Urządzenia mobilne to dziś jedne z głównych nośników danych osobowych – od informacji finansowych, przez dane logowania, historię aktywności i lokalizację. Większość Polaków deklaruje stosowanie podstawowych środków ochrony: 59 proc. używa silnego hasła, PIN-u lub biometrii. Jednocześnie co piąta osoba (21 proc.) zabezpiecza swoje urządzenie tylko wtedy, gdy – w jej ocenie – przechowuje na nim "ważne dane".
To pokazuje, że wciąż nie do końca zdajemy sobie sprawy z tego, jak szeroki zakres informacji gromadzimy na co dzień w telefonach czy laptopach. Na tle społeczeństwa najlepiej wypadają respondenci zaliczający się do generacji Z – aż 71 proc. jej przedstawicieli korzysta z silnych haseł, kodów czy rozwiązań takich jak odcisk palca bądź rozpoznawania twarzy.
– Cyberprzestępcy typują swoje ofiary głównie pod kątem łatwości ataku, a nie rodzaju urządzenia. Oznacza to, że hakerzy często wybierają cele, które są słabo zabezpieczone. Szukają najczęściej systemów nieaktualizowanych regularnie, bez działających i aktualnych programów antywirusowych, czyli takich, których użytkowników cechują słabe nawyki bezpieczeństwa – mówi dr Paweł Stobiecki, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

– Regularne sprawdzanie zabezpieczeń i dbanie o bezpieczeństwo laptopa pomaga chronić nas przed niebezpieczeństwami, a te dobre nawyki mogą być przeniesione na inne aspekty naszego życia cyfrowego. Należy pamiętać, że smartfony, które przechowują duże ilości naszych prywatnych danych są w równej mierze narażone na ataki, co laptop – dodaje.
Dane w zamian za wygodę
Ponad połowa Polaków (53 proc.) przyznaje, że zdarza im się udostępniać swoje dane osobowe w zamian za darmowe usługi, próbki czy dostęp do aplikacji – choć zwykle pod pewnymi warunkami (np. wiarygodność strony, atrakcyjność usługi). W tym przypadku na tle społeczeństwa największą rozwagę zachowują silversi, wśród których ponad połowa (55 proc.) nigdy nie udostępnia swoich danych w zamian za "gratisy".
Wrażliwe informacje przez wielu użytkowników traktowane są niestety jak waluta – jesteśmy przyzwyczajeni do sprzedawania swoich danych – i co gorsza, robimy to często bez świadomości, jaką cenę naprawdę płacimy.

– Dla przeciętnego użytkownika dane osobowe stają się walutą wymienną za wygodę, szybki dostęp, darmowe aplikacje czy usługi. Bariera psychologiczna, która kiedyś istniała, została obniżona do minimum – przyzwyczailiśmy się do myśli, że nasze dane są zawsze "w grze". Obecnie użytkownicy są skłonni akceptować niemal wszystko, byleby nie stracić dostępu. Nawet jawne błędy czy nielogiczne zapisy w polityce prywatności nie zatrzymują ich przed kliknięciem "Akceptuję". To bardzo niebezpieczna sytuacja, bo oznacza, że firmy mogą coraz bardziej przesuwać granice w stronę coraz większej inwazyjności bez realnego oporu ze strony użytkowników – dodaje dr Paweł Stobiecki
Usługi online a granice prywatności
Podczas korzystania z usług online użytkownicy regularnie spotykają się z prośbami o dostęp do ich danych osobowych. Choć większość Polaków deklaruje ostrożność, niemal co 10 z nas (9 proc.) przyznaje, że zdarza mu się udostępniać dane osobowe bez pełnej kontroli nad ich wykorzystaniem – zarówno poprzez akceptowanie dostępu bez sprawdzania szczegółów wykorzystania informacji, jak i użytkowania aplikacji wymagających szerokich uprawnień.

Co czwarty z nas (26 proc.) akceptuje takie prośby tylko jeśli ufa danej usłudze, 24 proc. potrzebuje pełnej wiedzy na temat wykorzystania danych, a proc. zwraca uwagę na cel gromadzenia danych i podmiot, który ma uzyskać do nich dostęp.
Najczęściej doświadczane formy naruszeń prywatności danych osobowych to spam e-mailowy (44 proc.) i SMS-owy (38 proc.), phishing (35 proc.) oraz przejęcia kont w mediach społecznościowych (25 proc.). Co istotne, co piąta osoba (20 proc.) dowiaduje się o naruszeniu prywatności dopiero po utracie pieniędzy lub dostępu do konta, a 39 proc. – po otrzymaniu podejrzanych wiadomości lub telefonów.
W przypadku naruszenia prywatności danych większość użytkowników podejmuje działania naprawcze: 64 proc. zmienia hasła, 37 proc. kontaktuje się z firmą, a 31 proc. usuwa konto. Jednocześnie tylko 23 proc. korzysta z narzędzi do monitorowania bezpieczeństwa danych, które mogłyby pomóc wykryć problem wcześniej. To pokazuje, że nasze działania wciąż mają charakter reaktywny – odpowiadamy na kryzys, zamiast mu zapobiegać.










