Reżyser "Chcę więcej": Interesuje mnie kino, które wciąga, ale nie głaszcze widza po głowie

- Jeśli ktoś po seansie zacznie się zastanawiać, gdzie sam przesunąłby swoją granicę i czy na pewno podjąłby "właściwą" decyzję, to znaczy, że zrobiłem dokładnie taki film, jaki chciałem - mówi Damian Matyasik, reżyser, scenarzysta i producent filmu "Chcę Więcej". Patronem medialnym produkcji jest portal Wirtualnemedia.pl.

Redakcja Wirtualne Media
Redakcja Wirtualne Media
Udostępnij artykuł:
Reżyser "Chcę więcej": Interesuje mnie kino, które wciąga, ale nie głaszcze widza po głowie
Film "Chcę więcej" jest już w kinach

"Chcę Więcej" na pierwszy rzut oka wygląda jak kino środka: głośne nazwiska, atrakcyjny temat, emocje, które można sprzedać szerokiej publiczności. A jednocześnie bardzo wyraźnie uciekasz od łatwych klisz. To był świadomy wybór?

Absolutnie. Od początku wiedziałem, że jeśli mam robić kino popularne, to tylko takie, które zostawia po sobie jakiś niepokój. Nie interesuje mnie film, z którego widz wychodzi z kina dokładnie w tym samym stanie emocjonalnym, w jakim do niego wszedł. Popularność nie musi oznaczać uproszczeń. Dla mnie to raczej kwestia formy — komunikatywnej, przystępnej — przy jednoczesnym zachowaniu ambicji i pewnej bezczelności wobec widza.

Nie boisz się, że takie podejście ustawi film "pomiędzy" — ani w pełni artystyczny, ani czysto rozrywkowy?

To jest dokładnie to miejsce, które mnie interesuje. Dla mnie najciekawsze filmy powstają na styku. Zawsze fascynowało mnie kino, które korzysta z narzędzi popkultury, ale mówi o rzeczach niewygodnych, moralnie niejednoznacznych. W "Chcę Więcej" bardzo zależało mi na tym, żeby opowiedzieć historię atrakcyjną fabularnie, a jednocześnie postawić widza przed pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi.

Film opowiada o świecie młodych ludzi zanurzonych w technologii, pieniądzu, szybkich decyzjach. To portret pokolenia czy raczej pretekst do czegoś większego?

Pokolenie jest punktem wyjścia, ale nie celem. Bardziej interesuje mnie mechanizm: jak łatwo dziś przekroczyć granicę, kiedy rzeczywistość wirtualna miesza się z realną, a konsekwencje nie są natychmiastowe. To kino o pokusie skrótu — emocjonalnego, moralnego, finansowego. I o tym, że prędzej czy później każdy skrót okazuje się drogą na skróty… do problemów.

Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski
Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski © Materiały prasowe | 4media

Twoi bohaterowie nie są jednoznaczni. Większość z nich trudno polubić od samego początku, a jaki już zaczyna się z kimś sympatyzować, to kolejny zwrot akcji w tej kwestii potrafi zmienić wszystko.

Odkąd tylko pamiętam, w kinie najbardziej interesowały mnie postacie. Prawdziwe, ani nie czarne, ani nie białe. Takie, które podejmują decyzje pod wpływem emocji, strachu i ambicji, dzięki którym czujesz stawkę. Ludzie często oczekują od kina jasnych drogowskazów: kto jest dobry, kto zły. Życie tak nie działa. Kino też nie powinno.

Obsada robi wrażenie — Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski w rolach głównych. W drugim planie Jan Frycz, Piotr Stramowski, Przemysław Bluszcz, Sebastian Dela. Jak pracuje się z tak gwiazdorską obsadą tworząc swój debiut pełnometrażowy?

To ogromne wyzwanie, ale też wielki przywilej. Przy debiucie pełnometrażowym bardzo szybko zderzasz się z własnymi ograniczeniami i musisz mieć świadomość, że nie wszystko jeszcze wiesz. Praca z tak doświadczonymi aktorami paradoksalnie bardzo w tym pomaga, bo oni dają poczucie bezpieczeństwa. Kiedy na planie pojawia się Jan Frycz, wiesz, że każda scena ma solidny fundament - jego precyzja, spokój i intuicja aktorska porządkują przestrzeń wokół kamery.

Jednocześnie Julia i Maciek są aktorami niezwykle świadomymi, odważnymi i gotowymi do pracy na emocjach, które nie zawsze są wygodne. Julia ma niesamowitą świadomość kamery i ogromną determinację, ale kiedy trzeba potrafi grać subtelnie. Maciek z kolei świetnie porusza się w strefie moralnej szarości. Według mnie ma charyzmę ekranową, nieporównywalną z żadnym innym aktorem swojego pokolenia. To było dokładnie to, czego potrzebowałem. Dla mnie, jako debiutanta w pełnym metrażu, kluczowe było stworzenie atmosfery partnerskiej. Nie interesowało mnie budowanie hierarchii opartej na nazwiskach. Interesowało mnie zaufanie. Każdy z tych aktorów wiedział, po co jest w tym filmie i jaką historię wspólnie opowiadamy.

Debiut uczy pokory, ale też odwagi — bo jeśli nie masz odwagi jasno powiedzieć, jaki film chcesz zrobić, to nawet najlepsza obsada cię nie uratuje. Na szczęście miałem wokół siebie ludzi, którzy nie przyszli "zagrać w debiucie", tylko realnie współtworzyć film. I za to jestem wdzięczny każdej osobę, która współtworzyła ten film.

Mówisz o kinie autorskim, ale jednocześnie jesteś scenarzystą, reżyserem i producentem. To potrzeba kontroli czy konsekwencja drogi, którą przeszedłeś?

Jedno i drugie. Przez lata pracowałem w środowiskach, gdzie opowiadanie historii było ściśle związane z mechaniką, strukturą, tempem. Nauczyło mnie to odpowiedzialności za całość. Kino autorskie nie polega dla mnie na manifestach, tylko na spójnej wizji. Jeśli biorę za coś odpowiedzialność, chcę ją wziąć do końca.

"Chcę Więcej" to film dynamiczny, mocno zmontowany, bardzo świadomy formalnie. Forma była dla ciebie równie ważna jak treść?

Forma jest treścią. Montaż, rytm, dźwięk — to wszystko buduje emocje widza często silniej niż dialog. Bardzo zależało mi na tym, żeby film miał energię, żeby widz czuł puls tej historii. Jednocześnie każdy formalny zabieg musiał służyć opowieści, a nie być popisem.

Czego najbardziej nie chciałeś zrobić tym filmem?

Nie chciałem zrobić filmu asekuracyjnego. Takiego, który nikogo nie obrazi, ale też nikogo nie poruszy. Jeśli po seansie ktoś się ze mną nie zgadza — świetnie. Najgorsze, co może spotkać film, to obojętność.

A jeśli "Chcę Więcej" okaże się sukcesem — czy to zmieni twoje podejście do kolejnych projektów?

Nie. Jedyną zmianą, na jaką liczę, jest większa swoboda twórcza. Chcę dalej robić kino, które rozmawia z widzem, ale go nie rozpieszcza. Kino popularne nie musi być grzeczne. I dokładnie takie kino chcę tworzyć przez następne 60 lat (śmiech).

Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski
Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski © Materiały prasowe

W twoich wypowiedziach często pojawia się słowo "ryzyko". Czy dziś w polskim kinie w ogóle opłaca się ryzykować?

Paradoksalnie - bardziej niż kiedykolwiek. Rynek jest przesycony treściami bezpiecznymi, policzalnymi, projektowanymi pod algorytmy i checklisty. Jeśli chcesz się wyróżnić, musisz zaryzykować własnym głosem. Oczywiście to oznacza, że nie wszyscy będą zadowoleni. Ale ja wolę zrobić film, który połowie widzów bardzo się spodoba, a drugą połowę wkurzy, niż taki, który wszyscy uznają za "poprawny". Kino nie jest od tego, żeby było poprawne. Jest od emocji, napięcia, konfliktu.

A jak reagujesz na etykietki? Debiutant, maniak gier video, twórca kina gatunkowego, film "dla młodych"…

Staram się ich nie słuchać. Etykietki są wygodne, bo upraszczają rozmowę, ale bardzo rzadko oddają prawdę. "Chcę Więcej" nie jest filmem tylko dla młodych ani tylko o przekręcie. To historia o pragnieniu przekroczenia własnych ograniczeń — i o cenie, jaką się za to płaci. Każdy, niezależnie od wieku, zna to uczucie. Jeśli ktoś chce to zamknąć w jednej szufladzie, to okej, ale ja nie zamierzam do niej wchodzić.

Co chciałbyś, żeby widz pomyślał albo poczuł już po wyjściu z kina?

Chciałbym, żeby przez chwilę nie sięgał po telefon. Żeby ten film w nim został — może jako pytanie, może jako niepokój, może jako impuls do rozmowy. Jeśli ktoś po seansie zacznie się zastanawiać, gdzie sam przesunąłby swoją granicę i czy na pewno podjąłby "właściwą" decyzję, to znaczy, że zrobiłem dokładnie taki film, jaki chciałem. Reszta - box office, opinie, nagłówki - to tylko szum. Według mnie kino zaczyna się tam, gdzie widz zostaje sam ze sobą.

Film "Chcę więcej" w kinach można oglądać od 30 stycznia br.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Sąd egzekwuje zdjęcie komornika z Malinkiewicz. Zieliński obiecywał to w "Kanale Zero"

Sąd egzekwuje zdjęcie komornika z Malinkiewicz. Zieliński obiecywał to w "Kanale Zero"

To już oficjalne. Do Polski wraca magazyn "Harper’s Bazaar"

To już oficjalne. Do Polski wraca magazyn "Harper’s Bazaar"

Agnieszka Gajzler dołączyła do Ringier Axel Springer Polska. Pokieruje jednym z obszarów strategicznych firmy

Agnieszka Gajzler dołączyła do Ringier Axel Springer Polska. Pokieruje jednym z obszarów strategicznych firmy

Allegro kontra Erli. Pozew za pozew

Allegro kontra Erli. Pozew za pozew

Nowy program w Kanale Zero. Duda pierwszym gościem

Nowy program w Kanale Zero. Duda pierwszym gościem

Spotify znów zdrożał w Polsce

Spotify znów zdrożał w Polsce