W USA w 2024 roku odnotowano 4,2 mld nielegalnych transmisji sportowych w 10 najpopularniejszych dyscyplinach. W Europie problem jest równie poważny: w Wielkiej Brytanii w 2025 roku około 4,7 mln dorosłych (9 proc.) oglądało sport nielegalnie, co oznacza wzrost w stosunku do 2023 roku. W Niemczech ponad 6 mln osób korzysta z pirackich transmisji, generując straty sięgające nawet 1,8 mld euro.
Jak to wygląda na świecie?
W Europie Środkowo-Wschodniej sytuacja wygląda inaczej. Według danych firmy Megogo, w 2024 roku jej dział antypiracki usunął 19 tys. unikatowych linków do nielegalnych transmisji piłkarskich, wobec 14,5 tys. w 2023 roku, co oznacza spadek o 23,7 proc.
Dla porównania, jeśli chodzi o sporty walki, było to odpowiednio: 3 tys. linków w 2024 roku i 674 w 2025 roku, co przekłada się na spadek ich liczby aż o 48,15 proc.

Artur Pacuła, CEO Megogo w Polsce, twierdzi, że spadek w liczbie nielegalnych transmisji piłkarskich oraz sportów walki może wynikać z kilku czynników.
Czytaj także: Niepokojące wyznania modelu AI. "Pieniądze, senatorze"
– Wzrost skuteczności w blokowaniu nielegalnych stron prawdopodobnie przekłada się na spadek zaangażowania osób udostępniających pirackie treści. Osoby, które próbują swojego szczęścia w nielegalnym udostępnianiu streamów po prostu tracą zapał, mając świadomość, że ich działania są bezcelowe – wskazał w komunikacie.
W listopadzie ubiegłego roku informowaliśmy, że w wielu krajach Europy Zachodniej można zablokować nielegalną transmisję w ciągu maksymalnie 30 minut. I to powinien być standard.
W Polsce wciąż nie ma takich przepisów. I właśnie o zmianę niekorzystnego prawa walczą nadawcy. Niedawno ponad 30 firm z branży audiowizualnej wystosowało w tej sprawie apel do Komisji Europejskiej.











