Protesty we Francji to festiwal manipulacji. Pantera-zadymiarz to tylko wierzchołek góry lodowej

Para zdezorientowanych staruszków w bieliźnie, niewzruszony bukinista i różowa pantera. Wszystkich można było spotkać w sobotę na ulicach płonącego Paryża – ale nie tego prawdziwego. W trakcie i po ubiegłotygodniowych zamieszkach w Paryżu treści stworzone z użyciem AI zalewały media społecznościowe. Prezydent Francji mówi o "manipulacji informacjami" i ruga światowych przywódców. Nasi rozmówcy przestrzegają z kolei, że era bezkrytycznego konsumowania mediów społecznościowych już dawno za nami.

Karolina Pałys-Guzik
Karolina Pałys-Guzik
Udostępnij artykuł:
Protesty we Francji to festiwal manipulacji. Pantera-zadymiarz to tylko wierzchołek góry lodowej
Dezinformacja podczas zamieszek w Paryżu

W sobotę, 17 października, przez Paryż przetoczyła się fala demonstracji. Doszło również do zamieszek i starć z policją. Tłem niepokojów były rosnące koszty życia oraz pogarszający się poziom usług publicznych, a zarzewiem konfliktu – protest w liceum w podparyskim Créteil.

W połowie września tamtejsi uczniowie chcieli zwrócić uwagę na kiepski stan infrastruktury oświatowej, braki kadrowe w szkołach czy problemy osób z niepełnosprawnościami. Z czasem protesty rozprzestrzeniły się na inne placówki oraz grupy: swoje niezadowolenie zaczęli wyrażać studenci i przedstawiciele związków zawodowych.

Kiedy przez Paryż przetaczała się kulminacyjna fala protestów, w mediach społecznościowych zaroiło się od relacji. Obraz, jaki się z nich wyłaniał, mógł wywoływać skrajne emocje. Tymczasem, jak zauważa dziennikarz Jakub Górnicki, z dotychczasowych danych wynika, że protesty przebiegają w sposób w miarę pokojowy.

– Jak się patrzy w media społecznościowe, to można odnieść wrażenie, że na ulicach Paryża i w wielu miastach francuskich de facto trwa już jakaś forma skrajnie agresywnych protestów, przechodzących niemalże w wojnę domową. Natomiast mamy tam do czynienia raczej z protestami, które odbywają się w sposób pokojowy i z paroma procentami sytuacji, które po prostu wymykają się spod kontroli – mówi nam Górnicki, który wydarzenia opisał w obszernym poście na swoim Instagramie.

We wpisie zatytułowanym "Protesty we Francji. Jak przejmuje je dezinformacja" Górnicki zwraca uwagę m.in. na to, jak w zależności od źródła zmienia się liczba protestujących (800 tys. wg organizatorów wobec 550 tys. według władz) czy jak różnie mogą wyglądać podpisy pod tym samym materiałem wideo, publikowanym przez różne media.

"Wiemy, o co protestują. Na razie wiemy też, że lepiej się wstrzymać z ocenami i poczekać na rozwój wypadków" – pisze Górnicki.

Dziennikarz wspomina również o zagranicznych przywódcach, którzy manipulują przekazem z Francji w celu rozgrywania własnych przedwyborczych wojenek:

"Kto podpalał we Francji? Ted Cruz odpowiada od razu: islamiści. Francuski rząd mówi o skrajnej lewicy i ludziach, którzy przyszli kraść. Odpowiedzi przychodzą szybciej niż dowody. Komentują to też już osoby niezwiązane z tym, co się dzieje" – zauważa dziennikarz.

– Doszło do zagranicznej manipulacji informacjami, która doprowadziła do niedopuszczalnych, a wręcz głupich komentarzy ze strony wielu osób, w tym zagranicznych przywódców – mówił z kolei Macron, cytowany przez AFP.

Agencja przypomniała jednocześnie wypowiedzi Beniamina Netanjahu, który oświadczył wcześniej, że Francja padła ofiarą "inwazji ekstremistycznego islamu", oraz Donalda Trumpa, który stwierdził, że "to, co dzieje się we Francji, ma związek z imigracją".

– Ekosystemy medialne dzisiaj zalewane są zarówno prawdziwymi komunikatami, jak i tymi, które zostały stworzone przy zastosowaniu sztucznej inteligencji – z różnymi intencjami – zauważa dr Krzysztof Kuźmicz, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

– Warto pamiętać, że obecnie walka z realnej sceny politycznej przenosi się do sfery medialnej, pogłębiając różnego typu podziały i będąc narzędziem realizacji określonych zamierzeń, także tych, mówiąc wprost, związanych z prowadzeniem wojny informacyjnej – dodaje.

Dezinformacyjny AI slop

Wśród materiałów udających relacje z protestów pojawiały się treści o niezwykle różnorodnym charakterze. Swoistym symbolem stała się już seria filmów i zdjęć, w których w zamieszkach uczestniczy Różowa Pantera.

Serwis BBC zweryfikował ich pochodzenie. Aby sprawdzić, czy dany obraz zawiera grafikę wygenerowaną przez AI, dziennikarze korzystali z ogólnodostępnego narzędzia Google SynthID.

Okazało się, że materiały powstawały na bazie starych zdjęć, nie mające nic wspólnego z obecnymi wydarzeniami. Z kolei kreskówkowa postać, siejąca ferment w trakcie zamieszek, to pomysł rodem z prywatnego profilu na Instagramie.

Nie mniej znamienny jest obrazek, przedstawiający bezbronną parę staruszków, pozostawionych na paryskiej ulicy w samej bieliźnie. Jak podał PAP, jeden z wpisów na platformie X z tą grafiką uzyskał niemal 6 mln wyświetleń.

Po sieci rozchodziły się również zdjęcia właściciela księgarni, który dalej prowadzi biznes, podczas gdy pozostałe sklepowe witryny są doszczętnie splądrowane.

Niewzruszony właściciel księgarni
Niewzruszony właściciel księgarni © Facebook

W sieci krążyły również zmodyfikowane obrazy, z których wynikało, że cały Paryż płonie, lub takie, z których wynikało, że na wieży Eiffla powiewa flaga mająca przypominać flagę Iranu.

Paryż "płonie"
Paryż "płonie" © zrzut ekranu

Media społecznościowe to nie media

Tego rodzaju materiałów – podkręconych wizualnie, interesujących, przyciągających uwagę – trudno nie zauważyć, nawet w trakcie nieco bezrefleksyjnego scrollowania.

– Trzeba pamiętać, że to, co dostrzegamy w warstwie wizualnej, w pierwszej kolejności będzie oddziaływać na sferę emocjonalną. A jak emocje są dodatkowo powiązane ze światopoglądem, z wartościami, to bardzo często użytkownicy udostępniają dane przekazy bezkrytycznie, potęgując w ten sposób efekt dotarcia – zauważa dr Kuźmicz.

– Myślę, że manipulacyjne materiały wideo trafiają na bardzo podatny grunt, czyli na nas, szybko scrollujących komórki. Winny jest infinite scrolling, czyli to, że jesteśmy wciągnięci w te treści. Pojawia się też kryzys zaufania: wcześniej wierzyliśmy, że jeżeli ktoś nagrywa filmik, to ta osoba jest na miejscu zdarzenia. A tutaj się okazuje, że niekoniecznie. Obecnie o dostęp do sieci jest łatwiej niż o dostęp do czystej wody. Większość osób na świecie jest w stanie "coś" wygenerować – mówi dr Dota Szymborska, etyczka nowych technologii, Uniwersytet WSB Merito.

– Musimy podkreślić, że media społecznościowe to nie są media w takim rozumieniu dziennikarskim. Jest to po prostu miks wszystkich osób, które się wypowiadają – komentuje z kolei Jakub Górnicki.

Jak radzić sobie z dezinformacją?

Jakub Górnicki, choć zauważa problem, podkreśla również, że w internecie można znaleźć wiarygodne źródła informacji:

– Wydaje mi się, że też mimo wszystko pojawiło się sporo reakcji w mediach społecznościowych, jednak zachęcających do większej uwagi (...) parę takich większych, mocniejszych wpisów idących w kontrę takiej narracji, nazwijmy to takiej twitterowej, że nie wiadomo, co tam się dzieje – stwierdza i wymienia konta prowadzone przez Martę Nowak, Karola Wilczyńskiego czy Miłosza Wiatrowskiego-Bujacza.

Pytanie jednak pozostaje: jak walczyć z zalewem nieprawdziwych obrazów, które utrudniają odsiewanie informacji prawdziwych od wygenerowanych?

Dr Szymborska zauważa, że pomysły, aby znakować pierwotne treści, już się pojawiają. Badaczka mówi na przykład o wykorzystaniu technologii blockchain, aby w ten sposób oznaczyć obrazy, które były publikowane jako pierwsze i tak budować ich wiarygodność.

– Udało się nam wywalczyć oznaczanie płatnych współprac na platformach społecznościowych. Ale tu mamy większy problem. Konta, które publikują manipulacyjne treści, są odpowiednio ukryte, trudne do zlokalizowania. Pamiętajmy, że mowa tu również o zorganizowanej dezinformacji opłacanej przez rządy państw – komentuje.

Dr Kuźmicz wskazuje z kolei na narzędzia do identyfikacji AI: – Mamy oprogramowanie, które jest w stanie wskazać z większym bądź mniejszym prawdopodobieństwem, że dany materiał jest generowany przez sztuczną inteligencję – komentuje.

– Gracze w postaci platform społecznościowych też powinni być żywo zainteresowani tym, żeby te treści były oznaczane, ale pamiętajmy, że to jest nie do końca w ich interesie. Fałszywe informacje pompują algorytmy, działając na sferę afektywną odbiorców. No i przy okazji zawsze można jakąś reklamę pokazać, prawda? Czyli powstaje, można powiedzieć, konflikt interesów – zauważa dr Kuźmicz.

Eksperci zgadzają się, że obecnie najważniejsza jest edukacja: -Konieczna jest również zakrojona na szeroką skalę, dobrze prowadzona edukacja medialna, której notabene nie ma w szkołach, a być powinna moim zdaniem. Potrzebujemy programów, które będą nie tylko w jakiś taki czysto sloganowy sposób budowały odporność informacyjną, ale rzeczywiście angażowały i pokazywały, w jaki sposób użytkownicy mogą weryfikować informacje, stwierdza dr Kuźmicz.

Z kolei dr Szymborska apeluje: jeżeli coś wydaje się chociaż trochę dziwne lub zaskakujące, sięgnij po inne źródło.

Mediateka — katalog branżowych firm

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Instagram testuje 90-minutowe filmy. Chce konkurować z YouTube'em

Instagram testuje 90-minutowe filmy. Chce konkurować z YouTube'em

Blajer: Dlaczego kanały biznesowe wciąż powstają, choć wcale nie są tak popularne?[OPINIA]

Blajer: Dlaczego kanały biznesowe wciąż powstają, choć wcale nie są tak popularne?[OPINIA]

Brief kontra autentyczność. Agencja czasem musi powiedzieć marce: "nie"

Brief kontra autentyczność. Agencja czasem musi powiedzieć marce: "nie"

Nie ma ich już z nami. Ludzie mediów, reklamy i kultury, którzy odeszli w ostatnim roku

Nie ma ich już z nami. Ludzie mediów, reklamy i kultury, którzy odeszli w ostatnim roku

Spółka Warexpo testuje nowy wzór warszawskiego słupa ogłoszeniowo-reklamowego
Materiał reklamowy

Spółka Warexpo testuje nowy wzór warszawskiego słupa ogłoszeniowo-reklamowego

Policja zatrzymała przed Trybunałem agresywnego mężczyznę. Ucierpiał operator Kanału Zero

Policja zatrzymała przed Trybunałem agresywnego mężczyznę. Ucierpiał operator Kanału Zero