Atmosfera wokół "60 Minutes" zgęstniała po tym, jak pod rządami nowej redaktor naczelnej, Bari Weiss, z programu odeszli lub zostali zwolnieni kluczowi dziennikarze, w tym Scott Pelley, Sharyn Alfonsi czy Cecilia Vega.
Ellison reaguje
Zwolnienia wywołały falę oburzenia wśród pracowników i środowisk dziennikarskich, które zarzucają nowemu kierownictwu dążenie do politycznego podporządkowania redakcji. Scott Pelley w wywiadzie dla "The New York Times" otwarcie oskarżył Weiss o "zabijanie" legendy telewizyjnej publicystyki, a zwolnieni korespondenci wskazywali na niedopuszczalne próby ingerencji w materiały śledcze.
W obliczu rosnącego zamieszania, CEO Paramount David Ellison zdecydował się na reakcję. Jak podała Lesley Stahl, jedna z ikon programu, szef Paramount osobiście skontaktował się z nią, zapewniając o swoim zobowiązaniu do ochrony "niezależności redakcyjnej" "60 Minutes".

Ten gest ma być sygnałem, że nowi właściciele chcą wygasić konflikt, który zagraża wiarygodności całej spółki, zwłaszcza w obliczu przejęcia Warner Bros. Discovery, do którego należą m.in. CNN oraz TVN.
Co dalej z programem?
Grupa kilkudziesięciu byłych pracowników CBS News wystosowała list otwarty do Ellisona, w którym podkreślają, że "zaufanie instytucjonalne nie przenosi się automatycznie wraz z prawem własności". Doświadczeni dziennikarze przypominają, że siła "60 Minutes" zawsze opierała się na obowiązku wobec opinii publicznej, a nie na celach korporacyjnych czy politycznych.
Sytuacja jest tym bardziej napięta, że zmiany w CBS News zbiegają się w czasie z planowaną fuzją Paramount z Warner Bros. Discovery.
Przed Ellisonem stoi trudne zadanie: musi przekonać zarówno widzów, jak i własnych pracowników, że "60 Minutes" w swoim 59. sezonie pozostanie niezależnym głosem, a nie narzędziem w rękach nowych właścicieli. Na razie z amerykańskich mediów branżowych bije sceptycyzm w tym zakresie.












