, ponad połowa Polaków nie słyszała o higienie cyfrowej.
Czy wysyłanie, raz na jakiś czas gołębia zamiast standardowego maila czy wiadomości, pomoże zmniejszyć poziom przebodźcowania? Raczej nie. W końcu obserwowanie, jak radzi sobie wybrany przez nas ptak w trasie, również wymaga spoglądania na ekran. W pewnym sensie pomaga jednak przypomnieć sobie, że nie wszystko musi dziać się wszędzie i naraz.












